-
Shiowase? Hm…- Na jego twarzy zagościł uśmiech po czym spojrzał na mnie.
-
Jesteś dość utalentowana.- Wyszeptał spoglądając na mnie z powrotem
przejeżdżając dłonią po moim policzku.
-
Skąd to wiesz?- Ponowiłam swoje pytanie. Za jego plecami pojawił się mój klon
uderzając go w nie.
Spojrzałam
na wodę po czym odwróciłam się tak by spoglądać na to jak zeskakuje z drzewa.
Ani na chwilę nie stracił mnie z oczu.
-
Ah! Gdzie są moje maniery?- Powiedział i skłonił się z uśmiechem na twarzy.
-
Jestem Sachi.- Przedstawił się spokojnie spoglądając się mnie z uwagą.
Stałam
wmurowana. Nie spodziewałam się tego. Mój.. Raczej nasz cel sam do nas
przyszedł czy to możliwe? Łud szczęścia?
-
Miło mi jest ciebie poznać Ami-chan.- Powiedział spokojnym zachrypniętym
głosem. Przyglądał mi się z uwagą. Jego
twarz nie wyrażała nic. Kompletnie żadnych emocji. Spojrzałam na niego
zastanawiając czy to mógł być przypadkiem. Nauczyłam się tego żeby tak łatwo
nie wierzyć pozorom.
-
Sachi?- Wyszeptałam robiąc kilka kroków w tył. Wolałam zachować bezpieczną
odległość bym mogła w razie czego zdążyć uciec. Pomimo tego wiedziałam, iż nie
miałabym szans w walce.
-
Oo.- Wyszeptał spoglądając na mnie z uśmiechem na twarzy. Wyprostował się
kładąc rękę na swoim biodrze.
- Widać, że ty też coś o mnie wiesz. Można
wiedzieć co?- Powiedział podchodząc bliżej powolnym krokiem. Przełknęłam ślinę
zastanawiając się przez chwilę.
-
Imię: Sachi Wiek: 27 lat Bardzo utalentowany Shinobi. Nazywany Sachi- Mroczny
zabójca. Urodzony i wychowywany w Konoha.- Powiedziałam spokojnym głosem
spoglądając na niego. Obserwowałam jego każdy ruch. Nie mogłam ominąć najmniejszego ruchu. Nic
nie wiadomo gdy ta miła, spokojna rozmowa przerodzi się w zażarty bój na śmierć
i życie.
-
Hm.. – Wyszeptał znajdując się tuż za moimi plecami. Otworzyłam szerzej oczy
nie wierząc w to. Był zaskakująco szybki.
-
Dość wiele o mnie wiesz.- Powiedział z uśmiechem na twarzy. Delikatnie
uśmiechnął się w moim kierunku. Odwróciłam się gwałtownie oddalając. Co
wywołało u niego wybuch śmiechu.
-
Za to moje gratulacje. – Powiedział przyjaznym głosem.
-
Ja jestem twoim celem i twojej drużyny. Hm?- Zapytał spoglądając na pozostałych
członków mojej drużyny. Stanęłam między nim a leżącymi w śpiworach pozostałą
trójkę. Dlaczego nie wstają?
Co
się dzieje?
Czemu
się nie budzą przecież?
Bariera??
Spojrzałam
się na drzewa na których znajdowały się kartki ze znakami.
Kiedy
on?
Spojrzałam
się w jego kierunku. Wciąż się uśmiechał.
-
Może?- Powiedziałam wzruszając jedynie ramionami.
-
Skąd wiem?- Zapytał wzruszając delikatnie ramionami i uśmiechem na twarzy.
-
Każdy Shinobi powinien znać swój cel. Nieprawdaż- powiedział spokojnym głosem.
-
Cel?- Wyszeptałam spoglądając na niego. Już nic nie rozumiałam. O co w tym
wszystkim chodzi.
-
Moim celem jest…- Urwał z szerokim uśmiechem, a jego oczy zaiskrzyły.
Wpatrywałam się w niego. Starając się uspokoić swój oddech. Czym się
denerwowałam? Co miałam zrobić?
Uciekać?
Obiecałam
sobie, że już nigdy tego nie zrobię. Nie mogłam. Zbyt daleko zaszłam by teraz
uciec. Zbyt wiele.
Walczyć?
Ta
opcja mi się bardziej podobała, lecz nie wiem czy dałabym radę. W porównaniu do
mnie ma lepsze doświadczenie w walce.
-
Mam propozycję Ami.- Powiedział spokojnym głosem Sachi spoglądając na mnie i
wzruszając delikatnie ramionami. Spojrzałam się na niego w milczeniu.
-
Zawalczmy. – Powiedział.
-
Walczyć?- Zdziwiłam się unosząc brew do góry.
-
Oczywiście.- Powiedział Sachi siadając na kamieniu. Jego wzrok lustrował moją
postać.
-
Dlaczego?- Zapytałam ponownie. Jego tok myślenia był dość dziwny. Jaki Shinobi
od tak chce walczyć?
-
Dlaczego? Może dlatego, że jestem twoim celem do wykonania misji.- Powiedział
spokojnym głosem.
-
Nie powinien pan uciekać?
-
Nie lubię tego robić. – Powiedział spoglądając na mnie.
-
Chcę sprawdzić na co ciebie stać. Jeśli wygrasz pierwszą rundę odpowiem na
jakieś pytanie.- Powiedział spoglądając na mnie.
-
Sparing? Bez zabijania.
-
Ha … - Zaśmiał się łapiąc się za brzuch.
-
Jak na razie tak.- Powiedział spoglądając na mnie.
-
Dobrze.- Powiedziałam idąc za nim.
Gomene
Midori… Wiem, że to lekko myślne.
Pomyślałam
idąc za nim.
Gomene
Akai… Mam nadzieje, że się nie wściekniecie na mnie za bardzo.
Spojrzałam
się na nich i uśmiechnęłam się delikatnie.
Teraz
pora na to bym to ja kogoś ochroniła.
Pomyślałam
znikając w gąszczach
~&~
Znajdowałam
się nad urwiskiem spoglądając się na Sachi’ego. Próbując go rozszyfrować.
Dlaczego nie zaatakował? Dlaczego chce ze mną walczyć? Aby mnie sprawdzić? Po
co? Skąd o mnie tyle wiedział? Jaki ma cel?
Było
wiele pytań. Pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Jedyne co mogłam zrobić to
walczyć. Jego Natura chakry to woda, więc abym mogła go pokonać musiałabym mieć
ziemię, lecz nie znam żadnych takich technik. Cholerstwo będę musiała się
czegoś nauczyć. Myślałem dalej.
Woda
to doskonały przewodnik. Może mi się uda, lecz czy to na niego podziała. Sachi
czekał spokojnie obserwując mnie. Pewnie
analizował mnie tak jak ja go.
Ruszyłam
w jego kierunku atakując o dziwo nie używał żadnych technik.
-
Tayutsu? Hm.- Powiedział z uśmiechem na twarzy blokując każdy mój atak. Nie
atakował mnie. Tylko obserwował. Był dziwny. Odbiłam się od ziemi i kopłam go z
całej siły w brzuch.
-
Twoje ruchy są bardzo przemyślane.- Powiedział spokojnym tonem atakując mnie.
Broniłam się najlepiej jak potrafiłam nie mrugając oczami. Złapałam jego pięść
a on moją spoglądając na siebie.
-
Twoje ruchy są zwinne.- Dodał po chwili namysłu.
-
Jestem na egzaminie?- Zdziwiłam się słysząc jego śmiech.
-
Nie.- Powiedział spokojnie.
-
Więc dlaczego postanowiłeś ze mną walczyć. Przecież miałeś do wyboru lepszych
wojowników.- Powiedziałam po chwili spoglądając na niego i siłując się.
-
Dobre pytanie. Może, dlatego że poniekąd ich znam.- Powiedział spokojnym
głosem.
-
Dlaczego ja?- Zapytałam.
Odpowiedziało
mi jedynie milczenie. Zmrużyłam oczy.
Za
plecami Sachi’ego pojawił się mój klon uderzając go dość mocno używając chakry
do ciosu. Nie opanowałam tego jeszcze do końca musiałam jeszcze poćwiczyć
kontrolę chakry.
Spojrzałam
się na leżącego pod skałami Sachi’ego.
-
Ten cios całkiem był mocny.- Powiedział podnosząc się.
- Nie spodziewałem się tego po tak małej
dziewczynce.- Powiedział po chwili atakując mnie za pomocą katany. Uchyliłam
głowę w bok czując ból przy policzku po czym cieknącą maź.
Krew.
Był
dość szybki. Jego ruchy kataną były przemyślane i dość precyzyjne. Musiałam
wyjąć z pochwy moją katanę co było rzadkością. Mimo że miałam ją zawsze przy
sobie rzadko, kiedy z niej korzystałam.
-
Nie używasz katany jako przedłużenia samej siebie.- Powiedział po chwili.
Spojrzałam się na niego.
-
Jesteś samoukiem. Czemu nie szkolisz się z innymi.- Powiedział zdziwiony.
-
Nie. Do tego poziomu sama byś nie doszła.- Powiedziała mrużąc oczy.
-
Nie wiem o czym mówisz, ale w prawdzie miałam kilku jakby to ująć nauczycieli.-
Powiedziałam spoglądając na niego.
Wyskoczyłam
w powietrze chcąc go uderzyć używając całej masy swojego ciała, lecz złapał
mnie za rękę i okręcił się kilka razy wokół własnej osi i puścił mnie.
Rozniósł
się potworny huk, gdy uderzyłam plecami o drzewo łamiąc je. Zakaszlałam jedynie
podrywając się na równe nogi.
-
Oo…- Wyszeptał z szerokim uśmiechem widząc jak zaczęłam tworzyć pieczęcie by go
zaatakować.
-
Ari no Jutsu!- Zawołam spoglądając na ziemię i odskoczyłam od niego spoglądając
jak przykleił się do ziemi.
-
Wspaniale o to mi chodziło Ami!- Zawołał radośnie z uśmiechem na twarzy. Po chwili zmienił się w wodę.
-
Widzę, że przygotowałeś się do walki, lecz…- Urwałam.
Za
pleców Sachi’ego wyłonił się mój klon z czarno czerwoną kulą. Odbił się od
ziemi i z gracją wylądował w bezpiecznej odległości.
-
Jak na dzieciaka jesteś bardzo uzdolniona.- Powiedział z szerokim uśmiechem.
-
Zginąłbym jak byś mnie tym czymś uderzała.- Powiedział biegnąc w moim kierunku.
Wokół niego zaczęły eksplodować notki wybuchowe zatrzymał się zdziwiony a
zarazem szczęśliwy.
-
Odori Teken.- Powiedziałam znajdując się dość blisko niego by zadać dużą ilość
ciosów w jego brzuch, klatkę, ramiona. Odbił się uderzając plecami w skałę
niszcząc ją odrobinkę. Zachwiał się otrzepując z ramienia piach i stanął
wyprostowany robiąc pieczęci.
-
Teraz ja ci pokażę co potrafię.- Powiedział szczęśliwy od ucha do ucha.
-
Suiton: Suiryūdan no Jutsu- Powiedział a z wody znajdującej się za nim wyłonił
się ogromny wodny smok. Spoglądałam się na niego zdziwiona. Odskoczyłam gdy
zaatakował upadając na ziemię i przeturlałam się kilka metrów dalej unikając
jego kolejnego ataku. Odetchnęłam spokojnie gdy jego smok zniknął po chwili. Na
twarzy Sachi’ego nie znikał uśmiech a oczy radośnie iskrzyły. Był szczęśliwy,
Lecz dlaczego? Nie miałam pojęcia.
-
Ami!
Spojrzałam
się za siebie słysząc niewyraźnie wołanie.
-
Oj ktoś zamierza nam przeszkodzić.- Powiedział Sachi niezadowolony z tego i
odbił się od ziemi i machnął kataną rozcinając mi bok. Syknęłam łapiąc za niego
i odskakując na bezpieczną odległość.
-
szybki jesteś.- Powiedziałam trzymając dłoń uniemożliwiając krwawienie.
-
Dziękuje.- Powiedział z szerokim uśmiechem Szepnął coś unosząc katanę i machnął
nią rozcinając ziemię. W ostatniej chwili odskoczyłam gdybym tego nie zrobiła
zginęłabym od tego ciosu.
-
Ami gdzie jesteś!
-
Do cholery gdzie ona polazł.
-
Może…
-
Midori nie denerwuj mnie nawet nie waż się myśleć, że mogła przegrać!
-
Ale.
-
Żadne, ale Midori. Ami jest silna.
-
Akai…- zdziwiłam się spoglądając za siebie.
-
Twoi przyjaciele uważają cię za silną osobę.- Powiedział z uśmiechem na twarzy.
Zaczął
podchodzić do mnie z zakrwawioną kataną. Jego kroki były spokojnie.
-
Jesteś naprawdę utalentowana. – Powiedział a jego uśmiech zaczął znikać.
-
Szkoda, że poznaliśmy się w takich okolicznościach. – Dodał i machnął kataną.
-
Aa!- Krzyknęłam upadając blisko klifu. Wstałam na równe nogi blokując jego
kolejny atak. Mimo że wcześniejsze rany bolały bardzo mocno ignorowałam je.
Kopałam go zerkając na ostrze katany po czym zadałam szybki cios pojawiając się
za nim. Na jego kladce pojawiło się rozcięcie. Zdziwiłam się.
-
Doskonale szybko się uczysz.- Powiedział spoglądając na mnie.
-
Pokazałaś mi ile jesteś warta nie każdy przyjąłby wyzwanie od zbiegłego ninja.-
Powiedział podchodząc coraz bliżej i uśmiechał się do mnie.
-
Jesteś odważna, lecz też rozsądna. Szybko podejmujesz decyzje. Do dobrze. –
Dodał chwiejąc się spoglądając na mnie.
-
Teraz…- Spojrzał się na mnie. Zamarłam spoglądając się na niego.
Z
kącika moich warg pociekła krew zakaszlałam spoglądając na niego. Zaczął
rozmazywać się mi obraz a serce natomiast niebezpiecznie przyśpieszyło. Moje
mięśnie zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa a po chwili upadłam na ziemię
starając się podnieść mimo potwornego bólu. Rany zadane kataną potwornie
paliły.
-
Moja katana jest nasączona trucizną, która zaczęła się już rozprzestrzeniać po
twoim organizmie.- Powiedział spoglądając się smutno na mnie delikatnie
obejmując i spojrzał się w dół.
-
D Dlaczego…- wyszeptałam spoglądając na niego starając się nie stracić
przytomności.
-
Dlaczego?- Zdziwił się.
-
Mówiłem ci już każdy ma swój cel.- Powiedział spoglądając na to jak leżałam na
brzuchu trzymając się za ranny bok.
-
Ja byłem celem twoim i twojej drużyny.- Powiedział pochylając się nade mną po
czym złapał mnie za gardło ściskając je i wstając trzymając nad przepaścią.
-
To prawda.- Powiedziałam trzymając go za rękę wpatrując się w jego oczy.
Słabłam.
Z
każdą sekundą było coraz gorzej. Nie wiedziałam ile mogłam jeszcze przetrwać.
Ściskałam katanę z ledwością musiałam coś zrobić.
-
Nie przyszedłem tu od tak. – Dodał spoglądając się na mnie.
Ścisnął
dłoń mocniej i poprawił katanę przykładając ją do mojego boku.
-
Moim celem.- Powiedział i pchnął katanę tak by przebiła moje ciało. Syknęłam
kaszląc krwią. Mój obraz coraz bardziej się rozmazywał.
-
Byłaś ty.- Powiedział spoglądając na mnie. Zakaszlałam.
J…Ja dlaczego?
-
Miałem zabić ciebie Ami.- powiedział podnosząc katanę wyżej by zadać ostateczny
cios.
Ciekawe, czemu wszyscy się tak na nią uwzięli? Wcześniej porwanie, a teraz to! Biedna Ami :((
OdpowiedzUsuń