Pik pik… Zapikał mój budzik a moje oczy otworzyły
się jak spodki kosmiczne usiadłam i zwiesiłam nogi zastanawiałam się, po jaką cholerę
mam iść na trening, ale cóż jak każą to każą a ja nie zbyt chcę przez tydzień wysłuchiwać,
co takiego zrobiłam a co nie wiadomo w końcu. Tak to będę miała spokój. Wstałam
i ubrałam się w swój specjalny już struj treningowy związałam włosy w kucyka wzięłam
sprzęt spakowałam jedzenie i wybiegłam, aby zdążyć prawdę mówiąc biegłam, aby
zrobić sobie malutką rozgrzewkę. Zatrzymałam się na pustym placu i zerknęłam na
zegarek
- no świetnie mają jeszcze dziesięć minut.- Prychnęłam
poirytowana i zaczełam trenować sama. Nie byłam przyzwyczajona do treningów z drużyną.
- Hej- usłyszałam zaspany głos, Midori która wyszła zaa
rogu po chwili dołączył w takim samym stanie Akai. Zerknęli na mnie jak
uderzałam w pachołki.
- Nie patrzcie się na mnie tak tylko Weście się za
trening sami przecież wybraliście tę godzinę.- Powiedziałam uderzając i coraz
sprawniej robiłam uniki oczywiście daleko mi do perfekcji, ale w końcu widać
znaczną poprawę.
- Łatwo ci mówić.- Powiedział przecierając oczy a ja
zacząłem intensywniej uderzać w pachołki.
- Po co kazaliście mi przyjść na wasz trening?- Zapytałam
nie przestając a Ciurki potu już zaczęły mi cieknąc po policzkach usiadłam i
zamknęłam oczy koncentrując chakre w przeróżnych miejscach zaczynając od nóg
kończąc na głowie prawdę mówiąc to zadanie było całkiem trudne nie umiałam
tego. Co sprawiało, że czułam się jeszcze gorzej niż wcześniej a to mi się po
prostu nie podobało.
- Jak to, po co jesteś w naszej drużynie.- Powiedziała
Midori a moje włosy zaczęły delikatnie falować.
- Jakoś do dzisiejszego wieczora nie pamiętaliście o
mnie.- Powiedziała utrzymując chakre skoncentrowaną w dłoniach oddychałam
spokojnie. Westchnęłam tylko ciężko.
- Możemy zacząć trening.- Powiedziałam a oni
spojrzeli się na mnie.
- Stałaś lewą noga czy co?- Powiedziała Midori
zerkając na mnie, gdy wstałam podeszłam do niej.
- Nie po prostu przyszłam na trening a nie na
wspominki. – Powiedziała i zerknęła na Shiowase sensei a on na Mnie.
- Więc możemy zacząć tygodniowy trening proszę za
mną.- Powiedział a ja zerknęłam na niego jak poparzona. Zaczełam iść.
- Raczej to będzie obóz przetrwania każdy z was
dostanie osobny teren i zwój, który ma chronić. Jedzenie będziecie musieli sami
zdobyć. – Powiedział a ja zerknęłam na niego nie, co skrzywiona.
- Proszę za mną- powiedział a cala trójka ruszyła za
nim ja żwawo a tamta dwójka jakby mogła to by spała idąc. Zaczełam odruchowo
się rozglądać i badać wzrokowo, co gdzie jest. Po chwili kazał każdemu z nas
udać się w wyznaczone miejsca na mapie, więc tak zrobiłam.
Mój obóz znajdował się przy rzece raczej miałam
sobie zrobić obóz na tym terenie otoczonym lasem zaczęłam się rozglądać, gdy
dostrzegłam jaskinie skierowałam się do niej i weszłam rozejrzałam się po niej
i schowałam swój zwój robiąc jego klony rozmieszczając w różnych miejscach. Poszłam
do lasu nazbierać coś do opału, po czym wzięłam kunia i zaczęłam łowić ryby nie
rozumiałam, po co nam taki tygodniowy obóz. Czasami mam wrażenie ze sensei już naprawdę,
co ś na głowę siadło i zwariował do końca, lecz w końcu jest Joninem i wie najlepiej,
co dla nas dobre na szczęście wzięłam swoje notatki i mogłabym po czytać i
zastanawiać się nad sposobami wymyślenia jakiejś fajnej techniki. Uśmiechnęłam
się do siebie chowając się w jaskini, lecz na samym początku rozmieściłam
skomplikowane pułapki, na które zajęło mi pół dnia. Wiedziałam, że powinnam
jakieś mowę techniki powymyślać, lecz w prawdzie mówiąc to nie było takie
proste jak się wydawało po pierwsze nie znam rodzaju swojej chakry. Po drugie
nie zbyt dobrze wychodzą mi nazwy może po prostu powinnam powymyślać jakieś
nazwy jak na razie z tayutsu bądź walki na miecze. Potem wykombinowałabym jakąś
technikę związaną z chakrą. Miałam drobny pomysł ze zwojami chakry jest to zwój,
w którym pieczętuje się dany rodzaj chakry a użytkownik może wykorzystać go do
własnych celi. Nawet sobie kupiłam pięć podstawowych, lecz nie wykombinowałam
jak ich używać, więc leżą w moim pokoju starannie zapakowane. Dopiero zauważyłam,
że potrafię jedynie to, co w Akademii się nauczyłam oraz trzech technik Suwaru
gdzie jedna jest kiepska, ale czasem przydatna. Już nawet nie przywołuje mrówek
tylko robie lepką masę. Ale jak na razie oczywiście planowałam się udać do
biblioteki i pouczyć się jakiś nowych technik i miałam nadzieje ze wymyśle
własne. Weszłam do środka i zaczełam rozpalać ognisko, po czym poszłam złowić
rybę kunajem naszczyłam długi kij, po czym na jego końcu zawiązałam żyłkę
stanęłam nad brzegiem rzeki wpatrując się na pływające w nim ryby uniosłam rękę
i rzuciłam…
Chybiłam a ryba uciekła wyciogłam kijek szukając
ponownie swojej zdobyczy i przymierzyłam się do kolejnego ataku…
Znów chybiłam.
Zaczęłam po cichu wyzywać, czemu mi się to nie udaje
przymierzyłam się po raz kolejny. Znów to samo weszłam do wody i zamachnęłam
się wbijając rybę zerknęłam na nią z triumfem na twarzy, po czym poszłam do
obozu przygotowałam rybę do zjedzenia, po czym przysmażyłam i zaczęłam jeść
zastanawiając się, na czym mogło polegać owy trening. Przecież zazwyczaj Sensi
nie był aż tak wymagający, więc co się tym razem zaczęło dziać.
Wstałam i wyszłam, aby potrenować postanowiła zrobić
tak jak Lee. Jeśli mi moje postanowienie się nie uda będę robiła trudniejsze
zadanie zaczełam od 50 pompek natomiast skończyłam na 1500 brzuszkach i prawdę
mówiąc z trudem mi się udało to zrobić położyłam się czując potworny ból w
okolicy brzucha rąk i nóg.
I tak o to pierwszy dzień obozu przetrwania się zakończył
w nocy mało, co spałam nie chciałam zostać napadnięta i zaatakowana i pierwszy
raz w życiu byłam sama w lesie słyszałam przeróżne zwierzęta zaczynając od
świerszcza kończąc na sowie. W końcu przymrużyłam oko mimo to przy palcu miałam
przywiązana żyłkę, aby w razie, czego poczuć ze ktoś się zbliża. Mimo to i tak
nic się nie wydarzyło wstałam jak zwykle o czwartej trzydzieści i poszłam trenować,
po czym pozbierałam trochę ziół oraz roślin i po układałam z ziół zrobiłam maść
na rany, którą nauczyła mnie Hinata. Po czym poszłam złowić rybę w końcu udało
mi się złowiłam więcej niż Jedną to, co ze dwie małe, ale ważne, że mi się
udało zaczełam piec z nudów zrobiłam sobie z drewna, Hamaczek do ozdoby, bo na
nim nie leżałam musiałam być czujna. Dzień mijał mi na nudzie a ja na drzewie
zaczełam zaznaczać ile dni jeszcze mi zostało do końca tego obozu, po czym
zaczełam trenować kontrolę chakry wbiegając na drzewo i zbiegając z niego
ponownie wbiegłam i zbiegłam zamyślona.
-Jeśli można chodzić po drzewie to i można po Wdzie
w końcu tak robił i Akai i Midori oraz Sensei na pierwszej poważnej misji. Lecz
jak- weszłam raczej starałam się wejść na wodę, lecz automatycznie wpadłam do
niej zdzierając o kamienie nadgarstki oraz kolana. Próbowałam cały czas, lecz
rezultaty były takie same. Mijały godziny a ja wciąż nie widziałam rezultatów.
- Co ja robie nie tak.- Powiedziałam zamykając oczy
i usiadłam na brzegu. Nie miałam już sił po prostu nie miałam już chakry.
- No świetnie będę bezbronna jak zaatakuje mnie
przeciwnik. – Powiedziałam patrząc się na gwiazdy.
- To było nie odpowiedzialne i głupie.- Skarciłam siebie,
po czym wstałam i poszłam się ukryć.
Zmarszczyłam brwi.
Zmarszczyłam brwi.
Czy
to ma być nasz obóz przetrwania? Showase sensei wiem, że stać cie na więcej,
więc czemu dałeś nam ten trening?
Starałam się zrozumieć rozumowanie Shiowase sensei,
lecz nic mi nie przychodziło do głowy a czas mijał bardzo powoli. Jak się nie
myliłam był to już czwarty dzień naszego obozu przetrwania a ja prawdę mówiąc
już zaczynam się nudzić monotonia mojego dnia, który polega jedynie na
treningach i nic po za tym i Prawdę mówiąc nie wiedziałam, na czym mogłoby
jeszcze polegać zwiesiłam głowę trenując dalej nie odczuwałam już zmęczenia jak
robiłam 2000 pompek czy brzuszków? Zamknęłam oczy rozmyślając nad czymś. Wiedziałam
ze to głupie, ale czemu nie wyjęłam shurikeny i zaczęłam nimi rzucać w drzewo.
Nie wiem, czemu miałam naprawdę złe przeczucie nie rozumiałam go i dla tego to
mi nie dawało spokoju. Usiadłam na ziemi.
Koło mojej głowy przeleciał kunai zerknęłam
odskakując od przeciwnika miał zasłoniętą twarz.
- Wioska ukryta w Trawie?- Zdziwiłam się marszcząc brwi,
co ona tu robiła nie miała prawa się przedostać na nasz teren, więc…
- Zrezygnuj z egzaminu na chinina.- Odpowiedział
nieznajomy a ja zwiesiłam ręce nie wiedząc, o co mu chodzi.
- He….- Zaczełam zerkając na niego jak na głupka. A
ten się uśmiechał złośliwie.
- Ten egzamin nie jest dla takich delikatnych
dziewczynek jak ty.- Powiedział a ja zmarszczyłam brwi.
- Delikatnych?- Powtórzyłam zerkając na niego i
wyprostowałam się.
- Nie zrezygnuje będziesz musiał mnie do tego zmusić,
mimo iż nie mam pojęcia, co tobie do diabła chodzi.- Powiedziałam i przygotowałam
się do walki z nie nadzka poczułam silne kopnięcie w przepone, co sprawiło, że
się zachwiałam kaszląc
Rzuciłam Shuriknenem robiąc pieczęć.
Kage Shuriken no Jutsu. – Powiedziałam a koło niego pojawiło
się wiele innych shurikenów
- Myślisz ze taka prosta technika pokona mnie –
powiedział śmiejąc się. Unikając ich delikatnie szarpnęłam rękoma a shurikeny
oplatały wraz z żyłką owego napastnika. Ten w jednej chwili pojawił się koło
mnie a ja zablokowałam jego atak nie miałam pojęcia, czemu się tak na mnie nawoził,
lecz blokowałam każdy cios zadany przez owego ninje i prawdę mówiąc kopał nawet
całkiem mocno a po jednym kopnięciu przeleciałam przez drzewo delikatnie
odbiłam się ręką od ziemi i wstałam na proste nogi przyglądając mu się z uwagą,
po czym ruszyłam do Ataku nie miałam pojęcia, czemu wybrałam tajutsu gdzie
byłam kiepska może, dlatego ze chakra jeszcze mi się nie zregenerowała, więc
pozostało mi jedynie to.
Upadłam na ziemie odbijając się rękoma a nogami
zamachnęłam się kopiąc z całej siły napastnika wyjęłam pośpiesznie kunia i
podbiegłam do owego ninje przykładając mu ostrze do gardła.
- Gadaj, kim jesteś i poco tu przyszedłeś?-
Powiedziałam wrogo mu się przyglądając. Lecz odpowiedziała mi głucha cisza.
- Słyszysz gadaj!- Krzyknęłam, lecz po chwili cofnęłam
się zerkając na pniak drzewa.
- Podmiana.- Powiedziałam rozglądając się. Starałam
się wyśledzić przeciwnika za pomocą jego, chakry lecz nie udało mi się to, co sprawiło,
że usiadłam na ziemi zrezygnowana.
- Jak mogłam dać się tak łatwo oszukać beznadziejna
jestem.- Wyszeptałam zwieszając głowę. Po prostu nie wiedziałam już, co robić
nie umiałam praktycznie nic a to było już dosyć przygnębiające.
Co ja robiłam tyle czasu? Powinnam więcej poświęcać
się treningu a nie jakimś pielęgnacją czy innym rzeczom typowym dla dziewczyn.
-Ech no to już kolejny dzień tego dziwnego obozu
dobiega końca. I całe szczęście, bo jak na razie tylko siedzę i się nudzę, więc
postanowiłam następnego dnia zakraść się do Midori jak najpierw z zaatakować
ją. Ale to jutro musiałam doszczętnie zaplanować wszystkie za oraz przeciw temu.
Zamknęłam oczy rozrysowując dokładnie każdy element mojego planu wypisując
wszystkie zalety oraz wady danego ataku.
- Kage Bunshi no Jutsu- Powiedziałam tworząc jednego
klona, któremu kazałam iść wyśledzić kryjówkę Midori, więc tak uczynił a ja
siedziałam po turecku ze zamkniętymi oczami wyczekując na powrót mojego klona.
Po kilku godzinach powrócił zaczełam notować.
- Teren obozu Midori jest górzysty. Więc trudny go
zdobycia musiała bym wspiąć się po tej skale na zachodzie o wschodzie słońca w
dodatku nie używając przy tym chakry, więc może być znacznie trudniej, lecz
jest to wykonalne. Po czym rozciąga się żyłka z wybuchowymi notkami nie zbyt
dobrze ukryta- już wiedziałam ze Midori powinna była poćwiczyć zastawianie
pułapek. -Nie mogę jednak przeciąć żyłki wiec musze przejść mam na to półgodziny,
gdy Midori pójdzie nazbierać na opał. Więc potem muszę stworzyć klony zmniejszając
swoją chakrę by nie znalazła mnie oraz oczywiście muszę uważać na Miecz Midori.
Muszę uwzględnić też to, że nie znam technik, jakimi się posługuje często
stosuje właśnie techniki związane z bronią, więc muszę uwzględnić ze będzie
miała przy sobie zwoje z zapieczętowana bronią. Oraz to, że jednak może używać ninjutsu,
więc muszę zachować ostrożność. – Zaplanowałam już jak może wyglądać mój atak
oczywiście nie wiedziałam czy będzie on idealny, lecz wiedziałam jak uciekną
już miałam plan ucieczki zaplanowany na ewentualną porażkę. Wyjęłam z plecaka
swoja broń oczywiście ja też miałam jeden zwój z zapieczętowaną bronią głównie
były to Shurikeny oraz kunie gdyż innymi nie potrafiłam się posługiwać
postawiłam go na wiem a ja zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Wzięłam
linę i wyruszyłam. Droga zajęła mi nie całe trzy godziny zostały mi jeszcze
cztery godziny do wschodu słońca, więc zaczełam się spinać powoli i starannie
starałam się chwytać tych mocnych skał abym czasem nie zbudziła zainteresowania
Midori inaczej by mnie wykryła. Po czole zaczęły cieknąć mi stróżki potu a ręce
zaczęły niebezpiecznie drżeć, lecz zignorowałam to po półtora godzinie udało mi
się dostać na szczyt góry, po czym zaczełam się zakradać zerknęłam na żyłki i
zmrużyłam oczy. Jak najwyraźniej nie przyłożyła się zbytnio do tego by jak
najlepiej założyć pułapki. Było widać wyraźne luki między nimi. I łatwo nawet
taki głupi genin jak ja mógłby się z łatwością przez to przedostać. Westchnęłam
jedynie i ruszyłam powoli rozglądając się zajęło mi to niecałą godzinę mogłam szybciej,
lecz w prawdzie nie chciało mi się zbytnio. Kucnęłam w krzakach wpatrując się w
Midori, która czytała książkę
-, więc jeszcze nie ruszyła się po drewno. –
Powiedziałam sama do siebie i usiadłam czekając Az nie ruszy się, gdy to
nastąpiło i znikła mi z oczu zrobiłam pieczęć.
- Kage Bunshi no Jutsu.- Powiedziałam tworząc cztery
klony, które podeszły do mnie.
- Tak, więc zaczynamy plan A.- Powiedziałam a one
kiwnęły twierdząco głową. – Więc ty będziesz czekał na zachodzie stąd w widzisz
tamto drzewo tam się ukryjesz jak dam znać to zaatakujesz Kunaiami.-
Powiedziałam dając mu pewną kartkę z rozpisanym planem a ten znikną, po czym
przygotował się w wyznaczonym miejscu.
- Natomiast ty pójdziesz naprzeciw ległą stronę, co
tamten klon dobrze- Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Hai szefie- powiedział i ruszył na swoje miejsce a
ja przydzieliłam pozostałym ich pozycje, po czym zerknęłam na plan. Wszystko było gotowe teraz tylko tego nie
zepsuć.
Midori zaczęła się wracać trzymając wiele patyków
widać było, że jest czymś najwyraźniej zamyślona zerknęłam w punkt, w jakim się
znajdowała i Uśmiechnełam się dając znak pierwszemu klonowi.
Koło głowy Midori przeleciały cztery kunie zerknęła
na nie ze zdziwieniem upuszczając patyki na ziemie szybko wyjęła kunie zerkając
na drzewo. Po chwili koło jej ramion delikatnie kalecząc ją przeleciało kolejne
cztery kunie wbijając się w drzewo odwróciła się zszokowana wpatrując się w
kryjówkę mojego drugiego klona. Więc część planu jak na razie idzie pomyślnie.
Midori zamachnęła się i rzuciła kilkoma kunaiami w stronę mojego drugiego
klona. Łup odgłos odbicia rozniósł się po jej obozie a ta zerknęła zdziwiona w
prawą stronę nie wiedziała już, co jest grane.
- Aaaa!- Krzyknęła, gdy w nogi wbiły się jej dwa
kunie. Oczywiście zrobił to mój trzeci Klon. Zmarszczyłam brwi coś mi się tu
nie podobało.
- O Siet. – Powiedziałam, gdy pojawił się pień a ja
dałam znać klona by zaczęły znikać. Więc tak zrobiły a ja schowałam się za
drzewem myśląc jak to możliwe przecież nie mogła wiedzieć.
- Zrobiła to specjalne.- Powiedziałam zerkając na
las.
- Specjalnie porozstawiała pułapki w ten sposób.-
Dodałam rozglądając się czy czasami nie stałam się ofiarą.
- Specjalnie udawała taką zamyśloną- byłam teraz
podenerwowana.
- To było od początku zakratowane tak bym to ja
wpadła w pułapkę.- Powiedziałam ciszej wyjmując kunie związałam je żyłką, po
czym rzuciłam w lewą stronę tuż nad ziemią tak uczyniłam w drugą stronę i
usiadłam zamyślona. Musiałam teraz zaplanować inny plan a teraz to nie było
takie proste jak przedtem. Poczułam szarpnięcie i zerknęłam w lewą stronę
Zakrada się. Wskoczyłam na drzewo wpatrując się w Midori, która uklękła tam
gdzie przed chwilą byłam i zerknęła na moje miejsce.
- Osoba musi mieć najwyżej metr pięćdziesiąt cztery.
Drobno zbudowana zerknęła na coś przy drzewie wzięła to do ręki. – Ciemne włosy
niewykluczone ze czarne długie. Odcisk dłoni drobne kobiece – Uśmiechnęła się
zerkając na otoczenie.
- czyli to musi być Ami- powiedziała a ja się
wzdrygnęłam zerkając na swoje dłonie. A koło mojej głowy przeleciały kunie
kalecząc delikatnie moje policzki odskoczyłam pojawiając się za nią. A ta się
uśmiechnęła.
- cieszę się ze to właśnie ty mnie postanowiłaś
zaatakować a nie Akai.- Powiedziała z uśmiechem a ja poczułam piekący ból w
okolicy ramienia zerknęłam na krew. I zerknęłam na żyłkę wokoło siebie
- Szybka- powiedziała zamykając oczy.
- Nawanuke no Jutsu-
powiedziałam uwalniając się z więzów.
- Ami wiesz ze takie proste
techniki nic ci nie pomogą znam ciebie lepiej niż ty mnie.- Powiedziała z
uśmiechem. No i trafiła w sedno ona znała dokładnie każdą moja technikę a ja
jej nie. Co bardzo utrudniało mi prace a ręce zaczęły mi drżeć. Nie to nie czas
na strach. Zamknęłam oczy zamyślona. Uśmiechnełam się delikatnie tak to mogło
się udać. Odbiłam się od ziemi i ruszyłam w jej kierunku musiałam przynajmniej
ja osłabić by nie wszczęła pościgu za mną i nie znalazła mojej kryjówki. Kopałam
ją w brzuch nie zasłoniła się, gdy upadła na ziemię kilka metrów zerknęła na
mnie a ja ruszyłam zadać kolejny cios mogłam wyczytać z jej wyrazu twarzy ze
się tego nie spodziewała w końcu nie miała pojęcia ze trenowałam głównie Tajutsu,
bo było o wiele słabsza moja stroną niż pozostałe techniki. W tym Momocie
właśnie obiegałam ją wokoło rozmyślając nad kolejnym atakiem, gdy wyjęła zwój i
wyskoczyola mówiąc coś uderzyła ręką w zwój a nade mną pojawiło się około
tysiąca kunai. Zerknęłam nie, co ze strachem, gdy poleciały w moją stronę zaczęłam
odbijać je kunaiami, które trzymałam w ręku. Prawdę mówiąc nie wszystkie odbiłam,
co sprawiło ze poczułam ból w nogach rękach na brzuchu widząc rozcięcia i
cieknącą krew zasłoniłam się ręką, w którą wbiły się dwa kunie. Już teraz wiedziałam,
że nie wygram z Midori. Po prostu nie mogłam podejść do niej, gdy używa
dalekodystansowej techniki, więc zrobiłam pieczęć i zamknęłam oczy krzyżując
przed sobą ręce.
- Tsumetai Kiri no Jutsu-
powiedziałam a moje włosy się uniosły a wokół mnie i Midori pojawiła się mgła
dziwnie gęsta inna niż zwykle zmarszczyłam brwi teraz i to ja też nie widziałam,
więc zamknęłam oczy przypominając sobie słowa człowieka z ANBU.
„Shinobi ma pięć zmysłów nie
powinien polegać tylko na jednym”
Wytężyłam słuch nie oddychając
było słychać niespokojne kroki i zaczełam iść powoli w jej kierunku. Nie mogłam
pozwolić bym przegrała z własną techniką. Zamachnęłam się i kopnęłam ją z całej
siły.
-Aaa.- Krzyknęła upadając dalej.
Zrobiłam pieczęć ponownie. Tym
razem uderzyłam w ziemię
- się Ari Goku no Jutsu- powiedziałam,
gdy usłyszałam piskliwy głos Midori mgła zaczęła opadać zerknęłam na
zielonowłosą dziewczynę przylepioną w błocie, która wrogo mi się przyglądała,
po czym się uśmiechnęła. Gdy znikła.
- Klon!- Krzyknęłam odwracając
się poczułam silne kopnięcie w twarz na tyle silne ze upadłam na ziemię
- Prawdę mówiąc prawie wpadłabym
w twoją pułapke, Ami lecz ci się nie udało-. Usmiecneła się i szarpnęła rekona
a ja zerknęłam w górę nade mną znajdowało się wiele broni, które zaczęły spadać
na mnie zaczełam robić uniki bez skutecznie. Upadłam na ziemie prawej ręki nie
mogłam ruszyć zerknęłam na widniejące w niej kunie i skrzywiłam się, lecz nie
krzyknęłam z bólu.
- A teraz oddaj mi swój zwój.- Powiedziała
podchodząc bliżej a ja stanęłam na chwiejnych nogach, po czym się Uśmiechnełam
a ta zerknęła na mnie.
- Po moim trupie – powiedziałam
znikając.
- Klon, kiedy jak gdzie?- Krzyknęła
zdziwiona a ja biegłam w stronę planu ucieczki, po czym wskoczyłam do wody
nurkując poczułam ból zaczełam płynąć pod woda wyjmując spod kamienia rurkę bym
mogła oddychać pod wodą nie widziałam już, Midori ani nic nie słyszałam
wypłynęłam dopiero w bezpiecznym miejscu zerkając na swoje rany weszłam do
swojej kryjówki i zaczełam wyjmować ze swojego ciała kunie Midori. Został już
tylko jeden dzień tego piekła a ja poległam. Opatrywałam teraz razy zadane
przez Midori i poszłam nalać wodę, gdy nie dostrzegłam ściany ognia przede mną odskoczyłam
atakując szybko Akaia, który najwyraźniej też był w szoku nie spodziewał się
tego po mnie ugryzłam jego ramię, gdy nie miałam już sił użyć żadnego jutsu.
- Ej puszczaj!- Krzyknę szarpiąc
ręką a ja zacisnęłam mocniej szczękę prawdę mówiąc nie miałam pojęcia, co robić
i zaczełam działać spontanicznie. Ostatkiem chakry przyczepiłam do buta dwa
kunie i rzuciłam nimi z całej siły, które wbiły, więc w Akaia i prawdę mówiąc
nie pamiętałam już nic więcej.
***
Otworzyłam oczy rozglądając się po pomieszczeniu
zmarszczyłam brwi widząc tak bardzo znane mi pomieszczenie białe ściany dwa
jednoosobowe łóżka. Znajome głosy na korytarzu.
-Szpital?- Zapytałam a do oczu napłynęły mi łzy. Tak
bardzo starałam się pokazać im, co umiem. Tak bardzo starałam się ich pokonać.
Lecz co byłam beznadziejna nie potrafiłam pokonać nikogo a oni z łatwością
pokonali mnie. Nie rozumiałam tego przecież tak wytrwale trenowałam starałam
się jak mogłam. Tyle dni spędzonych na czytaniu różnych zwojów ćwiczenie i
planowania i na co na nic po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Neji ma racje jestem beznadziejna i nie powinnam
była zostać geninem.- Wyszeptałam odwracając się plecami do drzwi. Które się
otworzyły wiedziałam, kto wszedł.
- I jak się czujesz?- Zapytał się Iruka a ja nie
odpowiedziałam wpatrywałam się w okno.
- Żałuje, że przystąpiłam do Akademii.- Powiedziałam
mogłam sobie przypuszczać jak może wyglądać mina Iruki-sensie.
- Czemu tak uważasz Ami?- Zapytał się zerkając na
mnie.
- Bo jestem beznadziejna Sensei.- Powiedziałam
siadając a po policzkach pociekły mi Ciurki łez.
-, Mimo iż trenuje nic się nie zmienia wciąż stoję w
miejscu jak byłam to jestem słaba i będę już zawsze słaba. – Powiedziałam nie
powstrzymując łez, które ciekły po policzkach znów po prostu zgromadziłam w
sobie negatywnych emocji.
- Ami…
- Pierwszy raz chciałam pokazać, że też coś umiem ze
potrafię ich zaskoczyć ze mogą na mnie liczyć, lecz byłam w błędzie już zawsze
będę tylko utrapieniem. Powinnam zrezygnować z bycia Shinobim…, Neji miał racje
jestem Beznadziejna. Powiedziałam wychodząc pośpiesznie z Sali poczym chwiejnym
krokiem skierowałam się w stronę domu nie chciałam z nikim rozmawiać nie miałam
już sił po prostu byłam beznadziejna chciałam ochłonąć.
- Po cholerę był ten trening abym dowiedziała się,
jakim śmieciem jestem ze nic nie umiem.- Powiedziałam sama do siebie biegnąc
skręciłam w prawo.
Łup.
Rozniosło się echo a ja upadłam na ziemię. Nie podniosłam
głowy tylko kucnęłam starając się podnieść.
- To znowu ty słabeuszu.- Powiedział a ja zesztywniałam
przygryzając wargę, czemu akurat teraz musiałam po prostu trafić na tego
człowieka. Czemu zawsze wpadam na Nejiego, kiedy tego nie chcę wytarłam
ukradkiem łzy by nie widział. Pewnie znów by się ze mnie śmiał. I tak już
miałam wystarczająco popsuty humor a jeszcze teraz to.
- Taki słabeusz jak ty nie…
- Zamknij się Hyuuga.- Wycedziłam przez zęby
wpatrując się w chłopaka z nienawiścią w oczach tak wielką ze pierwszy raz w
życiu widziałam w oczach Nejiego szok. A Może był zdziwiony przez to, iż po
moich policzkach wciąż ciekły łzy. Nie interesowało mnie to zbytnio.
- Tak jestem słaba i beznadziejna wiem nie powinnam
była w ogóle podchodzić do egzaminu na genina.- Powiedziałam patrząc się na
niego wrogo.
- Teraz żałuje, że przyszliście mnie uratować, bo w
końcu jestem śmieciem niewartym niczego.- Powiedziałam poczym złapałam się
zdziwiona trzymając się za policzek podnosząc się z ziemi z wargi leciała mi
krew.
- Co ci odbiło Hyuuga- powiedziałam patrząc się na
niego.
- Ty nie jesteś Ami, która znam.- Powiedział – Ami
jest osobą denerwująca, ale nigdy by się nie poddała tak jak ty teraz. Jest utrapieniem,
lecz stara się być silna, mimo iż to nie wykonalne.- Powiedział a ja zerknęłam
na ziemię.
- Nie pozwoliłaby się nazywać słabym a tym bardziej
nie przyznałaby się do tego.- Powiedział zerkając na mnie.
- Czemu mi to wszystko mówisz.- Powiedziałam
wstając.
- Bo nie mogę ci wlać jak jesteś taka przybita i nie
chcesz walczyć- Powiedział znacznie zły a ja zerknęłam na niego.
- Jak sobie wyobrażasz jak bym cię teraz pokonał nie
miał bym z tego satysfakcji i mówiliby mi ze katuje bezbronną dziewczynę.
- I zazwyczaj mają racje.- Powiedziałam.
- Nie nie mają racji, bo zawsze się broniłaś a teraz
byś się nie broniła. – Powiedział a ja zerknęłam na niego i delikatnie się
Uśmiechnełam.
Ruszyłam tak jak on chyba się skapną ze mi pomógł,
bo się nieźle zdenerwował a ja zaczełam uciekać zanim ponownie trafię do
szpitala.
- Musiałeś wstać lewą nogą Hyuuga!- Zawołałam
odwracając się do niego a ten wrogo się spojrzał
- W Końcu stałeś się łagodny jak baranek!
- BARANEK!!!- Rykną a ja się zaśmiałam uciekając
szybciej.
- Byakugan!- Rykną goniąc mnie a ja sprawnie się
ukryłam wchodząc do domu
- Zobaczysz jeszcze pożałujesz za tego baranka-
powiedział za drzwi a ja się położyłam i zasnęłam obiecując sobie ze już nigdy
się nie złamie przez takie coś. Po czym zasnęłam kamiennym snem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz