Przedzieraliśmy się dalej,
aby zyskać na czasie wiedziałam, że mieliśmy czas do piątej i bo w tedy zaczną
się przemieszczać, co nam utrudni sprawę. Więc nie mogliśmy tracić czasu na postój
przynajmniej teraz. Zamknęłam oczy podążając za tym, co zapamiętał mój klon
numer dwa.
- Ami jesteś pewna, że
możemy walczyć z tą drużyną?- Zapytał nie chętnie Akai a ja zerknęłam na niego.
- Akai wiem, że ci się ten
pomysł nie podoba mnie też się on nie podoba.- Powiedziałam zerkając na ziemię.
Po prostu nie znosiłam
atakować osoby bezbronne, które nie byłyby w stanie się same obronić a ta drużyna
była właśnie taka osłabiona.
-, Więc czemu?!- Warkną,
Akai a ja zerknęłam na niego poważnie.
- Po pierwsze: drużyna ta jest
o jednego członka osłabiona. –Powiedziałam nie zmieniając poważnego wyrazu
twarzy.
- Po drugie: mają zwój,
który jest potrzebny nam, czyli zwój ziemi- dodałam a Midori przyglądałam mi
się uważnie.
- Po trzecie: my też
jesteśmy w tym Momocie osłabieni oczywiście ze nie tak jak oni, ale jesteśmy-
powiedziałam zerkając na ziemię i tu miałam racje. Jesteśmy osłabieni.
-, Czemu?- Zapytał się Akai
a ja westchnęłam.
- przez cztery godziny
trzymałam trzy klony zużyłam za wiele chakry i nie będę jak na razie w stanie
użyć silnych jutsu. – Powiedz działam marszcząc brwi w tym oczywiście mojej
nowej techniki.
- Zapomniałem o tym –
powiedział wciąż nieprzekonany Akai.
- Po czwarte: Ta drużyna wie,
że nie przejdą już tego egzaminu, więc im ten zwój nie będzie potrzebny. – Powiedziałam
a ci zerknęli na mnie zdziwieni.
- Teraz rozumiem, czemu ich
wybrałaś.- Powiedziała Midori.
- Oni nie chcą trafić na drużynę,
która zabije ich by zdobyć zwój.- Powiedziałam zerkając na nich.
- Przecież nikt ich nie
zabije.- Powiedział a ja zesztywniałam a wspomnienia uderzyły we mnie jak
piorun.
- Zginiecie.- Powiedział Gaara podchodząc bliżej
natomiast jego towarzysze stali wciąż w tym samym miejscu.
- Nie bądź taki hej do przodu- powiedział owy
mężczyzna biorąc w rękę parasolkę, po czym rzucił nią w góre a z niej
wyszczeliły igły.
Zerknęłam z szokowana.
„: Nie ma szans by ten cały Gaara to przeżył”
Pomyślałam otwierając szerzej oczy…
,„Co? To jest?”
Zdziwiłam się przyglądając się urznie. Widać było, że
ci z tyłu ta cała Temari i Kankuro widzieli to już wiele razy, bo nawet nie
drgnęli.
„Piasek?”
Zapytałam nie pewnie widząc chłopaka imieniem Gaara
otoczonego piaskiem, w którym były powbijane igły z ataku.
- tylko na tyle cię stać?- Zapytała się wyciągając
rękę przed siebie a z jego gurdy, która znajdowała się na jego plecach zaczęła
wyłaniać się coraz to nowsza ilość piachu.
Pierwszy raz widziałam taką technikę i wiedziałam
jedno nie było możliwości by go pokonać. Zerknęłam na piasek otaczający owego
męszczyznę i unosił go w powietrze. Gaara podniósł parasolkę, po czym oparł ją
tak o tamie jakby się chronił przed deszczem.
- Sabaku Kyū- powiedział, Gaara a męszczyzna owinięty piaskiem
chłopaka po prostu eksplodował krople krwi kapnęła mi na twarz a ja zamarłam
zerkając na niego przerażona.
- Weście nasz zwój.- Powiedział chudszy towarzysz. A grubszy
podał im zwój
- Darujcie nam życie – powiedział ponownie, lecz Gaara
wyją rękę przed siebie i zrobił identyczną czynność. Zerknęłam na przerażone
twarze owych ludzi wpatrywali się we mnie w ich oczach było widać strach.
- Pomocy!- Krzyknęli a ja siedziałam jak sparaliżowana
nie mogłam się ruszyć. Po chwili unieśli się w powietrze jak ich towarzysz i
tak samo skończyli.
Przez moje ciało przeszedł prąd i
dreszcze zerknęłam na ziemię.
- Uwierz mi Akai ze się mylisz.- Powiedziałam
chłodno, po czym ruszyłam dalej.
- O czym mówisz?- Zapytała
Midori.
- Uwieście mi, że nie chcecie
wiedzieć. – Powiedziałam idąc dalej już się nie odzywałam przez moją głowę jedynie
Obrazy umierającej trójki. I byłam pewna, że nie chcę nawet na chwilę stanąć
pomiędzy ludźmi piasku. Przedzierałam się dalej a za mną podążali Akai i Midori
zamyśleni. Zastanawiałam się, o czym tak myślą.
Koło mojej twarzy przeleciał
kunai delikatnie rozcinając mój policzek, po czym wbił się w drzewo znajdujące
się za mną. Zerknęłam tam, po czym odskoczyłam na bezpieczną odległość.
Akai doskoczył do mnie odbijając
wszystkie kunie sprawnie.
- Katon : Hi Ryuu no Jutsu-
powiedział Akai a koło niego pojawił się wielki ognisty Smok, po czym
zaatakował kryjówkę wroga, który wyskoczył pokazując się jak wyglądają.
Byli to Shinobi piasku, lecz nie ci,
których widziałam. Co sprawiło ze się odetchnęłam cicho z ulgą.
Po prawej stronie stał chłopak,
którego włosy sięgać mogły do pasa miał je starannie związane w kitkę. Miał
ciemną koszulkę i takie same Krótkie spodenki. Na prawym ramieniu miał opaskę i
zerkną na mnie koło niego stała dziewczyna w brązowych włosach, które sięgały
jej do ramion opaskę miała przewiązaną w Okół brzucha zerkając na Midori. Ostatni
siedział w ukryciu mogłam przypuszczać, że jego techniki bazują na długim
dystansie.
Akai zerkną na mnie a ja
zrozumiałam i odskoczyłam ze Midori cofając się tym samym, co wywołało cichy
śmiech wśród przeciwników.
- Nawet nie potrafi walczyć.- Powiedziała
dziewczyna przygotowując się do walki.
- Futon: Boufuu no Jutsu.- Powiedziała
a koło niej pojawiła się trąba powietrzna a ja się Uśmiechnełam.
- Głupia!- Zawołałam, co sprawiło,
że tamta się wściekła.
- Sama jesteś głupia!- Ryknęła a
wichura zaczęła iść w moimi kierunku.
- Katon: Hi Kebe no Jutsu-
Powiedział Akai a przede mną pojawiła się ściana ognia, która nasiliła się przy
uderzeniu wichury.
Dziewczyna z piasku zerknęła na
niego ze zdziwieniem, po czym zaczęła Atakować Akai’a a ja pokręciłam przecząco
głową.
Midori w tym czasie walczyła z
jej towarzyszem, więc ja musiałam znaleźć trzeciego rozglądałam się.
- chakra sensing tochning.- Powiedziałam
zamykając oczy było wiele chakr musiałam znaleźć tego właściwego. Widziałam
Akaie walczącego i wygrywającego. Midori miała problemy walcząc ze swoim
przeciwnikiem.
- Szybciej- wszeptałam ktoś
klękał za drzewami na jednej z gałęzi z jego palców była jakaś dziwna nić
ciągnęła się i ciągnęła pod ziemię.
Wyskoczyłam w górę w ostatniej
chwili otwierając oczy a pode mną pojawiła się wielka drewniana marionetka,
która chciała mnie pochwycić, lecz udało mi się uciec.
Wiedziałam, że nie mogłam dać się
złapać gdyż nie miałabym wystarczająco wiele siły by się uwolnić.
Skoncentruj, czakrę w stopach.
Więcej
Pomyślałam, po czym odbiłam się
od ziemi unikając jednej z rąk marionetki za mną pojawiła się kolejna, co
bardzo utrudniało mi walkę, lecz dzięki technice podmiany udało mi się uciec
przed atakiem tej marionetki musiałam jak najszybciej coś wykombinować.
- Tsumetai Kiri no Jutsu.- Powiedziałam
robiąc pieczęć, po czym rozłożyłam ręce a wokół mnie pojawiła się gęsta i jak
zwykle lodowata mgła.
Wiedziałam ze za, wiele chakry to
ja nie miałam i musiałam szybko skończyć owy atak. Zamknęłam oczy robiąc uniki,
które były trudne, lecz wiedziałam ze każdy atak był śmiertelny przez truciznę,
jaką miały marionetki.
W prawdzie nawet zaczełam się cieszyć,
że czytałam wiele tak to bym nawet nie wiedziała, czym on się posługuje.
Uśmiechnełam się.
- Aaa!- Krzyknęła Midori a ja
zmarszczyłam brwi. Musiałam się pośpieszyć.
- Simata!- Zawołał mój przeciwnik,
gdy przeleciał przez drzewa. I upadł naprzeciwko mnie. Podbiegłam w jego
kierunku i wyskoczyłam w powietrze uderzając go z kolanka w plecy.
- Czemu mnie nie zabijesz?- Zdziwił
się wypluwając krew a ja się uśmiechnęłam.
- Bo nie mam takiej potrzeby by
cię zabijać.- Powiedziałam zerkając na zwój leżący na ziemi i zdziwiłam się.
- Zwój ziemi?- Zapytałam, mimo iż
dobrze widziałam, po czym wzięłam go w ręce i schowałam.
- Ale jestem słaby.- Powiedział
zerkając na mnie a ja się Uśmiechnełam widząc jego łzy.
- Ja też jestem słaba.- Powiedziałam
zerkając na niego.
- Ale nie poddaje się i wciąż
trenuje swoje słabości. – Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Ty też tak zrób więcej uwagi
przeznacz by zniszczyć swoje słabości w twoich technikach. – Powiedziałam a ten
zerkną na mnie. Ze zdziwieniem.
- Mam nadzieje, że jak następnym
razem się spotkamy nie będziemy musieli walczyć, lecz sobie potrenujemy.- Powiedziałam
odwracając się do niego a na mojej twarzy gościł szeroki uśmiech a oczy miałam
zamknięte.
- Hai…- wyszeptał chłopak, który
miał brązowe duże oczy i takie Dame sięgające ramion włosy. A ja wyszyłam za
odgłosami walki.
Zerknęłam na Akai’a który
atakował ową dziewczynę a ta zerknęła na mnie ze zdziwieniem.
- Jak to możliwe!- Krzyknęła nie
wierząc własnym oczom.
- Pokonałam chłopaka od
marionetek.- Powiedziałam z uśmiechem na twarzy a ta zerknęła na mnie ze
strachem.
- Nie martw się nie zabiłam go.- Powiedziałam
a ona odetchnęła z ulgą łapiąc się za serce.
- Dobrze.- Powiedziała, gdy atak
Akaia przedarł się przez jej wietrzną osłonę i ugodził w nią z duża siłą nie
była w stanie już walczyć jedynie zerknęła na Akaia, który podskoczył w moim kierunku,
po czym ruszyliśmy w stronę Midori.
Midori stała trzymając się Jedną
ręką za żebra a drugą zawzięcie walczyła widać było, że nie miała już sił była
potwornie poraniona.
- Jesteś słaba…- powiedział chłopak,
który nie miał żadnego zadrapania a ja MU SIĘ Z UWAGĄ PRZYGLĄDAŁAM.
Też miał technikę wiatru, dlatego
każdy kunai Midori czy inna broń nie była w stanie jej dosięgnąć tylko odbijała
się od niego.
- Ami?- Zapytał się Akai.
- Tak.- Odpowiedziałam nie
odwracając walki.
- wiesz, czemu Midori ataki nie
działają.
- Hai on używa technik na bazie
powietrza. – Powiedziałam a Akai zerkną na mnie.
- To, dlatego wszystkie ataki
Midori są zatrzymywane.
- Tak, Akai.
Owy chłopak wyjął z kieszeni
kilka kunai i rzucił je w stronę Midori, która zrobiła unik, lecz jeden z nich
ugodził ją w ramię.
- Akai…- zaczełam.
- Tak wiem.
