- Akai!- Krzykneła midori najwyraźniej czymś
wściekła prawdę mówiąc nie chciało mi się sprawdzać wolałam jeszcze sobie
smacznie pospać.
- Nie zrobie Tego!- Powiedział Akai praktycznie mówiąc
się wydarł.
- Ale czemu?- Zapytała się Midori najwyraźniej czymś
rozdrażniona.
- Bo nie!- Krzykną zmarszczylam brwi.
- Ale przegrałeś w karty.- Powiedziała Aya.
Jakie
znowu karty czy mnie coś ominęło czy też nie??-
Pomyślałam otwierając jedno oko.
- Nie wyjdę w tym za nic w życiu!- Krzykną Akai.
Otworzyłam delikatnie oko. Patrząc na nich. Midoti trzymała coś w ręku. Nie
mogłam tego stwierdzić. Natomiast Akai był rozwścieczony patrząc się na ową
rzecz.
- Sensei!- Zawoła Midori.
- Taaaa.- Powiedział od nie chcenia Shiowase-sensei
patrząc na nich.
- Niech sensei coś mu powie.- powiedziała Midori
pokazując na Akai’a palcem.
- Akai mówię ci coś.- powiedział sensei przewracają
kartkę książki.
- SENEI!!- Zawołała Midori patrząc się na niego.
- Midori to jest sprawa pomiędzy wami Akai a ty
założyłeś się o to podczas gry i przegrałeś po czym powinieneś przyjąc karę.-
powiedział Sensei i odwrócił się do nich plecami. Prawdę mówiąc nie miałam
pojęcia o co mogło im chodzić. Może wciąż mi się to śniło? Nie.. To nie był sen
bowiem czułam potworny ból w ręku. Nie pamiętam co spowodowało że mnie boli ale
mniejsza o to.
- Ok. ale jak komuś to powiesz to zabije cię.-
powiedział wściekły Akai znikając gdzieś.
- Przecież wiesz że wszystko co robimy na misjach
jest ściśle tajne.- powiedziała z dziwnym uśmiechem na twarzy Midori.
Przetarłam nie pewnie oczy chcąc się do końca wybudzić.
Jaka
gra?? Jaka kara?? Jaka przegrana??- Pomyślałam patrząc chę
na ich plecy.
Taa to była jakaś gra musieli grać gdy jeszcze
spałam.Byłam naprawdę ciekawa jaki był to zakład. Po zachowaniu Akai’a sadzą że
był nie normalny. Sądząc z miny Midori wnioskuje że jest to coś
kompomitujacego. A wnioskując z zachowania sensei wnioskuję że on by tak nie
zrobil. I woli nie mieszać się w sprawy tej dwujki. Zmarszczyłam brwi. Byłam
strasznie ciekawa tego zakładu. Złapałam
się delikatnie za głowę. Co ja robiłam? A tak! Trenowałam kontrolę nad chakrą
więc musieli mnie tu przynieść. Tak i przynieśli sensei się nie co zdenerwował
widząc mój stan a no tak w końcu mieliśmy o świcie wyruszać w dalszą drogę. A
gdy byłam w takim stanie nie mogłam iść więc musieli poczekać za nim odpocznę.
Westchnełam zerkając na nich.
- Młahaha!- Z mojego gardła wydarł się przeraźliwy
śmiech. Wszyscy spojrzeli się na mnie. Nie wiem kiedy usiadlam kuląc się a
jedną reka uderzałam w ziemie nie mogąc się uspokoić.
- Ami…- wycedził czerwony na twarzy Akai. Nie mogłam
jednak uspokoić się wiec nie przestawałam się śmiać.
- Młahahaha… co…co….co…ty…masz… na…. Sobie!-
Wydukalam przez łzy starając się uspokoić ale nie mogłam.
- Przestań się śmiać!- Krzykna Akai. Zerknełam na
niego i zrobiłam się czerwona no to ja się tego nie spodziewałam. Odwrucilam
się plecami śmiejąc się z niego. Chciałam się powstrzymać lecz nie mogłam.
- ślicznie ci w tym.- powiedziała Midori.
- ZAMKNIJ SIĘ MIDORI!- Krzykna rozwścieczony Akai.
Odwruciałam się powoli patrząc się na niego.
Miał na sobie jakby to określić dziwny strój jak na
chłopaka…czyli inaczej mówiąc miał na sobie coś w podobie do kombinezonu
Brewki. Nie to był dosłownie ten kombinezon co ma brewka. Taki zgniło zielony.
Ptawdę mówiąc to by mnie nie rozśmiechyła lecz ta fryzura. Biła wszystko w tym
stroju. Bowiem Akai miał włosy związane w dwa kucyki obwiązane kolorową
kokartką. No i rużową torepkę.
- P… p…. proszę…. idź się przebrać Akai- wyszeptalam
zapłana ze śmiechu.
- Midori masz dziwną wyobraznie dla tego nie
zakładam się znią.- powiedział Sensei powstrzymując się od śmiechu.
- Więc Karę za przegranie zaliczyłem więc mogę się
pozbyc tego czegoś.- powiedział znikając coś tak czułam że nie będzie dziś w
dobrym chumorze przez to co się teraz wydarzyło. Teraz przynajmniej wiedziałam
że lepiej nie grać z Midori i za żadne skarby się z nią nie zakładać dosłownie
o nic.
Akai wrócił po kilku minutach i tak jak przepuszczałam
był wściekły. Lepiej do niego w tym stanie nie podchodzić nawet z bambusowym
kijem.
- Ami jak się czujesz?- Zapytał się Shiowase-sensei
a ja zerknałam na niego z delikatnym
uśmiechem.
- znacznie lepiej.- Powiedziałam i Uśmiechnełam się
uroczo. Sensei odetchna z ulgą co sprawiło że zmarszczyłam brwi
- Sensei czy coś się stało?- Zapytałam patrząc się
na niego nie pewnie.
- Nie nic tylko byłaś nie przytomna przez kilka
godzin a my uwarzaliśmy że będziesz nie przytomna przez kilka dni- Powiedział
zerkając na nich.
-czemu tak myśleliście?- Zdziwilam się jeszcze
bardziej nie rozumiałam tego.
- Ponieważ zregenerowanie czakry jest bardzo
długochlonne.- powiedział patrzac na mnie
- tym bardziej u osób które dopiero skończyły
akademie więc nie dziw się czemu jesteśmy zdziwieni.- powiedział patrzac
podejrzliwie na mnie.
- Niech sensei się tak na nas nie patrzy bo to jest
strasznie krępujące.- powiedziałam opuszczając wzrok.
- nie martw się.- uśmiechną się delikatnie.
- A kiedy wyruszamy dalej?- Zapytałam zerkając na
niego patrzac na nich.
- jak najlepiej to najszybciej.- powiedział a ja
wstałam i zaczełam zbierać swoje rzeczy.
- Ami?- Zdziwiła się Midori wstając i podbiegając do
mnie.
- Tak?- Zapytałam nie pewnie zerkają na nią.
- lepiej się czujesz?- zapytala zatroskanym głosem.
- Tak i proszę nie martwcie się tak o mnie.-
powiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy wziełam swoje rzeczy. Zerknełam
na Aye.
- Dziś będziesz już w światyni cieszysz się?-
Zapytałam idąc w jej kierunku.
- Tak.- powiedziala i uśmiechnęła się zaczela iśc w
moim kierunku.
- Ami może lepiej odpocznij. Prawa sensei?-
Powiedziala nie pewnie Midori.
- Midori naprawdę czuje się już dobrze więc nie
martw się.- powiedziałam idąc przed siebie.
- Ami ma rację.- powiedział chlodno Akai.
- Akai!- Krzykneła Midori zawzięcie starając się
abym zmieniła zdanie.
- Midori Ami najlepiej wie czy jest już w pełni sily
czy też nie.- powiedział sensei – a i zbyt wiele czasu stracilismy aby tu
siedzieć.- Powiedzial idąc.
- Ami nie oddzielaj sję od grupy zrozumiano.-
Powiedzial nie co zły.
- Tak jest sensei-poaiwdziałam i zaczelam za nim
przeskakiwać drzewa.
Prawdę mówiąc czulam się dziwnie nie wiedziałam jak
to opisać. Nie męczyłam się tak jak wcześniej takim biegiem i zławością
dotrzymywałam im kroku. To było dziwne zawsze to ja byłam najwolniejsza więc
czemu w przeciągu paru godzin tak się poprawiłam.
Chciałam zadać to pytanie sensei lecz nie chciałam
go jak na razie martwić i tak widziałam że jednak coś go nie pokoi więc zastanawiałam
się co go tak niepokoi.
- Ami?- wyszeptała Aya z ledwością nadarzając za
mną.
- Przepraszam…- wyszeptałam zwalniając. Zerknełam na
nią- Zmęczyłaś się.- powiedziałam raczej stwierdziłam fakt.
- tak trochę- powiedziała zatrzymując się.
- To chodz na moje plecy.- powiedziałam a ta nie
chętnie na nie reszła i zaczełam dalej biec.Patrzałam się na plecy reszty
drużyny. Oczymś zawzięcie rozmawiali. Westchnełam tylko nie rozumiejąc
dokładniej co to mogło być.
- Hōusenka no Jutsu!- krzykną ktoś za nami odwrucilam
się widząc wielę małych ognistych kulek lecących prosto na nas. Odwruciłam się
po czym jednym zwinnym ruchem odbiłam się od gałęzi upadając na ziemie.
- Katon: Moeru Kabe No Jutsu!-
Krzykną Akai a przede mną pojawiła się płonąca ściana ognia która oddzieliła
mnię od napastnika. Zerknełam na pojawiających się przede mną członków drużyny.
- AMI! ZOSTAN Z TYŁU!- zawołał
Shiowase sensei.
- Hai!- zawołałam stając nie co z
tyłu aby nie zawadzać postawiłam na ziemi Aye.
- Nie oddalaj się ode mnie
zrozumiano- powiedziałam i do ręki wziełam kunai aby w razie czego mogła bym
się obronić.
- Shuriken Kage Bunshin no
Jutsu!- Krzykneła Midori rzucając wielkim szurikenem który
podzielil się na Wiele mniejszych schurikenów które leciały w stronę przeciwnika.
- Aaa!- jeden z napastników
dostał trafiony kilkona śhurikenami. Zlapał się za ramię. Przyglądałam się
uwarznie ruchom przeciwników. Było ich trzech więc powinni sobie poradzić.
- Odori Toushin!- Krzykneła
midori a w Okół niej pojawiło się kilka ostrzy mieczy które zaczeły wokół niej
się kręcić po czym poleciały w stronę wroga. Który płynnie odskoczył przed jej
atakiem.
Zerkneła na nich nie wiedząc co
zrobić wiedziałam że coś jest nie tak lecz nie wiedziałam co.
- Aya nie odstępuj mnie ani na
krok zrozumiałaś.
- Tak.- Powiedziała zerknełam na
nią była przerażona zaciskala z całej siły swoje oczy.
- O nie!- Krzykną Akai patrzac
się na mnie zdziwiłam się o co może mu chodzić gdy nie zobaczyłam przed sobą
czwartego przeciwnika.
- Jak to możliwe nie było go
tutaj!- Zawoła Midori.
- Shunshin no Jutsu –
usłyszałam a Przed nami pojawił się Sensei blokując atak przeciwnika zdziwiłam
się jak to możliwe że tak szybko zaatakował.
- Ami Cofnij się!- Rozkazał..
- Ale mogę pomóc.- Zawołałam gotowa do ataku.
- MASZ SIĘ COFNĄĆ!- krzykną a ja to zrobiłam nie
rozumiałam byliśmy drużyną to czemu nie pozwalali mi walczyć złapała Aye za
ramię i zaczełam się oddalać od walczących zatrzymałam się jakieś dziesięć
metrów od nich i przygotowałam się.
- Ami uwarzaj- zawołała Aya gdy koło mnie przeleciał
kunai jedną ręką zablokowałam cios wroga który miał krutkie czrne włosy i takie
same oczy. Miał szyderczy uśmiech jego prawa ręka przeleciała koło moich oczu.
- Onsen Yume- powiedział a mi się zakręciło w głowie
nie wiedziałam co się stało jedyne co usłyszałam było czyjś krzyk.
Wokół mnie niczego nie było dosłownie była jedynie
pustka gdzie niegdzie pojawił się wyraż Onsen- Skarzone po chwili pojawiło się
drugie słówko Yume- Sen bądź mażenie nie rozumiałam co te dwie rzeczy mają w
sobie. Czułam się dziwnie.
- Ami!- ktoś krzyczał lecz nie wiedziałam kto chwila
czy to nie ja leżę na ziemi a koło mnie kuca zapłakana Aya. Co się stało?
Koło mnie stał kto to był wróg a no tak dałam się
złapać w jego technikę. Ale nie rozumiałam tego.czemu widzę tak jak bym się
unosiła w niebie.
Wrogi ninja zacza się przedzierać w moim kierunku gdy
drogę zastawiła mu Midori nie wiadomo skąd pojawił się w jego ręku katana która
przebiła Midori prawy bok. Owy mężczyzna o czarnych krótkich włosach uśmiechną
się szyderczo i szarpną nim.
- Nie!- Krzyknełam a po policzkach ciekły mi łzy nie
chciałam by cierpieli przecież nie mogą umierać zamnie czemu mnie tak
osłaniają.
Patrzałam się jak Midori upada na kolana cała we krwi
w jej boku tkwiła wielka rozszarpana rana przechyliła się upadając na ziemie.
- Midori!- Krzykną Akai który uderzył napastnika na
tyle moczno że upadł kilka metrów. Zasłoniłam usta zapłakana nie chciałam
widzieć ich bólu nie mogłam. To zbyt bolało chciałamby żyli by nie starali się
mnie ochronić.
Starałam się pruchyć chodzby ręką lecz nie mogłam. Po
policzkach ciekły mi bardziej łzy.
- Akai!- krzykną sensei i gdy Akai zaczł krzyczeć.
Zerknełam w ich stronę patrząc na zakrwawionego Akaia który upadł na ziemię
koło Midori.
- Nie!- krzyknęłam lecz nikt mnie nie słyszał
bezwładnie leżałam na ziemi nie mogąc się ruszyć ani nic powiedziec moje ciało
było blade oczy zamknęte na twarzy nie było widać zadnej oznaki bym cokolwiek
robiła czy czuła jaki kolwiek ból.
Złożyłam ręce jak do modlitwy po czym zasłoniłam usta
po moich policzkach ciekły bardziej łzy. Włosy rozwiał mi wiatr zerknełam poraz
kolejny na zakrwawione ciała Midori i Akai’a po czym na otoczonego przez wrogów
Sensei’a który waleczne walczył z napastnikami. Raz… drugi… trzeci… jedno
cięcie za drugim a jego ruchy zwalniały.
- sensei proszę nie!- krzyknęłam zapłakana starając
się zrbić co kolwiek podbiegłam do niego starając się złapać jego rękę lecz
przenikłam przez niego. Skuliłam się zapłakana na ziemi.
- Jestem aż tak beznadziejna- powiedziałam nie patrząc
się na nic.
- Ami!- ktoś wołał lecz nie rozpoznawałam tego głosu.
- Otwórz oczy!- znow ktoś zawłał. Nie chciałam
otwierać… nie chciałam widieć ich ciał. nie miałam już sił dłużej. To zbyt
blało.
- Otwieraj te oczy!- krzykną ktoś w oddali a ja czułam
coraz silniejsze szarpniecia.
- Oszalałeś zrobisz jej krzywdę!- krzykną ktś poraz
kolejny. Mało co mnie obchodziło kto to
był.
Poczułam piekacy ból w policzku dotknęłam go
delikatnie rozglądając się nikogo nie było. Klejny piekący ból teraz natomiast
w drugim policzku.
- co jest.. nie rozumiem…- nie rozumiałam co jest
grane. – auuu- krzyknęłam gdy poczułam silne kpnięcie na tyle silne aby złamać
mi kilka żeber. Syknęłam łapiac się za nie.
- Do cholery jasnej przestań słyszałeś co mówił.-
usłyszałam poraz klejny.
Po chwili wszystko ucichło a ja klęczałam na środku
zaplakana nie odsłaniałam twarzy. Nie miałam już sił na nic.
***
Otworzyłam oczy zmarszczylam brwi gdzie ja byłam.
Rozejrzałam się na dziwne ściany przecierz byłam w lesie zerknełam na drugą
strnę zerknełam na jakąś postać gdy zrozumiałam kim ona jest nie zdążyłam nawet
podnieść ręki a już trzymał ją przygważdżając mocno. Zasłonił mi usta bym nie
mogła krzyczeć. Zerknełam na tego samego chłopaka z jakim walczyłam wcześniej.
Zmarszczyłam brwi. Znów dałam się złapać wrogowi.
- dziekuje.- usłyszałam i zamarłam nie wierzac własnym
uszm.
- dziękuje.- powtórzył a po jego policzkach pociekł
kilka łez.
-dziękuje ze uratowałaś moją małą siostrzyczkę.-
powiedział a ja zamarłam delikatnie złapałam jego rekę odsłaniając usta.
- co?- zdziwiłam się nie rozumiejąc o co chodzi.
- Dziekuje za uratowanie Ayi.- powiedział z uśmiechem
na twarzy. – i przepraszam za to ze cię tak poturbowałem lecz chciałem wiedzieć
czy jesteś w stanie osłonić moją siostrę własnym ciałem.- powiedział siadając
na krańcu łużka.
- czemu nie powiedziałeś ze Aya to twoja siostra?
- po prostu nie mogłem gdy ją znalazłem w końcu zstała
wysłana do tej świątyni i myślała ze ją zostawiłem.- powiedział patrząc na
zwoje ręce.
- Przepraszam ze pytam ale czemu zniknłeś?
- nie zniknłem… po prostu podczas walki spadłem z
klifu gdy się obudziłem byłem w wiosce i nie pamiętałem niczego. Po kilku
miesiącach przypomniałem sobie o młodszej siostrze i zaczełem jej szukać lecz
nigdzie jej nie było. Nawet zaczełem myśleć ze ja złapali i zabili. Wiec
zaczełem uczyć się aby zemścić się za śmierć siostry. Lecz w tedy zobaczyłem ją
jak szła z mnichem i się ucieszyłem chciałem podejść lecz się bałem. Gdy
usłyszałem ze ma trafić do północnej świątyni z jednej strony się ucieszyłem z
drugiej natomiast nie…
- czemu?- zdziwiłam się czasem mialam wrarzenie ze
jestem głupsza niż mi się zdawało. Tak było i teraz.
- Bo znajduje się bok wioski która mnie znalazła. –
odpowiedział czarnowłosy chłopak patrząc się smutno.
- co zamierzasz zrobić?- Zapytałam zakładając rękę na
swoim biodrze patrząc się mu w oczy powarznym spojrzeniem.
- nie wiem jeszcze byłaby szczęśliwa gdybym nie
wracał.- powiedział odwracając wzrok tak ze teraz widziałam jego profil.
- to nie prawda ucieszyła by się na twój widok. I co
się stało?- powiedziałam uderzając delikatnie ręka w ścianę nie mogłam
zrozumiałam tego
- Byłeś pod wpływem Genjutsu. Teraz jesteś w
świątnyni.- odpowiedział mi na męczące mnie pytanie
- A Midri, Akai i sensei!- krzyknęłam podrywając się
przypomniałam sobie juch zakrwawione ciała a po policzkach pociekly mi łzy. Nie
chciałam by to była prawda nie chciałam to tak bardzo bolało.
- żyją są na podwórku a ty odpoczywaj było to silne
genjutsu.- powiedział wskazując na czerwonowłosego chłopaka siedzącego na
drzewie miał nie zbyt przyjemny wyraz twarzy koło niego siedziała zmartwiona
zielonowłosa dziewczyna. Po chwili Akai poklepal Midori po ramieniu mówiąc jej
coś co sprawiło że kiwnęła tylko głową i wtulila się w niego. Akai odwrócił
wzrok.
- Kto mnie uratwał?- zapytałam zerkając na chłopaka z
którym nie dawono walczyłam na śmierć i życie a teraz normalnie rozmawiam jakby
nic się Nie wydarzyło.
- ja.- odpowiedział ciepło i z delikatnym uśmiechem na
twarzy. Uśmiechnełam się delikatnie zerkając na ziemię.
- ale jak?- zapytałam poraz kolejny.
- nie ważne jak/- powiedział zerkając w okno. Gdzie
ćwiczyła Aya koło niej siedzieli Akai i Midori. Uśmiechnełam się na ich widok.
Zerknełam na niego.
- jak masz na imię?- zapytałam ciekawa gdyz nie znałam
jego imienia.
- Asa.- powiedział a ja się Uśmiechnełam
- dziękuje.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy a on
też się uśmiechną.
- wiesz jesteś inna. Jesteś słaba lecz uparta.-
zaśmiał się
- uznam to za komplement.- powiedziałam przekrzywiając
delikatnie głowę.
- bo to jest komplement zaprzyjaźniłaś się z ayą a ona
mazyła by mieć przyjaciółkę.- powiedział zerkając na siostrę – cieszę się ze
ciebie poznała i ze ja cię poznałem.- powiedział zerkając tym razem na mnie.
- Nie ma za co.- powiedziałam zmieszana tą całą jego
reakcją wstałam i wyszłam
- A ty dokąd powinnaś odpoczywać to było silne
genjutsu.- powiedział staraqjac się mnie złapać lecz ja płynnie unikłam jego
uścisku.
- nie potrzebuje już odpoczynku.- powiedziałam idąc
chwiejnym krokiem.
- AMI- Krzykną znajomy mi głos i to bardzo dobrze
poczułam szarpnięcie a po chwili zerknełam na plecy Akai’a który właśnie mnie
osłonił nie wiem przed czym ale też nie chciałam się kłucić.
- Wróg!- Krzykną Akai a ja zerknełam na pieczęć jaką
tworzył.
- Akai przestań to nie wróg- złapałam go za ręce a
koło nas pojawili się Midori i Shiowase-sensei. Byli przygotowani do walki koło
nich zatrzymała się Aya i przygotowała
się do ataku.
- Przestańcie- powiedziałam stając miedzy nimi.
- Ami!- Krzykneła Midori patrząc na mnie. – zejdz nam
z drogi.- dodala.
- Nie! On nie jest wrogiem to on mnie uwolnił z tego
genjutsu w ostatniej chwili i on jest twoim bratem Aya- powiedziałam a
dziewczynka zerknęła na mnie to na niego.
- Co??- zerknela na chłopaka- Asa?- wyszeptała a
czarnowłosy chłopak zerkna na nią nie pewnie widząc jej łzy nie co się zmieszał
upadł na ziemię gdy żuciła się na niego tuląc się mocno
- wiedziałam ze mnie znajdziesz Nii-san- powiedziała
zapłakana
- przepraszam ze to zajęło mi tak wiele czasu i ze
cierpiałaś przeze mnie. – przytulił ją mocniej do siebie
- Dziękuje Ami- powiedziala do mnie Aya a ja się
delikatnie Uśmiechnełam
- ja nic nie zrobiłam naprawdę- powiedziałam i
podeszłam do swojej drużyny.
- wracajmy już.- powiedział sensei a ja zerknełam na
niego kiwając tylko głową – wykonaliśmy już misję więc nic po nas mam nadzieje
ze staniesz się doskonałym jednym ze 12 strażników Aya i nie zapominaj naszej
rozmowy.
- Oczywiście proszę pana nie zapomne- powiedziała i
pomachała nam zerknełam na nią z uśmiechem.
- Aya cieszę się ze twój brat wrócił i dtrzymał danego
słowa.- powiedziała uśmiechając się do nich.
- szkoda ze Tsumetai nie jest w stanie dotrzymać
obietnicy danej tobie.- powiedziała patrzac się w ziemię.
- to nic takiego już tak nie boli teraz ja musze
dotrzymać obietnicy i wrócić do przyjaciół.- powiedziałam i delikatnie ja
objełam.
- AMI!- krzykną Akai zerkając na mnie. Podbiegłam do
swojej drużyny nie patrząc się na nich.
- Auu- krzyknęłam czując silne uderzenie w tył głowy.
- Nigdy wiecej nas tak nie
strzsz- powiedział Akai po czym delikatnie mnie przytulił.
- Tak nigdy wiecej nas tak nie strasz – powiedziała
Midori tuląc się do mnie.
- Ale co ja takiego zrobiłam.- powiedziałam zerkając
Na nich nie wiedząc o co chodzi.
A ci tylko zaczeli się ze mnie śmiać
- to nie jest zabawne Akai… Midori przestańcie.-
krzyknęłam uciekając przed goniącymi mnie akai’em i Midori.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz