wtorek, 20 lutego 2018

6: ‘’ Powrót do domu’’: 6




Moje ciało przeszył bolesny ból tak jakby miliony igieł przeszyło moje mięśnie.. Czułam potworny ból. Całe moje ciało jakby chciało krzyczeć, wołać o pomoc, błagać o litość. Lecz nie mogłam tego wykrztusić z gardła wiedziałam ze jak tak zrobię sprawie im przyjemność.
Czy naprawdę to moja wina? Czy naprawdę jestem zła?
Takie pytania męczyły mnie za każdym ciosem zadanym przez nich. Lecz wiedziałam ze jeśli ma to im pomóc…
- Zabijcie mnie…- Wyszeptałam ledwie słyszalnym głosem nie mogłam się ruszyć całe moje ciało było poranione bądź posiniaczone. Postanowili omijać najważniejsze organy abym dłużej wytrzymała. Naprawdę byli najlepszymi katami jakich znałam potrafili się znęcać psychicznie jak i fizycznie.
- Jak ma wam to ulżyć to zabijcie mnie ale zostawicie wioskę w spokoju.- Wyszeptałam ponownie. Przed oczami miałam mgłę coraz gorzej widziałam wiedziałam ze to tylko kwestia czasu jak odejdę. Mam nadzieje ze przyjaciele mi za to wybaczą i że nie będą za mną płakać.
- niby czemu?- Zapytał się Minami-sama gdy położył rękę na mojej nodze po czym przeszył mnie prąd. Przygryzłam wargę tak że zaczęła lecieć mi krew.
- nie mam nic do stracenia, nikt nie będzie za mną płakać. Pewnie nawet mnie nie szukają. Zawsze byłam samotna i nie miałam przyjaciół. Wiec lepiej żeby taka osoba zmarła niż osoba która ma rodzinę czyż nie?- Zapytałam zerkając na nich.
Niech już to się skończy.
Czemu nie zadadzą mi ostatniego ciosu? Czemu nie ulżą mojemu cierpieniu?
- przestańcie już!- Krzyknął Kaede-sama łapiąc jednego z nich. Byłam w szoku on mnie osłonił własnym ciałem.
Ale czemu? Przecież nie jestem tego warta.-  Pomyślałam nie rozumiejąc go.
- Co jest Kaede-sama? Wymiekasz?- Zapytał Minami-sama
- Co masz wyrzuty sumienia?- Dodał Satsuki- sama
- Przypomnij sobie co oni nam zrobili!- Krzyknęli jednocześnie po czym poczułam kopnięcie.
- wiem co nam zrobili lecz jak patrzę się….- Urwał odwróciłam się powoli zerkając na nich nie wiedząc co oni planują.
Pragną już zakończyć moje cierpienie proszę bardzo nie będę się bronić wbijcie mi kunai prosto w serce- Pragnęłam powiedzieć to nagłos lecz nie miałam odwagi. Byłam zwykłym tchórzem.
- co jest? – Powiedział Satsuki-sama.
- Ona nawet nie jest Shinobim.- Powiedział Kaede-sama zerkając na nich.
- i co z tego?- Zapytał się Minami-sama patrząc się na niego nienawistnym wzrokiem.
- jest mieszkańcem Konohy i to nam starczy.- Powiedział Satuke-sama. I odepchną Kaede-sama na bok.
- Lecz to jeszcze dziecko!- Krzykną zerkając na mnie.- Nawet się nie broni jak inni! Ja nie mogę!- Krzykną Kaede-sama.
- Przestań.- Wyszeptałam nie patrząc na nich. Patrzałam się na jaśniejące niebo.
Pewnie Iruka-sensei wydzierał się na Naruto-kun za jego zachowanie a wszyscy w klasie się śmieją. Pewnie gdybym z nimi była zachowała bym powagę. Pragnęłam ich zobaczę chodz jeszcze raz w życiu. Zobaczyc jak rozmawiają w ławkach jak robia głupie rzeczy które mnie wczesniej drażniły. Usmiechnietą Hinatę-chan która wpatruje się w Naruto-kun. Chciałam się posmiać z Rock Lee oraz jego Sensei’a. Udowodnić Neji-sepai że się mylił że mogę zostac geninem. Lecz nie jest mi to pisane.
Wiedziałam ze tak będzie najlepiej.
