sobota, 1 czerwca 2019

56: Najważniejsze są pierwsze godziny na znalezienie wroga.



~Neji~
Oddychałem nie spokojnie. Nie potrafiłem tego opanować. Drżenie rąk, niespokojny oddech, walenie serca. Mimo że zaprzeczałem. Zapierałem się rękoma, nogami wszystkim, co było możliwe. Martwiłem się. O to jak to zniesie Hinata… Pozostali.
Słyszałem za sobą kroki pozostałych. Nie musiałem rozglądać się, aby dostrzec na ich twarzach niepokój. Nie dziwiłem się im. Wszedłem pośpiesznie przez drzwi kierując swoje kroki do schodów, wchodząc po kilka stopni by dostać się jak najszybciej to mogło być.
Jak mogłem tego nie dostrzec?
Pokręciłem przecząco głową wchodząc na korytarz, z którego dochodziły ożywione rozmowy Joninów. Spojrzałem na nich.
- Akai co się stało?- Powiedział brązowowłosy mężczyzna- Sensei Akai’a i Midori.
- Eh…- Wydukał jedynie chłopak. Jego dłonie kurczowo trzymały ochraniacz dziewczyny. Drżał. Widziałem jak się bał, niepokoił. Sama myśl o tym przyprawiała go o mdłości. Przed moim oczami nie było ucieczki. Takie rzeczy od razu dostrzegałem. Akai starał się właśnie teraz skulić. Jakby nie musieć do tego wracać.
- Żadne Ehm.- Powiedział podenerwowany Shiowase spoglądając na niego i podszedł. Oparł się o ścianę trzymając ręce w kieszeniach.
- Jeśli nam nie powiesz nie będę w stanie, co kolwiek zrobić. Może ten, który to zrobił jest w ciąż w wiosce. – Powiedział. Dostrzegłem jak chłopak delikatnie wzdryga się na samą myśl o tym. Zaciska dłonie w pięści. Wypuszcza gwałtownie powietrze. Był wściekły. Bez dwóch zdań.
Koło mnie w końcu dotarli pozostali. Zatrzymali się. Milcząc.
- Akai…- Zaczął ponowienie Shiowase. Spoglądał na ziemię. Był zmieszany? Przygnębiony? Może?
Delikatnie dotknął swojego czoła zasłaniając lewe oko i wypuścił ciężko powietrze.
- Zdaje sobie sprawę z tego, co czujecie. Tamtego dnia nie tylko ty, Midori czy nawet ja straciliśmy cenną osobę. – Zaczął nie patrząc na swojego podopiecznego. Usiadłem koło Gaary spoglądając na Midori. Siedziała teraz skulona z głową oparto o kolana. Płakała.
- śmierć Suwaru była potwornym bólem. Nie tylko dla nas, lecz dla wszystkich. Dla Ami… - Powiedział cicho. Ledwie słyszalnym głosem. Mimo to było go słychać. Jego głos odbijał się echem. Zamknąłem oczy. Śmierć Suwaru… Pokręciłem przecząco głową.
- Miałem złe przeczucia. Gdybym odprowadził ją do domu. Gdybym…. Wiedzieliśmy, że coś jest nie tak.- Powiedział podnosząc wzrok. Nie ukrywał już łez. Nie mógł. To było zbyt wiele dla niego. Nawet dla niego.
- Spóźniała się. To nie było w jej stylu. Postanowiliśmy jej poszukać. Mimo tego przeszukaliśmy całą wioskę. Bez rezultatu. Ten niepokój się nasilał. Wiedziałem, że coś musiało się jej stać. Nie wystawiłaby nas. Nie Ami. Zbyt mocno jej zależało na tym spotkaniu. – Powiedział cichym głosem zamknął oczy wypuszczając powietrze. Czuł ulgę.
- Natrafiliśmy na jej znajomych. Hinata powiedziała, że mogła udała się na skróty.
- Skróty? Do jej domu?- Zdziwił się. Chyba nie tylko on jeden. Muszę przyznać. Sam byłem zdziwiony słysząc o tym od Hinaty. Zdawało mi się, że znam każdy możliwy zakamarek wioski. Tym bardziej trasę do domu Ami.
- Do niej nie ma skrótów.- Powiedziała zdziwiona Kurenai. W prawdzie nie tylko ona się tym faktem zdziwiła.
- Tak się nazywa jej trasa treningowa. Sam się zdziwiłem, że istnieje ta ścieżka. Udałem się tam bez wahania. Gdy dobiegłem do wolnej przestrzeni. – Przerwał zaciskając dłonie na spodniach, zamykając oczy. Oddychał szybciej. Starał się uspokoić. Przysłuchiwałem się uważnie. W prawdzie nie tylko ja.
- Dostrzegłem miejsce jakby toczyła się tam walka. Połamane drzewa, kratery w ziemi. Po chwili dostrzegłem ochraniacz jak i krew. Zamarłem. Byłem przerażony. Sensei.- Powiedział zasłaniając twarz. Widziałem jak stara się wyrzucić z pamięci ten widok. Jego ciało drżało.
- Podniosłem wzrok. W tedy ją dostrzegłem. Leżała nie opodal drzewa na brzuchu. Podbiegłem tam.- Powiedział spoglądając na zakrwawione dłonie. Po czym wypuścił gwałtownie powietrze.
- Pełno było krwi. Patrzała na mnie pustym spojrzeniem. A najgorsze było to, że mówiła identycznie jak Suwaru. – Powiedział, a po policzkach Akai’a pociekły łzy. Zasłonił twarz.
- Wziąłem ją na ręce i pobiegłem do wioski. Chciałem zabrać ją do szpitala. Widziałem jak słabła. Nie chciałem by to się powtórzyło. Chciała coś mi powiedzieć.- Powiedział prostując się i zamknął oczy.
- Co takiego?- Zapytał spokojnie Shiowase spoglądając na swojego ucznia delikatnie gładząc swoje ramię.
- Nic im nie powiedziałam.- Powiedział chłopak spoglądając na niego widząc jak pozostali zastygli.
- Jesteś pewny?
- Oczywiście, że jestem!- Warknął zdenerwowany chłopak spoglądając na nauczycieli. Jego ramiona drgały.
- Kurwa!- Krzyknął i uderzył w ścianę spoglądając na ziemię.
- Akai!- Krzyknęła Midori spoglądając na chłopaka podchodząc bliżej i objęła go delikatnie wokół pasa chowając twarz w jego plecach. Chłopak jedynie zastygł spoglądając na ziemię. Wziął kilka wdechów i spojrzał się na dziewczynę. Spokojniej.
Moje spojrzenie utkwiło w szperających nauczycielach po czym złapałem Akai’a jak i Midori za ramiona po czym podszedłem do drzwi. Czerwono włosy chłopak spojrzał się na niego z szokiem wymalowanym na twarzy.
- Idziemy.- Powiedziałem spokojnie nawet mnie to zdziwiło. Nie chciałem patrzeć jak cierpią. Dlaczego? Czy aż tak bardzo się zmienił po walce z Naruto? Wyprowadził sprzeciwiającą się dwójkę a pozostali wyszli nie rozumiejąc jego zachowania.
- Neji co ty odwalasz!- Warknął Akai szamocząc się. Ścisnąłem jedynie mocniej jego ramię.
- Za prowadź nas w tamte miejsce.- Powiedziałem mu do ucha. Wiedziałem, że tylko tak da się go namówić. Czerwono włosy jedynie pokiwał głową i zaczął iść w milczeniu ignorując obecność pozostałych.
- Hinata-sama zostań tutaj.- Powiedział spoglądając na dziewczynę, która chciała iść z nimi. Znał ją i wiedział jakby zareagowała na to. – Powiesz nam kiedy skończą ją leczyć.- Powiedział patrząc na nią.
- Dobrze Neji-nisan.- Powiedziała znikając ponownie w murach szpitala.
~&~
Dotarcie na miejsce zajęło nam trochę czasu. Mogłem dostrzec na mijanych nas drzewach ślady po treningach, złości, nieradności. Zamknąłem oczy kierując się w milczeniu. Akai zatrzymał swoje kroki wypuszczając głośno powietrze.
- Co…- Urwała Sakura rozglądając się po zniszczeniach i zadrżała.
- Jesteśmy na miejscu. – Powiedziałem i aktywowałem Byakugana. Nadaremno niczego nie dostrzegłem delikatnie dotknąłem drzewa spoglądając na ziemię gdzie była plama krwi zmrużyłem oczy delikatnie dotykając ziemi. Wyraźnie można było dostrzec krwawy odcisk butów. Zacisnął dłonie. Stały tu dwie osoby. Spojrzałem się na Kibę, który zasłonił nos.
- Coś nie tak?- Zapytał Shino nie patrząc na znajomego.
- To zapach krwi. Czuję jakby nas otaczał. A twoje robaki?- Zapytał spoglądając na Shino, który rozłożył ręce, z których wyleciały robaki i usiadały dosłownie na każdym możliwym zakamarku. Ino złapała się za usta powstrzymując zwrócenie obiadu.
- Toczyła zaciętą walkę. – Powiedział Kankuro rozglądając się po owym miejscu. Rozglądałem się uważnie spoglądając na Tenten jak i Lee. Milczeli. Przyglądali się uważnie zniszczeniom.
- Z kim mogła tak walczyć? Przecież jest tylko Gninem. Powinna udać się po Jonina? To jest głupota i lekkomyślność.- Powiedziała Sakura spoglądając na krater. – Ona przeżyje to?- Zapytała cofając się przed rozwścieczonym Akai’a. Gdyby nie Midori już dawno by rozpętała się druga walka.
- Nie znasz jej!- Warknął Akai.
- I kto to mówi? Nigdy się nią nie interesowaliście.-Powiedziała patrząc na niego. Podniosłem wzrok spoglądając na różowowłosą dziewczynę.
- Nie kłóćcie się. To nie czas na to. Ami nie da się tak łatwo zabić.-Powiedziałem czując zdziwione spojrzenia. Zamknąłem oczy oddychając spokojnie.
- Skąd ty to możesz wiedzieć?
- Jak by było inaczej już wąchałaby kwiatki od spodu. Byłbym osobą, która ją uśmierciła.- Powiedziałem z uśmiechem na twarzy przypominając sobie nasze walki. Naprawdę starałem się ja za każdym razem zabić. Pragnienie to przyprawiało mnie o dreszcze. Teraz się tego brzydzę, ale wcześniej… Ból, cierpienie, strach w oczach kogokolwiek sprawiały mi radość. Walka z nią była inna niż Hinaty czy Lee. Przy nich się kontrolowałem. Ami to co innego. Naprawdę pragnąłem jej śmierci.
- Neji…- usłyszałem głos Tenten. Delikatnie potrząsnąłem przecząco głową.
- Nie zaprzeczaj… Nie raz widzieliście nasze walki. – Powiedziałem spoglądając na ziemię dotykając krater.
- Oczywiście. I wielokrotnie staraliśmy się was powstrzymać.- Powiedziała Tenten zbierając broń by ją sprawdzić.
- Aby znaleźć tych którzy tu byli liczą się pierwsze godziny. Z tego co zdążyłem się dowiedzieć o Ami. To to że nie poddaje się.– Powiedział Gaara rozglądając się wokoło.
-  Do czego zmierzasz?- Zapytała Sakura spoglądając na niego.
-  Że tutaj nie znajdziemy żadnych śladów. To nie są zwykli Shinobi. Dostali się do wioski nie postrzeżenie. – Powiedziałem zamykając oczy. Taka była prawda.
~Hinata~
Siedziałam w milczeniu pod salą. Jonini udali się na rozmowę z pozostałymi o zaistniałej sytuacji. Ja czekałam na jakikolwiek znak. Zaciskałam delikatnie dłonie w pięści powstrzymując łzy.
Zawsze we mnie wierzyła. Nigdy nie bała się przyznać się, że jest słaba. Zawsze stawiała czoła swoim kłopotom. Zawsze robiła to sama.
Zawsze…
Usłyszałam otwierając się drzwi. Moja głowa skierowała się na medyka.
- Co z nią. – Powiedziałam nagle podbiegając do niego.- Przeżyje? Jak się czuje? Mogę do niej wejść?- Moja natura wzięła nade mną górę. Nie ważne ile bym starała się nie potrafiłam tego zmienić.
- Spokojnie.- Usłyszałam głos jednego z medyków. Miał typowy strój osoby pracującej w szpitalu. Przez czepek nie było widać jakie ma włosy. Lecz z twarzy wydawał się uprzejmy.
-Jak mam być spokojna.- Powiedziałam spoglądając w jego kierunku. Moje ręce drżały. Moja przyjaciółka leży ledwie żywa. Zaatakowana przez jakiś ludzi. I tylko ona zdaje sobie sprawę jak oni wyglądali.
- Przeżyć przeżyje. To silna dziewczyna. Nie raz wychodziła żywo z opresji. Ale…- Powiedział jego towarzysz. Można było dostrzec u niego zmęczenie. Aż tak ciężko z nią było?
Zamknęłam oczy, aby ochłonąć. Wypuściłam powoli powietrze.
- Jakie ale…- Powiedziałam nie otwierając oczu. Nie chciałam jak na razie na nich patrzeć. Bałam się. Tego co zamierzają powiedzieć. „Ale” zawsze złe wróżyło.
- Przez pewien czas będzie nieprzytomna. Nie wiemy, kiedy się obudzi.- Powiedział lekarz, który zawsze leczył Ami. Często żartowaliśmy sobie, że robiła to specjalnie na jego zmianie. Albo stara się zwiększyć jego doświadczenie zawodowe.
- Jak to?- Zapytałam słysząc, że będzie nie przytomna. To tylko bardziej komplikuje sprawę. Oddychałam teraz szybciej.
Jak ich my teraz znajdziemy?
Pomyślałam spoglądając na każdego z lekarzy. Musieli dostrzec moje spojrzenie i wyraz twarzy gdyż gwałtownie wypuścili powietrze.
- Fizyczne rany goją się w zaskakującym tępię. Można powiedzieć, że wyglądała gorzej niż to było prawdą. Musi odpocząć.
- Mogę wejść?
- Tylko na chwilkę – Usłyszałam głos znikającego za zakrętem lekarza. Weszłam powolnym krokiem do Sali spoglądając na zabandażowane działo znanej mi dziewczyny. Wydawała się jakby miała zaraz się obudzić. Podeszłam do jej łóżka delikatnie dotykając dłoni. Chciałam się upewnić.
Ciepła
Odetchnęłam z ulgą. A jednak żyła. Nic jej nie zagrażało. Kamień spadł mi z serca. Jej twarz zdawała się spokojna. Na szyi było widać bandaż pewnie ciągną się dalej pod kołdrą.
- Ami….- Wyszeptałam siadając na krzesełku. Może powinnam była przywyknąć do tego. Ami niezliczoną ilość lądowała w szpitalu. Zawsze wychodząc z tego cało. A może nawet stawała się silniejsza. Mimo tego nie mogłam pozbyć się tego niepokoju.
- W coś ty się znów wpakowała?- Zapytałam. Pytanie retoryczne. Delikatnie dotknęłam jej bladej twarzy.
- Co się tam stało?- Kolejne pytanie na które nie usłyszę odpowiedzi. Poprawiłam jej kołdrę i oparłam głowę starając się wymyślić co mogło się wydarzyć. Oczywiście wiedziałam co moja głowa mi pokarze.
- Walczyłaś.- Stwierdziłam oczywisty fakt. Czy kiedyś widziałam ją niewalczącą? Nie.. Nie osobiście. Oczywiście. Ale słyszałam rozmowę Nejiego. Ami prosiła o śmierć. Nie mogłam w to uwierzyć. W całej klasie uchodziła za osobę nie ustraszoną. A tu…Pragnienie śmierci, aby uratować innych. Bez zawahania? Dziecko z akademii.
- Jak zwykle. Zazdroszczę ci odwagi.- Dodałam z delikatnym uśmiechem. Zwykle byłam słaba, cicha, spokojni, niezdecydowana. Natomiast ona była moim przeciwieństwem. Silna i zdecydowana. Wiedziała zawsze to czego chciała. I dążyła do tego.
-Siły…- Powiedziałam zamykając oczy.
- Fizycznej…- Powiedziałam cichym głosem. Nie każdy by przeżył z takimi ranami. Nie tylko w tej walce, ale i innych.
- Ale też i psychicznej. Bądź mentalnej.- Powiedziałam odgarniając kosmyk włosów. Nie każdy podniósłby się po takich przeżyciach.
- Musisz wyzdrowieć.  Każdy się martwi.  Wiesz nawet Akai i Midori. Nie. Raczej oni przede wszystkim.- Powiedziałam z uśmiechem. Ciekawe czy słyszała co do niej mówię. Czy czuje powiew wiatru? Dotyk na swojej dłoni?
Ja pamiętałam?
Pomyślałam przekręcając głowę w bok. Zastanawiając się nad walką z Nejim.
Nie. Obudziłam się w szpitalu. Nie słyszałam siostry ani nikogo.
Zmarszczyłam brwi czując coś. Miała mocno zaciśniętą dłoń. Medycy to przeoczyli. Starali się ją utrzymać przy zdrowiu.
Delikatnie odwróciłam jej dłoń otwierając i wyjmując kawałek jakiegoś materiału. Nigdy go nie widziałam.
Czarny…
Delikatnie rozwinęłam go w dłoniach.
Czerwone chmury…
Wstałam po chwili spoglądając na materiał. Jak zwykle starasz się.
- Zdrowiej Ami.- Powiedziałam i wybiegłam z Sali. Pobiegłam przez korytarz słysząc za sobą krzyki pielęgniarki „ w szpitalu się nie biega”. Zeskoczyłam z dwóch ostatnich schodków i wybiegłam ze szpitala. Teraz moim głównym celem było znalezienie Joninów. Wiedziałam, że ten materiał musiał coś znaczyć. Ami bez powody tak mocno go by nie trzymała. Nawet teraz, gdy jest nie przytomna. Cały czas stara się nam coś powiedzieć.
Biegłam przed siebie rozglądając się po wiosce. Im bliżej byłam pałacu Hokage tym głośniejszą wrzawę słyszałam. Byłam pewna, że tam ich znajdę. Muszą przedyskutować. Co robić? Jak ochronić wioskę? Każdy Ninja zadaje sobie te pytania.
Kurenai jak i pozostali stali tuż przy wejściu do pałacu. Przeciskałam się przez tłum. Gdy w końcu tego dokonałam spojrzałam się w kierunku Sensei. 
- Hinata?- Usłyszałam głos mistrzyni. Podeszłam do niej jak i pozostałych.
- Co z nią?- Odezwał się mężczyzna o brązowych włosach. Na plecach miał katanę. Mogłam wnioskować, że to właśnie Sensei Ami. . Shiowase Moretsu jak mnie pamięć nie myliła.
- Lekarze już skończyli ją leczyć powiedzieli, że przeżyje. Tylko będzie nieprzytomna… nie wiedzą, kiedy odzyska przytomność.  – Powiedziałam spokojnym głosem ściskając materiał w dłoni.
- To źle! Nie dowiemy się kto jest w wiosce.- Powiedział na głos Kotetsu-san. Jeden ze strażników Wielkiej Bramy.
- Jak ich znajdziemy?- Usłyszałam z tłumu nie spokojny głos. Zacisnęłam dłonie spoglądając na nich.
- Kogo szukać?
- Jaki jest ich cel?
- Jak się tu dostali?
- Spokojnie.- Uciszył ich Shiowase gestem ręki. Widać, że też był niespokojny tą całą sytuacją. W końcu to jego podopieczna leży ledwie żywa.
- Shiowase jak mamy być spokojni. Wioska jest zagrożona
- Przepraszam, że przeszkodzę.  Może i Ami jest nie przytomna, ale nie poddała się. Medycy to przeoczyli byli zajęci jej leczeniem. Ale w dłoni ściskała kawałek tego materiału namęczyłam się by go wyciągnąć.  Jest poplamiony i brudny. – Powiedziałam wyciągając rękę, w której trzymałam kawałek materiału. Prawie każdy zareagował tak samo. Zmarszczyli nos zastanawiając się co to jest. Raczej do kogo należał kawałek materiału. Prawie każdy. Moją uwagę przykuła reakcja Kakashi’ego. Momentalnie napiął wszystkie mięśnie ciężej oddychają. Wiedziałam, że wie czyje to jest.
- Nie…- Wyszeptała i wyciągnął rękę po materiał.
- Czarny… Czerwone Chmury…- Wyszeptał delikatnie przyglądając się materiałowi. Po czym uformował pieczęcie i przywołał swoje psy.
- Pakun mam robotę dla was. Znajdźcie mi wściela i to szybko.- Powiedział zaniepokojony.
- Kakashi wiesz coś?- Zapytał Shiowase spoglądając na niego delikatnie kładąc rękę na jego ramieniu.
- Jiraya-san… Czy to możliwe żeby oni… przy…- Urwał Kakashi. Ignorując całkowicie otoczenie. Pogrążył się całkowicie w swoim monologu. Po chwili jednak wyprostował się.
- Nic im nie powiedziałam…- Wyszeptał spoglądając na znajomych po czym w moim kierunku. Zmarszczyłam brwi. Te zdanie powiedziała Ami do Akai’a gdy ją znalazł. 
-Jraya- san wyruszył z Naruto po Tsunade? – Zawołał po chwili namysłu. Podbiegł do skrzyżowania spoglądając na swoje psy, które złapały trop.
- Tak dwie godziny temu.- Odpowiedział Kotetsu na pytanie Każącego.
- To dobrze. Obstawcie mury i zawiadomcie ANBU. Kurenai, Asuma idziecie ze mną. – Zawołał i popatrzył się na znajomych, którzy dołączyli do niego. Czekając na jakieś wyjaśnienia.
- Wyjaśnię po drodze nie ma czasu do stracenia ruszamy. – Powiedział znikając z pozostałą dwójką. Stałam spoglądając w miejsce gdzie przed chwilą byli.
- Nie martw się. Ami nie da się tak łatwo.- Poczułam na ramieniu czyjś dotyk. Spojrzałam się na Shiowase i nikle się uśmiechnęłam. Nie o to się martwiłam.  Tylko o to co się stanie z wioską, mieszkańcami, przyjaciółmi.

1 komentarz:

  1. Wow, nieźle, że udało jej się urwać część płaszcza Akatsuki! Dzielna Ami! :D

    OdpowiedzUsuń