~Neji~
Oddychałem
nie spokojnie. Nie potrafiłem tego opanować. Drżenie rąk, niespokojny oddech,
walenie serca. Mimo że zaprzeczałem. Zapierałem się rękoma, nogami wszystkim,
co było możliwe. Martwiłem się. O to jak to zniesie Hinata… Pozostali.
Słyszałem
za sobą kroki pozostałych. Nie musiałem rozglądać się, aby dostrzec na ich
twarzach niepokój. Nie dziwiłem się im. Wszedłem pośpiesznie przez drzwi
kierując swoje kroki do schodów, wchodząc po kilka stopni by dostać się jak
najszybciej to mogło być.
Jak
mogłem tego nie dostrzec?
Pokręciłem
przecząco głową wchodząc na korytarz, z którego dochodziły ożywione rozmowy
Joninów. Spojrzałem na nich.
-
Akai co się stało?- Powiedział brązowowłosy mężczyzna- Sensei Akai’a i Midori.
-
Eh…- Wydukał jedynie chłopak. Jego dłonie kurczowo trzymały ochraniacz
dziewczyny. Drżał. Widziałem jak się bał, niepokoił. Sama myśl o tym
przyprawiała go o mdłości. Przed moim oczami nie było ucieczki. Takie rzeczy od
razu dostrzegałem. Akai starał się właśnie teraz skulić. Jakby nie musieć do
tego wracać.
-
Żadne Ehm.- Powiedział podenerwowany Shiowase spoglądając na niego i podszedł.
Oparł się o ścianę trzymając ręce w kieszeniach.
-
Jeśli nam nie powiesz nie będę w stanie, co kolwiek zrobić. Może ten, który to
zrobił jest w ciąż w wiosce. – Powiedział. Dostrzegłem jak chłopak delikatnie
wzdryga się na samą myśl o tym. Zaciska dłonie w pięści. Wypuszcza gwałtownie
powietrze. Był wściekły. Bez dwóch zdań.
Koło
mnie w końcu dotarli pozostali. Zatrzymali się. Milcząc.
-
Akai…- Zaczął ponowienie Shiowase. Spoglądał na ziemię. Był zmieszany?
Przygnębiony? Może?
Delikatnie
dotknął swojego czoła zasłaniając lewe oko i wypuścił ciężko powietrze.
-
Zdaje sobie sprawę z tego, co czujecie. Tamtego dnia nie tylko ty, Midori czy
nawet ja straciliśmy cenną osobę. – Zaczął nie patrząc na swojego
podopiecznego. Usiadłem koło Gaary spoglądając na Midori. Siedziała teraz
skulona z głową oparto o kolana. Płakała.
-
śmierć Suwaru była potwornym bólem. Nie tylko dla nas, lecz dla wszystkich. Dla
Ami… - Powiedział cicho. Ledwie słyszalnym głosem. Mimo to było go słychać.
Jego głos odbijał się echem. Zamknąłem oczy. Śmierć Suwaru… Pokręciłem
przecząco głową.
-
Miałem złe przeczucia. Gdybym odprowadził ją do domu. Gdybym…. Wiedzieliśmy, że
coś jest nie tak.- Powiedział podnosząc wzrok. Nie ukrywał już łez. Nie mógł.
To było zbyt wiele dla niego. Nawet dla niego.
-
Spóźniała się. To nie było w jej stylu. Postanowiliśmy jej poszukać. Mimo tego
przeszukaliśmy całą wioskę. Bez rezultatu. Ten niepokój się nasilał.
Wiedziałem, że coś musiało się jej stać. Nie wystawiłaby nas. Nie Ami. Zbyt
mocno jej zależało na tym spotkaniu. – Powiedział cichym głosem zamknął oczy
wypuszczając powietrze. Czuł ulgę.
-
Natrafiliśmy na jej znajomych. Hinata powiedziała, że mogła udała się na
skróty.
-
Skróty? Do jej domu?- Zdziwił się. Chyba nie tylko on jeden. Muszę przyznać.
Sam byłem zdziwiony słysząc o tym od Hinaty. Zdawało mi się, że znam każdy
możliwy zakamarek wioski. Tym bardziej trasę do domu Ami.
-
Do niej nie ma skrótów.- Powiedziała zdziwiona Kurenai. W prawdzie nie tylko
ona się tym faktem zdziwiła.
-
Tak się nazywa jej trasa treningowa. Sam się zdziwiłem, że istnieje ta ścieżka.
Udałem się tam bez wahania. Gdy dobiegłem do wolnej przestrzeni. – Przerwał
zaciskając dłonie na spodniach, zamykając oczy. Oddychał szybciej. Starał się
uspokoić. Przysłuchiwałem się uważnie. W prawdzie nie tylko ja.
-
Dostrzegłem miejsce jakby toczyła się tam walka. Połamane drzewa, kratery w
ziemi. Po chwili dostrzegłem ochraniacz jak i krew. Zamarłem. Byłem przerażony.
Sensei.- Powiedział zasłaniając twarz. Widziałem jak stara się wyrzucić z
pamięci ten widok. Jego ciało drżało.
-
Podniosłem wzrok. W tedy ją dostrzegłem. Leżała nie opodal drzewa na brzuchu.
Podbiegłem tam.- Powiedział spoglądając na zakrwawione dłonie. Po czym wypuścił
gwałtownie powietrze.
-
Pełno było krwi. Patrzała na mnie pustym spojrzeniem. A najgorsze było to, że
mówiła identycznie jak Suwaru. – Powiedział, a po policzkach Akai’a pociekły
łzy. Zasłonił twarz.
-
Wziąłem ją na ręce i pobiegłem do wioski. Chciałem zabrać ją do szpitala.
Widziałem jak słabła. Nie chciałem by to się powtórzyło. Chciała coś mi
powiedzieć.- Powiedział prostując się i zamknął oczy.
-
Co takiego?- Zapytał spokojnie Shiowase spoglądając na swojego ucznia
delikatnie gładząc swoje ramię.
-
Nic im nie powiedziałam.- Powiedział chłopak spoglądając na niego widząc jak
pozostali zastygli.
-
Jesteś pewny?
-
Oczywiście, że jestem!- Warknął zdenerwowany chłopak spoglądając na
nauczycieli. Jego ramiona drgały.
-
Kurwa!- Krzyknął i uderzył w ścianę spoglądając na ziemię.
-
Akai!- Krzyknęła Midori spoglądając na chłopaka podchodząc bliżej i objęła go
delikatnie wokół pasa chowając twarz w jego plecach. Chłopak jedynie zastygł
spoglądając na ziemię. Wziął kilka wdechów i spojrzał się na dziewczynę.
Spokojniej.
Moje
spojrzenie utkwiło w szperających nauczycielach po czym złapałem Akai’a jak i
Midori za ramiona po czym podszedłem do drzwi. Czerwono włosy chłopak spojrzał
się na niego z szokiem wymalowanym na twarzy.
-
Idziemy.- Powiedziałem spokojnie nawet mnie to zdziwiło. Nie chciałem patrzeć
jak cierpią. Dlaczego? Czy aż tak bardzo się zmienił po walce z Naruto?
Wyprowadził sprzeciwiającą się dwójkę a pozostali wyszli nie rozumiejąc jego
zachowania.
-
Neji co ty odwalasz!- Warknął Akai szamocząc się. Ścisnąłem jedynie mocniej
jego ramię.
-
Za prowadź nas w tamte miejsce.- Powiedziałem mu do ucha. Wiedziałem, że tylko
tak da się go namówić. Czerwono włosy jedynie pokiwał głową i zaczął iść w
milczeniu ignorując obecność pozostałych.
-
Hinata-sama zostań tutaj.- Powiedział spoglądając na dziewczynę, która chciała
iść z nimi. Znał ją i wiedział jakby zareagowała na to. – Powiesz nam kiedy
skończą ją leczyć.- Powiedział patrząc na nią.
-
Dobrze Neji-nisan.- Powiedziała znikając ponownie w murach szpitala.
~&~
Dotarcie
na miejsce zajęło nam trochę czasu. Mogłem dostrzec na mijanych nas drzewach
ślady po treningach, złości, nieradności. Zamknąłem oczy kierując się w
milczeniu. Akai zatrzymał swoje kroki wypuszczając głośno powietrze.
-
Co…- Urwała Sakura rozglądając się po zniszczeniach i zadrżała.
-
Jesteśmy na miejscu. – Powiedziałem i aktywowałem Byakugana. Nadaremno niczego
nie dostrzegłem delikatnie dotknąłem drzewa spoglądając na ziemię gdzie była
plama krwi zmrużyłem oczy delikatnie dotykając ziemi. Wyraźnie można było
dostrzec krwawy odcisk butów. Zacisnął dłonie. Stały tu dwie osoby. Spojrzałem
się na Kibę, który zasłonił nos.
-
Coś nie tak?- Zapytał Shino nie patrząc na znajomego.
-
To zapach krwi. Czuję jakby nas otaczał. A twoje robaki?- Zapytał spoglądając
na Shino, który rozłożył ręce, z których wyleciały robaki i usiadały dosłownie
na każdym możliwym zakamarku. Ino złapała się za usta powstrzymując zwrócenie
obiadu.
-
Toczyła zaciętą walkę. – Powiedział Kankuro rozglądając się po owym miejscu.
Rozglądałem się uważnie spoglądając na Tenten jak i Lee. Milczeli. Przyglądali
się uważnie zniszczeniom.
-
Z kim mogła tak walczyć? Przecież jest tylko Gninem. Powinna udać się po
Jonina? To jest głupota i lekkomyślność.- Powiedziała Sakura spoglądając na
krater. – Ona przeżyje to?- Zapytała cofając się przed rozwścieczonym Akai’a.
Gdyby nie Midori już dawno by rozpętała się druga walka.
-
Nie znasz jej!- Warknął Akai.
-
I kto to mówi? Nigdy się nią nie interesowaliście.-Powiedziała patrząc na
niego. Podniosłem wzrok spoglądając na różowowłosą dziewczynę.
-
Nie kłóćcie się. To nie czas na to. Ami nie da się tak łatwo
zabić.-Powiedziałem czując zdziwione spojrzenia. Zamknąłem oczy oddychając
spokojnie.
-
Skąd ty to możesz wiedzieć?
-
Jak by było inaczej już wąchałaby kwiatki od spodu. Byłbym osobą, która ją
uśmierciła.- Powiedziałem z uśmiechem na twarzy przypominając sobie nasze
walki. Naprawdę starałem się ja za każdym razem zabić. Pragnienie to
przyprawiało mnie o dreszcze. Teraz się tego brzydzę, ale wcześniej… Ból,
cierpienie, strach w oczach kogokolwiek sprawiały mi radość. Walka z nią była
inna niż Hinaty czy Lee. Przy nich się kontrolowałem. Ami to co innego.
Naprawdę pragnąłem jej śmierci.
-
Neji…- usłyszałem głos Tenten. Delikatnie potrząsnąłem przecząco głową.
-
Nie zaprzeczaj… Nie raz widzieliście nasze walki. – Powiedziałem spoglądając na
ziemię dotykając krater.
-
Oczywiście. I wielokrotnie staraliśmy się was powstrzymać.- Powiedziała Tenten
zbierając broń by ją sprawdzić.
-
Aby znaleźć tych którzy tu byli liczą się pierwsze godziny. Z tego co zdążyłem
się dowiedzieć o Ami. To to że nie poddaje się.– Powiedział Gaara rozglądając
się wokoło.
- Do czego zmierzasz?- Zapytała Sakura
spoglądając na niego.
- Że tutaj nie znajdziemy żadnych śladów. To
nie są zwykli Shinobi. Dostali się do wioski nie postrzeżenie. – Powiedziałem
zamykając oczy. Taka była prawda.
~Hinata~
Siedziałam
w milczeniu pod salą. Jonini udali się na rozmowę z pozostałymi o zaistniałej
sytuacji. Ja czekałam na jakikolwiek znak. Zaciskałam delikatnie dłonie w
pięści powstrzymując łzy.
Zawsze
we mnie wierzyła. Nigdy nie bała się przyznać się, że jest słaba. Zawsze
stawiała czoła swoim kłopotom. Zawsze robiła to sama.
Zawsze…
Usłyszałam
otwierając się drzwi. Moja głowa skierowała się na medyka.
-
Co z nią. – Powiedziałam nagle podbiegając do niego.- Przeżyje? Jak się czuje?
Mogę do niej wejść?- Moja natura wzięła nade mną górę. Nie ważne ile bym
starała się nie potrafiłam tego zmienić.
-
Spokojnie.- Usłyszałam głos jednego z medyków. Miał typowy strój osoby
pracującej w szpitalu. Przez czepek nie było widać jakie ma włosy. Lecz z
twarzy wydawał się uprzejmy.
-Jak
mam być spokojna.- Powiedziałam spoglądając w jego kierunku. Moje ręce drżały.
Moja przyjaciółka leży ledwie żywa. Zaatakowana przez jakiś ludzi. I tylko ona
zdaje sobie sprawę jak oni wyglądali.
-
Przeżyć przeżyje. To silna dziewczyna. Nie raz wychodziła żywo z opresji. Ale…-
Powiedział jego towarzysz. Można było dostrzec u niego zmęczenie. Aż tak ciężko
z nią było?
Zamknęłam
oczy, aby ochłonąć. Wypuściłam powoli powietrze.
-
Jakie ale…- Powiedziałam nie otwierając oczu. Nie chciałam jak na razie na nich
patrzeć. Bałam się. Tego co zamierzają powiedzieć. „Ale” zawsze złe wróżyło.
-
Przez pewien czas będzie nieprzytomna. Nie wiemy, kiedy się obudzi.- Powiedział
lekarz, który zawsze leczył Ami. Często żartowaliśmy sobie, że robiła to
specjalnie na jego zmianie. Albo stara się zwiększyć jego doświadczenie
zawodowe.
-
Jak to?- Zapytałam słysząc, że będzie nie przytomna. To tylko bardziej
komplikuje sprawę. Oddychałam teraz szybciej.
Jak ich my teraz
znajdziemy?
Pomyślałam
spoglądając na każdego z lekarzy. Musieli dostrzec moje spojrzenie i wyraz
twarzy gdyż gwałtownie wypuścili powietrze.
-
Fizyczne rany goją się w zaskakującym tępię. Można powiedzieć, że wyglądała
gorzej niż to było prawdą. Musi odpocząć.
-
Mogę wejść?
-
Tylko na chwilkę – Usłyszałam głos znikającego za zakrętem lekarza. Weszłam
powolnym krokiem do Sali spoglądając na zabandażowane działo znanej mi
dziewczyny. Wydawała się jakby miała zaraz się obudzić. Podeszłam do jej łóżka
delikatnie dotykając dłoni. Chciałam się upewnić.
Ciepła
Odetchnęłam
z ulgą. A jednak żyła. Nic jej nie zagrażało. Kamień spadł mi z serca. Jej
twarz zdawała się spokojna. Na szyi było widać bandaż pewnie ciągną się dalej
pod kołdrą.
-
Ami….- Wyszeptałam siadając na krzesełku. Może powinnam była przywyknąć do
tego. Ami niezliczoną ilość lądowała w szpitalu. Zawsze wychodząc z tego cało.
A może nawet stawała się silniejsza. Mimo tego nie mogłam pozbyć się tego
niepokoju.
-
W coś ty się znów wpakowała?- Zapytałam. Pytanie retoryczne. Delikatnie
dotknęłam jej bladej twarzy.
-
Co się tam stało?- Kolejne pytanie na które nie usłyszę odpowiedzi. Poprawiłam
jej kołdrę i oparłam głowę starając się wymyślić co mogło się wydarzyć.
Oczywiście wiedziałam co moja głowa mi pokarze.
-
Walczyłaś.- Stwierdziłam oczywisty fakt. Czy kiedyś widziałam ją niewalczącą?
Nie.. Nie osobiście. Oczywiście. Ale słyszałam rozmowę Nejiego. Ami prosiła o
śmierć. Nie mogłam w to uwierzyć. W całej klasie uchodziła za osobę nie
ustraszoną. A tu…Pragnienie śmierci, aby uratować innych. Bez zawahania? Dziecko
z akademii.
-
Jak zwykle. Zazdroszczę ci odwagi.- Dodałam z delikatnym uśmiechem. Zwykle
byłam słaba, cicha, spokojni, niezdecydowana. Natomiast ona była moim
przeciwieństwem. Silna i zdecydowana. Wiedziała zawsze to czego chciała. I
dążyła do tego.
-Siły…-
Powiedziałam zamykając oczy.
-
Fizycznej…- Powiedziałam cichym głosem. Nie każdy by przeżył z takimi ranami.
Nie tylko w tej walce, ale i innych.
-
Ale też i psychicznej. Bądź mentalnej.- Powiedziałam odgarniając kosmyk włosów.
Nie każdy podniósłby się po takich przeżyciach.
-
Musisz wyzdrowieć. Każdy się
martwi. Wiesz nawet Akai i Midori. Nie.
Raczej oni przede wszystkim.- Powiedziałam z uśmiechem. Ciekawe czy słyszała co
do niej mówię. Czy czuje powiew wiatru? Dotyk na swojej dłoni?
Ja pamiętałam?
Pomyślałam
przekręcając głowę w bok. Zastanawiając się nad walką z Nejim.
Nie. Obudziłam się
w szpitalu. Nie słyszałam siostry ani nikogo.
Zmarszczyłam
brwi czując coś. Miała mocno zaciśniętą dłoń. Medycy to przeoczyli. Starali się
ją utrzymać przy zdrowiu.
Delikatnie
odwróciłam jej dłoń otwierając i wyjmując kawałek jakiegoś materiału. Nigdy go
nie widziałam.
Czarny…
Delikatnie
rozwinęłam go w dłoniach.
Czerwone chmury…
Wstałam
po chwili spoglądając na materiał. Jak zwykle starasz się.
-
Zdrowiej Ami.- Powiedziałam i wybiegłam z Sali. Pobiegłam przez korytarz
słysząc za sobą krzyki pielęgniarki „ w szpitalu się nie biega”. Zeskoczyłam z
dwóch ostatnich schodków i wybiegłam ze szpitala. Teraz moim głównym celem było
znalezienie Joninów. Wiedziałam, że ten materiał musiał coś znaczyć. Ami bez
powody tak mocno go by nie trzymała. Nawet teraz, gdy jest nie przytomna. Cały
czas stara się nam coś powiedzieć.
Biegłam
przed siebie rozglądając się po wiosce. Im bliżej byłam pałacu Hokage tym
głośniejszą wrzawę słyszałam. Byłam pewna, że tam ich znajdę. Muszą
przedyskutować. Co robić? Jak ochronić wioskę? Każdy Ninja zadaje sobie te
pytania.
Kurenai
jak i pozostali stali tuż przy wejściu do pałacu. Przeciskałam się przez tłum.
Gdy w końcu tego dokonałam spojrzałam się w kierunku Sensei.
-
Hinata?- Usłyszałam głos mistrzyni. Podeszłam do niej jak i pozostałych.
-
Co z nią?- Odezwał się mężczyzna o brązowych włosach. Na plecach miał katanę.
Mogłam wnioskować, że to właśnie Sensei Ami. . Shiowase Moretsu jak mnie pamięć
nie myliła.
-
Lekarze już skończyli ją leczyć powiedzieli, że przeżyje. Tylko będzie
nieprzytomna… nie wiedzą, kiedy odzyska przytomność. – Powiedziałam spokojnym głosem ściskając
materiał w dłoni.
-
To źle! Nie dowiemy się kto jest w wiosce.- Powiedział na głos Kotetsu-san.
Jeden ze strażników Wielkiej Bramy.
-
Jak ich znajdziemy?- Usłyszałam z tłumu nie spokojny głos. Zacisnęłam dłonie
spoglądając na nich.
-
Kogo szukać?
-
Jaki jest ich cel?
-
Jak się tu dostali?
-
Spokojnie.- Uciszył ich Shiowase gestem ręki. Widać, że też był niespokojny tą
całą sytuacją. W końcu to jego podopieczna leży ledwie żywa.
-
Shiowase jak mamy być spokojni. Wioska jest zagrożona
-
Przepraszam, że przeszkodzę. Może i Ami
jest nie przytomna, ale nie poddała się. Medycy to przeoczyli byli zajęci jej
leczeniem. Ale w dłoni ściskała kawałek tego materiału namęczyłam się by go
wyciągnąć. Jest poplamiony i brudny. –
Powiedziałam wyciągając rękę, w której trzymałam kawałek materiału. Prawie
każdy zareagował tak samo. Zmarszczyli nos zastanawiając się co to jest. Raczej
do kogo należał kawałek materiału. Prawie każdy. Moją uwagę przykuła reakcja
Kakashi’ego. Momentalnie napiął wszystkie mięśnie ciężej oddychają. Wiedziałam,
że wie czyje to jest.
-
Nie…- Wyszeptała i wyciągnął rękę po materiał.
-
Czarny… Czerwone Chmury…- Wyszeptał delikatnie przyglądając się materiałowi. Po
czym uformował pieczęcie i przywołał swoje psy.
-
Pakun mam robotę dla was. Znajdźcie mi wściela i to szybko.- Powiedział
zaniepokojony.
-
Kakashi wiesz coś?- Zapytał Shiowase spoglądając na niego delikatnie kładąc
rękę na jego ramieniu.
-
Jiraya-san… Czy to możliwe żeby oni… przy…- Urwał Kakashi. Ignorując całkowicie
otoczenie. Pogrążył się całkowicie w swoim monologu. Po chwili jednak
wyprostował się.
-
Nic im nie powiedziałam…- Wyszeptał spoglądając na znajomych po czym w moim
kierunku. Zmarszczyłam brwi. Te zdanie powiedziała Ami do Akai’a gdy ją
znalazł.
-Jraya-
san wyruszył z Naruto po Tsunade? – Zawołał po chwili namysłu. Podbiegł do
skrzyżowania spoglądając na swoje psy, które złapały trop.
-
Tak dwie godziny temu.- Odpowiedział Kotetsu na pytanie Każącego.
-
To dobrze. Obstawcie mury i zawiadomcie ANBU. Kurenai, Asuma idziecie ze mną. –
Zawołał i popatrzył się na znajomych, którzy dołączyli do niego. Czekając na
jakieś wyjaśnienia.
-
Wyjaśnię po drodze nie ma czasu do stracenia ruszamy. – Powiedział znikając z
pozostałą dwójką. Stałam spoglądając w miejsce gdzie przed chwilą byli.
-
Nie martw się. Ami nie da się tak łatwo.- Poczułam na ramieniu czyjś dotyk.
Spojrzałam się na Shiowase i nikle się uśmiechnęłam. Nie o to się
martwiłam. Tylko o to co się stanie z
wioską, mieszkańcami, przyjaciółmi.
Wow, nieźle, że udało jej się urwać część płaszcza Akatsuki! Dzielna Ami! :D
OdpowiedzUsuń