wtorek, 20 lutego 2018

Rozdział 27: „ Midori w potrzasku” Rozdział 27



Przedzieraliśmy się dalej, aby zyskać na czasie wiedziałam, że mieliśmy czas do piątej i bo w tedy zaczną się przemieszczać, co nam utrudni sprawę. Więc nie mogliśmy tracić czasu na postój przynajmniej teraz. Zamknęłam oczy podążając za tym, co zapamiętał mój klon numer dwa.
- Ami jesteś pewna, że możemy walczyć z tą drużyną?- Zapytał nie chętnie Akai a ja zerknęłam na niego.
- Akai wiem, że ci się ten pomysł nie podoba mnie też się on nie podoba.- Powiedziałam zerkając na ziemię.
Po prostu nie znosiłam atakować osoby bezbronne, które nie byłyby w stanie się same obronić a ta drużyna była właśnie taka osłabiona.
-, Więc czemu?!- Warkną, Akai a ja zerknęłam na niego poważnie.
- Po pierwsze: drużyna ta jest o jednego członka osłabiona. –Powiedziałam nie zmieniając poważnego wyrazu twarzy.
- Po drugie: mają zwój, który jest potrzebny nam, czyli zwój ziemi- dodałam a Midori przyglądałam mi się uważnie.
- Po trzecie: my też jesteśmy w tym Momocie osłabieni oczywiście ze nie tak jak oni, ale jesteśmy- powiedziałam zerkając na ziemię i tu miałam racje. Jesteśmy osłabieni.
-, Czemu?- Zapytał się Akai a ja westchnęłam.
- przez cztery godziny trzymałam trzy klony zużyłam za wiele chakry i nie będę jak na razie w stanie użyć silnych jutsu. – Powiedz działam marszcząc brwi w tym oczywiście mojej nowej techniki.
- Zapomniałem o tym – powiedział wciąż nieprzekonany Akai.
- Po czwarte: Ta drużyna wie, że nie przejdą już tego egzaminu, więc im ten zwój nie będzie potrzebny. – Powiedziałam a ci zerknęli na mnie zdziwieni.
- Teraz rozumiem, czemu ich wybrałaś.- Powiedziała Midori.
- Oni nie chcą trafić na drużynę, która zabije ich by zdobyć zwój.- Powiedziałam zerkając na nich.
- Przecież nikt ich nie zabije.- Powiedział a ja zesztywniałam a wspomnienia uderzyły we mnie jak piorun.
- Zginiecie.- Powiedział Gaara podchodząc bliżej natomiast jego towarzysze stali wciąż w tym samym miejscu.
- Nie bądź taki hej do przodu- powiedział owy mężczyzna biorąc w rękę parasolkę, po czym rzucił nią w góre a z niej wyszczeliły igły.
Zerknęłam z szokowana.
„: Nie ma szans by ten cały Gaara to przeżył”
Pomyślałam otwierając szerzej oczy…
,„Co? To jest?”
Zdziwiłam się przyglądając się urznie. Widać było, że ci z tyłu ta cała Temari i Kankuro widzieli to już wiele razy, bo nawet nie drgnęli.
„Piasek?”
Zapytałam nie pewnie widząc chłopaka imieniem Gaara otoczonego piaskiem, w którym były powbijane igły z ataku.
- tylko na tyle cię stać?- Zapytała się wyciągając rękę przed siebie a z jego gurdy, która znajdowała się na jego plecach zaczęła wyłaniać się coraz to nowsza ilość piachu.
Pierwszy raz widziałam taką technikę i wiedziałam jedno nie było możliwości by go pokonać. Zerknęłam na piasek otaczający owego męszczyznę i unosił go w powietrze. Gaara podniósł parasolkę, po czym oparł ją tak o tamie jakby się chronił przed deszczem.
- Sabaku Kyū- powiedział, Gaara a męszczyzna owinięty piaskiem chłopaka po prostu eksplodował krople krwi kapnęła mi na twarz a ja zamarłam zerkając na niego przerażona.
- Weście nasz zwój.- Powiedział chudszy towarzysz. A grubszy podał im zwój
- Darujcie nam życie – powiedział ponownie, lecz Gaara wyją rękę przed siebie i zrobił identyczną czynność. Zerknęłam na przerażone twarze owych ludzi wpatrywali się we mnie w ich oczach było widać strach.
- Pomocy!- Krzyknęli a ja siedziałam jak sparaliżowana nie mogłam się ruszyć. Po chwili unieśli się w powietrze jak ich towarzysz i tak samo skończyli.
Przez moje ciało przeszedł prąd i dreszcze zerknęłam na ziemię.
- Uwierz mi Akai ze się mylisz.- Powiedziałam chłodno, po czym ruszyłam dalej.
- O czym mówisz?- Zapytała Midori.
- Uwieście mi, że nie chcecie wiedzieć. – Powiedziałam idąc dalej już się nie odzywałam przez moją głowę jedynie Obrazy umierającej trójki. I byłam pewna, że nie chcę nawet na chwilę stanąć pomiędzy ludźmi piasku. Przedzierałam się dalej a za mną podążali Akai i Midori zamyśleni. Zastanawiałam się, o czym tak myślą.
Koło mojej twarzy przeleciał kunai delikatnie rozcinając mój policzek, po czym wbił się w drzewo znajdujące się za mną. Zerknęłam tam, po czym odskoczyłam na bezpieczną odległość.
Akai doskoczył do mnie odbijając wszystkie kunie sprawnie.
- Katon : Hi Ryuu no Jutsu- powiedział Akai a koło niego pojawił się wielki ognisty Smok, po czym zaatakował kryjówkę wroga, który wyskoczył pokazując się jak wyglądają.
Byli to Shinobi piasku, lecz nie ci, których widziałam. Co sprawiło ze się odetchnęłam cicho z ulgą.
Po prawej stronie stał chłopak, którego włosy sięgać mogły do pasa miał je starannie związane w kitkę. Miał ciemną koszulkę i takie same Krótkie spodenki. Na prawym ramieniu miał opaskę i zerkną na mnie koło niego stała dziewczyna w brązowych włosach, które sięgały jej do ramion opaskę miała przewiązaną w Okół brzucha zerkając na Midori. Ostatni siedział w ukryciu mogłam przypuszczać, że jego techniki bazują na długim dystansie.
Akai zerkną na mnie a ja zrozumiałam i odskoczyłam ze Midori cofając się tym samym, co wywołało cichy śmiech wśród przeciwników.
- Nawet nie potrafi walczyć.- Powiedziała dziewczyna przygotowując się do walki.
- Futon: Boufuu no Jutsu.- Powiedziała a koło niej pojawiła się trąba powietrzna a ja się Uśmiechnełam.
- Głupia!- Zawołałam, co sprawiło, że tamta się wściekła.
- Sama jesteś głupia!- Ryknęła a wichura zaczęła iść w moimi kierunku.
- Katon: Hi Kebe no Jutsu- Powiedział Akai a przede mną pojawiła się ściana ognia, która nasiliła się przy uderzeniu wichury.
Dziewczyna z piasku zerknęła na niego ze zdziwieniem, po czym zaczęła Atakować Akai’a a ja pokręciłam przecząco głową.
Midori w tym czasie walczyła z jej towarzyszem, więc ja musiałam znaleźć trzeciego rozglądałam się.
- chakra sensing tochning.- Powiedziałam zamykając oczy było wiele chakr musiałam znaleźć tego właściwego. Widziałam Akaie walczącego i wygrywającego. Midori miała problemy walcząc ze swoim przeciwnikiem.
- Szybciej- wszeptałam ktoś klękał za drzewami na jednej z gałęzi z jego palców była jakaś dziwna nić ciągnęła się i ciągnęła pod ziemię.
Wyskoczyłam w górę w ostatniej chwili otwierając oczy a pode mną pojawiła się wielka drewniana marionetka, która chciała mnie pochwycić, lecz udało mi się uciec.
Wiedziałam, że nie mogłam dać się złapać gdyż nie miałabym wystarczająco wiele siły by się uwolnić.
Skoncentruj, czakrę w stopach. Więcej
Pomyślałam, po czym odbiłam się od ziemi unikając jednej z rąk marionetki za mną pojawiła się kolejna, co bardzo utrudniało mi walkę, lecz dzięki technice podmiany udało mi się uciec przed atakiem tej marionetki musiałam jak najszybciej coś wykombinować.
- Tsumetai Kiri no Jutsu.- Powiedziałam robiąc pieczęć, po czym rozłożyłam ręce a wokół mnie pojawiła się gęsta i jak zwykle lodowata mgła.
Wiedziałam ze za, wiele chakry to ja nie miałam i musiałam szybko skończyć owy atak. Zamknęłam oczy robiąc uniki, które były trudne, lecz wiedziałam ze każdy atak był śmiertelny przez truciznę, jaką miały marionetki.
W prawdzie nawet zaczełam się cieszyć, że czytałam wiele tak to bym nawet nie wiedziała, czym on się posługuje. Uśmiechnełam się.
- Aaa!- Krzyknęła Midori a ja zmarszczyłam brwi. Musiałam się pośpieszyć.
- Simata!- Zawołał mój przeciwnik, gdy przeleciał przez drzewa. I upadł naprzeciwko mnie. Podbiegłam w jego kierunku i wyskoczyłam w powietrze uderzając go z kolanka w plecy.
- Czemu mnie nie zabijesz?- Zdziwił się wypluwając krew a ja się uśmiechnęłam.
- Bo nie mam takiej potrzeby by cię zabijać.- Powiedziałam zerkając na zwój leżący na ziemi i zdziwiłam się.
- Zwój ziemi?- Zapytałam, mimo iż dobrze widziałam, po czym wzięłam go w ręce i schowałam.
- Ale jestem słaby.- Powiedział zerkając na mnie a ja się Uśmiechnełam widząc jego łzy.
- Ja też jestem słaba.- Powiedziałam zerkając na niego.
- Ale nie poddaje się i wciąż trenuje swoje słabości. – Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Ty też tak zrób więcej uwagi przeznacz by zniszczyć swoje słabości w twoich technikach. – Powiedziałam a ten zerkną na mnie. Ze zdziwieniem.
- Mam nadzieje, że jak następnym razem się spotkamy nie będziemy musieli walczyć, lecz sobie potrenujemy.- Powiedziałam odwracając się do niego a na mojej twarzy gościł szeroki uśmiech a oczy miałam zamknięte.
- Hai…- wyszeptał chłopak, który miał brązowe duże oczy i takie Dame sięgające ramion włosy. A ja wyszyłam za odgłosami walki.
Zerknęłam na Akai’a który atakował ową dziewczynę a ta zerknęła na mnie ze zdziwieniem.
- Jak to możliwe!- Krzyknęła nie wierząc własnym oczom.
- Pokonałam chłopaka od marionetek.- Powiedziałam z uśmiechem na twarzy a ta zerknęła na mnie ze strachem.
- Nie martw się nie zabiłam go.- Powiedziałam a ona odetchnęła z ulgą łapiąc się za serce.
- Dobrze.- Powiedziała, gdy atak Akaia przedarł się przez jej wietrzną osłonę i ugodził w nią z duża siłą nie była w stanie już walczyć jedynie zerknęła na Akaia, który podskoczył w moim kierunku, po czym ruszyliśmy w stronę Midori.
Midori stała trzymając się Jedną ręką za żebra a drugą zawzięcie walczyła widać było, że nie miała już sił była potwornie poraniona.
- Jesteś słaba…- powiedział chłopak, który nie miał żadnego zadrapania a ja MU SIĘ Z UWAGĄ PRZYGLĄDAŁAM.
Też miał technikę wiatru, dlatego każdy kunai Midori czy inna broń nie była w stanie jej dosięgnąć tylko odbijała się od niego.
- Ami?- Zapytał się Akai.
- Tak.- Odpowiedziałam nie odwracając walki.
- wiesz, czemu Midori ataki nie działają.
- Hai on używa technik na bazie powietrza. – Powiedziałam a Akai zerkną na mnie.
- To, dlatego wszystkie ataki Midori są zatrzymywane.
- Tak, Akai.
Owy chłopak wyjął z kieszeni kilka kunai i rzucił je w stronę Midori, która zrobiła unik, lecz jeden z nich ugodził ją w ramię.
- Akai…- zaczełam.
- Tak wiem.
Powiedział i skoczył do walki odciągając przeciwnika ciut dalej a ja zerknęłam na stojącą chwiejnie Midori, po czym ruszyłam w jej kierunku i złapałam ją nim upadła.
- Przepraszam Ami…- wyszeptała Midori a ja zerknęłam na jej rany i na kunia e ręku był czymś nasiąknięty.
- Nic nie mów Midori.- Powiedziałam, po czym z plecaka wyjęłam małą apteczkę a ona zerknęła na nią zdziwiona. Otworzyłam ją i wyjęłam bandaże i opatrunki kilka pojemników z różnymi maściami.
- C…co to?- Zapytała się a ja zerknęłam na nią karcąco.
- Powiedziałabyś się nie odzywała.- Powiedziałam i zaczełam sparować jej rany maścią, która miała żółte zabarwienie, po czym zaczełam owijać je bandażem starannie.
- może zaboleć.- Powiedziałam wyjmując z jej ramienia owego kunia, po czym owinęłam go i włożyłam do Apteczki zerknęłam na krew i zmarszczyłam brwi jak się nie myliłam była to trucizna.
Więc trzeba użyć tej maści. Wzięłam owe pudełeczko i odkręciłam, po czym zanurzyłam dwa palce w pudełeczku i posmarowałam jej ramię, po czym uśmiechnęłam się i zawinęłam ramię Midori.
- Gdzie Akai?- Wyszeptała a ja zerknęłam pokazując głowę jak walczy i zwycięża.
- Acha- wyszeptała Midori.
- odpoczywaj. – Powiedziałam, gdy Akai wygrał i podszedł do nas owy chłopak z piasku znikną pewnie poszedł po swoich towarzyszy.
- Co z nią?- Zapytał a ja zerknęłam na niego.
- Ma poważne obrażenia rękę ma jak się nie mylę złamaną. – Powiedziałam zerkając na nią.
- A te maści?- Zapytał pokazując pudełka.
- Jedna jest na rany druga na siniaki i stłuczenia, trzecia na jad a ostatnia na truciznę- powiedziałam chowając je do Apteczki.
- A ten kunai, po co go zabierasz?
- jak się nie mylę, Akai może być nasiąknięty trucizną, więc lekarze będą musieli zrobić odtrutkę w krwioobiegu Midori nie ma tak dużo tej trucizny by zagrozić jej życiu dla tego użyłam maści. Po kilku dniach powinno jej rany zniknąć gorzej z ręka, która jest złamana w kilku miejscach.- Powiedziałam i zerknęłam na nią.
- To nic takiego możemy iść dalej musimy zdobyć zwój a to już zaczynać się będzie trzeci dzień.- Powiedziała usiłując się podnieść.
- Nie musimy- powiedziałam pokazując im zwój ziemi.
- miał go ten, z którym walczyłam, więc możemy odpocząć ja wyślę klony, aby znalazły najbezpieczniejszą drogę, jaka byłaby możliwa. Powiedziałam tworząc ponownie trzy klony, które podążył w każdą inną stronę a ja, zaczełam rozbijać namiot. Akai rozmawiał o czymś, z Midori a ja w tym czasie zaczełam rozstawiać pułapki.
- Dam rade się dostać o własnych siłach.- Powiedziała do Akai’a który był przejęty tym wszystkim.
- Akai nie martw się o mnie- powiedziała Midori.
- Wiesz tak samo mówiła Tsumetai.- Powiedział a Midori odwróciła głowę.
- Ja nie jestem taka jak ona Akai.- Powiedziała smutno Midori nie patrząc się na niego.
- się wiem o tym, ale i tak się boję nie chce by znów to samo się przytrafiło.- Powiedział zerkając na ziemię
- Wiem, Akai ale nie jesteś w stanie wszystkich ochronić i to nie była twoja wina Tsumetai nie zginęła przez ciebie- powiedziała a ja po przynosiłam drewna, co sprawiło ze urwali rozmowę a ja zamknęłam oczy rozpalając ognisko. Udając, że nic nie słyszę.
- Prześpijcie się za kilka godzin wyruszamy. – Powiedziałam tworząc kolejnego klona, aby pilnował a sama zasnęłam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz