Nie wiedziałam, czemu ale
zbudziłam się zlana potem nie pamiętałam, co mi się śniło.
Całe moje ciało drżało ze strachu. Nie mogłam opanować drżenia rąk. Po potwarzy ciurkiem skapały krople łez. Zerknęłam na okno. W wiosce panował błogi spokój. Oparłam ponownie głowę o poduszkę a ręką zasłoniłam twarz. Oddychałam spokojnie próbując sobie przypomnieć, co mi się śniło, lecz, mimo iż chciałam nie udało mi się tego dokonać. Westchnęłam ciężko. Od momentu, gdy Suwaru-san udała się na misje nie mogłam spać miałam złe przeczucie. Pękła mi szklanka w dłoni kalecząc mi ją w dwóch miejscach a szkło wbiło się głęboko. Hinata się przeraziła i opatrzyła mi ją, Następne, co mnie spotkało było to, że nasze zdjęcie spadło na ziemię i pękło jakimś cudem w miejscu gdzie znajdowała się właśnie Suwaru przecinając ją na pół. I teraz te niewyjaśniane koszmary senne. Może ze mną jest coś nie tak? Może jestem przemęczona? Nie wiem, czemu lecz coraz bardziej nie dawało mi to spokoju. Usiadłam na parapecie i patrzałam na przechadzających się ludzi. Dziwne… naprawdę dziwne. Zmarszczyłam brwi.
Całe moje ciało drżało ze strachu. Nie mogłam opanować drżenia rąk. Po potwarzy ciurkiem skapały krople łez. Zerknęłam na okno. W wiosce panował błogi spokój. Oparłam ponownie głowę o poduszkę a ręką zasłoniłam twarz. Oddychałam spokojnie próbując sobie przypomnieć, co mi się śniło, lecz, mimo iż chciałam nie udało mi się tego dokonać. Westchnęłam ciężko. Od momentu, gdy Suwaru-san udała się na misje nie mogłam spać miałam złe przeczucie. Pękła mi szklanka w dłoni kalecząc mi ją w dwóch miejscach a szkło wbiło się głęboko. Hinata się przeraziła i opatrzyła mi ją, Następne, co mnie spotkało było to, że nasze zdjęcie spadło na ziemię i pękło jakimś cudem w miejscu gdzie znajdowała się właśnie Suwaru przecinając ją na pół. I teraz te niewyjaśniane koszmary senne. Może ze mną jest coś nie tak? Może jestem przemęczona? Nie wiem, czemu lecz coraz bardziej nie dawało mi to spokoju. Usiadłam na parapecie i patrzałam na przechadzających się ludzi. Dziwne… naprawdę dziwne. Zmarszczyłam brwi.
Miną już dobre trzy dni odkąd
wyruszyli na misje a ja wciąż czułam ten nie pokój nie rozumiałam go i w prawdzie
nie chciałam zrozumieć chciałam się cieszyć.
Puk- Ktoś zastukał donośnie w
drzwi mojego mieszkania. Wstałam i podeszłam do nich otwierając je. Zerknęłam
na Ojca, Shikamaru który właśnie opadł się o barierkę.
- Tak?- Zapytałam zerkając na
niego. Był jakiś dziwny, jakby to ująć smutny. Westchnęłam zerkając na niebo.
- Mayumi-chan Hokage cię wzywa-
wyszeptał ojciec Skikanaru-kun’a a ja poszłam za nim. Nie pewnie rozglądałam
się po wiosce. Nie wiedząc, o co chodzi. Po co mógł mnie wzywać Hokage. Ach tak
pewnie chodzi o tę książkę, którą wypożyczyłam. Miałam ją oddać członkom ANBU. Westchnęłam
patrząc na ziemię. Rozmawianie z ANBU nie przypadało mi do gustu., Lecz
przeszła mi mania na punkcie ich. Uśmiechnełam się delikatnie. Mogę nawet stwierdzić,
że nie bałam się ich już tak bardzo jak wcześniej.
Puk- Zapukałam do drzwi gabinetu
Hokage. Czekając na odpowiedź.
- Proszę.- Powiedział przyjaznym
tonem Hokage. Weszłam i Uśmiechnełam się kłaniając się. Hokage pokazał mi
krzesło.- Usiądź Ami.- Powiedział i delikatnie się Uśmiechnełam.
- Dobrze Hokage-sama.- Powiedziałam
i usiadłam na fotelu zerkając z uśmiechem na Hokage. Był nad czymś skupiony
trzymał w ręku jakąś kartkę, po czym westchną. Zmarszczyłam brwi. Natomiast
Hokage podpisał ową kartkę a gdy pojawił się jeden z ANBU. Dał mu ją.
- Przekaż ją Reście Joninów.-
Powiedział i skrzyżował palce a łokcie oparł o blat biurka. Przyglądałam się z
uwaga na członka ANBU.
- Aaa.- Powiedziałam gwałtownie a
Hokage zerkną na mnie.
- Coś się stało Ami?- Zapytał się
zerkając na mnie.
- Nie po prostu znalazłam tę książkę,
którą wypożyczyłam. – Powiedziałam patrząc na nich.
- Tak a gdzie jest.- Powiedział
zaciekawiony ANBU.
- W Akademii.- Powiedziałam i zerknęłam
na ich zdziwione twarze.
- Jak to zdziwił się Hokage.
- Zostawiłam ją w szafce.- Powiedziałam – z
książkami w klasie.- Dodałam patrząc na nich.
- To dobrze się składa.-
Powiedział i delikatnie się uśmiechną.
- Czemu Hokage?- Zdziwiła się
członek Anbu prawdę mówiąc i ja byłam zdziwiona.
- Ami-chan miałbym do ciebie
prośbę abyś pomogła dziś w Akademii posprzątać.- Powiedział a ja energicznie
kiwnęłam głową.
- Dobrze Hokage-sama.-
Powiedziałam z uśmiechem na twarzy wstając z miejsce.
- A jak znajdziesz książkę od
razu oddaj ją Iruce.- Powiedział patrząc na mnie.
- Hokage-sama czy to dobry
pomysł. Aby szukała ją. Wie pan tam są ważne informacje.- Powiedział członek
ANBU przyglądając się mi uważnie. Zmarszczyłam brwi.
- nie martw się o to.- Uspokoił
go Hokage.
- Możesz już iść Iruka pewnie
biedny czeka na pomoc.- Dodał w moim kierunku Hokage.
- Hai!- Uśmiechnełam się uroczo z
resztą jak zawsze się uśmiechałam Hokage uśmiechną się blado. Wyszłam z
gabinetu.
***
Sprzątałam właśnie podwórko, gdy
poczułam na sobie czyjeś spojrzenie zerknęłam na sensei’a marszcząc brwi.
- Iruka-sensei?- Zaczełam nie
pewnie czując się nie zręcznie tym, że tak mi się przyglądał.
- Tak Ami?- Zapytał nie obecny
Iruka.
- czy coś się stało?- Zapytałam
zerkając na niego wciąż mi się przyglądał. Był smutny i czymś przygnębiony.
- Nie a co?- Zdziwił się Sensei
po czym pokręcił przecząco głową.
- Dziwnie się pan mi przygląda i
jest pan dziwnie nie obecny.- Powiedziałam patrząc na niego.
- Nie jestem tylko znaczony
przygotowywałem do później godziny sprawdziany.- Powiedział i uśmiechną się do
mnie. Uśmiechnęłam się i zaczełam dalej sprzątać
- Eee Iruka-sensei?- Zapytałam zerkając
w jego kierunku.
- Tak.- Odpowiedział myjąc
pachołki do kunai.
- Więc co mam jeszcze
posprzątać.- Uśmiechnęłam się mrużąc przy tym oczy. A Sensei się uśmiechną.
- Jeszcze trzeba okna pomyć i po
układać książki.- Powiedział a ja z radosnym krokiem poszłam zrobić to, co
mówił.
**Iruka**
Co ja mam zrobić? Nie wiem, czemu
kazano to mnie powiedzieć? Jak mam to zrobić?
Takie pytania dręczyły mnie od
kilku godzin a tak dokładniej pięciu. A wszystko się zaczęło od tego;
Dzisiejszej
nocy położyłem się o pierwszej rano gdyż wymysiłem sprawdzian. Gdy przyjemnie
przekręcałem się właśnie na plecy. Zostałem brutalnie zbudzony przez Kakashiego
mianowicie wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Poderwałem się jak oparzony
upadając przy tym z łóżka tak, że połamałem lewą nogą szafkę. No i oczywiście
nabiłem sobie guza. Zastanawiając się jak dostał się do mojego mieszkania
prawdę mówiąc do teraz się nad tym męczę. Kakashi kazał mi wstawać, bo ma coś
ważnego do powiezienia. Więc to uczyniłem nie zbyt chętnie oczywiście była
trzecia nad ranem. Gdy powiedział mi to, co miał zamurowało mnie nie wiedziałem,
co nam powiedzieć a tym bardziej zrobić. Serce zatrzymało się gwałtownie a ja
mimo wolnie pobladłem patrząc się na niego jak na jakiegoś barana tańczącego
przy ognisku.
- Ja?- Zapytałem nie dowierzając pokazując przy tym na
siebie palcem wskazującym.. Zerknąłem na jedno odkryte oko swojego towarzysza.
Wstałem przeszłem się kilka razy przez mój pokuj.
- Tak ty.- Powiedział siwowłosy. Wskazując na mnie
palcem.
- Ale jak? Czemu?- Zapytałem i zatrzymałem się w połowie
drogi gwałtownie się odwróciłem.
- Tak rozkazał Hokage.- Powiedział siwo włosy
trzymając jak zwykle książkę. Zmarszczyłem czoło myśląc o czymś.
- Czemu to mam być ja?- Wyszeptałem załamany nie mogąc
tego zrozumieć. Upadłem ciężko na łóżko zamykając na chwile oczy.
- Ty masz z dzieciakami najlepszy kontakt.- Powiedział
i zerknąłem na niego. Kakashi zmrużył oczy raczej oko.
- Kakashi ja nie chce.- Powiedziałem i pokręciłem
głową. Nie mogłem tego zrobić. Moje ręce skrzyżowały się nad moją głową w
kształt litery X.
- Iruka taki jest rozkaz.- Powiedział Kakashi odwróciłem
głowę w bok. Kakashi westchną i przybliżył się do mnie łapiąc go za podbródek.
Co on do cholery jasnej robi? Niech się odsunie nie
komfortowo się czuje! Jak tak się na mnie gapi?
- Czemu nie poinformuje ktoś inny Tylko ja?- Zapytałem
oddalając się. Na bezpieczną odległość, czyli usiadłem na parapecie.
- chcesz by ktoś powiedział to prosto z mostu.- Powiedział
a ja pokręciłem przecząco głową. Aż się za nią złapałem, gdy zakręciło mi się w
niej.
- nie.- Wyszeptałem zrezygnowany. Patrząc się na
gwiaździste niebo
- no właśnie.- Powiedział siwowłosy i wyskoczył przez
okno.- Dasz sobie rade.- Dodał i znikną.
- tak dam radę- Wyszeptałem kładąc się na łóżku.
Z wspomnień wyrwała mnie niska dziewczynka,
która jak zawsze uśmiechała się uroczo mrużąc przy tym swoje oczy. Westchnąłem
cicho. To nie będzie takie proste jak na to wygląda. Zamknąłem oczy, po czym je
otworzyłem.
- Tak Ami-chan.- Wyszeptałam
starając się nie patrzeć na dziewczynę, która właśnie pokazałam wyczyszczone
okna. Zdziwiłem się widząc jak się błyszczą prawdę mówiąc nigdy nie były one
takie czyste. – Dobra robota.- Uśmiechnąłem
się uroczo do nie.
Co mam robić? Jak to obrać w
słowa? Jak to powiedzieć?
Hokage specjalnie wysłał ją tu
abym jej powiedział? Natomiast j a nie potrafię tego wyksztusić. Nie umiałem a
słowa utrudniały mi to. Gdy chciałem już powiedzieć to otwierałem buzie i nic.
Nie wykrztusiłem ani słowa.
**Ami**
Iruka-sensei naprawdę wyglądał na
zdołowanego, lecz nie mogłam zrozumieć, czemu. I co może go tak trapić wielo
krotnie wyglądał jak by chciał mi coś przekazać, lecz nic mu nie chciało
przejść przez gardło. Zaczełam ścierać kurze. Układając książki na półkach.
Wzięłam ową książkę, którą miałam oddać Iruce sensei i wyszłam przez okno.
- Jest tu, Mayumi-chan Ami?- Zapytał
się męski głos a ja zamarłam. Nie znałam owego głosu. Ścisnęłam książkę mocniej
idąc powoli w ich kierunku
Kto może mnie szukać nie znam tego głosu?- Pomyślałam przestraszona i zerknęłam na Irukę-sensei
i jeszcze jednego mężczyznę był Shinobim wioski miał brązowe gęste długie włosy
sięgające mu do pasa. Wyglądał na poważnego
mężczyznę.
- Tak jest, ale ona nie wie.- Wyszeptał
Iruka-sensei nie patrząc się na niego. Zmarszczyłam brwi.
Czego nie wiem?-
Pomyślałam patrząc na nich i zaczełam się przybliżać do nich chciałam wiedzieć.
- Iruka nie powiedziałeś jej!-
Zdziwił się owy nie znajomy.
Czego mi nie powiedział?- Chciałam zadawać te pytania na głos, ale nie mogłam
ich wykrztusić.
- Nie miałem odwagi jej tego
powiedzieć!- Krzykną, – ale powiem jej w nocy po ramen.- Powiedział a owy nie
znajomy zerkną na niego.
- Wiem ze ci nie jest łatwo, lecz
musisz lepiej żeby się od ciebie dowiedziała niż z ulicy.- Wyszeptał i znikną a
ja patrzałam się nie wiedząc, co mam zrobić.
- Iruka-sensei….- Wyszeptałam
patrząc się na niego, – co miałeś mi powiedzieć.- Mój głos nie spokojnie zadrżał.
A on spojrzał się na mnie.
- Powiem ci przy ramen dobrze
wytrzymaj jeszcze kilka godzin błagam.- Wyszeptał a ja kiwnęłam jedynie głową.
- Aaa Iruka-sensei to jest ta książka,
którą wypożyczyłam z Biblioteki Hokage kazał mi ją oddać tobie jak ja tu
znajdę.- Powiedziałam i wyciągnęłam rękę z książką. Iruka wziął ja w ręce i uśmiechną się.
- Dobrze zaniosę ją do Hokage-
powiedział i skłonił się ja natomiast się odkłoniłam i zaczełam iść do domu.
***
Byłam w domu kręcąc się w tę i we
tę, co mi się nigdy nie zdarzało. Gdybym mogła pewnie zrobiłabym w pogłodzę
dziurę przez te kilku godzinny spacer. Prawdę mówiąc byłam zmęczona. Przetarłam
oczy wierzchem dłoni. Ziewając. Usiadłam na łóżku, po czym nastawiłam budzik,
na 19 czyli miałam dwie godziny.
- Co chciał mi powiedzieć?- Zamyśliłam
się nie wiedząc, czemu mam złe przeczucie. Rzuciłam się na łóżko zasypiając.
**Iruka**
Cholera jasna, czemu życie musi
być tak pochrzanione?- Pokręciłem przecząco głową.
Czemu właśnie wszystko spada na moja głowę?- Złapałem
się za nią jakby miała mi eksplodować, po czym zrezygnowany oparłem głowę o
kolana.
- Jak mam jej to powiedzieć? Jak?
No do choleru jak!- Westchnąłem podnosząc głowę patrząc się naprzeciwko.
- Normalnie.- Usłyszałem znajomy
głos i zerknąłem na siwowłosego. Po czym na ziemie smutno.
- Jak normalnie? Starałem się,
ale nie potrafiłem tego wykrztusić.- Wyszeptałem nie patrząc się na niego.
- powiedz nie patrząc się na
nią.- Powiedział łagodnym głosem. Westchnąłem. Łatwo mówić, ale do cholery
trudno to zrobić.
- Jak by to było tak proste to
bym już to zrobił.- Powiedziałem i zabrałem mu książkę. Siwo włosy zerkną na
mnie usiłując ją złapać. Ale nie dawałem za wygraną.
- Ej Iruś!- Krzykną starając się
ją odzyskać.
- Ty kiedyś miałeś coś takiego
powiedzieć?- Zapytałem się go a on zamarł. Zerkną na mnie poważnie.
- Nie.- Powiedział i oparł się o
drzewo.- I prawdzie mówiąc nie chcę mieć.- Wyszeptał a ja spojrzałem się na
niego.
- Powiedziałem jej ze dowie się
na ramen za dwie godziny.- Powiedziałem smutny starając się sobie wyobrazić
wszystko. Ale nie umiałem.
- Nie martw się tak Iruś a teraz
oddaj książkę.- Powiedział i wyrwał ją z moich rąk. Zaczą ją starannie oglądać.
Zaśmiałem się.
- wiesz, kiedy wraca
Jiraya-sensei. – Zapytałem pragnąc zmienić temat. Chodź na chwilke chciałem
zapomnieć o tym, co mam zrobić.
- a skąd ja to mam niby
wiedzieć?- Zapytał marszcząc czoło.
- jesteś jego największym fanem.-
Powiedziałem a ten odwrócił wzrok. Zaśmiałem się ponownie.
- nie śmiej się, bo oberwiesz.- Powiedział
złym tonem Kakashi. Spoważniałem i usmiechnołem się złośliwie.
- A ja mam ci spojler dać do tej
książki.- Odpyskowałem a dobrze wiedziałem, co go ruszy
- tylko nie to!- Krzykną i
odruchowo zasłonił uszy. Zaśmiałem się zapominając przez moment o tym, co dziś
miało się wydarzyć.
- A jak tam w Akademii.- Zapytał
się Akashi patrząc się na mnie uśmiechnąłem się.
- Ami-chan wysprzątała całą.- Powiedziałem
zerkając na niego.
-Całą?- Zdziwił się zerkając na
mnie.
- tak całą.- Powiedziałem i
wstałem.
- Naprawdę całą?- Nie wierzył mi.
- Tak nawet wypastowała podłogi
prawdę mówiąc nie widziałem by Akademia była taka czysta.- Powiedziałem i zaśmiałem
się.
- już idziesz?- Zapytał zerkając
na mnie. Kakashi wyglądał na zmartwionego. Prawdę mówiąc nie dziwię mu się. Sam,
bowiem byłem taki sam.
- Tak muszę jeszcze wymyśleć jak
jej to powiem.- Powiedziałem i zacząłem przeskakiwać przez drzewa jak
najszybciej w prawdzie mówiąc chciałem mieć to już za sobą a z drugiej strony
nie chciałem widzieć jej łez.
Już siedziała u Ichiraku.
Pobladłem.
- jak mogłem zapomnieć ze jest
punktualna właśnie teraz chciałem, aby się spóźniła.- Powiedziałem sam do
siebie i usiadłem.
- Witaj Ami-chan- uśmiechnełame
się a ona spojrzała się na mnie swymi dużymi oczami przęłknłem głośno. Serce
zaczęło mi walić jak oszalałe.
- Witam Sensei. Co miał mi pan powiedzieć?-
Zapytała a ja się skrzywiłem.
- najpierw coś zjedzmy.- Unikałem
nie uniknionego tematu, lecz chciałem, aby żyła jeszcze przez chwile bez tej
wiadomości.
- dobrze Sensei.- Powiedziała a
ja się ucieszyłem.
- poproszę dwa ramen.- Zawołałem
do kucharza, który po kilku minutach postawił przed nami miski z ramen. I
zerknąłem na rumieńce, które pojawiły się na jej delikatnej twarzyczce i mimo
wolnie się usmiechnołem bardzo powoli zaczołem jeść dając sobie jeszcze kilak
minut wolności, która nie ubłaganie dobiegała końca. Zjadła i zerknęła na mnie.
Nie patrz się tak na mnie proszę- pomyślałem i zerknąłem na nią.
-, Więc co miał mi pan do powiezienia.-
Powiedziała i zerknęła na mnie.
- Ami-chan….- Zacząłem i
opuściłem wzrok. Nie mogłem tego zrobić nie mogłem. Zacisnąłem dłonie w pięści.
- Tak…- powiedziała i gestem rąk
starała się przyśpieszyć to, co chciałem jej powiedzieć.
- Nie pośpieszaj mnie.- Zagrzmiałem
groźnie prawie krzyknąłem a w jej oczach zobaczyłem strach. Bała się mnie…
Byłem w szoku nie wiedziałem, że
może ktoś się mnie bać. A tak w końcu nakrzyczałem na nią bez powodu.
- dobrze Sensei.- Wyszeptała i
usiadła tak, że widziałem jej profil. Wziąłem głęboki oddech.
Muszę o zrobić muszę to w końcu wykrztusić… Wybacz mi
Ami… Przepraszam…
- Tsumetai Suwaru…… nie żyje.- Powiedziałem
chłodnym tonem. Moja twarz wyglądała na poważną. Nie było widać na niej żadnych
uczuć. Zdziwiłem się. I zerknąłem na nią. Musiałem powiedzieć to zbyt chłodnym
tonem. Widziałem jak zamarła trzymając pałeczki blisko swoich ust. W jej Oczach
pojawił się łzy. Przygryzała wargę.
***Ami**
- Tsumetai Suwaru…..Nie żyje.-
Powiedział Iruka-sensei chłodnym tonem a ja zamarłam trzymałam pałeczki w ręku
blisko swoich ust i zamarłam. Do oczu napłynęły mi łzy. Przygryzłam wargę, aby
powstrzymać łzy.
Tsumetai Suwaru
nie żyje, nie żyje, nie żyje…-
Pomyślałam nie dowierzając raczej nie chciałam w to wierzyć. Zamknęłam oczy. A
łzy mimo wolnie zaczęły kapać mi na kolana.
- Zginęła na misji a za dwa dni
jest jej pogrzeb.- Powiedział Iruka-sensei a mi pałeczki wypadły z rąk i
uderzyły o blat stołu.
- N…… n…… n…. nie….. T….. o… n…
nie….. Możliwe.- Wydukałam starając się powstrzymać łzy. Przygryzłam ponownie
dolną wargę. Obiecałam jej ze nie będę płakać nie mogłam złamać danej
obietnicy.
- Ami- chan…- zaczą Iruka-sensei,
lecz Ja nie chciałam go słuchać nie wierzyłam w to, co mówił musiałam się
upewnić. Poderwałam się i pobiegłam przed siebie, lecz wiedziałam gdzie biegnę
biegłam do szpitala. Jak to prawda to wiem gdzie ją znajdę? Wbiegłam do wielkiego
budynku a potem zbiegłam na dół. Korytarze nie miłosiernie się dłużyły a serce
mi waliło.
- To nie możliwe to nie prawda
muszę się upewnić ze mnie okłamuje Sensei.- Powiedziałam starając się przekonać
samą siebie. Otworzyłam drzwi i odetchnęłam z ulgą. Widząc ze w pomieszczeniu
nie było nikogo
Pomieszczenie to było białe. Na
środku Sali znajdował się stół, który był przykryty białym prześcieradłem. Na
stole leżał ktoś.
Podszedłem bliżej i złapałam za prześcieradło
Serce zatrzymało się. Spojrzałam się na owe prześcieradło. Po czym wstrzymałam
powietrze w płucach. Zamknęłam oczy modląc się by to nie była ona. Po czym
zacisnęłam dłoń na prześcieradle i delikatnie drżącą ręką zsunęłam je z owej
osoby.
Patrzałam się na ową osobę a z
dłoni wypadło mi prześcieradło, które powoli opadło na ziemię. Drżącą ręką
zasłoniłam usta a po policzkach zaczęły ciurkiem spływać łzy, Które kapały na
ziemię.
Nie! Nie! Nie!- Słyszałam
w swojej głowie. Kolana ugięły się pod moim ciężarem. Zachwiałam się. Widząc
twarz Suwaru-san. Wyglądała jakby przed chwilą, co zasnęła. Delikatnie
dotknęłam drżącą dłonią jej twarzy. Była strasznie zimna… tan chłód… był nie
przyjemny zbyt nie przyjemny. Po moich policzkach zaczęły bardziej płynąć łzy.
Starałam się nie szlochać. I być silna, lecz nie umiałam. Wciąż miałam nadzieje ze jednak udaje… ze
wstanie i powie niespodzianka… Delikatnie poszturchnełam ją. Jej twarz była
strasznie poraniona i posiniaczona. Przez prawy policzek ciogneła się paskudna
rana. Pobladłam chciałam zwymiotować, lecz walczyłam z tym.
- Suwaru-san zbudź się….- Wyszeptałam,
lecz nie zareagowała… a do oczu napłynęły mi łzy… złapałam się za serce bardzo
tam bolało. Mimo wolnie przygryzłam wargę nie chciałam płakać nie chciałam by,
kto kolwiek to widział nie chciałam. Mój wzrok przykuła ogromna dziura z boku. Dopiero
teraz zauważyłam ze nie miała ręki. Ba! Nie miała też całego ramienia. Złapałam
się ponownie za usta tak, aby nie zwymiotować. A jednak Medyczni ninja jeszcze
nic z nią nie zrobili.
- EJ, CO TY TU ROBISZ NIE WOLNO
TU WCHODZIĆ- usłyszałam za sobą krzyk. Zerknęłam na Medycznego Ninje, który
zamarł widząc mój wyraz twarzy.
- Ami?- Wyszeptał podchodząc do
mnie nie pewnie chciał mnie złapać. Lecz ja wybiegłam nie patrząc się na niego.
Chciałam jak najszybciej być w domu. Po mych oczach ciekły łzy. Nie mogłam w to
uwierzyć.
Wpadłam na jakąś grupkę byli tam
wszyscy nawet Uchiha, który nie był zbytnio w nastroju.
- Ami-chan!- Zawołała,
Hinata-chan ale ja się jedynie podniosłam i pobiegłam przed siebie. Usłyszałam
jedynie.
- A tej, co znowu.- Zapytał się
Kiba-kun.
- Wie już o Suwaru.- Powiedziała
Hinata.
- Że nie żyje.- Powiedział Sino.
Czułam ich zmartwione spojrzenia na swoich plecach.
- Dajmy jej ochłonąć.-
Powiedziała Ino a wszyscy przytaknęli.
Wbiegłam do domu i pierwsze, co
zrobiłam to pochowałam zdjęcia nie chciałam na razie jej widzieć nie chciałam
nikogo widzieć nie chcieli mi powiedzieć a wiedzieli już od pewnego czasu.
Skuliłam się w ciemnym koncie
pokoju i zaczełam płakać. Łzy ciekły mi ciurkiem a mnie było ciężko oddychać
Mie mogłam już powstrzymać łez. Suwaru była moją najlepszą przyjaciółką i moim
Sensei a co ważne zastąpiłam mi rodzinę pokazała jak to jest mieć starszą
siostrę no i teraz pokazała jak to jest ją stracić. Skuliłam się a zwieszchem
dłoni wciąż starałam się pohamować łzy… bez skutecznie, bo mimo tych starań łzy
i tak ciekły po policzkach. Nie mogłam tego zrozumieć przecież mi obiecała dała
słowo ze wróci a teraz…. Wiedziałam jedno ze nie chcę już nigdy w życiu czuć
takiej pustki.
- to jest
jakiś koszmar –wyszeptałam łkając-, czemu zawsze to ja muszę cierpieć…-
położyłam się na podłodze nie miałam już ochoty na nic a tym bardziej na to,
aby wstać i położyć się na łóżko i spać. Mimo mych starań zasnęłam tak jak
leżałam na ziemi a na policzkach znajdowały się łzy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz