wtorek, 20 lutego 2018

18: „Pierwsza misja: północna świątynia Ognia- Komplikacje” : 18


- Akai!- Krzykneła midori najwyraźniej czymś wściekła prawdę mówiąc nie chciało mi się sprawdzać wolałam jeszcze sobie smacznie pospać.
- Nie zrobie Tego!- Powiedział Akai praktycznie mówiąc się wydarł.
- Ale czemu?- Zapytała się Midori najwyraźniej czymś rozdrażniona.
- Bo nie!- Krzykną zmarszczylam brwi.
- Ale przegrałeś w karty.- Powiedziała Aya.
Jakie znowu karty czy mnie coś ominęło czy też nie??- Pomyślałam otwierając jedno oko.
- Nie wyjdę w tym za nic w życiu!- Krzykną Akai. Otworzyłam delikatnie oko. Patrząc na nich. Midoti trzymała coś w ręku. Nie mogłam tego stwierdzić. Natomiast Akai był rozwścieczony patrząc się na ową rzecz.
- Sensei!- Zawoła Midori.
- Taaaa.- Powiedział od nie chcenia Shiowase-sensei patrząc na nich.
- Niech sensei coś mu powie.- powiedziała Midori pokazując na Akai’a palcem.
- Akai mówię ci coś.- powiedział sensei przewracają kartkę książki.
- SENEI!!- Zawołała Midori patrząc się na niego.
- Midori to jest sprawa pomiędzy wami Akai a ty założyłeś się o to podczas gry i przegrałeś po czym powinieneś przyjąc karę.- powiedział Sensei i odwrócił się do nich plecami. Prawdę mówiąc nie miałam pojęcia o co mogło im chodzić. Może wciąż mi się to śniło? Nie.. To nie był sen bowiem czułam potworny ból w ręku. Nie pamiętam co spowodowało że mnie boli ale mniejsza o to.
- Ok. ale jak komuś to powiesz to zabije cię.- powiedział wściekły Akai znikając gdzieś.
- Przecież wiesz że wszystko co robimy na misjach jest ściśle tajne.- powiedziała z dziwnym uśmiechem na twarzy Midori. Przetarłam nie pewnie oczy chcąc się do końca wybudzić.
Jaka gra?? Jaka kara?? Jaka przegrana??- Pomyślałam patrząc chę na ich plecy.
Taa to była jakaś gra musieli grać gdy jeszcze spałam.Byłam naprawdę ciekawa jaki był to zakład. Po zachowaniu Akai’a sadzą że był nie normalny. Sądząc z miny Midori wnioskuje że jest to coś kompomitujacego. A wnioskując z zachowania sensei wnioskuję że on by tak nie zrobil. I woli nie mieszać się w sprawy tej dwujki. Zmarszczyłam brwi. Byłam strasznie ciekawa tego zakładu.  Złapałam się delikatnie za głowę. Co ja robiłam? A tak! Trenowałam kontrolę nad chakrą więc musieli mnie tu przynieść. Tak i przynieśli sensei się nie co zdenerwował widząc mój stan a no tak w końcu mieliśmy o świcie wyruszać w dalszą drogę. A gdy byłam w takim stanie nie mogłam iść więc musieli poczekać za nim odpocznę. Westchnełam zerkając na nich.
- Młahaha!- Z mojego gardła wydarł się przeraźliwy śmiech. Wszyscy spojrzeli się na mnie. Nie wiem kiedy usiadlam kuląc się a jedną reka uderzałam w ziemie nie mogąc się uspokoić.
- Ami…- wycedził czerwony na twarzy Akai. Nie mogłam jednak uspokoić się wiec nie przestawałam się śmiać.
- Młahahaha… co…co….co…ty…masz… na…. Sobie!- Wydukalam przez łzy starając się uspokoić ale nie mogłam.
- Przestań się śmiać!- Krzykna Akai. Zerknełam na niego i zrobiłam się czerwona no to ja się tego nie spodziewałam. Odwrucilam się plecami śmiejąc się z niego. Chciałam się powstrzymać lecz nie mogłam.
- ślicznie ci w tym.- powiedziała Midori.
- ZAMKNIJ SIĘ MIDORI!- Krzykna rozwścieczony Akai. Odwruciałam się powoli patrząc się na niego.
Miał na sobie jakby to określić dziwny strój jak na chłopaka…czyli inaczej mówiąc miał na sobie coś w podobie do kombinezonu Brewki. Nie to był dosłownie ten kombinezon co ma brewka. Taki zgniło zielony. Ptawdę mówiąc to by mnie nie rozśmiechyła lecz ta fryzura. Biła wszystko w tym stroju. Bowiem Akai miał włosy związane w dwa kucyki obwiązane kolorową kokartką. No i rużową torepkę.
- P… p…. proszę…. idź się przebrać Akai- wyszeptalam zapłana ze śmiechu.
- Midori masz dziwną wyobraznie dla tego nie zakładam się znią.- powiedział Sensei powstrzymując się od śmiechu.
- Więc Karę za przegranie zaliczyłem więc mogę się pozbyc tego czegoś.- powiedział znikając coś tak czułam że nie będzie dziś w dobrym chumorze przez to co się teraz wydarzyło. Teraz przynajmniej wiedziałam że lepiej nie grać z Midori i za żadne skarby się z nią nie zakładać dosłownie o nic.
Akai wrócił po kilku minutach i tak jak przepuszczałam był wściekły. Lepiej do niego w tym stanie nie podchodzić nawet z bambusowym kijem.
- Ami jak się czujesz?- Zapytał się Shiowase-sensei a  ja zerknałam na niego z delikatnym uśmiechem.
- znacznie lepiej.- Powiedziałam i Uśmiechnełam się uroczo. Sensei odetchna z ulgą co sprawiło że zmarszczyłam brwi
- Sensei czy coś się stało?- Zapytałam patrząc się na niego nie pewnie.
- Nie nic tylko byłaś nie przytomna przez kilka godzin a my uwarzaliśmy że będziesz nie przytomna przez kilka dni- Powiedział zerkając na nich.
-czemu tak myśleliście?- Zdziwilam się jeszcze bardziej nie rozumiałam tego.
- Ponieważ zregenerowanie czakry jest bardzo długochlonne.- powiedział patrzac na mnie
- tym bardziej u osób które dopiero skończyły akademie więc nie dziw się czemu jesteśmy zdziwieni.- powiedział patrzac podejrzliwie na mnie.
- Niech sensei się tak na nas nie patrzy bo to jest strasznie krępujące.- powiedziałam opuszczając wzrok.
- nie martw się.- uśmiechną się delikatnie.
- A kiedy wyruszamy dalej?- Zapytałam zerkając na niego patrzac na nich.
- jak najlepiej to najszybciej.- powiedział a ja wstałam i zaczełam zbierać swoje rzeczy.
- Ami?- Zdziwiła się Midori wstając i podbiegając do mnie.
- Tak?- Zapytałam nie pewnie zerkają na nią.
- lepiej się czujesz?- zapytala zatroskanym głosem.
- Tak i proszę nie martwcie się tak o mnie.- powiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy wziełam swoje rzeczy. Zerknełam na Aye.
- Dziś będziesz już w światyni cieszysz się?- Zapytałam idąc w jej kierunku.
- Tak.- powiedziala i uśmiechnęła się zaczela iśc w moim kierunku.
- Ami może lepiej odpocznij. Prawa sensei?- Powiedziala nie pewnie Midori.
- Midori naprawdę czuje się już dobrze więc nie martw się.- powiedziałam idąc przed siebie.
- Ami ma rację.- powiedział chlodno Akai.
- Akai!- Krzykneła Midori zawzięcie starając się abym zmieniła zdanie.
- Midori Ami najlepiej wie czy jest już w pełni sily czy też nie.- powiedział sensei – a i zbyt wiele czasu stracilismy aby tu siedzieć.- Powiedzial idąc.
- Ami nie oddzielaj sję od grupy zrozumiano.- Powiedzial nie co zły.
- Tak jest sensei-poaiwdziałam i zaczelam za nim przeskakiwać drzewa.
Prawdę mówiąc czulam się dziwnie nie wiedziałam jak to opisać. Nie męczyłam się tak jak wcześniej takim biegiem i zławością dotrzymywałam im kroku. To było dziwne zawsze to ja byłam najwolniejsza więc czemu w przeciągu paru godzin tak się poprawiłam.
Chciałam zadać to pytanie sensei lecz nie chciałam go jak na razie martwić i tak widziałam że jednak coś go nie pokoi więc zastanawiałam się co go tak niepokoi.
- Ami?- wyszeptała Aya z ledwością nadarzając za mną.
- Przepraszam…- wyszeptałam zwalniając. Zerknełam na nią- Zmęczyłaś się.- powiedziałam raczej stwierdziłam fakt.
- tak trochę- powiedziała zatrzymując się.
- To chodz na moje plecy.- powiedziałam a ta nie chętnie na nie reszła i zaczełam dalej biec.Patrzałam się na plecy reszty drużyny. Oczymś zawzięcie rozmawiali. Westchnełam tylko nie rozumiejąc dokładniej co to mogło być.
-  Hōusenka no Jutsu!- krzykną ktoś za nami odwrucilam się widząc wielę małych ognistych kulek lecących prosto na nas. Odwruciłam się po czym jednym zwinnym ruchem odbiłam się od gałęzi upadając na ziemie.
- Katon: Moeru Kabe No Jutsu!- Krzykną Akai a przede mną pojawiła się płonąca ściana ognia która oddzieliła mnię od napastnika. Zerknełam na pojawiających się przede mną członków drużyny.
- AMI! ZOSTAN Z TYŁU!- zawołał Shiowase sensei.
- Hai!- zawołałam stając nie co z tyłu aby nie zawadzać postawiłam na ziemi Aye.
- Nie oddalaj się ode mnie zrozumiano- powiedziałam i do ręki wziełam kunai aby w razie czego mogła bym się obronić.
- Shuriken Kage Bunshin no Jutsu!- Krzykneła Midori rzucając wielkim szurikenem który podzielil się na Wiele mniejszych schurikenów które leciały w stronę przeciwnika.
- Aaa!- jeden z napastników dostał trafiony kilkona śhurikenami. Zlapał się za ramię. Przyglądałam się uwarznie ruchom przeciwników. Było ich trzech więc powinni sobie poradzić.
- Odori Toushin!- Krzykneła midori a w Okół niej pojawiło się kilka ostrzy mieczy które zaczeły wokół niej się kręcić po czym poleciały w stronę wroga. Który płynnie odskoczył przed jej atakiem.
Zerkneła na nich nie wiedząc co zrobić wiedziałam że coś jest nie tak lecz nie wiedziałam co.
- Aya nie odstępuj mnie ani na krok zrozumiałaś.
- Tak.- Powiedziała zerknełam na nią była przerażona zaciskala z całej siły swoje oczy.
- O nie!- Krzykną Akai patrzac się na mnie zdziwiłam się o co może mu chodzić gdy nie zobaczyłam przed sobą czwartego przeciwnika.
- Jak to możliwe nie było go tutaj!- Zawoła Midori.
- Shunshin no Jutsu – usłyszałam a Przed nami pojawił się Sensei blokując atak przeciwnika zdziwiłam się jak to możliwe że tak szybko zaatakował.
- Ami Cofnij się!- Rozkazał..
- Ale mogę pomóc.- Zawołałam gotowa do ataku.
- MASZ SIĘ COFNĄĆ!- krzykną a ja to zrobiłam nie rozumiałam byliśmy drużyną to czemu nie pozwalali mi walczyć złapała Aye za ramię i zaczełam się oddalać od walczących zatrzymałam się jakieś dziesięć metrów od nich i przygotowałam się.
- Ami uwarzaj- zawołała Aya gdy koło mnie przeleciał kunai jedną ręką zablokowałam cios wroga który miał krutkie czrne włosy i takie same oczy. Miał szyderczy uśmiech jego prawa ręka przeleciała koło moich oczu.
-  Onsen  Yume- powiedział a mi się zakręciło w głowie nie wiedziałam co się stało jedyne co usłyszałam było czyjś krzyk.

Wokół mnie niczego nie było dosłownie była jedynie pustka gdzie niegdzie pojawił się wyraż Onsen- Skarzone po chwili pojawiło się drugie słówko Yume- Sen bądź mażenie nie rozumiałam co te dwie rzeczy mają w sobie. Czułam się dziwnie.
- Ami!- ktoś krzyczał lecz nie wiedziałam kto chwila czy to nie ja leżę na ziemi a koło mnie kuca zapłakana Aya. Co się stało?
Koło mnie stał kto to był wróg a no tak dałam się złapać w jego technikę. Ale nie rozumiałam tego.czemu widzę tak jak bym się unosiła w niebie.
Wrogi ninja zacza się przedzierać w moim kierunku gdy drogę zastawiła mu Midori nie wiadomo skąd pojawił się w jego ręku katana która przebiła Midori prawy bok. Owy mężczyzna o czarnych krótkich włosach uśmiechną się szyderczo i szarpną nim.
- Nie!- Krzyknełam a po policzkach ciekły mi łzy nie chciałam by cierpieli przecież nie mogą umierać zamnie czemu mnie tak osłaniają.
Patrzałam się jak Midori upada na kolana cała we krwi w jej boku tkwiła wielka rozszarpana rana przechyliła się upadając na ziemie.
- Midori!- Krzykną Akai który uderzył napastnika na tyle moczno że upadł kilka metrów. Zasłoniłam usta zapłakana nie chciałam widzieć ich bólu nie mogłam. To zbyt bolało chciałamby żyli by nie starali się mnie ochronić.
Starałam się pruchyć chodzby ręką lecz nie mogłam. Po policzkach ciekły mi bardziej łzy.
- Akai!- krzykną sensei i gdy Akai zaczł krzyczeć. Zerknełam w ich stronę patrząc na zakrwawionego Akaia który upadł na ziemię koło Midori.
- Nie!- krzyknęłam lecz nikt mnie nie słyszał bezwładnie leżałam na ziemi nie mogąc się ruszyć ani nic powiedziec moje ciało było blade oczy zamknęte na twarzy nie było widać zadnej oznaki bym cokolwiek robiła czy czuła jaki kolwiek ból.
Złożyłam ręce jak do modlitwy po czym zasłoniłam usta po moich policzkach ciekły bardziej łzy. Włosy rozwiał mi wiatr zerknełam poraz kolejny na zakrwawione ciała Midori i Akai’a po czym na otoczonego przez wrogów Sensei’a który waleczne walczył z napastnikami. Raz… drugi… trzeci… jedno cięcie za drugim a jego ruchy zwalniały.
- sensei proszę nie!- krzyknęłam zapłakana starając się zrbić co kolwiek podbiegłam do niego starając się złapać jego rękę lecz przenikłam przez niego. Skuliłam się zapłakana na ziemi.
- Jestem aż tak beznadziejna- powiedziałam nie patrząc się na nic.
- Ami!- ktoś wołał lecz nie rozpoznawałam tego głosu.
- Otwórz oczy!- znow ktoś zawłał. Nie chciałam otwierać… nie chciałam widieć ich ciał. nie miałam już sił dłużej. To zbyt blało.
- Otwieraj te oczy!- krzykną ktoś w oddali a ja czułam coraz silniejsze szarpniecia.
- Oszalałeś zrobisz jej krzywdę!- krzykną ktś poraz kolejny. Mało  co mnie obchodziło kto to był.
Poczułam piekacy ból w policzku dotknęłam go delikatnie rozglądając się nikogo nie było. Klejny piekący ból teraz natomiast w drugim policzku.
- co jest.. nie rozumiem…- nie rozumiałam co jest grane. – auuu- krzyknęłam gdy poczułam silne kpnięcie na tyle silne aby złamać mi kilka żeber. Syknęłam łapiac się za nie.
- Do cholery jasnej przestań słyszałeś co mówił.- usłyszałam poraz klejny.
Po chwili wszystko ucichło a ja klęczałam na środku zaplakana nie odsłaniałam twarzy. Nie miałam już sił na nic.
***
Otworzyłam oczy zmarszczylam brwi gdzie ja byłam. Rozejrzałam się na dziwne ściany przecierz byłam w lesie zerknełam na drugą strnę zerknełam na jakąś postać gdy zrozumiałam kim ona jest nie zdążyłam nawet podnieść ręki a już trzymał ją przygważdżając mocno. Zasłonił mi usta bym nie mogła krzyczeć. Zerknełam na tego samego chłopaka z jakim walczyłam wcześniej. Zmarszczyłam brwi. Znów dałam się złapać wrogowi.
- dziekuje.- usłyszałam i zamarłam nie wierzac własnym uszm.
- dziękuje.- powtórzył a po jego policzkach pociekł kilka łez.
-dziękuje ze uratowałaś moją małą siostrzyczkę.- powiedział a ja zamarłam delikatnie złapałam jego rekę odsłaniając usta.
- co?- zdziwiłam się nie rozumiejąc o co chodzi.
- Dziekuje za uratowanie Ayi.- powiedział z uśmiechem na twarzy. – i przepraszam za to ze cię tak poturbowałem lecz chciałem wiedzieć czy jesteś w stanie osłonić moją siostrę własnym ciałem.- powiedział siadając na krańcu łużka.
- czemu nie powiedziałeś ze Aya  to twoja siostra?
- po prostu nie mogłem gdy ją znalazłem w końcu zstała wysłana do tej świątyni i myślała ze ją zostawiłem.- powiedział patrząc na zwoje ręce.
- Przepraszam ze pytam ale czemu zniknłeś?
- nie zniknłem… po prostu podczas walki spadłem z klifu gdy się obudziłem byłem w wiosce i nie pamiętałem niczego. Po kilku miesiącach przypomniałem sobie o młodszej siostrze i zaczełem jej szukać lecz nigdzie jej nie było. Nawet zaczełem myśleć ze ja złapali i zabili. Wiec zaczełem uczyć się aby zemścić się za śmierć siostry. Lecz w tedy zobaczyłem ją jak szła z mnichem i się ucieszyłem chciałem podejść lecz się bałem. Gdy usłyszałem ze ma trafić do północnej świątyni z jednej strony się ucieszyłem z drugiej natomiast nie…
- czemu?- zdziwiłam się czasem mialam wrarzenie ze jestem głupsza niż mi się zdawało. Tak było i teraz.
- Bo znajduje się bok wioski która mnie znalazła. – odpowiedział czarnowłosy chłopak patrząc się smutno.
- co zamierzasz zrobić?- Zapytałam zakładając rękę na swoim biodrze patrząc się mu w oczy powarznym spojrzeniem.
- nie wiem jeszcze byłaby szczęśliwa gdybym nie wracał.- powiedział odwracając wzrok tak ze teraz widziałam jego profil.
- to nie prawda ucieszyła by się na twój widok. I co się stało?- powiedziałam uderzając delikatnie ręka w ścianę nie mogłam zrozumiałam tego
- Byłeś pod wpływem Genjutsu. Teraz jesteś w świątnyni.- odpowiedział mi na męczące mnie pytanie
- A Midri, Akai i sensei!- krzyknęłam podrywając się przypomniałam sobie juch zakrwawione ciała a po policzkach pociekly mi łzy. Nie chciałam by to była prawda nie chciałam to tak bardzo bolało.
- żyją są na podwórku a ty odpoczywaj było to silne genjutsu.- powiedział wskazując na czerwonowłosego chłopaka siedzącego na drzewie miał nie zbyt przyjemny wyraz twarzy koło niego siedziała zmartwiona zielonowłosa dziewczyna. Po chwili Akai poklepal Midori po ramieniu mówiąc jej coś co sprawiło że kiwnęła tylko głową i wtulila się w niego. Akai odwrócił wzrok.
- Kto mnie uratwał?- zapytałam zerkając na chłopaka z którym nie dawono walczyłam na śmierć i życie a teraz normalnie rozmawiam jakby nic się Nie wydarzyło.
- ja.- odpowiedział ciepło i z delikatnym uśmiechem na twarzy. Uśmiechnełam się delikatnie zerkając na ziemię.
- ale jak?- zapytałam poraz kolejny.
- nie ważne jak/- powiedział zerkając w okno. Gdzie ćwiczyła Aya koło niej siedzieli Akai i Midori. Uśmiechnełam się na ich widok. Zerknełam na niego.
- jak masz na imię?- zapytałam ciekawa gdyz nie znałam jego imienia.
- Asa.- powiedział a ja się Uśmiechnełam
- dziękuje.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy a on też się uśmiechną.
- wiesz jesteś inna. Jesteś słaba lecz uparta.- zaśmiał się
- uznam  to  za komplement.- powiedziałam przekrzywiając delikatnie głowę.
- bo to jest komplement zaprzyjaźniłaś się z ayą a ona mazyła by mieć przyjaciółkę.- powiedział zerkając na siostrę – cieszę się ze ciebie poznała i ze ja cię poznałem.- powiedział zerkając tym razem na mnie.
- Nie ma za co.- powiedziałam zmieszana tą całą jego reakcją wstałam i wyszłam
- A ty dokąd powinnaś odpoczywać to było silne genjutsu.- powiedział staraqjac się mnie złapać lecz ja płynnie unikłam jego uścisku.
- nie potrzebuje już odpoczynku.- powiedziałam idąc chwiejnym krokiem.
- AMI- Krzykną znajomy mi głos i to bardzo dobrze poczułam szarpnięcie a po chwili zerknełam na plecy Akai’a który właśnie mnie osłonił nie wiem przed czym ale też nie chciałam się kłucić.
- Wróg!- Krzykną Akai a ja zerknełam na pieczęć jaką tworzył.
- Akai przestań to nie wróg- złapałam go za ręce a koło nas pojawili się Midori i Shiowase-sensei. Byli przygotowani do walki koło nich zatrzymała się  Aya i przygotowała się do ataku.
- Przestańcie- powiedziałam stając miedzy nimi.
- Ami!- Krzykneła Midori patrząc na mnie. – zejdz nam z drogi.- dodala.
- Nie! On nie jest wrogiem to on mnie uwolnił z tego genjutsu w ostatniej chwili i on jest twoim bratem Aya- powiedziałam a dziewczynka zerknęła na mnie to na niego.
- Co??- zerknela na chłopaka- Asa?- wyszeptała a czarnowłosy chłopak zerkna na nią nie pewnie widząc jej łzy nie co się zmieszał upadł na ziemię gdy żuciła się na niego tuląc się mocno
- wiedziałam ze mnie znajdziesz Nii-san- powiedziała zapłakana
- przepraszam ze to zajęło mi tak wiele czasu i ze cierpiałaś przeze mnie. – przytulił ją mocniej do siebie
- Dziękuje Ami- powiedziala do mnie Aya a ja się delikatnie Uśmiechnełam
- ja nic nie zrobiłam naprawdę- powiedziałam i podeszłam do swojej drużyny.
- wracajmy już.- powiedział sensei a ja zerknełam na niego kiwając tylko głową – wykonaliśmy już misję więc nic po nas mam nadzieje ze staniesz się doskonałym jednym ze 12 strażników Aya i nie zapominaj naszej rozmowy.
- Oczywiście proszę pana nie zapomne- powiedziała i pomachała nam zerknełam na nią z uśmiechem.
- Aya cieszę się ze twój brat wrócił i dtrzymał danego słowa.- powiedziała uśmiechając się do nich.
- szkoda ze Tsumetai nie jest w stanie dotrzymać obietnicy danej tobie.- powiedziała patrzac się w ziemię.
- to nic takiego już tak nie boli teraz ja musze dotrzymać obietnicy i wrócić do przyjaciół.- powiedziałam i delikatnie ja objełam.
- AMI!- krzykną Akai zerkając na mnie. Podbiegłam do swojej drużyny nie patrząc się na nich.
- Auu- krzyknęłam czując silne uderzenie w tył głowy.
- Nigdy wiecej nas tak nie strzsz- powiedział Akai po czym delikatnie mnie przytulił.
- Tak nigdy wiecej nas tak nie strasz – powiedziała Midori tuląc się do mnie.
- Ale co ja takiego zrobiłam.- powiedziałam zerkając Na nich nie wiedząc o co chodzi.
A ci tylko zaczeli się ze mnie śmiać
- to nie jest zabawne Akai… Midori przestańcie.- krzyknęłam uciekając przed goniącymi mnie akai’em i Midori.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz