Na całe szczęście emocje związane z moją walką zaczęły szybko maleć. I w
prawdzie jak było na początku mojej walki uważał, że jestem słaba i tak samo
się mówią teraz a to, że wygrałam to zasługa szczęścia a nie moich zdolności.
Nawet się tym zbytnio nie przejęłam. Nie kłóciłam się. Ani nic z tych spraw po
prostu nie miałam na to sił. W końcu muszę dorosnąć i nie mogę się przejmować
tym, co mówią o mnie inni, Nikt nie zna mnie. Więc nie mogą mnie dobrze
oczennic. Mogłam nawet stwierdzić, że przez tę walkę wszyscy się ode mnie
odwrócili. Zerknełam na walczącego już Naruto jego przeciwnikiem okazał
się być Kiba i Akamaru. Mimo iż się tam wpatrywałam moja głowa była pusta nie
mogłam się z jakiegoś powodu skoncentrować na ich walce. Po jakimś czasie
w końcu zaczęłam kontaktować, co się tam działo i jak na razie wygrywał Kiba.
Zamrugałam kilkakrotnie, po czym delikatnie dłońmi uderzyłam się w policzki.
Skrzywiłam się czując na sobie spojrzenie. Starałam się go ignorować. Mogłam
już powiedzieć, kim on był tylko u jednej osoby czułam tę lodowate pełne bólu
mroczne spojrzenie. No w prawdzie wioska też od czasu do czasu się w ten sposób
na mnie gapili, lecz nie zbyt rozumiałam, dlaczego. Sakura coś krzyczała
do Naruto. Nawet nie zauważyłam jak mój sensei uciekł. Zmrużyłam oczy kręcąc
przecząco głową.
- Nawet nie powiedział, że sobie Idzie. – Powiedziałam ciut oburzona. W
prawdzie Naruto po przypadkowym pierdnięciu na twarz swojego przeciwnika, czyli
Kiby, czego mu współczuje zyskał nad nim przewagę. Naruto wykonał bardzo
podobną do Sasuke technikę, lecz z pomocą klonów.
- Brawo Naruto! –Wydarłam się podrywając się na równe nogi.
-Wygrywa Uzumaki Naruto. – Powiedział Hayate-san.
Uśmiechnęłam się na widok Hinaty, która w końcu odważyła się podejść do
Naruto i wręczyć mu maść na rany. Po czym ruszyła do Kiby i Akamaru. W
prawdzie, gdy Naruto nałożył maść na swoje rany zaczęły się w zaskakujący
sposób szybko goić. Zerknełam na swoją ranną dłoń, po czym na Naruto.
- Proszę Ami!- Poczułam silny uścisk i gwałtowny na swoim ramieniu.
Odskoczyłam jak poparzona i zerknęłam w górę.
- Ami?- Zdziwił się
- Niech pan się już nigdy tak do mnie nie skrada- Powiedziałam zerkając n
Shiowase-sensei.
- Nie czyste myśli masz?- Zapytał z uśmiechem na twarzy.
- A życie panu nie miłe?
- Coś ty taka nerwowa- pokazał mi puszkę z napojem zerknęłam na nią.
- Masz.- Powiedział a ja wzięłam ją.
- A Midori i Akai mają się dużo lepiej i kazali ci przekazać, że
gratulują ci przejścia do finałów. – Dodał Shiowase-sensei. Wzięłam łyka i
zerknęłam na tablice. Wyplułam zawartość mojej buzi kaszląc.
- Ami pij powoli.
- TO SĄ JAKIEŚ ŻARTY!- Krzyknęłam Krztusząc się. Nie mogłam uwierzyć w
to, co widziałam.
- Kolejna walka: Hyuuga Hinata kontra Hyuuga Neji- Powiedział głośno i
wyraźnie Hayate-sama.
- Hinata- sama…- powiedział jak zwykle spokojnym głosem Neji. Nie podobał
mi się ten jego uśmiech. Wiedziałam, że to się bardzo źle skończy.
- Neji-niisan. – Powiedziała nie pewnie Hinata. Spoważniałam zerkając na
tę dwójkę.
- Nie martwisz się o nią?
- Sensei Hinata wiele trenowała- wyszeptałam zerkając na niego.
- I wiem, że wygra z Nejim.- Uśmiechnęłam się szeroko. W prawdzie
denerwowało mnie zachowanie Nejiego wobec Hinaty, lecz nie mogłam się mieszać.
Hinata po raz pierwszy nie ukazuje strachu, każde uderzenie ja motywowało.
Wiedziałam, co dawało jej siłę w tej walce. Zerknełam na Naruto, który
dopingował ją. Napiłam się spokojnie.
- Poddaj się Hinata-sama, bo przegrasz lub zginiesz. – Powiedział Neji z
tą jego wyższością w głosie. Skrzywiłam się blada.
Przestań chrzanić Neji ty stara małpo, A
miałam taki dobry nastrój myślałam, iż nikt ni go nie popsuje nawet Shinobim
piasku a tu BAM pojawiasz się ty a mi ciśnienie automatycznie skoczyło. Jak ja
bym chciała by ktoś ci w końcu tak dokopał byś zapomniał jak się nazywasz. To
by było niezłe widowisko. Jeśli się nie przymkniesz to nie mam pojęcia, co ci
zrobię.
Pomyślałam denerwując się
widząc jak Hinata obrywa w okolicy serca.
Hinata! Wystarczy! On cię zabije przestań już!
Widziałam jak z każdą minutą Hinata coraz bardziej słabła. Nie chciałam
stracić kolejnej przyjaciółki. Nie mogłam nie chciałam pochować jej jak Suwaru.
Zamknęłam oczy a moje ręce zaczęły drżeć.
Przestań! Proszę Przestań Hinata
Mimo iż chciałam powiedzieć to na głos nie wydobyłam ani jednego dźwięku.
Wpatrywałam się jedynie w toczącą się walkę. Nie potrafiłam wyjaśnić, czemu nie
krzyczałam by przestała. Może, dlatego iż Hinata nigdy mnie nie powstrzymała
wierzyła w moją siłę i co by to dało jak bym miała ją powstrzymać. To walka
Hinaty nie moja, mimo iż przegra nie mogę powstrzymać jej.
Zerknełam na Shiowase-sensei, ale ten wpatrywał się z uwagą na to, co się
działo. Westchnęłam ciężko. Widziałam jak Naruto cały się trząsł. Mogłam
jedynie spekulować powód tego zachowania. Zerknełam na upadając Hinata ze
strachem w oczach.
- HINATA NIE PODDAWAJ SIĘ! SŁYSZYSZ HINATA!- Krzykną Naruto.
-ZAMKNIJ SIĘ NARUTO! NIE WIDZISZ, ŻE NIE JEST WSTANIE JUŻ DŁUŻEJ
WALCZYĆ!- Krzyknęła wściekał Sakura ona też była zmartwiona wynikiem tej walki.
Spojrzałam na nich zabójczym spojrzeniem. Pierwszy raz w życiu chciałam
ich zabić. Shiowase-sensei musiał to wyczuć, bo położył mi rękę na ramieniu.
-Uspokój się!- Rozkazał Shiowase-sensei zacisnęłam mocniej ręce na barierkach.
- Ami!- Uniósł głos a ja poluźniłam uścisk.
- Spójrz!- Pokazał na Arenę a mój wzrok podążył tam. Zerknełam na stojącą
z trudem Hinatę.
-Ona mi kogoś przypomina.- Powiedział a ja spojrzałam się na niego.
- Ty też taka byłaś.- Powiedział zerkając na mnie.
- Wciąż taka jesteś.- Uśmiechną się a ja wypuściłam powietrze zwieszając
głowę.
- Uspokoiłaś się?
- Hai- odpowiedziałam zerkając na arenę. Hinata coś powiedziała, co
spowodowało, iż Neji ruszył w jej kierunku, lecz został zatrzymany przez
sędziego i innych sensei’ów. Naruto zeskoczył i podbiegł do Hinaty, która
leżała nie przytomna a Kurenai-sensie zawołała medyków. Naruto jak zwykle
chciał zaatakować Nejiego, lecz został powstrzymany przez Lee. Zamknęłam oczy,
gdy wyprowadzali Hinatę na noszach. Słyszałam jak Naruto przysięgał na krew
Hinaty, że pokona Nejiego. Czasem zazdrościłam mu tej głupoty. Napiłam się
spokojnie napoju.
- Ami twoje opanowanie jest zaskakujące. – Powiedział Shiowase-sensei a
ja zerknęłam na niego nie rozumiejąc, o co chodzi.
- Słucham? – Zapytałam się nie pewnie.
Kolejną walką, która była
to była walka Tenten z Temari. Zaczęłam już odczuwać głód.
- Tenten nie daj się!- Krzyknęłam podrywając się
- Ami!- Zdziwiła się moją reakcją Ino, koło której stałam, bo jak zwykle
mój sensei znikną, gdy pojawił się jakiś medyk.
- Ona przegra z tą od piasku.
- Shikamaru przymknij się.
- Ami!
- Shikamaru jak mówi, że przegra to przegra.
- Choji mi też wnioskowaliście, że przegram a co wygrałam.- Powiedziałam,
mimo iż wiedziałam, że Shikamaru ma racje. Mimo iż wiedziałam, że tenten
przegra. Zamknęłam oczy.
- Ami.- Zaczął Shikamaru.
- Wiem, że tenten przegra z Temari. Mimo to nieprzestane jej dopingować.-
Powiedziałam widząc jak każdy atak Tenten był odbijany. Tak jak się
spodziewałam chakra Temari była naturą wiatru. Więc Tenten nie miała z nią
żadnych szans. Wpatrywałam się na spadającą Tenten, która po chwili wbiła się w
wachlarz Temari. Która po chwili zamachnęła się tak, że nie przytomna Tenten
leciała w stronę ściany.
- Tak się nie traktuje przegranych. – Powiedział Lee trzymając tenten w
objęciach. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- A ty słabeuszu w dziwnym wdzianku zabieraj tego śmiecie. – Powiedziała
z uśmiechem na twarzy Temari a ja zacisnęłam rękę w pięści.
- Młoda damo nie doceniasz Lee a on naprawdę jest bardzo śliny. –
Powiedział Gai powstrzymując Lee przed Atakiem na Temari. Zerknełam na to
obojętnym spojrzeniem.
- Temari przestań i wracaj z powrotem. – Powiedział Gaara tym swoim
chłodnym tonem. Zerknełam na niego nie pewnie. A ciarki przeszły mi po plecach.
- Wygrywa Temari- Powiedział Hayate-sensei zerkając na nas swoim
spojrzeniem. Nie wiedziałam, o czym on myślał.
- Kolejna walka: Nara Shikamaru konta Kim. W prawdzie wiedziałam już na
wstępie, że Shikamaru wygra tę walkę. W końcu jest to leniwy geniusz. I nie da
się tak łatwo pokonać. I mogłam powiedzieć, że nawet się zbytnio nie wysili by
ją pokonać. I nie chciałabym walczyć z Shikamaru. Zamknęłam zmęczona oczy
te walki w końcu mogłyby się skończyć. Kim jak jej towarzysze używała technik dźwiękowych,
lecz ta za pomocą dzwoneczków wprowadzała przeciwnika w Genjutsu.
Po raz kolejny usłyszałam
jak burczy mi w brzuchu. Do tego jeszcze przylazł Neji.
- Jednak udało ci się przejść do finałów – powiedział to a ja zerknęłam
na niego obojętnym spojrzeniem.
- Przyszedłeś do mnie by sprawdzić już moją i tak naruszoną cierpliwość?-
Zapytałam się spokojnie a ten się zaśmiał.
- A ja myślałem, że twoja masz stalowe nerwy.- Powiedział wpatrując się
we mnie a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- A może mam a może i nie mam. – Powiedziałam zerkając na niego.
- Myślałem, że się poddasz. No Hinata powinna była to zrobić nie
prawdaż.- Powiedział pochylając się nade mną.
- Nie przechwalaj się tak Neji. A w ogóle widziałeś kiedyś bym się
poddała?- Powiedział zerkając ja niego.
- W prawdzie mówiąc to tak.- Powiedział a ja zerknęłam na niego.
- Tamto się nie liczy nie byłeś od początku i w tedy się nie poddałam
sama zaproponowałam by…- urwałam zerkając na ziemię.
- śmierć to to samo, co poddanie się.- Powiedział delikatnie łapiąc mnie
za podbródek.
- A ty na moim miejscu, co byś zrobił jak byś był tylko dzieckiem. Mimo
iż wiele razy uciekłeś i tak cię złapali.- Powiedziałam zerkając w jego oczy.
Dostrzegłam w nich szok i niedowierzanie. Po czym poczułam jak poluźnił uścisk.
Odwrócił się i zaczął iść.
- Na pewno nie błagałbym o śmierć. – Powiedział z obrzydzeniem Neji.
A ja zerknęłam na arenę.
- Ami?- Zdziwiła się Ino.
- To nic takiego Ino nie mów już nic dobrze- powiedziałam nie patrząc na
nich wpatrywałam się na Shikamaru.
- A ty gdzie idziesz?- Zapytała się Temari zerkając na swojego brata.
- Idę zrobić zwiady. Zaraz wracam.- Powiedział Kankuro i ruszył w
kierunku Naruto a ja się cicho zaśmiałam.
Nara używają technik
związanych z cieniem
Zaczęłam głęboko myśleć czytałam o jego klanie. Zamknęłam oczy. Gdy je
otworzyłam Shikamaru złapał, Kim w swoją technikę i rzucił w nią shurikienem,
po czym odchylił głowę. Kim zrobiła identycznie, co on, lecz z łoskotem
uderzyła głową o znajdującą się za nią ścianę. Po czym upadła nieprzytomna na
ziemię.
- Zwycięża Nara Shikamaru. – Powiedział Sędzia a ja się uśmiechnęłam
szeroko. Musiałam po powrocie przeanalizować to, co się tu wydarzało w
końcu mogę trafić na jednego z nich w finałach a nie mogłam na to pozwolić by
mnie tak łatwo pokonali.
Muszę obmyśleć jeszcze kilka nowych technik.
A nie będzie tak
łatwo, bo w prawdzie, kogo ja chcę okłamać Sasuke ma Sharingana, Neji ma
Byakugana a ja nie mam żadnych wyjątkowych cech. Naprawdę jestem beznadziejna w
walkach. Z Nejim walczyłam już wiele razy i w prawdzie ani razu nie udało mi
się go pokonać. Mimo iż dowiedziałam się wiele o byakuganie oraz wielu innych
technikach nie potrafię go pokonać. Nie wiem nawet, czemu Sasuke chce się ze
mną zmierzyć.
Zwiesiłam głowę zrezygnowana nie wiedziałam, co
począć jak na razie chciałam odpocząć i spokojnie wszystko przemyśleć.
Zerknełam na tablice, która losowała kolejnych przeciwników.
- Lee teraz na pewno będziesz ty.- Powiedział Gai-sensei a ja zerknęłam
na nich.
- Nie chcę.- Powiedział oburzony Lee.
- He?- Wyszeptałam gdyż pierwszy raz widziałam by Lee stracił zapał do
walki.
- Dąsasz się Lee-san- powiedziała zdziwiona Sakura.
- Już długo czekałem ze mogę poczekać do końca- powiedział Lee a ja
pokręciłam przecząco głową wiedziałam ze coś tu nie grało. Nigdy nie
widziałam by Lee się dąsał.
- Jak długo każesz mi na siebie czekać- usłyszałam lodowaty głos.
- Chodź tu.- Powiedział Gaara czekając na Lee
- źle dzieciak trafił.- Powiedział Kankuro stojąc koło Naruto.
- Ten dziwny dzieciak przegra. Nasz gara go pokona. – Dodał a ja
zerknęłam na nich w mojej głowie pojawiło się jedno wspomnienie. I to
wspomnienie, które przyprawiało mnie wcześniej o ciarki, lecz nie teraz.
- Zginiecie.-
Powiedział Gaara podchodząc bliżej natomiast jego towarzysze stali wciąż w tym samym
miejscu.
- Nie bądź taki hej
do przodu- powiedział owy mężczyzna biorąc w rękę parasolkę, po czym rzucił nią
w górę a z niej wyszczeliły igły.
Zerknęłam z
szokowana.
„: Nie ma szans by
ten cały Gaara to przeżył”
Pomyślałam
otwierając szerzej oczy…
,„Co? To jest?”
Zdziwiłam się
przyglądając się urznie. Widać było, że ci z tyłu ta cała Temari i Kankuro
widzieli to już wiele razy, bo nawet nie drgnęli.
„Piasek?”
Zapytałam nie pewnie
widząc chłopaka imieniem Gaara otoczonego piaskiem, w którym były powbijane
igły z ataku.
- tylko na tyle cię
stać?- Zapytała się wyciągając rękę przed siebie a z jego gurdy, która
znajdowała się na jego plecach zaczęła wyłaniać się coraz to nowsza ilość
piachu.
Pierwszy raz
widziałam taką technikę i wiedziałam jedno nie było możliwości by go pokonać.
Zerknęłam na piasek otaczający owego mężczyznę i unosił go w powietrze. Gaara
podniósł parasolkę, po czym oparł ją tak o tamie jakby się chronił przed
deszczem.
- Sabaku Kyū-
powiedział, Gaara a mężczyzna owinięty piaskiem chłopaka po prostu eksplodował
krople krwi kapnęła mi na twarz a ja zamarłam zerkając na niego przerażona.
- Weście nasz zwój.-
Powiedział chudszy towarzysz. A grubszy podał im zwój
- Darujcie nam życie
– powiedział ponownie, lecz Gaara wyją rękę przed siebie i zrobił identyczną
czynność. Zerknęłam na przerażone twarze owych ludzi wpatrywali się we mnie w
ich oczach było widać strach.
- Pomocy!- Krzyknęli
a ja siedziałam jak sparaliżowana nie mogłam się ruszyć. Po chwili unieśli się
w powietrze jak ich towarzysz i tak samo skończyli.
- Nie byłbym tego taki pewnie- Powiedział Naruto tym samym wyrwał mnie z
objęć wspomnień.
- Co?- Zdziwił się Kankuro
- Brewka jest naprawdę silny- Uśmiechną się Naruto.
Zerknełam na Lee i Gaarę wiedziałam, że podczas tej walki nauczę się
najwięcej. Byłam ciekawa, kto wygra. Czy Rock Lee pokazując wszystkim siłę
młodości. A może jednak Sabaku no Gaara zaskoczy nas wszystkich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz