sobota, 1 czerwca 2019

54: Są mury, których nie da się przeskoczyć samemu.54

- Itachi.- Odezwał się zerkając na chłopaka, który siedział powrotem na kamieniu.
- Pozwolisz mi się odrobinkę rozerwać?- Zapytał z uśmiechem spoglądając w moim kierunku.
Nic nie odpowiedział.
Spojrzałam się na Kisame, który ściągnął płaszcz i starannie złożył go w kostkę na ziemi i ściągnął z pleców samachadę.
Nie opuszczałam wzroku, nie mrugałam, uspakajałam swój oddech. Skupiając swoją całą uwagę na tym człowieku. Itachi bacznie obserwował moje zachowania. Kisame zaatakował, jako pierwszy swoją samahadą w ostatniej chwili zrobiłam unik odskakując na bezpieczną odległość. Dość niebezpieczne to było. Jeden dotyk i będzie po mnie. Myśl Ami. Wysil pozostałości szarych komórek i wykombinuj coś? Czytałaś o nim? Wiesz dużo. Możesz sobie w miarę poradzić. Kisame? Jego chakra to głowie woda. Tak woda znów
- Dość zwinna.- Powiedział Kisame uśmiechając się szeroko i zaczął atakować. Wyjęłam swoją katanę i odparłam atak mężczyzny. Czując jak przypiera mnie do drzewa, które po chwili pękło. Przeleciałam uderzając plecami o skalną ścianę. Poczułam ból w miejscu tak niedawnej rany. Atakowałam go z dużą zawziętością. Co strawiło, że się jedynie uśmiechał szerzej?
- Zapowiada się niezła zabawa.- Powiedział i Kopnął z całej siły.
- Sprawdźmy czy dasz radę wytrzymać dłużej niż godzinę.- Powiedział z szerokim uśmiechem.
Moje spojrzenie utkwiło w szerokim uśmiechu Kisame, który jedynie oparł o swoje ramię Samehadę po czym przekrzywił głowę w bok. 
Ułamek sekundy… Wystarczyła tylko jedna malutka chwila bym przeleciała duży kawałek i uderzyła w drzewo. Zasłaniając usta podczas napadu kaszlu. Złapałam się za obolałe żebra.
Świetnie jestem workiem treningowym. Nie dojść, że obrywam od Nejiego to jeszcze umilam czas nieznajomym.
Pomyślałam kucając podparłam się rękoma o ziemię.
- Już masz dosyć? Nawet nie uderzyłem cię na poważnie.- Powiedział zawiedziony Kisame. Podniosłam wzrok stając na chwiejnych nogach.
Ami na co ty do cholery czekasz? Pozwolisz by tobą pomiatał jak jakimś śmieciem. Jak masz przegrać to przegraj z godnością.
Motywowałam sama siebie w głowie, po czym zwiększyłam przepływ czakry we stopach by zwiększyć swoją prędkość.  Zadawałam ataki spoglądając się na niewzruszonego Kisame, któremu wystarczała jedna ręka by powstrzymywać moje ciosy.
Irytujące!
Warknęłam w głowie i rękoma odbiłam się od ziemi, aby kopnąć go w podbrzusze, lecz złapał mnie za kostkę lewej nogi. Po czym kilka razy obrócił wokoło swojej głowy. Jak lassem i cisną w znajdujące się pobliżu drzewo łamiąc je. Zwinnym ruchem odbiłam się od ziemi atakując go dalej. Kisame jedynie spojrzał się na mnie z politowaniem i zamachnął się tak bym dostała w tył głowy na tyle mocno by wbić się w ziemię. Przez chwilę widziałam przed oczami ciemność.
- Oj! Myślałem, że stać cię na więcej. – Powiedział Kisame chodząc koło mnie.
Pokarzę mu, że nawet osoby słabe potrafią być uciążliwe.
Pomyślałam uśmiechając się spoglądając na ziemię. Przygryzłam wargę spoglądając na dłonie. Delikatnie dłonią przejechałam po skroni spoglądając na czerwoną maź. Znałam już to uczucie.
- Co to do cholery jest!- Warknął zdziwiony Kisame.
Mój kącik warg uniósł się delikatnie. Spojrzałam się na niego leżąc na ziemi. Kisame właśnie starał się uwolnić swoje ręce z lepkiej cieczy oraz nogi.
- CO to jest za cholerstwo?- Powiedział zdziwiony gdy pojawiłam się przed nim. Spoglądałam się na niego z dołu trzymając katanę, która przeszyła ciało Kisame w miejscu gdzie znajdowało się serce.
- Ari Goku no Jutsu.- Powiedziałam spokojnym głosem.
Kałużą?
Zdziwiłam się rozglądając się wokoło siebie w poszukiwaniu przeciwnika.
Mizu Bunshin no Jutsu? Mogłam się tego spodziewać.
Pomyślałam przygryzając dolną wargę.
Ma większe doświadczenie nie walczyłby z przeciwnikiem w otwartej walce. Teraz testuje moje możliwości? Ocenia mnie czy jestem na tyle dobra by miał się zając osobiście. Nie docenia mnie.
Pomyślałam poddenerwowana spoglądając w krzaki.
Więc dobrze Ami pomyśl gdzie mógłby się ukryć?
Pomyślałam spoglądając przed siebie.
Przed mną? Nie odpada.
Pomyślałam zerkając w górę.
Nade mną? Też nie.
Powiedziałam odwracając się do tyłu obserwując zarośla.
Z tyłu? Nie. Nie ma go tu.
Pomyślałam oddychając spokojnie.
Uspokój się Ami. Myśl logicznie. Zniknąć nie mógłby.
Pomyślałam zamykając oczy.
W prawo? Nie tam znajduje się jego towarzysz, który bacznie mnie obserwował.
Odwróciłam głowę w lewą stronę mrużąc oczy.
Lewa? Nie nie wyczuwam jego obecność.
Pomyślałam zamykając oczy i koncentrując się.
Dobrze Ami teraz pomyśl i poukładaj to w swojej głowie. Jak nie ma go w tych miejscach jest tylko jedne gdzie mógłby się ukryć. Otworzyłam oczy spoglądając się na ziemię.
Pozostaje tylko pod ziemią.
Dodałam w myślach mrużąc oczy.
Co to za niepokój? Ta żądza krwi.
Podskoczyłam w ostatniej chwili i zawisłam na gałęzi. Spojrzałam się na dół na wyłaniającego się Kisame. A jednak miałam rację.
- Jej zwinność jest zaskakująca a zarazem denerwująca.- Powiedział Kisame zerkając na mnie.
Wow było blisko. Jeszcze chwila i by było po mnie.
Pomyślałam przełykając ślinę.
- Minęło dopiero dziesięć minut. Pozwól mi się rozerwać bardziej.- Powiedział zrezygnowany Kisame zerkając w moim kierunku.  Zmarszczyłam czoło spoglądając na niego.
Jeśli przegram. Zginę
Pomyślałam nie opuszczając go z oczu.
Muszę puść na całość. Wykorzystać wszystko co umiem. Nie oszczędzać siebie. Inaczej nie mam najmniejszych szans. Muszę walczyć jak najlepiej potrafię. A nawet bardziej. Inaczej nie przetrwam. To nie są ludzie, z którymi mogę konkurować o wygraną. Nawet jeśli bym jakimś cudem wygrała z Kisame przegrałabym na pewno z Itachim. Aktualnie na moim poziomie nie jest możliwe pokonanie któregokolwiek z nich.
Ciężko jest się do tego przyznać, lecz byli dla mnie za silni.
Uśmiechnęłam się delikatnie widząc zdziwienie na twarzy Kisame gdy moje klony zaatakowały go z zaskakującą precyzją. Itachi, który dotąd siedział nie wzruszony walką delikatnie rozszerzył oczy spoglądając w moim kierunku. Jeden z klonów zaatakował Kisame od tyłu. Lecz ten jedynie odbił się od ziemi i jednym zwinnym ruchem pokonał wszystkie moje klony.
- Ocho! Cieniste klony. Nie łatwa technika.- Powiedział spoglądając na mnie. Odwróciłam się robiąc blok upadając na ziemię spoglądając na atakującego tym razem Kisame. Który wciąż nie użył jeszcze Samehady.
Kucnęłam gdy uniósł nogę by kopnąć. Złapałam go za nią i zwiększyłam przepływ w rękach by nim rzucić w drzewo. Które się złamało?
- To, że jestem słaba nie oznacza, że przegram bez walki. Przestań mnie nie doceniać Kisame.- Warknęłam spoglądając na mężczyznę, który leżał na połamanym drzewie.
- Walcz ze mną na poważnie!- Warknęłam słysząc śmiech Kisame.
- Naprawdę chcesz bym walczył na poważnie? – Zapytał się wstając na równe nogi nie patrzał się na mnie.
- Przestań mnie nie doceniać Kisame.- Powiedziałam spoglądając na niego.
- Ha ha!- Zaczął się śmiać łapiąc się za brzuch. Poczerwieniałam na twarzy.
- Z czego się śmiejesz?- Warknęłam poirytowana jego reakcją.
- To śmieszne. Mimo że zdajesz sobie sprawę z tego o ile jestem od ciebie silniejszy chcesz bym walczył na poważnie. – Powiedział spoglądając na mnie.
Warknęłam spoglądając na niego. To niedocenianie było denerwujące. Przygryzłam wargę do krwi. Zrobiłam pieczęć.
- U Umiesz technikę ukrycia we mgle.- Powiedział zaskoczony Kisame.
- Jest inna ta mgła jest bardziej gęsta oraz zimna.- Powiedział znikając w niej. Zamknęłam oczy. Koncentrując się.
- Widać, że potrafisz więcej niż tylko mówić.- Powiedział Kisame.
- Ale zapomniałaś o jednej najważniejszej zasadzie nie ważne gdzie się ukryjesz nie dasz rady uciec przede mną.- Powiedział Kisame śmiejąc się.
Nie otwierałam oczu stojąc w miejscu. Po chwili uniosłam katanę nad głowę blokując  cios zadany samahadą. Po czym zaczęłam atakować nie otwierając oczy. Koncentrowałam się otwierając po chwili oczy.
- Oho zablokowałaś.- Powiedział śmiejąc się.
- Całkiem nieźle ci to wychodzi.- Powiedział spoglądając na mnie.
- Widać zaczęłaś walczyć na poważnie. Dobrze niech ci będzie.- Powiedział i wyprostował się. Spojrzał się w moim kierunku poważny.
Pojawił się przede mną i szybko machnął samahadą odskoczyłam do tyłu osuwając się na kolano spoglądając na Samachadę, która poruszyła się w ręku Kisame
- Smakuje ci?- Zapytał się spoglądając na miecz, który poruszył się ponownie.
Nie czekałam zbyt długo zrobiłam pieczęć po czym pojawiłam się przed nim gdy zamachnął się by zadać cios samechadą znikłam.
- Klon?- Powiedział zrezygnowany ale syknął spoglądając na mnie poważnym wzrokiem jego plecy dymiły się.
Nie zadziałało? Hoshisi wyrządziło tylko takie straty? To moja najsilniejsza technika.
Pomyślałam zdziwiona mając szeroko oczy otwarte.
- Co to miało być? To tylko mnie połaskotało.
Powiedział spoglądając w moim kierunku
Nigdy nie przepuszczałam że będę zmuszona do spróbowania użycia tej techniki. Może nie starczyć mi chakry. Ale musiałam spróbować. Wybacz mi Suwaru muszę złamać daną obietnicę.
Pomyślałam i stałam wyprostowana.
- Suiton: Dai Bakusui Shōha- Powiedział szybko Kisame. Spojrzałam się jak Kisame wypluwa dużą ilość wody która przyjęła postać wielkiej kuli. Złapałam się za usta by nie stracić powietrza.  Spojrzałam się na Kisame który unosił się swobodnie w powietrzu i uśmiechnął się szeroko.
- Przykro mi ale czas już się kończy. – Powiedział trzymając w dłoni Samachadę.
- Suirō Sameodori no Jutsu- Powiedział spoglądając na mnie po czym połączył się samechadą a kula która nas otoczyła delikatnie się uniosła. Zamykając nas w niej.  Kisame stał w miejscu obserwując mnie. Odpłynęłam delikatnie w prawy. Lecz nie przybliżyłam się do ranić kuli. Wypuściłam kilka bąbelków powietrza. Spojrzałam się na przeciwnika który z łatwością poruszał się w wodzie gdzie ja czułam się ociężale i nim zdążyłam podnieść ręce by wykonać blok poczułam potworny ból. Wypuściłam więcej powietrza i zasłoniłam usta gdy dostała się do nich woda.  Można powiedzieć iż Kisame poruszał się znacznie szybciej niż na lądzie. Zamknęłam jedynie oczy nie będąc w stanie nawet dostrzec go. Mimo że usiłowałam się bronić nie byłam w stanie. Uniosłam ręce tak by ochronić głowę oraz brzuch. Przed ciosem lecz Kisame pojawił się za mną kopiąc w plecy na tyle mocno bym wygięła się w tył zakaszlałam wypuszczając resztkę powietrza. Zmrużyłam oczy zaciskając jedynie szczękę gdy poczułam kolejne a zarazem mocniejsze ciosy a woda z błękitnej stawała się czerwona.
- Kisame wystarczy. To nie jest nasza misja. Może nam się przydać.- Powiedział Itachi spoglądając na nas.
- Niby w czym?- Zdziwił się Kisame a wodne więzienie znikło. Upadł na ziemię trzymając mnie za rękę unosząc w powietrzu. Delikatnie ścisnęłam dłoń w pięści unosząc mimo bólu głowę czerwoną od krwi. Z resztą jak całe ciało było pokryte licznym ranami a krew kapała na ziemię.
- Dowiemy się czy nasz cel jest w wiosce.- Odpowiedział mu spokojnym głosem. Kisame rzucił mną jak szmacianą lalką w stronę drzewa do którego podszedł Itachi łapiąc mnie za szyję i uniósł przypartą do drzewa.
- Wystarczy tej zabawy Ami.- Powiedział poważny a jego Sharingan dziwnie zawirował.  Mój wzrok utkwił w czerwonym księżycu który rzucał światło w całej okolicy która drastycznie uległa zmianie. Nie było już Kisame czy lasu w którym doszło do walki. Jedynie Itachi i ja przybita do jednego z krzyży.
Iluzja.
Pomyślałam spoglądając na chłopaka. Mimo to że wiedziałam że to iluzja ból w moich dłoniach zdawał się realny. Na tyle że nie byłam w stanie nimi poruszyć.
- Oczekuje jednej odpowiedzi.- Powiedział patrząc się na mnie.
- To ile będziesz cierpieć w tym świecie będzie zależeć ode mnie.- Dodał spoglądając mi w oczy. W jego dłoni pojawiła się katana którą bez zawahania wbił w bok mojego ciała. Zagryzłam mocno wargę.
To nie jest realne Ami.
Pomyślałam zamykając oczy. Nie zamierzałam krzyczeć. Mimo że wiedziałam że to iluzja. Że nie dzieje się to naprawdę odczuwałam ból.
- Czy Uzumaki Naruto znajduje się aktualnie w wiosce?- Zapytał się spoglądając się na mnie. Gdy nie usłyszał odpowiedzi koło niego pojawiło się kilka jego kopi i ponowiła czynność poprzednika wbijając w inne części mojego ciała katany przekręcając nimi by zadać więcej bólu.  Zagryzałam szczęki z całych sił.
Nie ważne co by się działo nie możesz Ami powiedzieć.
Pomyślałam w własnej głowie milcząc i spoglądając się na chłopaka który wbił katanę w mój bok z resztą jak pozostałe jego postacie. Chciałam krzyczeć lecz nie miałam na to sił. Zakaszlałam jedynie.
- Czy Uzumaki Naruto znajduje się aktualnie w wiosce?- Ponowił pytanie.
Spojrzałam się jedynie mrużąc jedno oko. Oddychałam ciężko powoli tracąc siły.
Naruto jest twoim przyjacielem. Nie możesz go wydać. Nie ważne ile by cię to kosztowało.
Pomyślałam starając zmotywować samą siebie. Nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi ponowił swoje czynność. I tak za każdym razem. Powoli straciłam poczucie czasu. Nie wiedziałam jak długo się tam znajdowałam.  Godziny, dni czy nawet tygodnie. Nie byłam w stanie poruszyć głową by spojrzeć na niego.
-To nic nie da.- Powiedział puszczając moją szyje. Mój oddech był cięższy. Stałam oparta o drzewo. Chwiałam się delikatnie w jedną to w drugą stronę. Widziałam jakby przez mgłę coraz słabiej i słabiej. Po czym upadłam na ziemię. Zakaszlałam jedynie
- Wytrzymała?- Zdziwił się Kisame spoglądając na mnie z góry. Oddychałam ciężej.
- Jest silna...- Powiedział Itachi ubierając kapelusz. Kisame jedynie się zaśmiał.
- w jakim znaczeniu- Zdziwił się Kisame powoli ubierając płaszcz jak i kapelusz.
- Mimo techniki nie chciała zdradzić przyjaciela. Nawet jeśli miałaby przez to zginąć. Nie jeden dorosły by się poddał.- Powiedział Itachi spoglądając się na mnie. Leżałam bezwładnie na ziemi zamykając oczy.

4 komentarze:

  1. Czy mam rozumieć, że to twój wielki powrót? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Ami - tyle zła spotkało ją na tym skrócie - a miała iść tylko na ramen... :(

    OdpowiedzUsuń