- Nie powstrzymujcie się.- Wyszeptałam nie patrząc się na nich. Wiedziałam ze moje oczy mówiłyby co innego. Jak bym na nich zerknęła nie wytrzymała bym i się rozpłakała a przecież obiecałam. Przygryzłam wargę walcząc z własnymi mieszanymi uczuciami. Poczułam ból w ramieniu któryś z nich wbił mi w rękę kunai.  Zamknełam oczy starając się nie krzyczeć. Mimo to moją twarz wykręcił grymas bólu.  Wyplułam na ziemię krew zaczełam się nią dusić. Nie mogłam złapać oddechu.
Już pewnie nie żyję.  Gdyż z oddali słyszałam czyjeś krzyki. Zerknęłam w ich stronę widziałam zamazane sylwetki walczące przede mną. Znałam te głosy.
- Byakugan!- Krzykną ktoś inny.
Nawet w piekle będzie mnie prześladował ten koleś. Czemu słyszę głos kuzyna Hinaty-chan.
Czy ze mną wszystko w pożątku?
- TEN TEN! ZA TOBĄ!- Krzykną znajomy głos dostrzegłam zielone barwy kombinezonu.
Nie to musi być Rock Lee albo Gai-sensei. Nikt by się tak nie ubrał.- Pomyslałam odwracając głowę.
Ale czemu? Nie powinni tu przychodzić? Przecież nikim nie jestem? Jestem zwykła uczennicą- pomyślałam kaszląc.
- Katon: no jutsu!- Krzykną któryś z tłumu nie odruzniałam już głosów zaczęłam odpływać ból był tak silny że nie wiedziałam czy dam rade wytrzymać.  Ziemia nie bezpiecznie się zadrżała.
- NIE! KAEDE-SAMA! MINAMI-SAMA ZAŁATW TĄ DZIEWCZYNĘ W KOCZKACH!- Krzykną Satsuki-sama a ja nie pewnie zerknęłam w ich stronę nie mogłam złapać powietrza nie miałam już sił.  Kolejny powiew gorącego wiatru sprawił że się przesunęłam bardziej w stronę skarpy. Usłyszałam trzask łamanych kosci po czym czyjś krzyk co sprawiło że zaczęłam się bać czy nic nikomu się nie stało. Lecz nie miałam sił poruszyć głową. Ziemia ponownie zadrżała słyszałam jedynie poszczególne słowa, nie całe zdania.
- 128!- Krzykną któryś z nich- 4,8.16…- Nie rozumiałam o co chodzi lecz za każdą liczbą słyszałam jęk drugiej osoby. Albo były to krzyki? Poczułam czyjś uściska na ramieniu po czym mocne uderzenie w przeponę, po czym bolesny ból w lewym ramieniu. Potwornie bolało. Usłyszałam czyjś krzyk. Mogłam uważać ze został odciągnięty ode mnie.
Coś się stało? - Zerknęłam w stronę wałczących. Za bardzo nie widziałam ich powoli tracąc przytomność. Lecz wiedziałąm ze jestem coraz niżej. Po chwili część skarpy na której lezałam odłamał się i zaczełam spadać wraz z głazami.
- ŁAPCIE JĄ!- Ktoś krzykną lecz nie wiedziałam kto to i prawdę mówiąc nie chciałam wiedzieć pragnęłam jedynie by to wszystko już się skonczyło. Abym spadła i roztrzaskała się. Czekałam na ten momet lecz o dziwo nie spadłam jak worek kartofli tylko poczułam jak ktos mnie złapała w powietrzu i łagodnie wylądował.
- BRAWO NEJI-KUN!- Usłyszłam i zaczełam żałowac tego że jednak nie straciłam przytomności. Neji-sempai puścił mnie tak że upadłam na ziemię wypluwając krew.
Po pewnym czasie wszystko ucichło dosłownie wszystko.
- Ten Ten zostań z nia a ja dołącze do reszty.- Powiedział Neji-Sampai.
- Dobrze Neji-kun.- Powiedziała jakś dziewczyna której nie znałam. Poczułam jak ktos chwyta w moja dłoń odgarniając włosy z mojej twarzy.
- Trzymaj się.- Powiedziała ściskając moja dłon mocniej. Zaczełam kaszleć nie mogąc złapać powietrza.
- Oddychaj powoli.- Powiedziała szturchając mną co sprawiało jedynie więcej bólu.  Nie mogłam byłam już wykonczona.
- nie mogę.- Wyszeptałam zerkając w jej stronę a w oczach pojawiły mi łzy. – Możesz cos powiedzieć Hinacie-chan?- Zapytałam zerkając na nią i tak z ledwością widziałam zostało mi jedynie kilka minut.
- Ale o co chodzi?
- Przeproś ja ode mnie. Nie dam rady już więcej.- Powiedziałam i wyplułam krew zamykając oczy.
-NIE WAŻ SIĘ UMIERAĆ!!- Krzyknęła kładąc głowę na mojej kladce słuchając czy moje serce bije.
***
-Ej!- Ktoś mnie szturchał. – Ej nie wydurniaj się i otwieraj te oczy!- Znajomy głos.
Czemu nie dadzą mi spocząć w spokoju?- Pomyślałam starając się go zignorować.
- Wstawaj!- Poczułam bardzo mocne szerpniecie.- Jak umrzesz Hokage nas zawiesi!- Krzykną szturchając mną Ba on szarpał.
- Uspokój się bo jej krzywdę zrobisz!- Krzyknął jak nie myliłam się Gai-sensei.
- Lee-kun, Neji-kun bo zamiast ją ocucić to doprowadzicie ją w gorszy stan!- Krzykneła Ten Ten. Poczułam jak złapała mnie gdy upadłam na ziemię.
- Opanujcie się! Mielismy ją znaleźć. I znaleźliśmy teraz musimy opatrzeć jej rany.- Powiedziała odsłaniając moje ramiona.
- O mój boże.- Wyszeptała zabierając ręce. Zerknełam na nią powoli przekręcając głowę.
- To nic takiego.- Wyszeptałam z trudem łapiąc oddech.
- Dziewczyno ty masz osiem żeber połamanych nie wspomnę o innych obrarzeniach!- Krzykneła Ten Ten. Podparła się usiłując się podnieść podparłam się o drzewo stając na równych nogach. Lecz wiedziała ze zaraz spadnę. Nie dojdę.
- Dasz mi te bandarze?- Zapytałam i wyciognęłam rekę.
- Daj ja cię opatrzę tylko potrzebuję wody by ci je przemyć.- Powiedziała prowadząc do jeziora.
- A my poinformujemy hokage o tym że cie znaleźliśmy.- Powiedział Gai-sensei.
- Niech nie mówią nikomu.- Wyszeptałam zerkając na ziemię.- Nie chcę by kto kol wiek wiedział.- Wyszeptałam z trudem oddychając.
- Dobrze.- Powiedział zdziwiony Gai-sensei a ja oparłam się o Ten Ten i powoli zaczełam iśc.
- Siedzcie tu to może zając troche czasu.- Powiedziała Ten Ten odwracając się w ich kierunku. Podeszłam do kamienia siadając na nim.
- Wejdziesz do wody?- Zapytała zerkając na mnie.
- Nie martw się dam sobie radę.- Powiedziałam zerkając na nia po czym zanurzyłam się w wodzie.
Wow zabolało…złapałam oddech. Mrugając tak aby nie stracić przytomności. Po pewnym czasie wyszłam z wody i zerknęłam na swoje odbicie. Teraz rozumiałam czemu tak zaragowała Ten Ten.
Moja twarz wygladała potwornie.  Była posiniaczona, lewy policzek był zadrapany a może nawet razciery kunajem od nosa przez cały policzek. Martwiłam się ze zostanie blizna. Pod prawym okiem mialam wielkie limo a oko tak mi spuchneło ze z ledwością je otwierałam. Wargę miałam porozcinaną w wielu miejscach lecz to chyba moja sprawka przez to ze ja po przygryzałam. Jak się nie myliłam prawa kość policzkowa była peknięta. Na szyji miałam siniaki duszenia sznuręm, kijem, dłonmi. Ramiona miałam posiniaczone zadrapane poranione kunaiem. Lewy nadgarstek miałam spuchniety pewnie był złamany. Najgorzej wygladał chyba mój brzuch. Był całkowicie siny nie było miejsca na którym nie było by siniaka. Żebra połamane. Nie mogłam oddychać. Żeby czasami nie miała krwotoku wewnętrznego.
Zaczeła bandażować sobie ręce a Ten Ten pomagała mi zabadnarzować brzuch po półgodziny wrucilismy do reszty nie chciałam by się kto kol wiek martwił i chciałam iść o własnych siłach lecz nie udało się to i podtrzymywali mnie na zmiane Ten Ten i Neji-senpsi oraz Lee-sama. Westchnełam ciezko.
- coś cię boli?- Zapytał się Lee-sama. Pokiwałam przecząco głową prawdę mówiąc to wszystko mnie bolało.
-Czego ci ludzie chcieli od ciebie?- Zapytał się neji-senpsi. Westchnełam cicho nie chciałam odpowiadać na pytania.
- nie chcę jak na razie o tym mówić.- Wyszeptałam z trudem.
- Ale musisz to jest warzne.- Powiedział wściekle Neji-sempai zastanawiałam się czemu ze wszystkich drużyn musiał właśnie wysłać tą. Ech głupi starzec.
- nienawidzili Konohy.- Wyszeptałam odwracając wzrok.- I nie zadawaj mi już pytani.- Wyszeptałam z trudem łapiąc powietrze. Zamknełam oczy coraz gorzej się czułam.
- Co się dzieje?- Powiedział Lee-sama patrząc na mnie.
- To nic takiego.- Powiedziałam walcząc aby nie zasłabnąć. – Mogę sama iść. – Powiedziałam i samodzielnie przeskakiwałam z gałęzi na gałąź. Słyszałam za sobą szepty owej drużyny.
Nie obchodziło mnie to. Po policzkach ciekły mi łzy lecz nie z tego powodu że wszystko mnie boli lecz z tego ze wracam do wioski że będę mogła zobaczyć klasę, Hinatę-chan. Byłam z tego powodu naprawde szczęsliwa. Uśmiechnęłam się na samą myśl.  Poczym uśmiech znikł. Wiedziałam że będę musiała wszystko opowiedzieć i to jeszcze ANBU nie uwieżę już nigdy im.
Moim oczom ukazał się widok o którym tak bardzo mażyłam było już ciemno. Wiedziałam ze wszyscy spią lecz sama myśl o tym że jestem w domu. Sprawiła ze znalazłam siłę aby tam wbiec.
- Nie tak szybko!- Krzykneła Ten Ten gdy wyprułam jak szalona.
- czy ona naprawdę tak źle wygladała?- Zapytał się Lee-sama patrząc na mnie nie dowierzając własnym oczom.
Zeskoczyłam z gałęzi tracąc równowagę. Zrobiło mi się ciemno prze oczami i się zachwiałam.
- Stoisz?- Zapytała się Ten Ten podtrzymując mnie za ramię. Przeprowadzając mnie przez bramę. Uśmiechnełam się rozglądając się do okoła.
- dom…- wyszeptałam i zaczełam się kierować w strone domu.
-ehm!- Zachrząkał Gai-sensei łapiąc mnie za ramię.
- Dobrze się czuję.- Powiedziałam blada na twarzy po czym upadłam na ziemię nie mogłam się ruszyć wszystko mnie bolało.
- Neji-kun, Lee-kun, Ten Ten Zaprowdzcie ja do szpitala.- Powiedział a Nejisempai spojrzał się na mnie z nienawiścią. Po czym zaczełam iść w raz z nimi w strone szpitala. Weszłam do szpitala.
- CO SIĘ JEJ STAŁO? SZYBKO NA SALĘ!- Krzykna jeden z medycznych ninja skażąc mi się położyć na noszach i zabrał na salę po czym zmienił opatrunki i wyleczył najgorsze urazy jakie miałam.
- Masz odpoczywać conajmiej tydzień bądź dwa będziesz siedziała w szpitalu nie wolno ci się denerwować. –Powiedział lekarz a jak kiwnęłam głową bylam wykończona.
- dobrze ale znajomi będą mogli mnie odwiedzić?- Zapytałam zerkająca na niego i pielęgniarkę.
- Zobaczymy jutro o której wstaniesz będą mogli przyść po lekcjach od 17 do osiemnastej jak na razie.- Powiedział lekarz a ja oparłam głowę.
- cieszę się ze jestem w domu.- Wyszeptała zamykając oczy byłam taka zmęczona ze nie mialam sił na nic. Jutro zacznie się piekło
- Proszę jak na razie nie mówić nikomu że wróciłam nie chcę by zerwali przeze mnie lekcję.- Wyszeptałam nie otwierając oczu.  Po czym zasnełam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz