Może powinnam była coś zjeść…. Nie… nie jestem głodna.
Z resztą niech się zastanowię… nie chce mi się nic…, czemu…. Czemu?. Czego ja
tu nie rozumię…nie wiem…. Co mam robić…. Płakać… przecież obiecałam ze nie będę
ukazywać cierpienia…. Śmieć się…. Też nie wypada…. Co mam, więc zrobić…. Nie
wiem…. Do Cholery jasnej!!! Nie wiem….
Mam mętlik w głowie…. Z jednej strony chciałabym wyjść i zacząć ryczeć tak, aby
wszyscy widzieli…. Mimo to…. Nie mogę tego zrobić…. Nie mogę…. Jestem Shinobi a
oni nie ukazują uczuć…. Ale czy to prawda…. Chciałabym…. Co bym chciała…. Aby
to nie była prawda?? Aby jednak to okazał się snem. Nie to nie tak… nic nie
morza już zrobić…. Nie da się cofnąć czasu…. Czemu czuje te pustkę przecież….
Nie ważne… nic nie jest ważne… chciałaby by ktoś mnie objął i pocieszył…, lecz
nie mogę…. Bo w tedy bym się popłakała… i nie mogłabym ukryć jak mi jest
ciężko…. Każdemu jest… nie mogę się poddawać….Nie mogę…. Ale czy mam tyle
siły…. Jak sobie z tym poradzić… jak nie zamartwiać się innych… już wiem będę
płakać, gdy nikogo nie będzie a tak to będę uśmiechała się…. Nie chciałam by
ktoś się zamartwiał… nie chciałam….-
Myślałam tak leżąc bez władnie na podłodze dobre kilka godzin. Wpatrywałam się
w jeden punkt na suficie małą czarną kropeczkę, która nigdy dotąd nie rzucała
mi się w oczy. Ale dziś akurat musiała. Westchnęłam cicho nie mając już siły na
łzy. Może już po prostu wypłakałam nadmiar łez. Mimo to, iż płakałam wciąż
czułam się ciężko i chciałam dalej płakać, mimo iż w nocy wykrzykiwałam w
poduszkę i wyżywałam się na biednym worku treningowym. To i tak nic nie
pomagało. Wciąż czułam wściekłość i nienawiść. Z czasem zaczełam się nawet bać.
Co by się stało jak ta złość by nie znikła? Jak mam sobie z tym poradzić? Nie
wiedziałam nic, co mogłabym teraz zrobić. Czułam się naprawdę bezradna leżąc
tak na ziemi.
Nie miałam pojęcia jak mam się
zachowywać, co robić jak mówić. Nic nie wiedziałam. Prawdę mówiąc nigdy nawet
nie znalazłam się w takiej sytuacji. Nigdy nie byłam na pogrzebie przyjaciółki.
Więc nigdy się nie martwiłam o to jak to będzie wyglądać i co powiedzieć na
pożegnanie. Nigdy nie zastanawiałam się jak to jest coś stracić gdyż nigdy
wcześniej nic takiego nie miałam, co mogłabym stracić w jednej chwili. Teraz
wiem i nie chcę tego więcej czuć tan niemiłosierny ból, smutek, złość,
nienawiść, Tak silnej nienawiści jeszcze nigdy nie doznałam. Prawdę mówiąc
chciałam zabić. Chciałam zabić tych, którzy zabili Suwaru, lecz nie potrafiłam.
Nie mogłam tego zrobić. Wiedziałam, że nie dałabym rady w końcu jestem tuż po
akademii nie potrafię nic zaskakującego czy też innych technik. Nawet nie mam
żadnego doświadczenia. A marzyłam, aby pokonać Jonina czy też chunina.
IDJOTKA!! Ze mnie naprawdę muszę być głupia, aby myśleć o zemście, której i tak
bym nie mogła spełnić. Usiadłam na podłodze zwieszając bezwłabnie głowę.
Dopiero teraz poczułam jak bolą mnie mięśnie i głowa. Przeciognełam się
sprawiając, że kości nie przyjemnie mi strzeliły, po czym podniosłam się z
ziemi i skierowałam się do łazienki. Zerknęłam w swoje odbicie, które wyglądało
strasznie. Włosy były roztrzepane każdy w innym kierunku. Oczy czerwone
podpuchnięte ciemne wory pod oczami. Strasznie blada i zmęczona cera.
Westchnęłam tylko i postanowiłam się zrelaksować w wannie gorącej wody.
Napuściłam do wanny gorącą wodę, po czym weszłam do niej i usiadłam rozkładając
się w niej. Przyjemne ciepło rozniosło się po całym moim ciele a ja
najzwyczajniej w świecie zsunęłam się tak, że praktycznie cała byłam zanurzona
w wodzie jedynie, co było widać to moja twarz i ręce, które trzymałam na
krawędzi wanny tak jakbym miała zaraz się utopić. Zamknęłam oczy oddychając
powoli. Po nie całej godzinie wyszłam z wanny owinięta ręcznikiem i…
- CO DO CHOLERY JASNEJ ROBISZ W
MOIM MIESZKANIU!- Krzyknęłam na całe gardło rzucając poduszką w osobnika
stojącego w rogu mojego pokoju. Nie zauważyłam, że koło niego stała jeszcze
jedna postać byłam i tak u kresu swoich możliwości.
- NIKT CIĘ DO DIABŁA NIE NAUCZYŁ,
ŻE TRZEBA PUKAĆ!- Krzyknęłam patrząc się na niego jadowitym spojrzeniem.
- nie moja wina pukałem, lecz
nikt nie otwierał, więc wszedłem, bo drzwi były otwarte.- Powiedział Neji a
koło niego pojawiła się Tenten.
- cześć Ami.- Powiedziała
przyjaźnie w moim kierunku.
- CZEGO CHCESZ!- Wycedziłam wściekła
do Neji’ego. A ten uśmiechną się delikatnie.
- Hokage cie wzywa.- Powiedział
po czym znikną. Podeszłam do drzwi i trzasnęłam nimi tak że tyk posypał się na
ziemię.
- KYAAAAAA!- Wydarłam się tupiąc
prawą nogą o ziemię. Zacisnęłam dłonie w pięści. – Kyaaaaaaa!- Ponownie się
wydarłam i rzuciłam poduszka w ścianę. Po czym podeszłam do szafy i wyjęłam z
niej jakieś ubranie. Poczym się ubrałam i wyszłam. Zerknęłam nie pewnie w
niebo. Było bezchmurne a słonce przyjemnie świeciło. Było przyjemnie ciepło.
Zamknęłam oczy oddychając spokojnie aby nacieszyć się tą piękna pogodą.
Zaczełam iść z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Witam Mayumi.- Powiedziała miła
starsza pani której zazwyczaj pomagałam z powodu jej stanu zdrowotnego.
Uśmiechnęłam się do niej delikatnie i przyjaźnie.
- Witam proszę panią.-
Powiedziałam widząc jak niesie cięzkie torby.
- Może pomogę pani.- Powiedziałam
biorąc od niej torby zaczełam iść w kierunku jej mieszkania.
- Dziękuje ci bardzo dziewczynko
jesteś taka pomocna.- Powiedziała słabym głosem staruszka a ja się
Uśmiechnełam.
- To nic takiego- powiedziałam
widząc jak jej ogród zarósł i miała pełno nieporąbanego drzewa.
- Może pomogłabym pani w
porąbaniu drzewa i plewieniu ogródka.- Powiedziałam zerkając na nią.
- Nie to nic takiego nie chcę
zabierać ci czasu wolnego.- Powiedziała staruszka.
- To nic takiego naprawdę i z
przyjemnością to zrobię.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej.
- Więc dobrze- powiedziała
staruszka gdy weszłyśmy na jej posiadłość.
Jej dom był średni. Wyglądał na
stary gdzie niegdzie w płocie było widać wielką dziurę a gdzie niegdzie
brakowało kawałka płotu. Chodnika prowadzącego do drzwi prawie nie było widać.
Zaniosłam do jej domu torby i
skierowałam się do ogrodu wziełam kosę w dłoń i uśmiechnęła się złośliwie. Raczej
jak jakiś szalony naukowiec.
- więc do dzieła.- Powiedziałam i
zaczełam energicznie machać kosą i przesuwać się od płotu do domu i powrotem
- aaaaa!- Krzyknęłam machając
kosą tak jak bym chciała kogoś nią zabić po nie całej godzinie oparłam się o kosę
zerkając na oplewiony ogródek. Uśmiechnełam się widząc to że już nigdzie nie
było odstającej trawki. Wzięłam grabie i zaczełam grabić. Na jedną kupkę po
czym do zaniosłam do kompostownika. Wzięłam w lewą rękę siekierę i zaczełam iść
w stronę nieporąbanego drzewa. Z tym samym uśmiechem co wcześniej.
Po czym zaczełam rąbać z taką
samą energią co było przy koszeniu trawy. Starsza pani stała w grupce jakiś
emerytów pewnie mieszkańców tej dzielnicy i przyglądali mi się z uwagą co
sprawiło że czułam się naprawdę skrepowana ale nie zwracałam teraz na to
zbytniej uwagi. Prawdę mówiąc nic mnie nie interesowało.
Po skończeniu rąbać drzewa
zaczełam je układać starannie na kupkę.
- Dziękuje ci dziewczynko.-
Powiedziała starsza pani. Odwróciłam się do niej.
- to nic takiego.
- Może mogłabyś mi też pomóc.-
Zapytał się jakiś staruszek opierający się o lasce. Uśmiechnełam się
przyjaźnie.
- Hai!- Zawołałam radośnie i
zaczełam swoją pracę w innym domu. Nie
wiedziałam nawet kiedy zrobiło się ciemno no i nawet nie wiedziałam już ile
domów oplewiłam pomalowałam dach czy porąbałam drzewa.
Usiadłam wykończona na kamieniu
przy jeziorku i zerknęłam na swoje ach tak straszne odbicie. Byłam cała w
błocie na twarzy miałam liczne zadrapania. We włosach miałam trawe, liście
korzenie piach gałęzie jakieś trociny kamienie, Ba nawet sadzę z komina. Wstałam i powolnym krokiem zaczełam kierować
się w kierunku domu.
- Ami-chan!- Usłyszałam znajomy
głos odwróciłam się i zerknęłam na zmartwionego Iruke-sensei.
- Tak Sensei?- Zapytałam zerkając
na niego.
- Chciałem cię przeprosić za
wczoraj.- Powiedział patrząc na mnie.
- Iie.- Powiedziałam kiwając
przecząco głową.- To nie była pana wina.- Powiedziałam i delikatnie się
uśmiechnęłam.
- Ale….- Zaczą patrząc się na
mnie dziwnie.
- Pan mi powiedział o tym i panu
też było trudno starał się pan aby sprawić jak najmniej bólu.- Powiedziałam
zerkając na niego.
- Ami…- zaczą Iruka-sensei.
- nic mi nie jest Sensei niech
się pan o mnie tak nie martwi.- Powiedziałam i zerknęłam w bok.- Przepraszam
ale zapomniałam że byłam wzywana do Hokage.- Dodałam po czym się skłoniłam i
ruszyłam.
Każdy dosłownie każdy kogo bym
nie minęła na ulicy dziwnie mi się przyglądał co sprawiało że byłam bardziej
poirytowana. I czułam się jak jakiś okaz w Zoo. Zacisnęłam dłonie w pieści i
weszłam do środka pałacu Hokage po czym zapukałam do jego gabinetu.
- Tak.- Usłyszałam jak zawsze
przyjazny głos staruszka.
- wzywał mnie pan.- powiedziałam
za drzwi.
- Oo. wejdź Ami.- Powiedział a ja
otworzyłam drzwi. Jak zwykle Hokage siedział za biurkiem pełnym jakiś papierów
właśnie pił jak się nie myliłam kawę gdy zamarł blady z filiżanką przy ustach
przyglądał mi się.
- Aaa! To nic takiego Hokage-sama
po prostu pomagałam starszym ludziom.- Powiedziałam wymachując przed sobą
rękoma
- po prostu plewiłam im ogródki,
rąbałam drewno, czyściłam kominy, łowiłam ryby. Pomogłam zanieść zakupy.
Pomalować dach czy też posprzątać w domu.- Powiedziałam pośpiesznie. A Hokage
sama z ulgą odetchną odkładając filiżankę.
- widać nie nudziłaś się
dzisiaj.- Powiedział przyjaźnie.
- nie nudziłam się- powiedziałam
z uśmiechem na twarzy.
- Kazałem ci przyjść z powodu
jutrzejszego dnia.- Powiedział i skrzyżował dłonie.
- Hai!- Powiedziałam nie pewnie
przeczuwając o czym chciał porozmawiać.- Nic mi nie jest więc proszę się nie
martwić.- Powiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Na pewno?- Zapytał się
- Hai Hokage-sama.- Powiedziałam
z usmiechem na twarzy. Dopiero teraz zauważyłam jak łatwo mi on przychodził.
- Pogrzeb Tsumetai Suwaru zaczyna
się jutro o osiemnastej.- Powiedział – chciałbym byś powiedziała o niej coś.
- Hee?- Zapytałam przekręcając
głowę w bok. Nie rozumiałam o co mu chodziło.
- chciałbym abyś powiedziała
ostatnie słowa.- Powiedział spokojny.
- HEE!- Krzyknęłam wstając.
- Nie mogę nie zasłużyłam na to
aby móc coś o niej powiedzieć.- Powiedziałam nie co zdenerwowana.
- Ami jesteś jedyną osobą jaka
się nadaje aby to zrobić.- Powiedział spokojnie.
- Przepraszam ale ja nawet nie
wiem co modła bym o niej powiedzieć.- Powiedziałam smutno.
- Ami..- Zaczą Hokage-sama.
- Proszę nie nalegać-
powiedziałam a mój głos drastycznie się zmienił był chłodny i pełny nienawiści.
Zerknęłam na Hokage który delikatnie zacisną dłonie.
- Dobrze nie będę nalegał ale mam
nadzieje że przyjdziesz na uroczystość.- Powiedział Patrząc się na mnie.
Kiwnęłam jedynie głową po czym wstałam i wyszłam. Zaczełam iść do domu z jednej
strony się cieszyłam że nikogo już nie spotkałam na swojej drodze z drugiej
natomiast wciąż czułam się strasznie i chciałabym się komuś wyżalić lecz po
prostu nie umiałam tego zrobić. Nie umiałam byłam za słaba wiedziałam że jak
zacznę mówić to się rozkleję i będę w tedy płakać a tego bym nie chciała.
Weszłam do domu i zaczełam robić
sobie kolacje. Czyli tak dokładniej jajecznicę i gorącą herbatę po czym
usiadłam i zaczełam pomalutku jeść. Nawet nie zauważyłam jak szybko mi ona
znikła z talerza… Nie wiedząc co dalej mogłabym robić. Nie zdarnie wstałam z
krzesła i włożyłam brudne naczynia po czym położyłam się na łóżku po czym
szybko zasnęłam skulona w kłębek.
***
Otworzyłam oczy po czym usiadła
na łóżku przecierając załzawione oczy po czym zerknęłam na okno i zerknęłam na
wioskę. Było już gdzieś południa. Tak… wiele ludzi już spacerowało po ulicach.
Oparłam się o parapet przyglądając się przechodzącym mieszkańcom
To już dziś… Tak… to już dziś.- Pomyślałam zamykając oczy.
Westchnęłam po czym wstałam z
łóżka i swoje kroki pokierowałam w kierunku łazienki. Napuściłam wodę do wanny
i zaczełam się kąpać. Po kilkunastu minutach wyszłam i ubrałam się w zwykły
tradycyjny strój po czym rozczesałam swoje włosy po czym przemyłam twarz i
wyszłam. Podeszłam do lodówki po czym zaczełam robić sobie śniadanie i zjadłam.
Umyłam naczynia przetarłam kurze.
Prawdę mówiąc robiłam wszystko by nie myśleć o zbliżającym się pogrzebie.
Prawdę mówiąc strasznie bolało lecz nie mogłam płakać. Zamknęłam drzwi po tym
jak posprzątałam i wyszłam na podwórko. Niebo było jakieś dziwnie. Ciemne i
Zachmurzone.
Zaczełam iść przed siebie po czym
zaczełam iść przed siebie.
- Ami?- Usłyszałam za sobą
znajomy głos.
- Hee?- Wyszeptałam zerkając na
ową osobę była to Tenten. Uśmiechnełam się.
- Co robisz?- Zapytała
zmartwionym głosem.
- Spaceruje.- Odpowiedziałam
zerkając na ziemię.
- Jak się czujesz?- Zapytała nie
pewnie Tenten. Zerknęłam na nią chłodno.
- D…Dobrze.- Powiedziała i
zerknęła na nią z delikatnym uśmiechem.
- Ami…- wyszeptała nie pewnie
widząc coś na mojej twarzy.
- Tenten to…to nic takiego.-
Powiedziałam odwracając wzrok patrząc w tej chwili na ziemię.
- Dobrze- powiedziała i zerknęła
w bok, ominęłam ją i zaczełam iść. Omijałam bez władnie ludzi… Co jakiś czas
zaczełam wpadać na przypadkowchych ludzi. Nie zwracałam prawdę mówiąc no to
uwagi.
Czas mijał tak szybko. Nim się
zoriętowałam musiałam już iść na pogrzeb nie pewnie zaczełam iść w stronę
cmentarza. Czułam się coraz gorzej moje serce boleśnie bolało. Może lepiej nie
będę tam szła wiedziałam że nie wytrzymam i zacznę płakać. A tego prawdę mówiąc
nie chciałabym aby kto kolwiek to widział. Cały czas byłam przybita a nawet
można powiedzieć ze nie co zdenerwowana. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Nie
teraz.
- Ami-chan!- Usłyszałam za sobą
czyjś głos. W moich oczach pojawiły się łzy. Pokręciłam przecząco głową.
Przygryzłam swoją wargę. Zaczełam iść szybciej. Zerknęłam na grupkę ludzi
stojących naprzeciwko mnie każdy był ubrany na czarno. Po moich policzkach
pociekły łzy po czym wyminęłam ich pośpiesznie po czym zerknęłam w bok. W
grupce znajdowały się wszyscy moi znajomi z klasy. Nie chciałam by myśleli że
jestem słaba. Nie chciałam nie umiałam zadać im bólu.
- Ami!- Zawołał Iruka-sensei,
Przyśpieszyłam kroku nie odwracając się.
- Ami-chan?- Zdziwiła się
Hinata-chan i podeszła do mnie chcąc mnie objąć płakała. Odskoczyłam od niej.
-Ami-chan?!- Zdziwili się
pozostali.
- Ami-chan.- Złapała mnie
Hinata-chan z Kiba-kun i Sakurą-chan. Zerknęłam na nich z uśmiechem na twarzy.
Nawet już mi to całkiem dobrze szło.
- Wiemy jak trudno ci jest więc
możesz płakać.- Powiedziała Sakura-chan
- Sakura-chan nie musicie się o
mnie martwić.- Powiedziałam z uśmiechem nie otwierając oczu. Jeszcze chwile a
się rozryczę. Zacisnęłam pięści
– Nic mi nie jest mówię prawdę i nie chce mi
się płakać.- Przy tym drugim skłamałam.
- Byłyście przyjaciółkami.-
Zawołał Kiba-kun zerknęłam na niego.
- Dobrze powiedziane byłyśmy.-
Powiedziałam i zaczełam iść.
- My też jesteśmy twoimi
przyjaciółmi!- Krzyknęła Hinata-chan. Nie zerknęłam na nich.
To prawda jesteście moimi przyjaciółmi i dla tego nie
chcę abyście to widzieli. Widzieli mój ból. Nie chciałam wam zadawać wam więcej
bólu. Nie mogłabym tego znieść jak byście przeze mnie cierpieć przepraszam Tak po prostu
postanowiłam a tym bardziej nie przy was moich przyjaciołach.
-Ami!- Krzykną Shino-kun a ja
zerknęłam na niego byłam w szoku. SHINO!!! KRZYKNĄ!! Nie mogłam w to uwierzyć.
ON cichy nieodzywający się człowiek właśnie teraz krzykną. I lekko się Uśmiechnełam.
- Co takiego?- Zapytałam tak aby
nie było słychać w moim głosu
- Martwimy się o ciebie!- Krzykną
tym razem Choji-kun patrząc na mnie. Nie poznawałam ich zachowywali się
całkowicie inaczej. Odwróciłam wzrok. Czy to była moja wina że się dziwnie
zachowują?
- Nie musicie się martwić
naprawdę.- Powiedziałam i zaczełam iść chciałam biec ale by się wydało ze jest
mi strasznie z tym.
***
Wiele czasu zajęło mi ćwiczenie
swojego uśmiechu i ukrywaniu uczuć. Teraz mogłam pewnie iść na pogrzeb nie
bojąc się tego że coś się wyda. Właśnie szłam na cmentarz gdy usłyszałam coś co
powaliło mnie na ziemie. Nie spodziewałam się tego.
- Ona też cierpi nawet bardziej
niż my.- Powiedział Sasuke a ja wyszłam z ukrycia z tak bardzo wyćwiczonym
uśmiechem.
- Mylisz się Uchiha.-
Powiedziałam chłodnym głosem. A ci się odwrócili patrząc na mnie.
- Nie mylę się wiem co czujesz
też. Suwaru-san była Twoją i Hinaty przyjaciółką nie musisz ukrywać tego ze
cierpisz to normalne.- Powiedział Sasuke podchodząc do mnie.
- Przykro mi Uchiha ale to nie
prawda.- Powiedziałam bardziej starając się wmówić to sobie lecz nie zbyt mi to
wychodziło.
.- Ja nie cierpię.- Dodałam z
sztucznym uśmiechem na twarzy.
– więc ty i inni nie martwcie się
o mnie.- Powiedziałam i odwróciłam się do nich plecami.
Sakura-chan złapała mnie za rękę
i zerknęła na mnie.
- Niby czemu mam płakać?.-
Ino-chan zamachnęła się tak aby mnie uderzyć ale złapałam jej rękę.
– Yamanaka-chan jak chcesz mieć
rękę w jednym kawałku to lepiej nie próbuj kolejny raz mnie uderzyć.-
Wycedziłam przez zęby puściłam jej rękę i zaczełam iść.
Chciałam pogadać z Hokage.
Zatrzymałam się przy drzwiach.
- Tak Hokage zrobiłem to.-
Powiedział Iruka-sensei.
- I jak to zniosła?- Zapytał się
nie znajomy mi męski głos.
- źle.- Powiedział Iruka-sensei a
ja zacisnęłam pięści.
- nie dziwię się.- Powiedział
nieznajomy.
- co robimy z pogrzebem?- Zapytał
się Iruka-sensei a mi łzy napłynęły do oczu.
- będzie z planem.- Powiedział
Hokage
– teraz bardziej interesuje mnie
Ami-chan wiele osób mówi ze się zmieniła.- Powiedział Hokage.
- a kto ja zabił?- Zapytał się
nieznajomy.
- jeden z Shinobi których można
wynająć.- Powiedział Iruka-sensei
- Iruka ty widziałeś ja przed
śmiercią w szpitalu.- Powiedział nie znajomy.
- Tak była w opłakanym stanie nie
było szans ją wyleczyć. Potwornie cierpiała.- Powiedział Iruka-sensei
- A co z jej rzeczami?- Zapytał
Iruka-sensei - i ostatnią wolą- odwróciłam się i wyszłam. Nie miałam sił już.
To boli chcę uciec nie chcę by się o mnie martwiono…
nie powiedzieli mi… nie chcę… Nie mogę już dłużej. Czemu? Czemu! Ktoś zadał ci
taki ból Suwaru? Czemu nikt nie chciał abym wiedziała.
Wybiegłam i usiadłam dopiero gdy
byłam daleko od wioski. Zaczełam płakać już dłużej nie mogłam grać nie miałam
sił. Zerknęłam na zachód słońca był taki
piękny.
- Ami?!- Zdziwił się Naruto i
usiadł koło mnie. Zerkną na mnie.
- Naruto.- Powiedziałam i odwróciłam
głowę.
- coś się stało?- Zapytał patrząc
na mnie westchnęła.
- nie nic mi nie jest.-
Powiedziałam i Uśmiechnełam się.
- To dobrze.- Powiedział Naruto
uśmiechając się.
– Wiesz Ami zdałem na genina.- Zawołał
radośnie i pokazał opaskę na czole.
- Moje gratulacje!- Uśmiechnełam
się szczerze.
– zasłużyłeś ciężko pracowałeś na nią.-
Powiedziałam i zerknęłam na niego z uśmiechem.
- Już się nie mogę doczekać
pierwszej misji.- Zawołał szczęśliwy – A ty Ami?- Zapytał patrząc się na mnie.
- No ba jeszcze pytanie.-
Zaśmiałam się i zerknęłam na niego.
- Idziesz na ramen?- Zapytał się
Naruto.- Będzie też Iruka-sensei.- Powiedział szczęśliwy.
- nie musze jeszcze potrenować.-
Powiedziałam a tak naprawdę nie chciałam widzieć Sensei i innych.
***
Szłam przed siebie nie zwracając
na nic uwagi dosłownie. Ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Przechodzili jak
gdyby nic i uśmiechali się do siebie co jakiś czas mierzyli mnie chłodnym
spojrzeniem. Zadrżałam pierwszy raz od wielu lat przejęłam się tym ze ktoś się
na mnie tak patrzy.
Te spojrzenia sprawiały nie
wyobrażalny ból w sercu. Czujesz się tak jakbyś nie istniał a ty nic nie możesz
z tym zrobić im bardziej się starasz tym bardziej jesteś ignorowanym. Zamknęłam
oczy aby nie myśleć o tym i o innych rzeczach.
Dotarcie na cmentarz zajęło nam
dwadzieścia minut.
Wszyscy Shinobi już czekali
zatrzymałam się w pewnej odległości patrząc jak cała ceremonia mijała. Nie było
mieszkańców wioski. Suwaru także nie miała nikogo. Prawdę mówiąc do mnie nic
nie dochodziło. Patrzałam się martwym wzrokiem na grób Suwaru. A do oczu mimo
wolni pociekły łzy. Starałam się z całych swoich sił aby te cholerne łzy nie
ciekły mi po tych cholernych policzkach. Jakie to było frustrujące gdy każdy mi
się przyglądał. Iruka-sensei patrzał na mnie smutnym wzrokiem przygryzłam
mocniej wargę a w kąciku moich ust pojawiła się krew. Poczułam ból i metaliczny
posmak krwi. Nie zwracałam na to uwagi co jakiś czas przygryzałam sobie wargę
powstrzymując łzy. Hokage zaczą wygłaszać przemowę. Stając przed wszystkimi.
- Witam wszystkich zgromadzonych
ludzi. Każdy pewnie znał jaka była Tsumeti Suwaru. Prawdę mówiąc nie wiem co
mógłbym powiedzieć o niej. Znałem ją czytając akta z misji jakie tak młoda i
ambitna dziewczyna przeżyła razem z swoją drużyną. Słyszałem wiele opowieści od
starszych osób którym często pomagała. Dla których zawsze znalazła czas.
Mógłbym powiedzieć jaka była w oczach jej drużyny która aktualnie nie mogła się
tu znaleźć. Ale prawdę mówiąc nie spędziłem z Tsumetai tyle czasu bym mógł ją
oceniać. Wiem jedno i pewnie większość się z tym zgodzi, że była silna a co
ważniejsze była przyjacielska. A cisza po przyjacielu rozdziera bardziej niż
przestrzeń. Cisza po przyjacielu nie przynosi żadnych słów. Cisza ta zabija
myśli i sprawia potworny ból.- Powiedział Hokage a ja się skuliłam łapiąc się
za serce. Każde słowo jakie powiedział boleśnie się wyryło w moim sercu. - Najlepszym przyjacielem
jest ten, kto nie pytając o powód smutku, potrafi sprawić,
że znów wraca radość. Taka była właśnie
Suwaru. Potrafiła jednym spojrzeniem sprawić by smutek znikną. – Wyją jakąś
kartkę zerknęłam na nią nie pewnie. – Prawdę mówiąc Suwaru zostawiła list który
chciałaby został przeczytany na jej pogrzebie. Jest to list w którym opisuje
jak postrzega słowo przyjaciel. Więc postanowiłem przeczytać go w tym Momocie.
- Piszę ten list bo wiem że już nie długo mnie nie
będzie wśród was moi przyjaciele. Chciałam wszystkim podziękować za to że
przybyliście ma mój pogrzeb. Chciałam przeprosić wiele osób. Może zacznę od
mojego Sensei’a którego bardzo cenię gdyż nauczył mnie wielu przydatnych
rzeczy. Mojego Kolegę z drużyny tego głupiego czerwonego drewniaka który często
grał mi na nerwach. Mimo to i tak będę go uznawała za przyjaciela tak samo jak
zielonowłosą hazardzistkę którą przegrałam wiele zakładów i musiałam często
robić wiele krępujących rzeczy z których wcześniej się wściekałam a teraz gdy
jestem bliska śmierci zaczynam się z nich śmiać.
Chciałam też podziękować za to że znosili moje
dziwne humorki. Co często ich męczyło. Ale nigdy nie narzekali. Chciałam
przeprosić także nieśmiałą Hinate która jest wyjątkowa może się zdawać ze jest
słaba lecz jej niewinność i dobre serce sprawia że to jest właśnie jej siła.
Nie wielu ludzi ma w sobie tyle dobroci co ona.
No tak teraz chciałam przeprosić Ami.- Przeczytał
zerkając na mnie zerknęłam na niego nie pewnie.- Za to że nie dotrzymałam
naszej obietnicy. Miałam wrócić i prawdę wróciłam lecz nie chciałam widzieć jak
cierpisz może źle zrobiłam prosząc Hokage by powiedział ci dopiero po mojej
śmierci. Nie dałam ci szansy się pożegnać. Lecz musiałam tak zrobić. Nie wiem
czemu nie chciałam byś płakała. Chciałam przeprosić za to że wymusiłam na tobie
obietnice że nie okażesz żadnych uczuć i nie będziesz płakać. Pewnie czujesz
się strasznie. I znając ciebie robisz wszystko by nie martwić przyjaciół lecz
zerknij im teraz w oczy i powiedz co widzisz.- Przeczytał urywając w tym
miejscu tym samym dając mi aluzje że mam zerknąć w oczy swoich przyjaciół.
Zerknęłam po koleji. Sakura miała w oczach łzy i cierpienie patrzyła na mnie
zmartwionym spojrzeniem. Zaczełam patrzeć na każdego po kolei i prawdę mówiąc
każdy tak na mnie patrzał. – Widzisz w ich oczach ból… prawda i cierpienie.
Patrzą się na ciebie zmartwionym spojrzeniem… Pewnie często zachowywali się
inaczej zgadza się.- Znów przerwał co sprawiło że zacisnęłam dłonie w pięści.-
Zachowywali się tak gdyż ty się zmieniłaś i nie mogli znieść tego jak cierpisz
mimo iż nic im nie mówiłaś widzieli to w twoich oczach. I czuli w swoim sercu.
Prawdę mówiąc myślałam że jak się nie płacze przy kimś to go się w tedy nie
rani a tak naprawdę jest na odwrót. Rani się jeszcze bardziej. Przepraszam cię
Ami za wszystko: za to że cierpiałaś i pewnie w nocy płakałaś w poduszkę mam
racje prawda. I pewnie uśmiechałaś się by poprawić każdemu nastrój. Mogłam
przypuszczać że tak właśnie postąpisz. Dobrze teraz już będę kończyć. Szkoda że
nie będę widziała jak chodzisz na misje ale zawsze będę przy tobie. Będę też
tęsknić za wioską którą tak kocham. Mam nadzieje że odziedziczysz po mnie wolę
Ognia a także będziesz pielęgnować własną. Więc Pa pa Ami i reszta mam nadzieje
że powiesz coś o mnie.- Przeczytał zginając kartkę po czym schował ją zerkną na
mnie poczułam jak Iruka sensei złapał mnie za nadgarstek i podprowadził mnie do
Hokage. Zerknęłam na Shinobi którzy wpatrywali się we mnie i na swoich
przyjaciół. Przełkenłam ślinę.
- Eh powiedziałam Hokage-sama ze nie chcę przemawiać
na pogrzebie. Ale jak widać zostałam zdradzona.- Powiedziałam zerkając na
Hokage.
- To nie zdrada taka była wola Suwaru.- Powiedział
pokazując list który napisała westchnęłam tylko.
- Nigdy nie przemawiałam przed nikim z resztą nigdy
nie byłam na pogrzebie. I Nie wiem co mam takiego mówić. Nawet nie myślałam co
bym mogła powiedzieć. Wiem jedno że Była osobą otwartą i pomocną często
denerwowała mnie swoim upartym charakterem lecz dzięki niej wiele zrozumiałam.
Naprzykład to kim są przyjaciele. I tak jak napisała robiłam wszystko co
wymieniła.- Zaśmiałam się delikatnie.- Nie przepuszczałam że ktoś będzie w stanie
mnie rozgryźć.
- Ehmmmm.- Usłyszałam chrząknięcie zerknęłam na
nich.
- Tak wy też mnie rozgryźliście. I chciałam was
przeprosić za moje zachowanie. Nie chciałam byście się martwili gdyż nikt nigdy
tego nie robił i czułam się skrępowana jak widziałam wasze zachowanie w
stosunku do mnie. Chciałam wszystkim pokazać jaka jestem silna i że nie
potrzebuje ochrony. Ale jak widać to nie prawda jestem słaba i często nerwowa.
Więc chciałam powiedzieć tylko kim są dla mnie przyjaciele.
Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać. Tak jak wy robiliście dla mnie przez ten cały czas. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Każdy Shinobi w naszej wiosce zrobi właśnie tak odda własne życie za swojego przyjaciela tak samo zrobiła Suwaru. My nie tyle potrzebujemy pomocy przyjaciół co wiary, że taką pomoc możemy uzyskać w głębi duszy wiedziałam że uzyskam pomoc i cieszyłam się. Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować- Powiedziałam zerkając na grupkę przed siebie Hinata się zarumieniła wiedziała ze to było o niej.- Nie skarby są przyjaciółmi, ale przyjaciel skarbem. Taki skarb jest bardzo drogi i prawdę mówiąc trudny do zdobycia. Moim zdaniem jest wiele różnych rodzaj męstwa. Trzeba być bardzo dzielnym, by stawić czoła wrogom, ale tyle samo męstwa wymaga wierność przyjaciołom.. Nigdy nie mogłam zrozumieć co chciała mi powiedzieć Suwaru zdaniem. Kiedy umrze twój przyjaciel niech twoje oczy nie będą suche ale też niech nie staną się morzem. Niech będą łzy lecz nie płacz. Eeee chyba za wiele powiedziałam. Wow jak mi serce kołacze może lepiej już sobie zejdę z waszych oczu. – Zaczełam schodzić patrząc się na ziemie podeszłam z biały kwiatek w dłoni do jej grobu zerknęłam na nagrobek
Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać. Tak jak wy robiliście dla mnie przez ten cały czas. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Każdy Shinobi w naszej wiosce zrobi właśnie tak odda własne życie za swojego przyjaciela tak samo zrobiła Suwaru. My nie tyle potrzebujemy pomocy przyjaciół co wiary, że taką pomoc możemy uzyskać w głębi duszy wiedziałam że uzyskam pomoc i cieszyłam się. Przyjaciele na ogół pomagają żyć i przeszkadzają pracować- Powiedziałam zerkając na grupkę przed siebie Hinata się zarumieniła wiedziała ze to było o niej.- Nie skarby są przyjaciółmi, ale przyjaciel skarbem. Taki skarb jest bardzo drogi i prawdę mówiąc trudny do zdobycia. Moim zdaniem jest wiele różnych rodzaj męstwa. Trzeba być bardzo dzielnym, by stawić czoła wrogom, ale tyle samo męstwa wymaga wierność przyjaciołom.. Nigdy nie mogłam zrozumieć co chciała mi powiedzieć Suwaru zdaniem. Kiedy umrze twój przyjaciel niech twoje oczy nie będą suche ale też niech nie staną się morzem. Niech będą łzy lecz nie płacz. Eeee chyba za wiele powiedziałam. Wow jak mi serce kołacze może lepiej już sobie zejdę z waszych oczu. – Zaczełam schodzić patrząc się na ziemie podeszłam z biały kwiatek w dłoni do jej grobu zerknęłam na nagrobek
Tsumetai Suwaru
Przyjaciele są jak ciche anioły które podtrzymują
nas gdy nasze skrzyła zapomną jak latać. Uśmiechnijcie się
. Przełknęłam ślinę a moje ręce zaczęły drżeć. Oddech miałam nie miarowy a oczy zaszły mi
łzami. Wspomnienia bardzo mocno uderzyły we mnie. Jak mnie szkoliła dzięki niej
zdałam na Genina. Jak bardzo się starała mnie rozśmieszyć. To ile razy od niej
oberwałam za to ze nie skupiłam się wystarczająco na treningu. I jej treningi
które były wykończające.
Położyłam kwita i nie wiem kiedy na ziemie kapały stróżki łez. Przetarłam oczy i zerknęłam na niezszokowana starając się przestać. Po czym zaczełam iść poczułam szarpniecie i jak ktoś mnie przytula. Zerknęłam na osobę. Była to Ino-chan poczym dołączyła do niej Sakura-chan i Hinata-chan.
Położyłam kwita i nie wiem kiedy na ziemie kapały stróżki łez. Przetarłam oczy i zerknęłam na niezszokowana starając się przestać. Po czym zaczełam iść poczułam szarpniecie i jak ktoś mnie przytula. Zerknęłam na osobę. Była to Ino-chan poczym dołączyła do niej Sakura-chan i Hinata-chan.
- nie mogę oddychać udusicie
mnie!- Zawołałam ale mimo to nie odepchnęłam ich a łzy zaczęły płynąć mi po
policzkach.
- Nie płacz już wiemy jak się
czujesz.- Powiedziała Sakura i wytarła mi łzy
-chodźmy coś zjeść!- Zawołał
Choji a ja kiwnęłam głową.
- Przepraszam.- Wyszeptałam
wycierając łzy.
- Za co?- Zdziwili się wszyscy.
-Za to ze sprawiłam wam powody do
zmartwień- powiedziałam patrząc na nich
- Nie płacz!- Krzykną zapłakany
Kiba-kun
- i kto to mówi.- Zawołał
zasmarkany Naruto-kun
- Haaaa!- Zaśmiałam się
wycierając łzy.
- Nooo i tak ma być.- Powiedziała
Hinata-chan.
- Na nas możesz liczyć więc nie
cierp w samotności.- Powiedzieli jednocześnie.
- Jesteśmy przyjaciółmi prawda?-
Zapytał się Shino.
- Tak! Jesteśmy.- Powiedziałam z
uśmiechem na twarzy
Dziękuje! To nie przez to ze ukrywam uczucia jestem
silniejsza tylko dzięki przyjaciołom którzy pomogą w każdej sytuacji i dzięki
nim stajemy się silniejsi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz