~Neji~
Opierałem
się o mur klanu Hyuuga. Spoglądając na dość znajome mi osoby. Założyłem
delikatnie ręce na piersi.
-
Nie widziałem jej.- Powiedziałem poddenerwowany. Nie mogłem zrozumieć czemu To
właśnie mnie o to pytają. Kogo jak kogo lecz pytać się mnie gdzie jest Ami.
-
Zły jesteś?- Zapytała się Temari spoglądając w moim kierunku. Wnioskowałem, że
po wyrazie mojej twarzy mogli to odczytać.
-
Nie. Tylko nie rozumiem dlaczego przyszliście do mnie z pytaniem czy nie wiem
gdzie Ami.- Powiedziałem zerkając na nich.
-
Pytaliśmy się innych. Nie mają pojęcia.- Powiedział Kankuro wzruszając jedynie
ramionami. Westchnąłem. To było do przewidzenia.
-
Nie wiem jak można zniknąć w wiosce?- Warknęła zła Temari. Uśmiechnąłem się
delikatnie.
-
Zapewne gdzieś się ukryła by trenować.-
Powiedziałem zerkająca nich po czym mój wzrok skierował się w niebo.
-
W jej przypadku to jest wielkie prawdopodobieństwo. – dodała Temari. Po namyśle
delikatnie się skrzywiła.
-
Akurat teraz…-Powiedział zniechęcony Kankuro opierając się o drzewo.
-
No cóż pora iść. Może coś zjemy?
Zostaliśmy też zaproszeni na imprezę. – Powiedział Gaara.
-
Słyszałem, że i ja jestem na nią zaproszony.- Powiedziałem zdziwiony nigdy nie spodziewałem się, że zostanę zaproszony.
-
To może udasz się z nami?- Zapytała
Temari stojąc tuż obok swojego najmłodszego brata. Spojrzałem w jej
kierunku. Po czym ruszyłem za nimi.
Nic nie zaszkodzi od
czasu do czasu spotkać się z innymi.
Pomyślałem
uśmiechając się w duchu. Od egzaminu na chunina wiele się wydarzyło. Moja
niespodziewana przegrana z Naruto otworzyła mi oczy. Na to, że nie ważne jak
silną osobą bym nie był bez wiary w siebie i pragnienie zmiany własnego losu
nie będę w stanie niczego dokonać. Cieszę się, że to właśnie z nim przegrałem.
Nawet zacząłem dogadywać się z Hinatą oraz moim wujem. Co ma dobre jak i złe strony.
-
O czym rozmyślasz Neji?- Zapytała Temari zerkając w moim kierunku.
-
O niczym ważnym. –Odpowiedziałem krótko
idąc obok dziewczyny z Suny. Zatrzymałem się przed barem w którym miała odbyć
się owa impreza. Chociaż bym tego tak nie nazwał tylko spotkaniem znajomych. Kankuro wszedł do środka rozglądając się po
pomieszczeniu. Po czym udał się do machającej dziewczyny w koczkach. Spojrzałem
się w tamtym kierunku po czym udałem się za pozostałymi zajmując jedno z
wolnych miejsc.
- O Neji jednak przyszedłeś!- Zawołał Lee
opierając się o swoje kule. Spojrzałem w jego kierunku. Jak zwykle był w dobrym
nastroju.
-
Tak. Nie zaszkodzi od czasu do czasu zabawić się. – Powiedziałem spokojnie
rozglądając się po zebranych.
-
Są już wszyscy?- Zapytał Shikamaru.
Rozglądając się po czym jednak zmarszczył brwi.
-
Tak.- Odpowiedziała Ino siedząca obok Choji’ego.
-
Co z Ami oraz jej drużyną?- Zapytał Shikamaru spoglądając w stronę wejścia do
baru.
-
Nie przyjdą. Powiedzieli nam, że mają już zaplonowany dzisiejszy dzień.-
Powiedziała Hinata. Spoglądając w okno. Przez chwile siedziała tak zamyślona.
-
Mogli by spędzić go z nami.- Odezwał się Naruto uśmiechając w kierunku
rodzeństwa piasku.
-
Naruto dobrze wiesz, że Ami nie ma z nimi dobrych relacji.- Powiedziała Sakura
spoglądając na niego. Rodzeństwo piasku spojrzało się na nią ze zdziwieniem.
-
W jakim sensie?- Zapytał Kankuro biorąc pałeczkami kawałek mięsa z grilla.
-
W normalnym.- Odpowiedział Ino
zakładając ręce na piersi.
-
Drużyna Ami jest drużyną, która skończyła Akademie w tym samym czasie co
drużyna Nejiego prawda?- Zapytała Sakura zerkając to na mnie to na pozostałych
z mojej drużyny.
-
Akai, Midori oraz Suwaru byli naszymi klasowymi znajomymi.-Odpowiedziała Tenten
spoglądając na różowowłosą dziewczynę.
-
Suwaru?- Zapytał z ciekawością Gaara. Zdziwiłem się.
-
Nigdy o niej nie słyszeliśmy.- Powiedział po chwili milczenia Kankuro.
-
Nic Dziwnego. Akai , Midori oraz Suwaru trafili do drużyny tuż po ukończeniu
akademii. – Powiedziałem z zamkniętymi
oczami. Czułem na sobie spojrzenia innych.
-
Suwaru? A co z Ami ?- Zdziwiła się Temari. Westchnąłem jedynie. Po chwili
jednak zaległa długa cisza. Każdy spoglądał na siebie w milczeniu. Jadłem
powoli mięso.
-
Suwaru zmarła.- Przerwała ową ciszę
Hinata spoglądając na nich.
-
Przykro to słyszeć, ale to nic nie wyjaśnia dlaczego mieli by mieć chłodne
nastawienie do Ami, przecież to chyba nie ona zabiła Suwaru prawda?- Zapytała
się Temari biorąc pałeczkami kawałek mięsa. Zatrzymują spojrzenie na Hinacie.
-
To prawda Ami nie zabiła Suwaru.- Powiedziałem zerkając na dziewczynę z wachlarzem.
Temari spojrzała w moim kierunku czekając na ciąg dalszy.
-
To jest długa Historia. Suwaru była osobą, która nauczyła Ami wszystkiego co
umie.- Odezwała się po chwili Hinata. Jej wzrok był skierowany w okno.
Wiedziałem, że wróciła wspomnieniami do tego właśnie okresu.
-
Co masz na myśli?- Zapytała Sakura. Wszyscy umilkli wsłuchując się. W prawdzie
nie dziwiłem się im za bardzo.
-
Ach! No tak. Nigdy nikomu nie mówiła.- Powiedziała Hinata a na jej twarzy
zagościł delikatny uśmiech.
-
Chodzi o to, że Suwaru nauczyła Ami wszystkiego co teraz umie.- Powiedziała
ponownie Hinata.
-
Zaczęło się to mianowicie od w
którym Ami została porwana z wioski.
Drużyna Nejiego została wysłana przez Hokage po to by ją uratować.- Powiedziała Hinata.
Skrzywiłem się doskonale to pamiętałem. Musiałem się z tym użerać. Samo
wspomnienia sprawiały, że zaczynałem się denerwować.
-
Oczywiście sprowadzili ją z powrotem, lecz była w takim stanie, że lekarz nie pozwolił jej wrócić do
szkoły przez dłuższy czas. Więc zagrażało jej nie zaliczenie akademii z tego co
pamiętam do jej sali trafiła dziewczyna ranna z misji i ofiarowała jej swoją
pomoc do czasu gdy otrzyma zgody na
powrót do treningów. Najpierw uczyła ją
teoretyki oraz pieczęci.- Powiedziała Hinata zamyślona.
-
Okazało się, że tą osobą była właśnie Suwaru. Z biegiem czasu bardzo się
zaprzyjaźniły. Cieszyłam się z tego. Spędzaliśmy wiele czasu razem. Często też
oddzielaliśmy Nejiego i Ami by się nie pozabijali.- Dodała Hinata zerkając na w
moim kierunku. Zmrużyłem oczy spoglądając na pozostałych.
-
Nie musieliście.- Powiedziałem oburzony w jej kierunku.
-
Pewnego dnia mieliśmy drobną sprzeczkę co sprawiło że nie rozmawialiśmy ze sobą
przez dłuższy czas. Ami po prostu zaczęła się od nas oddalać. Nie rozumiała w
tedy co chcieliśmy jej przekazać. W czasie egzaminów na genina starałam się z
nią porozmawiać, lecz nie dało to
żadnego rezultatu. Oczywiście ucieszyłam się na wieść o tym że zdała akademię.
Mimo, iż na samym początku myślałam, że jej się to jednak nie udało. – Powiedziała
Hinata przypominając sobie to co się działo.
-
W jakim znaczeniu?- Zapytała zaciekawiona Temari. W prawdzie każdy siedział
ciekawy tym co usłyszy.
-
Wyszła bez żadnych emocji. I ruszyła prosto do domu. Następnego dnia Suwaru jak
dobrze pamiętam nie wytrzymała i poszła do niej by z nią porozmawiać. Ale o
dziwo Ami przeprosiła. I zaczęłyśmy ponownie ze sobą rozmawiać, trenować czy
spędzać czas. – Dodała Hinata poważniejąc po chwili.
-
Suwaru przyszła powiedzieć nam, że udaje się
na misję. I jak wróci udamy się
do gorących źródeł. Obiecała też coś
Ami, ale nie wiem co. – Powiedziała
opuszczając wzrok na swoje dłonie.
-
Nie dotrzymała obietnicy… Zginęła na
misji.- Dodała zamykając oczy. Zacisnęła dłonie w pięści.
-
Pamiętamy ten okres. Ami była nie do
poznania. –Powiedział po za stanowieniu się Kiba.
-
Nawet raz uderzyła Hinatę. Byłe w tedy na nią wściekły. Uśmiechała się jak
gdyby nigdy nic.- Powiedział zdenerwowany Kiba. Hinata spojrzała się w jego
kierunku z wyrzutem.
-
To nie prawda Kiba.- Powiedziała Hinata.
-
Dobra nie kłóćmy się o to. Gdy byliśmy
przydzielani do grup. Po Ami przyszli właśnie Midori oraz Akai. Przez
to, że nie mieli trzeciego członka Hokage dał im nowego. Okazało się w tedy, że to była nim właśnie Ami.
Lecz odkąd pamiętam chodziła z
nimi jedynie na misje. Nie trenowałam z nimi. Nie spędzała z nimi czasu.-
Powiedziała Sakura odgarniając włosy.
-
To było bardzo dziwne.- Dodała Ino
kiwając głową.
-
Neji o czym myślisz?- Usłyszałem pytanie
Tenten. Podniosłem swój wzrok by spojrzeć się na dziewczynę i wypuściłem
ciężko powietrze.
-
O wydarzeniach w wiosce Arigakure.- Powiedziałem po chwili. Oparłem się spoglądając w ich kierunku. Wszyscy prócz
mojej drużyny nie spojrzało się w moim kierunku ciekawi.
-
O tych. – Skrzywiła się Lee.
-
Właściwie to co się tam stało?- Zapytał ciekawy Naruto.
-
Nie możemy powiedzieć co się działo od samego początku. Gdyż sami tego nie
wiemy. Ami nigdy nam o tym nie mówiła.- Powiedział Lee po krótkim zastanowieniu
się.
-
A ponieważ nie pojawiliśmy się dosłownie w ostatniej chwili gdy napastnicy
chcieli zadać Ami ostatni cios. Nie wiem
co ich tak zdenerwowało. – Odezwała się
Tenten. Spojrzałem na nich po czym zamknąłem oczy. Powoli jadłem
zamyślony. Zaczęło mnie coś niepokoić. Nie umiem wyjaśnić tego. Niepokój
jaki czułem w sercu. Coś musiało się złego stać? Spojrzałem się na zamyśloną Hinatę mogła
ukrywać po przed innym, lecz nie była w stanie przede mną. Martwiła się o nią
miała to wymalowane na twarzy.
~Akai~
Siedziałem
wraz z koleżanką z drużyny imiennie Midori. Denerwujący chochlik, który nie dawał mi żyć. Czekaliśmy w
barze na przybycie Ami.
Bez powodzenia.
Nie
podobało mi się to. Nie było w jej stylu. Nie należała bowiem do osób, które spóźniają się na umówione
spotkanie. Była osobą, która pojawiała się o czasie. Bardzo rzadko zdarzało aby
się spóźniała.
Może nas wystawiła
i poszła na imprezę?
Pomyślałem
przez chwile. Po czym pokręciłem przecząco głową. Nie wierzyłem, że mogłem tak pomyśleć.
Akai ty skończony
kretynie. Jak mogłeś tak pomyśleć. Dobrze wiesz jak jej na tym zależało by się
z nami spotkać.
Pomyślałem.
Po pewnym czasie. Może minęło już z około trzydziestu minut od umówionej
godziny. A tu nic. Jak Ami nie było. Tak jej dalej nie ma. Zacząłem koniuszkami palców uderzałem o blat baru
czekając dalej. Zerknąłem na
zielonowłosą dziewczynę. Najwyraźniej musiała też się niepokoić. Gdyż co jakiś czas zerkała w okno by upewnić się
czy czasem nie widać tam biegnącej.
-
Możesz uznać mnie za wariatkę, ale musiało się coś stać. Ami nie należy do
osób, które wystawiają kogoś do wiatru.- Powiedziała poddenerwowana Midori.
Miała rację.
-
Wiem o tym.- Powiedziałem zerkając w okno .
-
Wiesz…- Zaczęła krzywiąc się gdy o czymś pomyślała. Zmarszczyłem brwi.
-
O co chodzi?- Zapytałem w końcu widząc
jak posiniała na twarzy. Przełknąłem głośno ślinę.
-
Wiesz… Może to przez rany jakie zostały zadanie na naszej ostatniej misji. Nie
zabraliśmy jej do szpitala.- Powiedziała spoglądając na mnie. Nabrałem
gwałtownie powietrza.
-
Nawet mnie tak nie strasz. – Powiedziałem.
-
Może jej poszukajmy. Tak będzie najlepiej.- Powiedziała wstając z miejsca po
czym ruszyła na podwórko czekając tam na mnie.
Gdzie jesteś Ami?
Pomyślałem
w głowę rozglądając się po wiosce. Szukając znajomej sylwetki. Przeszukałem
każdy zakamarek gdzie mogła by się udać. Bez rezultatu. Udałem się do dzielnicy
staruszków gdzie często pomagała. Bez powodzenia. Poszedłem też
do baru w którym często jadła dango.
-
Dzień dobry.- Powiedziałem podchodząc do kelnerki.
-
Witaj Akai jak tam misja?- Zapytała dziewczyna o blond włosach.
-
Dobrze. Przepraszam nie było tu dziś Ami?- Zapytałem miałem nadzieje, że
uzyskam odpowiedz TAK.
-
Przykro mi, lecz nie było jej.- Powiedziała smutno dziewczyna. Wyszedłem z baru
rozglądając się w około. Dostrzegłem jedynie zbilżająca się w moim kierunku
przygnębioną Midori. Zrozumiałem że i jej nie udało się odnaleźć Ami.
-
A jednak tobie też się nie udało jej znaleźć.
-
Jak widać.- Powiedziałem przygnębiony idąc ulicami Konohy obok Midori. Nigdzie nie
mogłem jej dostrzec. W moim sercu zaczęła rodzić się panika.
Strach.
Ogarnął
moim całym ciałem. Przegryzłem wargę czując metaliczny posmak w ustach. Dłonie
zacisnęłam w pięści idąc nerwowo i zaglądając do każdej napotkanej przeze
mnie uliczki.
Co jeśli…
Pokręciłem
głową, aby pozbyć się tych myśli. Mimo, że walczyłem z tym nie byłem w stanie
powstrzymać paniki rodzącej się w sercu. Niepokój jaki zacząłem odczuwać tylko
podwajał odczucie strachu. A przed oczami ukazały mi się momenty jakich nie
chciałem pamiętać.
Chciałem zapomnieć.
Serce
zaczęło mi bić szybciej. Delikatnie
złapałem się za koszulkę zaciskając dłoń w pięść.
-
Akai wszystko będzie dobrze.- Powiedziała z uśmiechem Midori. Spojrzałem na
nią. Zacisnąłem mocniej szczękę.
Midori ma rację. Będzie
dobrze.
Pomyślałem
w głowie uśmiechając się do niej. Mimo, że o tym wiedziałem.
To dlaczego czułem ten cholerny niepokój.
Czego się boisz!
Warknąłem
w swojej głowie gdy nie mogłem stłumić tego uczucia. Gdy szukanie nie dawało
żadnych rezultatów zacząłem biec tuż koło Midori, która też zaczęła tracić
panowanie nad sobą.
-
AMI!- Krzyknąłem zamykając oczy i zatrzymując się na moment, aby zaczerpnąć
powietrza.
-
Nie musisz się tak drzeć.- Usłyszałem za sobą dziewczęcy głos. Odwróciłem się z
nadzieją, że w końcu ją znaleźliśmy. Midori chyba pomyślała o tym samym co ja.
Gdy pojawił się na jej twarzy zawód zrozumiałem, że pomyliliśmy się. Spojrzałem
w kierunku różowowłosej dziewczyny.
Sakura
Haruno. Dziewczyna z klasy Ami. Dość mało o niej wiedziałem. Jedynie o tyle, że
ugania się za Sasuke z resztą jak większość dziewczyn w wiosce. Rywalizuje z
Ino swoją przyjaciółką o jego miłość. Głupota. Często widziałem jak ma jakieś
pretensję do Ami. Koło niej stała jej dawna przyjaciółka. Ino Yamanaka tak samo
jak jej poprzedniczka była znajomą z klasy Ami. Ma blond włosy . Chodzi w fioletowej tunice. Toczy z Sakurą zażarty bój
o Sasuke.
Westchnąłem
ciężko.
-
Nie widzieliście gdzieś Ami?- Zapytałem
spokojnym jak na siebie głosem.
-
Nie widziałyśmy jej.- Powiedziała Sakura spoglądając na zbliżające się
towarzystwo.
-
Co się stało?- Zapytał Neji spoglądając na mnie. Przygryzłem wargę. Coraz
bardziej nie podobało mi się to.
-
Szukamy Ami myśleliśmy, że przyszła spotkać się z wami.- Powiedziała Midori
zerkając na nich.
-
Nie. Nie było jej z nami. – Powiedziała Tenten zerkając po pozostałych.
-
To gdzie się do cholery podziała.- Warknąłem kopiąc kamyk. Teraz byłem już
wściekły. Jak to możliwe. Złapałem się za głowę podpierając o mur. Przed moimi oczami ukazał się moment
jakiego mimo starań nie potrafiłem wyrzucić z głowy.
Bezwładne ciało
leżące w kałuży krwi. Nie ruszała się. Moje serce się zatrzymało. Wypuściłem powietrze spoglądając na leżącą
nieopodal niej prawą rękę. Jej błękitna niegdyś czapka z ochraniaczem
oznaczającym ukończenie Akademii leżała tuż pod moimi nogami. Schyliłem się
powoli biorąc ją w dłonie spoglądając na krew i przygryzłem wargi. Szedłem
powoli w kierunku leżącej dziewczyny. Z czasem mój krok przyśpieszył, aż w
końcu zacząłem biec padając na kolana tuż obok blondynki. Delikatnie odwracając
dziewczynę na plecy. Spojrzałem na
otwarte oczy dziewczyny, którą tak bardzo kochałem. Blask w jej oczach zaczął
powoli znikać.
- A…Akai czy to
ty?- Wyszeptała unosząc delikatnie lewą rękę, aby dotknąć mojego policzka.
- Nic nie mów
Suwaru.- Wyszeptałem starając się powstrzymać łzy. Ale nie byłem w stanie tego
zrobić.
-SENSEI!- Wydarłem
się. Zerkając za swoje plecy widząc biegnącą zielonowłosą dziewczynę oraz
brązowowłosego mężczyznę.
- C…Cieszę się, że nic
wam się nie stało.- Wyszeptała kaszląc krwią.
- Nie uda mi się
dotrzymać danej obietnicy.- Wyszeptała uśmiechając się delikatnie.
- A…Akai mógłbyś
coś dla mnie zrobić…- Dodała spoglądając w moim kierunku.
- Suwaru nic nie
mów.- Powiedziałem błagalnym głosem na jej twarz zaczęły kapać moje łzy.
- Zaraz zabierzemy
cię do domu więc zachowaj siły.- Przygryzłem wargi, które zaczęły mi drżeć.
- To nie możliwe.-
Wyszeptała spoglądając w moje oczy. – Moje ciało….- Wyszeptała spokojnie.
- Dlaczego
zachowałaś się tak lekkomyślnie!- Zawołała Midori kucając obok mnie. Po
policzkach Midori ciekły łzy. Wiedziałem jak się czuła. Doskonale to rozumiałem
.
- Przepraszam… Nie
chciałam was martwić.- Powiedziała uśmiechając się do niej.
- P…Proszę was….
Opiekujcie się wioską za mnie.- Wyszeptała, a z jej kącika
oczu ciekły łzy.
– N…Naprawdę
chciałabym spędzić z wami jeszcze dużo czasu.- Dodała kaszląc.- Chciałabym
jeszcze raz zobaczyć N…-Urwała uśmiechając się do nas.
- Moja wola ognia
nie zgaśnie.- Wyszeptała z uśmiechem.
- Suwaru…-
Wyszeptałem obejmując ją mocniej.
- A…Arigato.-
Wyszeptała, a jej ręka opadła bezwładnie na ziemię. Głowa przekręciła się w
bok.
- SUWARU! IIE!!!!
-
Byliście u niej w domu?- Zapytała Tenten. Spojrzałem w jej kierunku wyrwany z
wspomnień.
-
Nie było jej tam.- powiedziała Midori spoglądając na Kankuro.
-
Oj na mnie nie patrz. Nie widziałem jej od kilku dni.- Powiedział Kankuro
unosząc ręce w górę.
-
Jak można zgubić się na prostej drodze.- Warknęła Midori. Spojrzałem na nią gdy
w końcu udało mi się pozbyć tych cholerny wspomnienie.
-
Może po prostu udała się skrótami.- Powiedziała Hinata stojąc koło swojej
drużyny.
-
Skrótami?- Zapytaliśmy się jednocześnie.
—
Jakie skróty do cholery. Odkąd pamiętam nigdy nie było możliwości dotarcia do
jej domu inną drogą niż ta.
Powiedziałem
w swojej głowie przyglądając się Hinacie.
-
Skróty to nazwa trasy, którą zawsze chodzi. Często to jest jej trasa
treningowa.- Powiedziała Hinata. Podbiegłem do niej łapiąc ją za ramiona.
Uczucie niepokoju wróciło ponowienie.
-
Oj Akai!- Warknął Kiba widząc jak Hinata zacisnęła z bólu oczy.
-
Gdzie te skróty się znajdują?- Wycedziłem czekając na odpowiedz dziewczyny.
-
Tam.- Powiedziała pokazując zarośniętą drogę przez chwilę można by powiedzieć,
że w ogóle jej tam nie było. Puściłem ją i pobiegłem tam wskakując w zarośla.
~Midori~
Spoglądałam
na opartego o mór chłopaka. Mogłam przeczuwać co mógł sobie w tym momencie
przypomnieć. Przygryzłam wargę zamykając oczy.
Niepokój
w moim sercu stawał się silniejszy. Strach ogarnął moim całym ciałem.
Gdzie ty jesteś
Ami?
Pomyślałam
w głowie przegryzając wargi. Spoglądając na jej przyjaciół. Rozmawiali ze sobą
przez chwilę. Neji obserwował mnie od pewnego czasu.
-
Midori powiesz nam co się stało?- Zapytał Neji, a inni spojrzeli na nas.
-
Po prostu nie przyszła na spotkanie.- Powiedziałam spokojnym głosem.
-
Dlatego chcemy ja znaleźć by porozmawiać dlaczego. Ale jak na razie bez
rezultatu.- Dodałam zaciskając dłonie na swoich ramionach.
-
To w jej stylu znikać.- Powiedziała spokojnie Ino.
-
Nie mów tak!- Warknęłam na nią. Patrzałam się na dziewczynę zabójczym .
Co ta blondynka
może o niej wiedzieć. Ami bardzo się starała by nawiązać z nami kontakt. Gdy
udało się nam zburzyć w końcu ten mur nie zrobiła by czegoś takiego nie wycofała
by się.
Pomyślałam
w głowie patrząc na nią morderczym spojrzeniem co sprawiło, że dziewczyna
imiennie Ino się cofnęła.
-
Spokojnie Midori. Musi byś jakieś logiczne wytłumaczenie.- Powiedziała Tenten
spoglądając na mnie.
-
Tak sądzisz?- Zapytałam z nadzieją w głosie.
-
Oczywiście. Widziałam ją jak była na cmentarzu.- Dodała po chwili spoglądając
na mnie. Zamarłam. Zerknęłam na Tenten.
-
Na cmentarzu?- Wyszeptałam łapiąc się delikatnie za głowę.
-
Tak odwiedziła grób Suwaru.- Odpowiedziała spokojnie Tenten.
-
Byliście u niej w domu?-Dodała po namyśle.
-
Nie było jej tam.- Powiedziałam spoglądając na Kankuro.
-
Oj na mnie nie patrz. Nie widziałem jej od kilku dni.- Powiedział Kankuro
unosząc ręce w górę.
-
Jak można zgubić się na prostej drodze.- Warknęłam zła.
-
Może po prostu udała się skrótami.- Powiedziała Hinata stojąc koło swojej
drużyny.
-
Skrótami? - Zapytaliśmy się jednocześnie.
Do domu Ami
prowadzą jakieś skróty?
Zdziwiłam
się w swojej głowie starając sobie przypomnieć ową trasę. Bez skutecznie.
-
Skróty to nazwa trasy, którą zawsze chodzi. Często to jest jej trasa
treningowa.- Powiedziała Hinata. Otworzyłam szerzej oczy widząc jak podbiegł do
niej Akai łapiąc ją za ramiona. Widząc minę dziewczyny musiał to zrobić za
mocno.
-
Oj Akai!- Warknął Kiba widząc jak Hinata zacisnęła z bólu oczy.
-
Gdzie Te skróty się znajdują?- Wycedził Akai
czekając na odpowiedz dziewczyny.
-
Tam.- Powiedziała pokazując zarośniętą drogę przez chwilę można by powiedzieć,
że w ogóle jej tam nie było. Spojrzałam się na Akai’a który znikł w zaroślach.
-
Dziękuje Hinata i przepraszam za niego.- Powiedziałam spokojnie stojąc przy
krzakach i spoglądając w nie.
-
To nic takiego. – Powiedziała delikatnie masując swoje ramiona.
-
Jeśli się znajdzie dajcie jej okrzan ode mnie.- Powiedziała z uśmiechem na
twarzy.
-
Dobrze Hinata.- Powiedziałam kłaniając się i widząc jak idą dalej. Stałam w
miejscu przez chwilę. Po czym nerwowo zaczęłam chodzić w kółko.
Co tak długo!
Warknęłam
w swojej głowie. Nie podobało mi się to. Ile można?
-
Pośpiesz się bo i tobie się zaraz oberwie.- Powiedziałam sama do siebie
.Wpatrując się w zarośla zamyślona.
Ten niepokój czemu
wciąż go czuję?
Zapytałam
sama siebie zamykając oczy delikatnie złapałam się za serce, a po policzkach
pociekło mi kilka łez.
-
Suwaru…- Wyszeptałam przygryzając wargę do krwi.
~Akai~
Wskoczyłem
na dość wąską ścieżkę. Zacząłem biec wzdłuż niej. Rozglądając się wokoło z
nadzieją, że gdzieś tu będzie. Już szykowałem to jak na nią się wydrę. Za to
jak mnie teraz nastraszyła. Za to, że
nie pojawiła się też jej się
oberwie. To całkiem podobne, że przetrenowała się.
-
AMI! –Wydarłem się na całe gardło.
Kierowałem
swój wzrok w każdą możliwą stronę. Pewnymi momentami było ciężko się przedrzeć
przez zarośla. Spojrzałem na siedzącego
na drzewie czarnego kruka. Który po chwili odleciał, a moje serce ścisnęło się
jeszcze bardziej.
-Co
to?- Wyszeptałem sam do siebie nie gubiąc ptaka z oczu. Po czym spojrzałem w
kierunku ziemi. Zacisnąłem dłonie w
pięści.
-
Skąd ty do cholery znasz tę drogę?- Warknąłem usiłując się przecisnąć między
dwa drzewa. Gdy mi się to udało odetchnąłem z ulgą. Mogłem dostrzec, że często
tu bywałam na drzewach były ślady kunai’ów zarazem stare jak i nowe. Delikatnie
przejechałem po nich dłonią.
-
Musiałaś naprawdę wiele ćwiczyć.- Powiedziałem do siebie czując się coraz
gorzej. Dopiero teraz dostrzegłem to jak bardzo starała się nam udowodnić, że nie była kopią Suwaru.
-
Jak bardzo musiałaś przez nas cierpieć Ami?- Zapytałem widząc skruszoną korę.
Spojrzałem na owe drzewo gdzie pozostała
jeszcze zaschnięta krew. Przełknąłem głośno ślinę.
-
Tak jak mówiła Suwaru.- Powiedziałem delikatnie dotykając pnia drzewa. Ruszyłem
dalej.
-
AMI! JESTEŚ TU?- Wołałem, lecz nie otrzymywałem żadnej odpowiedzi. Zacisnęłam
mocniej dłonie w pięści. Dostrzegłem w
końcu przedzierające się między zarośla światło.
-
Jakaś przestrzeń?- Zdziwiłem się. Po czym
zacząłem biec w tamtym kierunku wyłaniając się z cienia. Zatrzymałem się
tak jakbym uderzył w niewidzialną ścianę. Mój wzrok zatrzymał się na połamany
drzewie. Po czym skierował się na liczne kratery w ziemi i inne zniszczenia.
Szedłem powoli było słychać jak zgrzytam zębami. Zatrzymałem się. Spojrzałem na
ziemi gdy kopnąłem coś metalowego. Moje oczy otworzyły się szerzej.
-
To jakieś żarty…- Wyszeptałem powoli kucając by
podnosząc z niej to co właśnie kopnąłem.
-
To nie może być prawda.- Moje dłonie zaczęły drzeć. Trzymałem w nich niebieski ochraniacz oznaczający ukończenie
akademii Ninja był zakrwawiony. Mój oddech przyspieszył. Poderwałem się
rozglądając wokół.
Ten niepokój…
Pomyślałem
idąc przed siebie jeszcze kawałek. Na ziemi była widoczna krew. Zatrzymałem
wypuszczając powietrze.
-
Nie…- Wyszeptałem i zacząłem biec upadając na kolana. Podniosłem rękę
spoglądając na czerwoną ciecz. Mój wzrok utkwił w leżącej w kałuży krwi
czarnowłosej dziewczyny. Nie ruszała się. Pośpiesznie przybliżyłem się do niej
na kolanach. Delikatnie odwróciłem ją na plecy spoglądając na jej twarz całą
umazaną we krwi. Jej twarz wykrzywiał grymas bólu. Ciężko łapała oddech. Miała
zaciśnięte oczy. Do moich oczu napłynęły łzy. Spojrzałem się dalej. Dopiero
teraz dostrzegłem na jej kladce potworną ranę wciąż jeszcze krwawiła.
-
A.. Ami…- wyszeptałem łamiącym się głosem.
Dlaczego?
Nie
mogłem tego zrozumieć. Nie umiałem odpowiedzieć na tak proste z pozoru pytanie.
Co się stało?
Kolejne
pytanie bez odpowiedzi.
Kto to mógł zrobił?
Chciałem
to wiedzieć. Ścisnąłem mocnej dziewczynę na którą kapały moje łzy.
-
A.. Akai czy to ty?. –Wyszeptała unosząc delikatnie lewą rękę by móc dotknąć mojego policzka.
-
Nic nie mów.- Wyszeptałem trzęsąc się cały. Nie mogłem się uspokoić. Po mojej
twarzy ciekły łzy po chwili spojrzałem się na jej zamglone spojrzenie. Zdawała
się mnie nie widzieć.
-
C…Cieszę się że…- Urwała zaczynając kaszleć krwią. Przeraziłem się.
-
Nie kończ!- Przerwałem jej. Położyłem ją delikatnie na plecy. Na jej twarz
kapało coraz więcej moich łez.
-
Musisz zachować siły.- Powiedziałem uśmiechając się do niej.
-
Akai…- wyszeptała spoglądając na mnie. Jej błękitne oczy zdawały się tracić
blask. Objąłem ją.
-
Nie pozwolę by to się powtórzyło.- Powiedziałem biorąc ją na ręce.
Nie pozwolę na to…
To nie może się powtórzyć. Nie zniosę tego. Shiowase sensei… Midori… To…
Po
moich policzkach ciekły łzy. Spoglądałem co chwilę na jej twarz. Jej oddech był
płytki i ciężki. Zamarłem gdy zakaszlała krwią. Moje serce ponownie się
zatrzymało. Znałem to uczucie. Już mi kiedyś towarzyszyło. W momencie śmierci
Suwaru.
-
Akai…- Wyszeptała dziewczyna delikatnie dotknęła mojego policzka.
-
Przepraszam, że przysporzyłam wam zmartwień.- Wyszeptała ponownie kaszlą.
-
Wystarczy już. Proszę zachowaj siły. Zaraz będziemy w wiosce. Wytrzymaj jeszcze
trochę. – Powiedziałem spoglądając na dziewczynę.
Jeszcze tylko trochę w wyjdę z
tej przeklętej ścieżki
Myślałem
widząc już światło. Nigdy w życiu się tak nie bałem. Jak w tym momencie. Pragnąłem biec szybciej.
-
N.. Nic… Nic im nie powiedziałam.- Wyszeptała spoglądając na mnie. Zamarłem
zerkając w jej błękitne oczy.
-
O czym mówisz? – Wyszeptałem trzymając ją w ramionach. Zakaszlała. Jej ręka
zawisła w powietrzu. Po jej ręce zaczęła ściekać krew skapując na ziemię. Jej oczy były zamknięte.
-
Nie tylko nie to.- Powiedziałem wyskakując z krzaków prawie taranując Midori.
-
Co tak długo?- Warknęła na mnie. Jeszcze nie dostrzegła, lecz po mojej twarzy
musiała się domyśleć. Jej wzrok utkwił w dziewczynie w moich rękach.
-
Co do cholery co się stało!- Krzyknęła
podbiegając do nas. Ale nie miałem czasu… Sił jej tłumaczyć. Wiedziałem, że jak
się odezwę załamię się.
-
Midori…-Wyszeptałem spoglądając na nią zapłakany.
-
B…Biegnij po Sensei’a błagam.- Wyszeptałem i jedyne co zrobiłem to pognałem w
kierunku szpitalu.
~Shiawase-sensei
~
Siedziałem
tuż przy oknie spoglądając na znajomych. Opowiadali o swoich ostatnich
przeżyciach z drużynami.
-
Moretsu…- Usłyszałem głos kobiety. Odwróciłem głowę w jej kierunku.
-
Tak?- Zapytałem się zerkając na Kurenai, która mi się przyglądał z uwagą.
-
Jak wam poszła misja?- Zapytał Gai.
-
Słyszałem, że Ami sprawiła wam trochę problemów na ostatniej misji.- Powiedział
Kakashi. Spojrzałem na nich i westchnąłem ciężko.
-
Naprawdę?- Zdziwiła się Kurenai spoglądając na Kakashi’ego.
Co się tak dziwią?
Każdy bowiem może mieć jeden zły dzień.
Pomyślałem
zamykając na chwilę oczy.
-
Problemy. – Wyszeptałem spoglądając na blat stołu.
-
Jestem zdziwiony przecież Ami nie sprawiała problemów.- Powiedział Gai
spoglądając przez okno.
-
Nie sprawiała.- Zdziwił się Asuma spoglądając na Gay’a
-
Odkąd zaczęła chodzić do akademii zawsze coś było.- Powiedział Asuma
spoglądając na nas. Zacisnąłem dłoni w pięści.
- Asuma masz racje zawsze coś było, lecz nie
każde dziecko wytrzymało by tyle ile ona. I w prawdzie mówiąc to była pierwsza
misja na której sprawiła problemy. W prawdzie to poniekąd moja wina. Od dawna
widziałem, że coś się dzieje w naszej drużynie nie tak. Ale gdy zacząłem
działać było za późno teraz to wyjaśniliśmy sobie raczej oni i powinno być
teraz lepiej.- Powiedziałem z nadzieją w głosie.
Tak to prawda
wiedziałem o tym od samego początku. Oddalała się od nas. Ale nie zrobiłem z
tym niczego co mogłoby pomóc. Gdy chciałem było już za późno a jej zachowanie
na ostatniej misji wyszedł efekt mojej nie aktywności.
Pomyślałem
jedząc spokojnie mięso z grilla.
-
Dlaczego sprawiła problemy skoro, każdy miał o niej dobre zdanie?- Zdziwiła się
Kuranai.
-
To długa historia. Po prostu nie mogli się dogadać. Na misjach radzili sobie
dobrze, ale w czasie wolnym prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiali. –
Powiedziałem zerkając na nich.
-
Kakashi ty mnie odrobinkę powinieneś rozumieć. Sasuke i Naruto też się nie
dogadują.- Powiedziałem zerkając na niego.
-
Oni bardziej rywalizują.- Powiedział Kakashi mrużąc oko. Zaśmiałem się jedząc
dalej z przyjaciółmi.
-
Wiecie już kto został mianowany na nowego Hokage?- Zapytał Gay aby zmienić
temat rozmowy.
-
Podobno ma nim zostać jeden z Saninów – Powiedziałem zerkając na nich.
-
Było by super.- Powiedział Gay
-
SHIOWASE- SENSEI!- Rozniósł się przeraźliwy krzyk. Spojrzałem przez okno dostrzegając zieloną czuprynę
Midori. Zdziwiło mnie to.
Jest roztrzęsiona.
Pomyślałem
spoglądając na wbiegającą do baru dziewczynę, która spojrzała na mnie, a po jej policzkach ciekły łzy.
Ok. Co jest grane?
Ponownie
pomyślałem spoglądając na nią.
-
Co się stało?- Zapytałem widząc jej bladą twarzy. Zacząłem się niepokoić coraz
bardziej.
Co mogło się stać, że jest tak
roztrzęsiona.
-
Szybko!- Powiedziała łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia.
-
Ani chwili spokoju.- Powiedział Asuma wstając jak pozostali. Szedłem za
zielonowłosą zastanawiając się co było przyczyną jej nagłej zmiany nastroju.
-Do
cholery jasnej powiedz mi co się stało. Czemu jesteś tak roztrzęsiona!-
Krzyknąłem w końcu delikatnie trzymając roztrzęsionąś dziewczynę za ramiona.
Moi towarzysze wyszli z baru tuż za mną spoglądając na nas tak samo
zaniepokojeni jak i ja.
-
Moretsu co się dzieje?- Zapytał się Kakashi podchodząc do nas.
-
Właśnie próbuje się tego dowiedzieć.- Powiedziałem patrząc w oczy Midori.
-
Midori..- Zacząłem spoglądając na towarzyszy, którzy teraz nas otoczyli.
-
Ami- Rozpłakała się zerkając na ziemię.
-
Co?- Zdziwiłem się gdy usłyszałem imię Ami.
Co ona ma do tego?
Pomyślałem
zerkając na pozostałych . Którzy też tego nie rozumieli.
-
Ami- wyszeptała ponownie. Widziałem jak nie mogła się uspokoić. Ciężko
oddychała łapiąc za klatkę.
-
Coś z nią nie tak?- Zapytał Gay podchodząc do nas i uśmiechnął się do Midori
delikatnie.
-
Nie ma czasu. Chodźmy.- Powiedziała i zaczęła biec w kierunku szpitala.
Zatrzymała się spoglądając na mnie.
-
Szybko Sensei!- Krzyknęła. Spojrzałem na
znajomych i zaczęliśmy biec.
-
Możesz nam powiedzieć o co chodzi?- Zapytał Asuma zerkając na mnie.
-
A żeby ja to wiedział.- Powiedziałem poddenerwowany tym faktem, że nie chciała
nic powiedzieć. Zacząłem czuć niepokój przyśpieszyłem by ją dogonić. Gdy
wyrównałem się z nią spojrzałem na czubek jej głowy.
-
Powiesz mi w końcu o co chodzi?- Zapytałem gdy gwałtownie skręciła w prawo.
Ruszyłem za nią. Nie odzywała się. Wypuściłem powietrze spoglądając na pozostałych
którzy biegli za nami. Spojrzałem przed siebie gdy minęliśmy kwiaciarnie
Yamanaka. Dostrzegłem znajomą mi czuprynę Akai’a. On też biegł w stronę
szpitala. Zmrużyłem oczy.
-
Co to?- Zdziwiła się Kurenai zatrzymując. Zatrzymałem się wraz z pozostałymi
spoglądając na to co dostrzegła Kurenai.
-
Krew?- Zdziwiła się dotykając ziemi i patrząc na swoje koniuszki palców
ubrudzone szkarłatną mazią.
-
Czyja?- Zdziwił się Kakashi rozglądając wokoło, lecz ślady krwi prowadziły w
stronę szpitala. Ruszyłem w kierunku biegnącego Akai’a.
-
Akai!- Zawołałem za chłopakiem widząc jak upada na ziemię usiłując się z niej
podnieść.
Co mogło się stać?
Czyja to krew?
Myślałem
biegnąc w kierunku członków swojej drużyny. Za mną podążali pozostali jonini.
~Akai~
Biegłem
co sił w nogach ignorując ból. To nie było ważne. Musiałem się śpieszyć. Nie
mogłem pozwolił by powtórzyło się to ponownie. W połowie drogi nogi odmówiły mi
posłuszeństwa i upadłem na ziemię wraz z nieprzytomną Ami. Spojrzałem na jej
twarz i zamarłem. W panice dotknąłem jej szyi.
Puls?
Jest
na szczęście nie było jeszcze za późno mogłem jeszcze zdążyć musiałem jedynie
wstać i zabrać ją do szpitala.
Usiłowałem
podnieść się z ziemi, a ból w kostce się nasilał.
Właśnie teraz!
Warknąłem
w głowie zły na siebie za to że nie jestem w stanie nic zrobić. Czułem się
bezradnie.
-
Akai!- usłyszałem wołanie Shiowase-sensei.
Midori znalazła go
całe szczęście.
Pomyślałem
rozglądając się za nimi Gdy dostrzegłem
Midori i grupkę biegnących joninów w tym naszego sensei’a ucieszyłem się.
-
Sensei…- Wyszeptałem spoglądając na niego
-
Pomocy.- Dodałem po chwili spoglądając jak dobiega do mnie.
-
Akai co się sta…- Urwał Shiowase-sensei spoglądając na moje pobrudzone ubranie
we krwi. W jego oczach mogłem dostrzec szok oraz zdziwienie.
~Shiowase-sensei~
Biegłem
w stronę kucającego na ziemi chłopaka. Widziałem jak stara się podnieść.
-
Sensei- Wyszeptał do mnie Akai.
-
Pomocy- Dodał po chwili moje oczy otworzyły się szerzej. Był cały we krwi.
Co do cholery się
stało? Czyja to krew? Czy wszystko z nim dobrze?
Myślałem
podbiegając do niego i położyłem mu rękę na ramieniu chcąc sprawdzić czy nie
jest poważnie ranny.
-
Akai co się sta…- Urwałem spoglądając na chłopaka raczej to na to co miał w
rękach. Raczej kogo. Zamarłem.
-
AMI!!-wydarłem się dotykając policzka nieprzytomnej dziewczyny cała była we
krwi. Na klatce miała potworną rana, która krwawiła. Spojrzałem na przerażonego
Akai’a.
Rozumiem… teraz
wszystko jasne… Te zachowanie Midori.
Pomyślałem
biorąc nieprzytomną dziewczynę na ręce i ruszyłem szybko do szpitala.
Spojrzałem po chwili na Midori.
-
Midori pomóż Akai’owi.- powiedziałem spoglądając na pojawiającego się koło mnie
Gay’a
-
Moretsu co się s…- Urwał widząc w moich rękach zakrwawione ciało Ami. Zamarł.
-
Ami!- Krzyknął po chwili Gay delikatnie sprawdzając puls.
-
Jej puls słabnie Gay.- Powiedziałem do niego moje ręce zaczęły drzeć.
-
Zabiorę ją do szpitala znacznie szybciej.- Powiedział Gay zabierając dziewczynę
po czym aktywował dwie bramy by jak najmniej tracić czasu i znikł nam z oczu.
-
Co się stało Moretsu?- Zapytała się Kurenai.
-
Żebym ja to wiedział. Nie ma czasu. Musimy dostać się do szpitala.-
powiedziałem patrząc na Akai’a
-
Midori przyprowadź Akai’a do szpitala.- powiedziałem do dziewczyny.
-
Hai Sensei- powiedziała biorąc przyjaciela pod ramie i pomagała mu iść.
~Neji~
Moje
spojrzenie utkwiło właśnie w rodzeństwie piasku jak rozmawiali z pozostałymi
przyjaciółmi. Impreza była nawet fajna. Było zabawnie spędzając z nimi czas.
Nigdy nie myślałem, że może być tak fajnie. Naruto jak zwykle coś zmalował
przez co dał nam powód do śmiechu. Gaara milczał przez cały czas.
-
Jestem ciekawa czy znaleźli Ami?- Zapytała w końcu Tenten spoglądając w niebo.
-
Zapewne teraz się na nią wydzierają. Za to, że wystawiła ich do wiatru.-
Powiedział Naruto.
-
Wątpię pewnie razem trenują.- Dodał Lee opierając się o kule.
-
Znając Akai’a najpierw się na nią powydzierał.- Powiedziała Tenten śmiejąc się.
Moje
spojrzenie utkwiło w Hinacie, która spoglądała na ziemię. Martwiła się
wiedziałem to. W prawdzie nie dziwiłem się jej. Ostatnim razem jak znikła. To
została porwana.
-
Słyszałam Hinata, że się poprawiłaś.- Powiedziała Sakura podchodząc do niej.
-
Odrobinkę . – Powiedziała zawstydzona dziewczyna spoglądając w bok.
-
To wspaniale. - zawołał radośnie Naruto spoglądając na czerwoną twarz
dziewczyny.
Koło
mnie przeleciało coś zielonego. Zmrużyłem oczy. Znałem to coś bardzo dobrze.
Ale dlaczego miałby się tak śpieszyć. Spojrzałem na ziemię.
Krew?
Zdziwiłem
się nie wierząc własnym oczom starając się poukładać to co zdążyłem dostrzec
aktywowałem Byakugana obserwując plecy Gay – sensei. Zamarłem.
Nie…
Pomyślałem
spoglądając na Lee, który musiał dostrzec to co ja.
-
Co to było?- Zdziwił się Kankuro zerkając w stronę w którą pobiegł Gay.
-
Nie co raczej kto- Poprawiła go Tenten podchodząc do mnie.
-
Neji?
-
Lee?- Zdziwiła się Sakura widząc jak chłopak bierze kule i zaczął kierować się
w moją stronę.
-
Gay-sensei.- Powiedział nie odrywając oczu z miejsca gdzie zniknął za
budynkami. Po chwili Lee zaczął kierować się w kierunku szpitala upadając na
ziemię.
-
Lee nie powinieneś się tak przemęczać!- Krzyknęła Tenten i podbiegła do niego
pomagając mu wstać. Koło nas przebiegła grupka Joninów. Piersi biegli
Shiowase-sensei, Kakashi-sensei za nimi biegła Kurenai-sensei oraz
Asuma-sensei. Zmarszczyłem brwi widząc ich wyraz twarzy.
-
Co jest?- Zdziwiła się Ino spoglądając na nich.
-
Gay zapewne wciągnął ich w głupi wyścig. – Powiedział Tenten.
-
Mylisz się.- powiedziałem nie spuszczając wzroku z biegnącego Gay’a, który
wbiegł do szpitala.
-
Jak to?- Zdziwiła się zerkając w moim kierunku spojrzała się na
charakterystyczne żyłki świadczące o tym, że aktywowałem Kekei genkai.
-
Gai śpieszył się z innego powodu.- Powiedziałem odwracając się by spojrzeć na
biegnących Midori oraz Akai’a. Akai miał zwichniętą bądź skręconą kostkę. Mimo
to biegł co sił w nogach podpierając się o ramie przyjaciółki.
Płaczą?
Zdziwiłem
się w głowie i zamarłem zwiększając zasięg Byakugana by zobaczyć co się dzieje
w szpitalu przeszukiwałem pomieszczenia.
-
Akai i co znalazłeś Ami?- Zapytała Hinata i zamarła na widok zakrwawionego
chłopaka który pośpieszał Midori by ta szła szybciej.
Czerwono
włosy chłopak spojrzał się na każdego z nas po czym uniósł drżącą dłoń w stronę
szpitala.
-
G.. Gay- Wyszeptał cicho i ruszył dalej.
-
Zrozumieliście coś?- Zdziwiła się Temari.
-
Co mu się stało?- Zapytał Hinata, a zarazem zmartwiła się.
-
Taa.- Odpowiedziałem po chwili ciszy otwierając szerzej oczy. Znalazłem.
-
Neji o co chodzi?- Zapytała Tenten delikatnie mną potrząsała.
-
Neji!
Wpatrywałam
się oniemiały przed siebie. W Szpitalu pojawili się pozostali Jonini podchodząc
do Gay’a który stał pod salą operacyjną.
-
Neji! Powiedz nam co widzisz.- powiedziała Tenten zdenerwowana.
-
Gay się nie ścigał tylko śpieszył do szpitala.- Powiedziałem patrząc wciąż na
nauczycieli o czymś mówili. Po chwili dotarli do nich Akai i Midori. Spojrzałem
na drzwi i przeniknąłem by zobaczyć i to.
-
Wnioskując po śladach krwi niósł ranną osobę.- Powiedziałem pokazując na ziemię
gdzie znajdowały się krople krwi.
-
Co ranną osobę?- Zdziwiła się Sakura a pozostali umilkli.
-
Neji kogo Gay zaniósł do szpitala. – Zapytał Naruto.
Moje
ręce opadł wzdłuż mojego tułowia. Spoglądałem Byakuganem na leżącą dobrze znaną
mi już twarz.
-
Co się stało.- Wyszeptałem i zrobiłem kilka kroków w stronę szpitala.
-
Neji…- Naruto szarpał mnie delikatnie za ramię.
-
Dlaczego?- Zadałem kolejne pytanie i zamarłem widząc jak medyczni Ninja leczą
nieprzytomną dziewczynę.
-
Neji co się stało?- Zapytał Kankuro.
-
Ami…- Wycedziłem nie patrząc na nich i zacisnąłem dłoni w pięści.
-
Co z nią?- Zapytała Hinata przeszukując szpital swoim Byakuganem.
-
Neji powiedz to w końcu!- Krzyknął Naruto.
-
Gay niósł ranną osobę.- Powiedziałem i zamknąłem oczy.
-
To już wiemy.
-
To była Ami.- Powiedziałem patrząc ponownie Byakuganem widząc kucającą pod
ścianą dziewczynę.
-
Co takiego? Ale jak.
-
Nie mam pojęcia mówię to co widzę. Akai siedzi na parapecie trzymając
zakrwawiony ochraniacz. Midori skuliła się pod ścianą. W Jonini chodzą w kółko
i rozmawiają o czymś. W Sali jest czterech medycznych Ninja leczą rany Ami.-
Powiedziałem i ruszyłem z pozostałymi do szpitala nawet rodzeństwo piasku udało
się za nami.
-
A co z nią?- Zapytała się zmartwiona Temari.
-
Nie wiem nie jestem medykiem.- powiedziałem wbiegając do szpitala.
Dobrze, że ją w końcu znaleźli, bo byłoby krucho :/
OdpowiedzUsuń