sobota, 1 czerwca 2019

59: Już czas: 59



Nie zależnie ile się starałam. Było tak samo. Nie mogłam ruszyć z miejsca. Przez chwile czułam się tak jakby niewyjaśniona siła ciągnęła mnie na samo dno. Nie mogąc się przed rym obronić. Nie mogąc się uratować. Gorycz, jaką właśnie odczuwałam była tak nieznośna, że chciałam wykrzyczeć wszystkim to co czułam. Chciałam w końcu się uwolnić.
Dlaczego tak jest, że im bardziej na czymś nam zależy tym bardziej boli, gdy to się nam nie uda. Pierwszy raz bowiem od dłuższego czasu chciałam mieć nauczyciela. Chciałam zapełnić pustkę. Pozbyć się strachu, jaki odczuwałam od śmierci Suwaru. Była nie tylko moją przyjaciółką, lecz i nauczycielem. Po jej stracie nie chciałam by ktoś mnie uczył. Strata strasznie boli. Tym bardziej gdy zależało ci na tym.  Do tych czas uważałam że sama jestem wstanie stać się silną. Jaka byłam głupia. Chciało mi się płakać a zarazem śmiać. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na swoje łóżko przykrywając twarz poduszką chcąc krzyczeć. Aby odreagować.
            - Może powinnam była wybrać sobie innego Sensei’a?- Pomyślałam sama do siebie spoglądając w okno na którym pojawiały się smugi deszczu. Ciężko westchnęłam. Kogo chciałam okłamać. Samą siebie? Chciałam by to właśnie on mnie uczył. Nie widziałam lepszego nauczyciela jak sam kapitan ANBU.
            - Ami!- Uderzyłam się delikatnie w policzki aby oprzytomnieć. I wstałam prostując się, a swoje kroki skierowałam do łazienki aby się ciut odświeżyć.
            - Wystarczy użalania się nad sobą! Dasz radę. Pora działać. Chodź byś miała sama znaleźć sposób na trening.- Powiedziałam ponownie nagłos wchodząc tym razem do gorącej wody i zanurzyłam się tak aby woda zakryła też moje włosy.
            Mój umysł borykał się z nie lada problemami. Oczywiście dla niektórych mogły się wydawać błache. Dla mnie takie nie były. Delikatnie złapałam się za głowę czując zmęczenie.
            - Nie myśl tyle..- Wyszeptałam sama do siebie ciężko oddychając. Zaczęłam delikatnie obmywać własne ciało oddychając spokojnie. Zamknęłam na chwile oczy.
Gdy je otworzyłam czułam przyjemną ulgę. Uśmiechnełam się wychodząc i przebierając się. Związałam włosy w kitkę po czym skierowałam się do pokoju i położyłam się podziwiając sufit sypialni. Ciekawszego zajęcia nie mogłam aktualnie znaleźć.
- Proszę niech pan uczyni ze mnie swoją uczennicą.- Powiedziałam pewnym głosem nie podnosząc głowy. Shizu stał jedynie w milczeniu zastanawiając się nad tym bądź zdziwiło go moja propozycja. Zacisnęłam dłonie na trawie nie podnosząc wzroku.
- Jestem członkiem ANBU.- Powiedział po chwili milczenia.
- Wiem o tym. Przychodząc tu miałam na uwadze to, że może pan się nie zgodzić. Lecz jeśli bym nie spróbowała to bym nie była ja. – Powiedziałam spokojnym głosem podnosząc wzrok i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Decyzja nie należy do mnie Ami.- Powiedział w milczeniu.
- Rozumiem. Przepraszam, że przeszkodziłam w treningu.
Ze wspomnień owej rozmowy wyrwało mnie donośne stukanie do drzwi. Nic nie dały ignorowanie ich. Wstałam kierując się do nich po czym otworzyłam je spoglądając na osobę jakiej się najmniej spodziewałam. Oczywiście nasze stosunki uległy poprawieniu. Dla mnie wciąż trudno było przywyknąć do tego.
            - Wpuścisz mnie czy mam tak kwitnąć w progu.- Powiedział Neji. Ostatnio dość częsty mój rozmówca. Nie widziałam w tym żadnego problemu. Oczywiście jak nie ucierpi mój dom.
            - Tym razem nie zamierzasz wywarzać mi drzwi?- Zapytałam widząc minę chłopaka otworzyłam i gestem ręki pokazałam że ma wejść do środka. Chłopak uczynił to dość szybko. Spojrzał po mnie spojrzeniem jakiego nie znosiłam u niego. Jakby chciał mnie przejrzeć na wylot.
            - tam to wydarzenie to stare dzieje.- Powiedział nabierając powietrza w policzki. Dość dziwne uczucie więc mimo wolniej parsknęłam śmiechem dość szybko sprowadzona zostałam jednak do porządku czując silne uderzenie w tył głowy. Pomasowałam się po obolałym miejscu.
            - A to za co?
            - Za naśmiewanie się ze mnie. I bycie tak irytującą osobą.- Powiedział. Przecież nic takiego nie zrobiłam co mogłoby go irytować. Spojrzałam się na ziemię w milczeniu.
            - Napijesz się czegoś?- Zapytałam po chwili namysłu. Oczywiście aktualny nastrój kazał mi go wykopać za drzwi. Starałam się jednak tego nie pokazać po sobie. Długo czekałam na ten czas gdzie mogłabym spokojnie z nim porozmawiać i nie wylądować w szpitalu.
            - Tak.- Powiedział. Weszłam do kuchni nastawiając wodę i przygotowałam do kubków herbatę.
            - Jak tam rozmowa z owym człowiekiem?- Zapytał.
            - Ni jak.- Powiedziałam patrząc na niego podpierając się o blat. Moje spojrzenie utkwiło w oczach Nejiego. Milczeliśmy przez dłuższy czas spoglądając po sobie po czym oboje odwróciliśmy spojrzenia.
            - Powiedział że decyzja nie należy do niego.- Powiedziałam po dłuższym milczeniu. Może nie spoglądałam na niego wiedziałam że to on to robi. Zamknęłam oczy. Uderzając pięścią w blat.
            - To takie irytujące.- Warknęłam w prawdzie sama do siebie ignorując go całkowicie. Zacisnęłam dłonie w pięści. Przygryzające wargę. Gdy woda zaczęła w charakterystyczny sposób bulgotać zalałam herbatę i poszłam do pokoju siadając naprzeciwko chłopaka podając mu kubek. Trzymałam w dłoniach herbatę wypuściłam powietrze zwieszając zrezygnowana głowę.
            - Straciłam już chyba nadzieje Neji. – Wyszeptałam spoglądając na ziemię. Nie chciałam podnieść wzroku wiedząc że dojrzy w moich oczach jedynie łzy.
            - Nie zależnie co bym nie robiła nic się nie zmienia. Wytrwale trenuje. Wymyśliłam nawet własną technikę. Wstaję każdego dnia aby zacząć trening. Ale zawsze jest tak samo. Gdy przychodzi mi walczyć z przeciwnikiem dlaczego zawsze przegrywam. To jest frustrujące. – Powiedziałam. Przygryzłam bardziej wargę.
            - Nic nie mów.- Pokazałam palcem by go uciszyć. Neji jedynie spojrzał ze zdziwieniem na moją dłoń.
            - Ostatnie sytuacje uzmysłowiły mi, że nie jestem w stanie nic zmienić. Nie potrafię. Taka jest prawda Neji. Może i mam wspaniałych przyjaciół. Którzy widzą we mnie silną osobę nie jestem nią. – Powiedziałam odkładając kubek. Moich uszu doszedł niebezpiecznie zgrzytanie. Wiedziałam już co oznaczało. Denerwował się. Rzadko bowiem byłam aż tak wylewna. I to w dodatku przy Nejim.
            - Dlatego tak bardzo zależało mi na znalezieniu nauczyciela. Skoro sama nie jestem wstanie się poprawić. Potrzebuje osoby która mi w tym pomoże. Uznałam że Shizu jest odpowiednią osobą. Ale nawet w tej kwestii nie mogę nic zrobić. – Spojrzałam się na chłopaka delikatnie się uśmiechając. Oddychałam patrząc na niego z delikatnym uśmiechem. Widząc jak wypuszcza z ulgą powietrze zaśmiałam się tylko.
            - Sądziłeś, że się poddam? – Zapytałam pijąc herbatę z uśmiechem na twarzy.
            - Wiesz już raz się poddałaś.- Odpowiedział na moje pytanie. Oczywiście zdawałam sobie z tego sprawę. Głupio postąpiłam. Każdy popełnia jakieś błędy. Tak samo jak ja.
            - Wiem. Głupio zrobiłam.- Odezwałam się słysząc kolejne pukanie do drzwi. Zdziwiłam się. Zresztą nie tylko ja. Podeszłam do drzwi otwierając je. Osoba za która za nimi stała wywołała u mnie nie małe zaskoczenie.
            Dziś to zaskakujący dzień.
            Pomyślałam sama do siebie patrząc na Shizu, który aktualnie spoglądał w niebo. Oczywiście twarz zakrywała mu maska. Mogłam go rozpoznać. Otworzyłam drzwi szerzej aby wszedł do środka.
            - Muszę przyznać że nie spodziewałam się pana tu zastać.- Powiedziałam spoglądając na zdziwionego Nejiego.
            - Przypuszczam. – Powiedział Shizu patrząc na mojego towarzysza.
            - Jak zapewne wiesz to jest Neji.- Przedstawiłam go pokazując delikatnie ręką.
            - Proszę się rozgościć.- Poszłam do kuchni aby pomyć brudne naczynia. Zastanawiałam się jednak nad przyczyną przybycia owego mężczyzny.
            - Dziwię się że jeszcze się nie pozabijaliście.- Powiedział po chwili milczenia.
            - To stare dzieje. Aktualnie staramy się dogadywać bez użycia pięści. – Powiedziałam cicho się śmiejąc. Odwróciłam się do nich.
            - Dobrze to może dziwnie zabrzmieć ale co pana tu sprowadza?- Zapytałam zniecierpliwiona. Chciałam znać powód. Jakiś bynajmniej był.
            - Ah. No tak zapomniałbym. – Powiedział spokojnym tonem podpierając ręką.
            - Jutro o świcie wyruszamy.- Powiedział ignorując moją zdziwioną minę. – Na dwa góra trzy lata będziemy trenować poza wioską. Ale bądź przygotowana że to nie będą zwykłe mrzonki. Nie będę sympatycznym człowieczkiem który będzie cię chwalił za wszystko. Wyruszamy i ty wypełniasz każde moje polecenie. Jeśli rozkażę ci walczyć, robisz to. Jeśli każe ci uciekać, wykonujesz polecenie. Zrozumiano? Jak tak to widzimy się o piątej. Nie spóźnij się.- Powiedział zmieniając się w kłęby dymu.
            - Klon?- Wyszeptałam zdziwiona patrząc na Nejiego z otwartą szeroko miną. Nie wiedząc co właśnie się wydarzyło usiadłam na krześle.
            - Wiesz chyba jednak udało ci się spełnić marzenie. Zyskałaś nauczyciela.- Powiedział Neji delikatnie czochrając moje włosy z szerokim uśmiechem.
            - Moje Gratulacje Ami.- Powiedział podchodząc do drzwi.
            - D…Dziękuje Neji.- Wyszeptałam delikatnie zarumieniona. Nowa wersja Nejiego była nawet całkiem fajna.
            - Ami… - Zaczął otwierając drzwi aby opuścić moje mieszkanie.
            - Pierwszą walkę po powrocie rezerwuje ja. I nie waż mi się walczyć z kimś innym po powrocie. – Zaśmiał się.
            - Nie obiecuje. –Zawołałam za nim gdy całkowicie znikł. Podskoczyłam radośnie.
~*~
Następnego dnia tuż przed świtam tak jak to uzgadnialiśmy sprawdzałam dokładnie czy jestem wystarczająco przygotowana na ową podróż. Nie zdążyłam się z większością pożegnać. Wszystkie grupy z mojej klasy mieli aktualnie misje. Z resztą jak Midori oraz Akai. Na co byłam wściekła. Też chciałam iść.
            Ubrałam plecak i pogasiłam wszędzie światła zamykając drzwi na klucz po czym udałam się w kierunku bramy wyjściowej. Na mojej twarzy gościł uśmiech. Nie potrafiłam się teraz nie cieszyć. Mimo iż wiedziałam że to nie będzie takie łatwe przeżycie. Mimo tego była bardzo szczęśliwa. Zatrzymałam się widząc jak Shizu rozmawia z Gayem. Do mnie podbiegła Tenten delikatnie rzucając się na szyje.
            - Powodzenia.- Powiedziała radosnym głosem. Pokiwałam jedynie głową obejmując przyjaciółkę na pożegnanie.
            - Lee. Nie daj się. Idź za swoimi marzeniami. Mam nadzieję że jak wrócę będziesz silniejszy niż ostatnio. – Powiedziałam chłopak uśmiechnął się szeroko opierając się o kule.
            - No pewnie Ami.- Zawołał radośnie.
            - Ami idziemy!- Zawołał Shizu idąc już ścieżką. Podbiegłam do niego machając im jeszcze na pożegnanie i zniknęłam za zakrętem. 
            - Pamiętaj. Czasem może być tak że będę musiał zniknąć na pewien czas by wykonać misję. – Powiedział stanowczo. Kiwnęłam twierdząco głową.
            - Proszę się o to nie martwić. Rozumiem. Znajdę coś do roboty. Mam parę rzeczy których muszę się dowiedzieć.- Powiedziałam czując spojrzenie na sobie po czym poczochrał moje włosy.
            - Jesteś gotowa na długi trening?
            - Oczywiście!- Zawołałam idąc koło niego w spokoju. W nieznanym mi kierunku. Mimo to wiedziałam, że będzie tylko lepiej. Musiałam się poprawić. Jeśli chcę ochronić bliskie mi osoby, mój dom. Musiałam się zmienić. To odpowiedni czas aby dorosnąć.

1 komentarz: