.
Na
mojej twarzy gościł delikatny uśmiech. Podniosłam głowę by po chwili wzrok
utkwić w nagrobku Suwaru. Hm… Ile to już minęło? Dość dawno tu byłam poraz ostatni. Ach tak. Od pogrzebu.
Nie miałam czasu… Nie to nie to. To nie tak że nie miałam czasu by tu zajść. W
końcu zawsze przechodziłam obok cmentarza. Po prostu nie miałam odwagi tu
zajrzeć. W ciąż w głębi duszy czułam się winna. Gdybym miała inny charakter…
Gdybym była inną osobą… Co ja paplam. Nie miałam odwagi tu przyjść bo nie byłam
w stanie sprostać wymogom jakie sobie sama postawiłam. Poprzeczkę której nie
byłam w stanie przeskoczyć.
Czułam
się zagubiona. Nie mogąc nigdzie znaleźć pomocy. W prawdzie nie szukałam jej
cóż to taki drobny szczególik. Lecz teraz to co innego. W końcu poczułam jak
wielki głaz zleciał mi z serca i mogłam w końcu podejść tutaj.
-
Suwaru…
Wyszeptałam
kusając i delikatnie wycierając zakurzony nagrobek wkładjąc kwiaty.
-
Przepraszam że tak długo mi o zajęło.
Powiedziałam
z uśmiechem na twarzy.
-
Wiele się wydarzyło od ostatniego razu gdy się widziałyśmy.
Powiedziałam
delikatnie się uśmiechając mimo wszystko musiałam opowiedzieć co się wydarzyło.
Iruka mówił że to pomaga. A Hinaty nie zamierzałam doprowadzać do stanu przed
zawałowego więc postanowiłam powiedzieć to komuś komu i tak już to nie
zaszkodzi.
-
Na wcześniejszej misji spotkałam nasz cel.- Powiedziałam odsłaniając twarz.
-
Oczywiście starałam się być ostrożna to nie moja wina że kłopoty po prostu
czepiły się mnie jak żep psiego ogona i trzyając cholernie mocno.- żaśmiałam
się spoglądając na niebo.
-
Założyłam się z nim. I zaczęłam z nim walczyć… Tak wiem że to było głupie,nie
rozważne, niepespieczne, samolubne, niedojrzałe podejście lecz chciałam
wiedzieć jaki był jego cel.
Powiedziałam
spoglądając na ziemię nie wiedziąc czy mówić dalej czy też nie nie zamierzałam
się użalać na tym jakie moje życie było nie do zniesienia. Wiem że kiedyś i
czasem nawet teraz taka jestem lecz staram się zmienić jak widać nie zawsze mi
to wychodziło.
-
Teraz nie jestem pewna czy chciałabym wiedzieć.
Wyszeptałam
kuląc się obok.
-
Jego celem była moja osoba.- Wyszeptałam spoglądając na niebo.
Znów.
Pomyślałam
spoglądając na błękitnie, niezachmurzone niebo. Na twarzy czułam przyjemne
ciepło rozchodzące się po moim ciele sprawiająjąc przyjemny dreszcz.
Poraz kolejny.
Zamknełam
oczy rozkoszując się tym przyjemnym doznanie.
Ktoś… Polował
-
Znów na ciebie polują. Co? – Powiedział dość znajoma osoba. Otworzyłam oczy
spoglądając na tenten kucającą koło mnie.
-
Plotki szybko się rozchodzą- powiedziałam spokojnym tonem.
-
Oczywiście wiesz to jest naturalne.- powiedziała uśmiechając się.
-
W końcu ją odwiedziłaś.- powiedziała tenten zerkając na nagrobek.
-
Tak trochę mi to zajęło by tu dotrzeć.- powiedziałam spoglądając się na niego.
Oddychałam spokojnie. Nie czułam już bólu po stracie przyjaciółki oraz
nauczycielki.
-
Troche?- powiedziała to z ironią w głosie Ten ten co sprawiło że spojrzałam się
w jej kierunku jadowitym spojrzeniem. Było widać jak się zlekła.
-
Co cię tak powstrzymywało.- zapytała się spoglądając na mnie. Wypusiciłam
powietrze i zamknęłam oczy.
-
Moja głupota.- powiedziałam spoglądając na ziemię.
-
Głupota? Dlaczego tak sądzisz podobno należałaś do osób inteligętnych.-
powiedziała spoglądając się na mnie.
Zbiera się jej by
oberwać
Pomyślałam
mrużąc oczy zerkając na nią.
-
Po prostu uważałam że nie jestem warta by się tu pojawić. Nie stałam się silna…
-
Przecież…
-
Na tyle by pokonać Nejiego…
-
Rozumiem.
-
Nie potrafiłam nawiązać kontaktu z Drużyną suwaru.
-
Kontaktu?
-
Co dziś z tobą nie tak Ten ten. Przecież mówię. Nie przyjaziniłam się z drużyną
tak jak ty ze swoją drużyną. Więc nie czułam się że mogę się pojawić przed
suwaru. - Powiedziałam zamykając oczy. W
końcu wiedziałam jak to się może skończyć.
-
Lecz teraz doszłam do w niosku że nie muszę nikomu niczego udowadniać. I
zrobiłam malutki kroczek by dogadać się z drużyną. – Powiedziałam szczęśliwa.
Dziś
miałam bowiem udać się z całą drużyną na ramen. Pierwszy. Nigdy z nimi nie
byłam tam oczywiście mijaliśmy się. Czy po prostu szukali mnie by poinformować
o nowej misji lecz nic więcej. Więc teraz miałam powody by być szczęśliwą.
-
Muszę już iść ten ten nie chcę się spóźnić na to spotkanie.
-
Wiele musi dla ciebie znaczyć.
-
Oczywiście. Od samego początku chciałam się z nimi zaprzyjaźnić lecz…
utworzyłam mur przez który nie mogłam się przedostać czy też kogo kolwiek
wpuścić.
-
Haa?
-
Nie. To nic takiego.- powiedziałam biegnąc do domu. Miałam zamiar udać się
eszcze potrenować odrobinkę. Więc swoje kroki skierowałam na okrężną drgę mało
co uczęszczaną scieżką. Biegnąc na skróty. Zatrzymałam się słysząc szelest w
zaroślach przed sobą.
Zamarłam
spoglądając na nie.
Jakieś
zwierze?
Zaczełam
się zastanawiać co to mogło być gdy przed moimi oczami ukazały się dwie
posacie. Spojrzałam się na nie mrużac oczy. Dziwne? Nigdy ich nie widziałam.
Kto to? Kim oni byli? Nie są z wioski? Skąd znają tę drogę? Jakie mają zamiary?
Poraz
kolejny miałam więcej pytań niż odpowiedzi na nie.
-
Mowiłeś że o tej drodze nikt nie wie.- Powiedział męski głos należacy do dość
durzego człowieka. Moje spojrzenie zmierzyło go od stóp na których znajdowały
się sandały dziwne jakby białe getry, Fioletowe spodnie które zasłaniał długi
płaszcz. Płaszcz był czarny z czerwonymi plamami wyglądającymi jak chmurki.
Płaszcz zasłaniał znaczną część ich twarzy a na czubku głowy mieli słoniane kapelusze
z szwoneckiem dzwoniącym na wietrze. Dłonie trzymali w kieszaniach spoglądając
na mnie wmurowani.
Chwila
znałam ten strój. Po niękąd. Ktoś napomknął kiedyś o dziwnej organizacji.
Dziwne czego by ona mogła szukać w naszej wiosce.
-
Jednak ktoś musiał ją odkryć.- Odezwał się drugi głos należący tak samo do
chłopaka. Spoglądałam na nich zdziwiona. Norzmawiają sobię od tak... Normalnie.
Jak gdyby nic się nie stało.
-
Czego szukacie w naszej wiosce... - urwałam delikatnie masując sobie skronie.
Miałam dziwne wrazenie. Dziwny nie pokojó. Dlaczego te wspomnienie wróciło?
Czemu akurat gorące źródła? One nie miały nic wspólnego z tym.
-
Szukamy pewnej osoby.- powiedział spoglądając na mnie.
Przygotowałam
się do walki. Nie mogłam pozwolić by dostali się do wioski. Taka jest powinność
każdego Shinobiego.
-
Czy ona nas prowokuje? Należałeś do dość głupiej wioski i dość lekkomyślnej
Itachi.- Powiedział olbrzym jak dla mnie olbrzym.
-
Itachi....- Zesztywniałam. Teraz wszystko jasne skąd mógł znać tę ściężkę.
-
Oj widać że jesteś dość sławny w tej wiosce.- powiedział spoglądając na mnie.
-
Uchiha Itachi. Syn Fugaku i Mikoto. Pierworodny. Zastępca głowy klanu Uchiha.
Utalentowany Shinobi. Szkołe skończył w wieku 6 lat podajże. Sharingana obudził
w wieku 8 lat. w wieku 11 trafił do ANBU. W wieku 13 lat stał się kapitanem
drużyny. Kilka lat temu zaatakował i wybił cały swój klan zostawiając przy
życiu tylko jedno dziecko. - powiedziałam spoglądając na chłopaka imieniem
Itachi. Nie widziałam jego twarzy.
-
Wow. Ona zna prawie twoją biografię.- powiedział i zaśmiał się.
-
Jak na małą dziewczynkę wiele wiesz. Może się tak zdarzyć iż ta wiedza wpakuje
cię do grobu.- powiedział towarzysz Itachiego.
-
Przywykłam do tego.- powiedziałam spoglądając na niego.
-
Jak tyle wiesz o Itachim to ile wiesz o Kisame?- Zapytał się spoglądając na
swojego towarzysza musiał coś dostrzec bo delikatnie zadrżał i zaczął go
uspokajać.
-
Kisame. Zbiegły ninja z Mizugakure. Po zabiciu Mizukage zbiegł z wioski. Jest
jednym z siedmiu władców móż jak się nie myle. Podobny z wyglądu do rekina jego
miecz to samehada. - powiedziałam pokazując na jego plecy. Mimo że w środku
drżałam ze strachu nie ukazywałam tego zachowując spokój.
-
Każde dotknięcie samahadą odbiera przeciwnikowi chakrę.- powiedziałam spoglądając
na niego.
-
Wow... Bardzo sporo wie.- powiedział spoglądając na Itachiego.
-
C...Czekaj... ona mi kogoś przypomina.- Powiedział przybliżając głowę do mojej
twarzy.
-
Kisame...- zaczął Itachi zdejmując kapelusz.
-
Wiesz Ami... Małe dziewczynki nie powinny się interesować nie swoimi sprawami.
- Powiedział spoglądając na mnie takim samym sharinganem co sasuke i był
niesamowicie do niego podobny tylko że on miał długie włosy.
-
S...Skąd mnie znasz?- Zdziwiłam się spoglądając na niego.
-
Mówiłaś to.... Byłem jednym z was... ANBU...- Powiedział spokojnym głosem
przechodząc spokojnie po ścieżce rozglądając się w około jakby czegoś szukał.
-Ami?
Mayumi Ami?- Zdziwił się kisame spoglądając się na mnie i zdjął kapelusz.
-
Miło mi ciebie poznać.- Powiedział człowiek podobny do rekina.
Skrzywiłam
się. Coś tak czułam że nie skończy się to za dobrze. Mieżyłam wzrokiem każdego
z nich zastanawiając się co by tu zrobić. Mogłam starać się walczyć. Lecz obaj
to zbiegli ninja w dodatku jonini ja początkując Genin. Który nie ma
doświadczenia.
-
Widać że pan też coś o mnie wie. Aż boje się wiedzieć co.- Powiedział
-Itachi
pozwolisz mi się odrobinkę rozerwać?- Zapytał się zerkając na chłopaka
siadającego na kamieniu spoglądając na urwisko.
Nic
nie odpowiedział. Spojrzałam się na Kisame który ściągnął płasz i starannie
złożył go w kostkę na ziemi i ściągnął z pleców samachadę.
Nie
opuszczałam wzroku, nie mrugałam, uspakajałam swój oddech. Skupiając swoją całą
uwagę na tym człowieku. Itachi bacznie opserwował moje zachowania. Kisame
zaatakował jako pierwszy swoją samahadą w ostatniej chwili zrobiłam unik
odskakując na bespieczną odległość. Dość niebiepieczne to było. Jeden dotyk i
będzie po mnie. Myś Ami. Wysil pozostałości szarych komurek i wykąbinuj coś?
Czytałaś o nim? Wiesz dużo. Możesz sobie w miarę poradzić. Kisame? Jego chakra
to główie woda. Tak woda znów.
-
Dość zwinna.- Powiedział Kisame uśmiechając się szeroko i zaczął atakować.
Wyjełam swoją katane i odparłam atak mężczyzny. czując jak przypiera mnie do
drzewa które pochwili pękło. Przeleciałam uderzając plecami o skalną ścianę.
Poczułam ból w miejscu tak niedawnej rany. Atakowałam go z dużą zawziętością.
Co strawiło że się jedynie uśmiechał szerzej.
-
Zapowiada się niezła zabawa.- Powiedział i Kopnął z całej siły.
-
Sprawdzmy czy dasz radę wytrzymać dłużej niż godzinę.- powiedział z szerokim
uśmiechem.
Tego się nie spodziewałam! Walka Ami z Kisame! Ciekawi mnie, jak to się skończy :)
OdpowiedzUsuń