-
Itachi.- Odezwał się zerkając na chłopaka, który siedział powrotem na kamieniu.
-
Pozwolisz mi się odrobinkę rozerwać?- Zapytał z uśmiechem spoglądając w moim
kierunku.
Nic
nie odpowiedział.
Spojrzałam
się na Kisame, który ściągnął płaszcz i starannie złożył go w kostkę na ziemi i
ściągnął z pleców samachadę.
Nie
opuszczałam wzroku, nie mrugałam, uspakajałam swój oddech. Skupiając swoją całą
uwagę na tym człowieku. Itachi bacznie obserwował moje zachowania. Kisame
zaatakował, jako pierwszy swoją samahadą w ostatniej chwili zrobiłam unik
odskakując na bezpieczną odległość. Dość niebezpieczne to było. Jeden dotyk i
będzie po mnie. Myśl Ami. Wysil pozostałości szarych komórek i wykombinuj coś?
Czytałaś o nim? Wiesz dużo. Możesz sobie w miarę poradzić. Kisame? Jego chakra
to głowie woda. Tak woda znów
-
Dość zwinna.- Powiedział Kisame uśmiechając się szeroko i zaczął atakować.
Wyjęłam swoją katanę i odparłam atak mężczyzny. Czując jak przypiera mnie do
drzewa, które po chwili pękło. Przeleciałam uderzając plecami o skalną ścianę.
Poczułam ból w miejscu tak niedawnej rany. Atakowałam go z dużą zawziętością.
Co strawiło, że się jedynie uśmiechał szerzej?
-
Zapowiada się niezła zabawa.- Powiedział i Kopnął z całej siły.
-
Sprawdźmy czy dasz radę wytrzymać dłużej niż godzinę.- Powiedział z szerokim
uśmiechem.
Moje
spojrzenie utkwiło w szerokim uśmiechu Kisame, który jedynie oparł o swoje
ramię Samehadę po czym przekrzywił głowę w bok.
Ułamek
sekundy… Wystarczyła tylko jedna malutka chwila bym przeleciała duży kawałek i
uderzyła w drzewo. Zasłaniając usta podczas napadu kaszlu. Złapałam się za
obolałe żebra.
Świetnie jestem
workiem treningowym. Nie dojść, że obrywam od Nejiego to jeszcze umilam czas
nieznajomym.
Pomyślałam
kucając podparłam się rękoma o ziemię.
-
Już masz dosyć? Nawet nie uderzyłem cię na poważnie.- Powiedział zawiedziony Kisame.
Podniosłam wzrok stając na chwiejnych nogach.
Ami na co ty do
cholery czekasz? Pozwolisz by tobą pomiatał jak jakimś śmieciem. Jak masz
przegrać to przegraj z godnością.
Motywowałam
sama siebie w głowie, po czym zwiększyłam przepływ czakry we stopach by
zwiększyć swoją prędkość. Zadawałam
ataki spoglądając się na niewzruszonego Kisame, któremu wystarczała jedna ręka
by powstrzymywać moje ciosy.
Irytujące!
Warknęłam
w głowie i rękoma odbiłam się od ziemi, aby kopnąć go w podbrzusze, lecz złapał
mnie za kostkę lewej nogi. Po czym kilka razy obrócił wokoło swojej głowy. Jak
lassem i cisną w znajdujące się pobliżu drzewo łamiąc je. Zwinnym ruchem
odbiłam się od ziemi atakując go dalej. Kisame jedynie spojrzał się na mnie z
politowaniem i zamachnął się tak bym dostała w tył głowy na tyle mocno by wbić
się w ziemię. Przez chwilę widziałam przed oczami ciemność.
-
Oj! Myślałem, że stać cię na więcej. – Powiedział Kisame chodząc koło mnie.
Pokarzę mu, że
nawet osoby słabe potrafią być uciążliwe.
Pomyślałam
uśmiechając się spoglądając na ziemię. Przygryzłam wargę spoglądając na dłonie.
Delikatnie dłonią przejechałam po skroni spoglądając na czerwoną maź. Znałam
już to uczucie.
-
Co to do cholery jest!- Warknął zdziwiony Kisame.
Mój
kącik warg uniósł się delikatnie. Spojrzałam się na niego leżąc na ziemi.
Kisame właśnie starał się uwolnić swoje ręce z lepkiej cieczy oraz nogi.
-
CO to jest za cholerstwo?- Powiedział zdziwiony gdy pojawiłam się przed nim.
Spoglądałam się na niego z dołu trzymając katanę, która przeszyła ciało Kisame
w miejscu gdzie znajdowało się serce.
-
Ari Goku no Jutsu.- Powiedziałam spokojnym głosem.
Kałużą?
Zdziwiłam
się rozglądając się wokoło siebie w poszukiwaniu przeciwnika.
Mizu Bunshin no
Jutsu? Mogłam się tego spodziewać.
Pomyślałam
przygryzając dolną wargę.
Ma większe
doświadczenie nie walczyłby z przeciwnikiem w otwartej walce. Teraz testuje
moje możliwości? Ocenia mnie czy jestem na tyle dobra by miał się zając
osobiście. Nie docenia mnie.
Pomyślałam
poddenerwowana spoglądając w krzaki.
Więc dobrze Ami
pomyśl gdzie mógłby się ukryć?
Pomyślałam
spoglądając przed siebie.
Przed mną? Nie
odpada.
Pomyślałam
zerkając w górę.
Nade mną? Też nie.
Powiedziałam
odwracając się do tyłu obserwując zarośla.
Z tyłu? Nie. Nie ma
go tu.
Pomyślałam
oddychając spokojnie.
Uspokój się Ami.
Myśl logicznie. Zniknąć nie mógłby.
Pomyślałam
zamykając oczy.
W prawo? Nie tam
znajduje się jego towarzysz, który bacznie mnie obserwował.
Odwróciłam
głowę w lewą stronę mrużąc oczy.
Lewa? Nie nie
wyczuwam jego obecność.
Pomyślałam
zamykając oczy i koncentrując się.
Dobrze Ami teraz
pomyśl i poukładaj to w swojej głowie. Jak nie ma go w tych miejscach jest
tylko jedne gdzie mógłby się ukryć. Otworzyłam oczy spoglądając się na ziemię.
Pozostaje tylko pod
ziemią.
Dodałam
w myślach mrużąc oczy.
Co to za niepokój?
Ta żądza krwi.
Podskoczyłam
w ostatniej chwili i zawisłam na gałęzi. Spojrzałam się na dół na wyłaniającego
się Kisame. A jednak miałam rację.
-
Jej zwinność jest zaskakująca a zarazem denerwująca.- Powiedział Kisame
zerkając na mnie.
Wow było blisko.
Jeszcze chwila i by było po mnie.
Pomyślałam
przełykając ślinę.
-
Minęło dopiero dziesięć minut. Pozwól mi się rozerwać bardziej.- Powiedział
zrezygnowany Kisame zerkając w moim kierunku. Zmarszczyłam czoło spoglądając na niego.
Jeśli przegram.
Zginę
Pomyślałam
nie opuszczając go z oczu.
Muszę
puść na całość. Wykorzystać wszystko co umiem. Nie oszczędzać siebie. Inaczej
nie mam najmniejszych szans. Muszę walczyć jak najlepiej potrafię. A nawet
bardziej. Inaczej nie przetrwam. To nie są ludzie, z którymi mogę konkurować o
wygraną. Nawet jeśli bym jakimś cudem wygrała z Kisame przegrałabym na pewno z
Itachim. Aktualnie na moim poziomie nie jest możliwe pokonanie któregokolwiek z
nich.
Ciężko
jest się do tego przyznać, lecz byli dla mnie za silni.
Uśmiechnęłam
się delikatnie widząc zdziwienie na twarzy Kisame gdy moje klony zaatakowały go
z zaskakującą precyzją. Itachi, który dotąd siedział nie wzruszony walką
delikatnie rozszerzył oczy spoglądając w moim kierunku. Jeden z klonów
zaatakował Kisame od tyłu. Lecz ten jedynie odbił się od ziemi i jednym zwinnym
ruchem pokonał wszystkie moje klony.
-
Ocho! Cieniste klony. Nie łatwa technika.- Powiedział spoglądając na mnie.
Odwróciłam się robiąc blok upadając na ziemię spoglądając na atakującego tym
razem Kisame. Który wciąż nie użył jeszcze Samehady.
Kucnęłam
gdy uniósł nogę by kopnąć. Złapałam go za nią i zwiększyłam przepływ w rękach
by nim rzucić w drzewo. Które się złamało?
-
To, że jestem słaba nie oznacza, że przegram bez walki. Przestań mnie nie
doceniać Kisame.- Warknęłam spoglądając na mężczyznę, który leżał na połamanym
drzewie.
-
Walcz ze mną na poważnie!- Warknęłam słysząc śmiech Kisame.
-
Naprawdę chcesz bym walczył na poważnie? – Zapytał się wstając na równe nogi
nie patrzał się na mnie.
-
Przestań mnie nie doceniać Kisame.- Powiedziałam spoglądając na niego.
-
Ha ha!- Zaczął się śmiać łapiąc się za brzuch. Poczerwieniałam na twarzy.
-
Z czego się śmiejesz?- Warknęłam poirytowana jego reakcją.
-
To śmieszne. Mimo że zdajesz sobie sprawę z tego o ile jestem od ciebie
silniejszy chcesz bym walczył na poważnie. – Powiedział spoglądając na mnie.
Warknęłam
spoglądając na niego. To niedocenianie było denerwujące. Przygryzłam wargę do
krwi. Zrobiłam pieczęć.
-
U Umiesz technikę ukrycia we mgle.- Powiedział zaskoczony Kisame.
-
Jest inna ta mgła jest bardziej gęsta oraz zimna.- Powiedział znikając w niej.
Zamknęłam oczy. Koncentrując się.
-
Widać, że potrafisz więcej niż tylko mówić.- Powiedział Kisame.
-
Ale zapomniałaś o jednej najważniejszej zasadzie nie ważne gdzie się ukryjesz
nie dasz rady uciec przede mną.- Powiedział Kisame śmiejąc się.
Nie
otwierałam oczu stojąc w miejscu. Po chwili uniosłam katanę nad głowę
blokując cios zadany samahadą. Po czym
zaczęłam atakować nie otwierając oczy. Koncentrowałam się otwierając po chwili
oczy.
-
Oho zablokowałaś.- Powiedział śmiejąc się.
-
Całkiem nieźle ci to wychodzi.- Powiedział spoglądając na mnie.
-
Widać zaczęłaś walczyć na poważnie. Dobrze niech ci będzie.- Powiedział i
wyprostował się. Spojrzał się w moim kierunku poważny.
Pojawił
się przede mną i szybko machnął samahadą odskoczyłam do tyłu osuwając się na
kolano spoglądając na Samachadę, która poruszyła się w ręku Kisame
-
Smakuje ci?- Zapytał się spoglądając na miecz, który poruszył się ponownie.
Nie
czekałam zbyt długo zrobiłam pieczęć po czym pojawiłam się przed nim gdy
zamachnął się by zadać cios samechadą znikłam.
-
Klon?- Powiedział zrezygnowany ale syknął spoglądając na mnie poważnym wzrokiem
jego plecy dymiły się.
Nie zadziałało?
Hoshisi wyrządziło tylko takie straty? To moja najsilniejsza technika.
Pomyślałam
zdziwiona mając szeroko oczy otwarte.
-
Co to miało być? To tylko mnie połaskotało.
Powiedział
spoglądając w moim kierunku
Nigdy nie
przepuszczałam że będę zmuszona do spróbowania użycia tej techniki. Może nie
starczyć mi chakry. Ale musiałam spróbować. Wybacz mi Suwaru muszę złamać daną
obietnicę.
Pomyślałam
i stałam wyprostowana.
-
Suiton: Dai Bakusui Shōha- Powiedział szybko Kisame. Spojrzałam się jak Kisame
wypluwa dużą ilość wody która przyjęła postać wielkiej kuli. Złapałam się za
usta by nie stracić powietrza.
Spojrzałam się na Kisame który unosił się swobodnie w powietrzu i uśmiechnął
się szeroko.
-
Przykro mi ale czas już się kończy. – Powiedział trzymając w dłoni Samachadę.
-
Suirō Sameodori no Jutsu- Powiedział spoglądając na mnie po czym połączył się
samechadą a kula która nas otoczyła delikatnie się uniosła. Zamykając nas w
niej. Kisame stał w miejscu obserwując mnie.
Odpłynęłam delikatnie w prawy. Lecz nie przybliżyłam się do ranić kuli.
Wypuściłam kilka bąbelków powietrza. Spojrzałam się na przeciwnika który z
łatwością poruszał się w wodzie gdzie ja czułam się ociężale i nim zdążyłam
podnieść ręce by wykonać blok poczułam potworny ból. Wypuściłam więcej
powietrza i zasłoniłam usta gdy dostała się do nich woda. Można powiedzieć iż Kisame poruszał się
znacznie szybciej niż na lądzie. Zamknęłam jedynie oczy nie będąc w stanie
nawet dostrzec go. Mimo że usiłowałam się bronić nie byłam w stanie. Uniosłam
ręce tak by ochronić głowę oraz brzuch. Przed ciosem lecz Kisame pojawił się za
mną kopiąc w plecy na tyle mocno bym wygięła się w tył zakaszlałam wypuszczając
resztkę powietrza. Zmrużyłam oczy zaciskając jedynie szczękę gdy poczułam
kolejne a zarazem mocniejsze ciosy a woda z błękitnej stawała się czerwona.
-
Kisame wystarczy. To nie jest nasza misja. Może nam się przydać.- Powiedział
Itachi spoglądając na nas.
-
Niby w czym?- Zdziwił się Kisame a wodne więzienie znikło. Upadł na ziemię
trzymając mnie za rękę unosząc w powietrzu. Delikatnie ścisnęłam dłoń w pięści
unosząc mimo bólu głowę czerwoną od krwi. Z resztą jak całe ciało było pokryte
licznym ranami a krew kapała na ziemię.
-
Dowiemy się czy nasz cel jest w wiosce.- Odpowiedział mu spokojnym głosem.
Kisame rzucił mną jak szmacianą lalką w stronę drzewa do którego podszedł
Itachi łapiąc mnie za szyję i uniósł przypartą do drzewa.
-
Wystarczy tej zabawy Ami.- Powiedział poważny a jego Sharingan dziwnie zawirował. Mój wzrok utkwił w czerwonym księżycu który
rzucał światło w całej okolicy która drastycznie uległa zmianie. Nie było już
Kisame czy lasu w którym doszło do walki. Jedynie Itachi i ja przybita do
jednego z krzyży.
Iluzja.
Pomyślałam
spoglądając na chłopaka. Mimo to że wiedziałam że to iluzja ból w moich
dłoniach zdawał się realny. Na tyle że nie byłam w stanie nimi poruszyć.
-
Oczekuje jednej odpowiedzi.- Powiedział patrząc się na mnie.
-
To ile będziesz cierpieć w tym świecie będzie zależeć ode mnie.- Dodał
spoglądając mi w oczy. W jego dłoni pojawiła się katana którą bez zawahania
wbił w bok mojego ciała. Zagryzłam mocno wargę.
To nie jest realne
Ami.
Pomyślałam
zamykając oczy. Nie zamierzałam krzyczeć. Mimo że wiedziałam że to iluzja. Że
nie dzieje się to naprawdę odczuwałam ból.
-
Czy Uzumaki Naruto znajduje się aktualnie w wiosce?- Zapytał się spoglądając
się na mnie. Gdy nie usłyszał odpowiedzi koło niego pojawiło się kilka jego
kopi i ponowiła czynność poprzednika wbijając w inne części mojego ciała katany
przekręcając nimi by zadać więcej bólu.
Zagryzałam szczęki z całych sił.
Nie ważne co by się
działo nie możesz Ami powiedzieć.
Pomyślałam
w własnej głowie milcząc i spoglądając się na chłopaka który wbił katanę w mój
bok z resztą jak pozostałe jego postacie. Chciałam krzyczeć lecz nie miałam na
to sił. Zakaszlałam jedynie.
-
Czy Uzumaki Naruto znajduje się aktualnie w wiosce?- Ponowił pytanie.
Spojrzałam
się jedynie mrużąc jedno oko. Oddychałam ciężko powoli tracąc siły.
Naruto jest twoim
przyjacielem. Nie możesz go wydać. Nie ważne ile by cię to kosztowało.
Pomyślałam
starając zmotywować samą siebie. Nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi ponowił
swoje czynność. I tak za każdym razem. Powoli straciłam poczucie czasu. Nie
wiedziałam jak długo się tam znajdowałam.
Godziny, dni czy nawet tygodnie. Nie byłam w stanie poruszyć głową by
spojrzeć na niego.
-To
nic nie da.- Powiedział puszczając moją szyje. Mój oddech był cięższy. Stałam
oparta o drzewo. Chwiałam się delikatnie w jedną to w drugą stronę. Widziałam
jakby przez mgłę coraz słabiej i słabiej. Po czym upadłam na ziemię.
Zakaszlałam jedynie
-
Wytrzymała?- Zdziwił się Kisame spoglądając na mnie z góry. Oddychałam ciężej.
-
Jest silna...- Powiedział Itachi ubierając kapelusz. Kisame jedynie się
zaśmiał.
-
w jakim znaczeniu- Zdziwił się Kisame powoli ubierając płaszcz jak i kapelusz.
-
Mimo techniki nie chciała zdradzić przyjaciela. Nawet jeśli miałaby przez to
zginąć. Nie jeden dorosły by się poddał.- Powiedział Itachi spoglądając się na
mnie. Leżałam bezwładnie na ziemi zamykając oczy.
Czy mam rozumieć, że to twój wielki powrót? :D
OdpowiedzUsuńStaram się by taki były
UsuńBiedna Ami - tyle zła spotkało ją na tym skrócie - a miała iść tylko na ramen... :(
OdpowiedzUsuńTo prawda miała udać się tylko na ramen :)
Usuń