Powiedział i skoczył do walki
odciągając przeciwnika ciut dalej a ja zerknęłam na stojącą chwiejnie Midori,
po czym ruszyłam w jej kierunku i złapałam ją nim upadła.
- Przepraszam Ami…- wyszeptała
Midori a ja zerknęłam na jej rany i na kunia e ręku był czymś nasiąknięty.
- Nic nie mów Midori.- Powiedziałam,
po czym z plecaka wyjęłam małą apteczkę a ona zerknęła na nią zdziwiona.
Otworzyłam ją i wyjęłam bandaże i opatrunki kilka pojemników z różnymi
maściami.
- C…co to?- Zapytała się a ja zerknęłam
na nią karcąco.
- Powiedziałabyś się nie
odzywała.- Powiedziałam i zaczełam sparować jej rany maścią, która miała żółte zabarwienie,
po czym zaczełam owijać je bandażem starannie.
- może zaboleć.- Powiedziałam
wyjmując z jej ramienia owego kunia, po czym owinęłam go i włożyłam do Apteczki
zerknęłam na krew i zmarszczyłam brwi jak się nie myliłam była to trucizna.
Więc trzeba użyć tej maści. Wzięłam
owe pudełeczko i odkręciłam, po czym zanurzyłam dwa palce w pudełeczku i
posmarowałam jej ramię, po czym uśmiechnęłam się i zawinęłam ramię Midori.
- Gdzie Akai?- Wyszeptała a ja zerknęłam
pokazując głowę jak walczy i zwycięża.
- Acha- wyszeptała Midori.
- odpoczywaj. – Powiedziałam, gdy
Akai wygrał i podszedł do nas owy chłopak z piasku znikną pewnie poszedł po
swoich towarzyszy.
- Co z nią?- Zapytał a ja zerknęłam
na niego.
- Ma poważne obrażenia rękę ma
jak się nie mylę złamaną. – Powiedziałam zerkając na nią.
- A te maści?- Zapytał pokazując
pudełka.
- Jedna jest na rany druga na
siniaki i stłuczenia, trzecia na jad a ostatnia na truciznę- powiedziałam
chowając je do Apteczki.
- A ten kunai, po co go
zabierasz?
- jak się nie mylę, Akai może być
nasiąknięty trucizną, więc lekarze będą musieli zrobić odtrutkę w krwioobiegu
Midori nie ma tak dużo tej trucizny by zagrozić jej życiu dla tego użyłam
maści. Po kilku dniach powinno jej rany zniknąć gorzej z ręka, która jest
złamana w kilku miejscach.- Powiedziałam i zerknęłam na nią.
- To nic takiego możemy iść dalej
musimy zdobyć zwój a to już zaczynać się będzie trzeci dzień.- Powiedziała
usiłując się podnieść.
- Nie musimy- powiedziałam
pokazując im zwój ziemi.
- miał go ten, z którym
walczyłam, więc możemy odpocząć ja wyślę klony, aby znalazły najbezpieczniejszą
drogę, jaka byłaby możliwa. Powiedziałam tworząc ponownie trzy klony, które podążył
w każdą inną stronę a ja, zaczełam rozbijać namiot. Akai rozmawiał o czymś, z
Midori a ja w tym czasie zaczełam rozstawiać pułapki.
- Dam rade się dostać o własnych
siłach.- Powiedziała do Akai’a który był przejęty tym wszystkim.
- Akai nie martw się o mnie-
powiedziała Midori.
- Wiesz tak samo mówiła
Tsumetai.- Powiedział a Midori odwróciła głowę.
- Ja nie jestem taka jak ona
Akai.- Powiedziała smutno Midori nie patrząc się na niego.
- się wiem o tym, ale i tak się
boję nie chce by znów to samo się przytrafiło.- Powiedział zerkając na ziemię
- Wiem, Akai ale nie jesteś w
stanie wszystkich ochronić i to nie była twoja wina Tsumetai nie zginęła przez
ciebie- powiedziała a ja po przynosiłam drewna, co sprawiło ze urwali rozmowę a
ja zamknęłam oczy rozpalając ognisko. Udając, że nic nie słyszę.
-
Prześpijcie się za kilka godzin wyruszamy. – Powiedziałam tworząc kolejnego klona,
aby pilnował a sama zasnęłam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz