sobota, 1 czerwca 2019

55: Zmartwienia- Tych najgorszych się nie spodziewasz. Deja vu.



~Neji~
Opierałem się o mur klanu Hyuuga. Spoglądając na dość znajome mi osoby. Założyłem delikatnie ręce na piersi.
- Nie widziałem jej.- Powiedziałem poddenerwowany. Nie mogłem zrozumieć czemu To właśnie mnie o to pytają. Kogo jak kogo lecz pytać się mnie gdzie jest Ami.
- Zły jesteś?- Zapytała się Temari spoglądając w moim kierunku. Wnioskowałem, że po wyrazie mojej twarzy mogli to odczytać.
- Nie. Tylko nie rozumiem dlaczego przyszliście do mnie z pytaniem czy nie wiem gdzie Ami.- Powiedziałem zerkając na nich.
- Pytaliśmy się innych. Nie mają pojęcia.- Powiedział Kankuro wzruszając jedynie ramionami. Westchnąłem. To było do przewidzenia.
- Nie wiem jak można zniknąć w wiosce?- Warknęła zła Temari. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Zapewne gdzieś się ukryła  by trenować.- Powiedziałem zerkająca nich po czym mój wzrok skierował się w niebo.
- W jej przypadku to jest wielkie prawdopodobieństwo. – dodała Temari. Po namyśle delikatnie się skrzywiła.
- Akurat teraz…-Powiedział zniechęcony Kankuro opierając się o drzewo.
- No cóż pora iść. Może  coś zjemy? Zostaliśmy też zaproszeni na imprezę. – Powiedział Gaara.
- Słyszałem, że i ja jestem na nią zaproszony.- Powiedziałem zdziwiony nigdy  nie spodziewałem się, że zostanę zaproszony.
- To może udasz się z nami?- Zapytała  Temari stojąc tuż obok swojego najmłodszego brata. Spojrzałem w jej kierunku. Po czym ruszyłem za nimi.
Nic nie zaszkodzi od czasu do czasu spotkać się z innymi.
Pomyślałem uśmiechając się w duchu. Od egzaminu na chunina wiele się wydarzyło. Moja niespodziewana przegrana z Naruto otworzyła mi oczy. Na to, że nie ważne jak silną osobą bym nie był bez wiary w siebie i pragnienie zmiany własnego losu nie będę w stanie niczego dokonać. Cieszę się, że to właśnie z nim przegrałem. Nawet zacząłem dogadywać się z Hinatą oraz moim wujem. Co ma dobre jak i  złe strony.
- O czym rozmyślasz Neji?- Zapytała Temari zerkając w moim kierunku.
- O niczym ważnym. –Odpowiedziałem  krótko idąc obok dziewczyny z Suny. Zatrzymałem się przed barem w którym miała odbyć się owa impreza. Chociaż bym tego tak nie nazwał tylko spotkaniem znajomych.  Kankuro wszedł do środka rozglądając się po pomieszczeniu. Po czym udał się do machającej dziewczyny w koczkach. Spojrzałem się w tamtym kierunku po czym udałem się za pozostałymi zajmując jedno z wolnych miejsc.
 - O Neji jednak przyszedłeś!- Zawołał Lee opierając się o swoje kule. Spojrzałem w jego kierunku. Jak zwykle był w dobrym nastroju.
- Tak. Nie zaszkodzi od czasu do czasu zabawić się. – Powiedziałem spokojnie rozglądając się po zebranych.
- Są już wszyscy?- Zapytał  Shikamaru. Rozglądając się po czym jednak zmarszczył brwi.
- Tak.- Odpowiedziała Ino siedząca obok Choji’ego.
- Co z Ami oraz jej drużyną?- Zapytał Shikamaru spoglądając w stronę wejścia do baru.
- Nie przyjdą. Powiedzieli nam, że mają już zaplonowany dzisiejszy dzień.- Powiedziała Hinata. Spoglądając w okno. Przez chwile siedziała tak zamyślona.
- Mogli by spędzić go z nami.- Odezwał się Naruto uśmiechając w kierunku rodzeństwa piasku.
- Naruto dobrze wiesz, że Ami nie ma z nimi dobrych relacji.- Powiedziała Sakura spoglądając na niego. Rodzeństwo piasku spojrzało się na nią ze zdziwieniem.
- W jakim sensie?- Zapytał Kankuro biorąc pałeczkami kawałek mięsa z grilla.
- W normalnym.- Odpowiedział  Ino zakładając ręce na piersi.
- Drużyna Ami jest drużyną, która skończyła Akademie w tym samym czasie co drużyna Nejiego prawda?- Zapytała Sakura zerkając to na mnie to na pozostałych z mojej drużyny.
- Akai, Midori oraz Suwaru byli naszymi klasowymi znajomymi.-Odpowiedziała Tenten spoglądając na różowowłosą dziewczynę.
- Suwaru?- Zapytał z ciekawością Gaara. Zdziwiłem się.
- Nigdy o niej nie słyszeliśmy.- Powiedział po chwili milczenia Kankuro.
- Nic Dziwnego. Akai , Midori oraz Suwaru trafili do drużyny tuż po ukończeniu akademii.  – Powiedziałem z zamkniętymi oczami. Czułem na sobie spojrzenia innych. 
- Suwaru? A co z Ami ?- Zdziwiła się Temari. Westchnąłem jedynie. Po chwili jednak zaległa długa cisza. Każdy spoglądał na siebie w milczeniu. Jadłem powoli mięso.
- Suwaru zmarła.- Przerwała ową ciszę  Hinata spoglądając na nich.
- Przykro to słyszeć, ale to nic nie wyjaśnia dlaczego mieli by mieć chłodne nastawienie do Ami, przecież to chyba nie ona zabiła Suwaru prawda?- Zapytała się Temari biorąc pałeczkami kawałek mięsa. Zatrzymują spojrzenie na Hinacie.
- To prawda Ami nie zabiła Suwaru.- Powiedziałem zerkając na dziewczynę z wachlarzem. Temari spojrzała w moim kierunku czekając na ciąg dalszy.
- To jest długa Historia. Suwaru była osobą, która nauczyła Ami wszystkiego co umie.- Odezwała się po chwili Hinata. Jej wzrok był skierowany w okno. Wiedziałem, że wróciła wspomnieniami do tego właśnie okresu.
- Co masz na myśli?- Zapytała Sakura. Wszyscy umilkli wsłuchując się. W prawdzie nie dziwiłem się im za bardzo.
- Ach! No tak. Nigdy nikomu nie mówiła.- Powiedziała Hinata a na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Chodzi o to, że Suwaru nauczyła Ami wszystkiego co teraz umie.- Powiedziała ponownie Hinata.
- Zaczęło się to mianowicie  od w którym  Ami została porwana z wioski. Drużyna Nejiego została wysłana przez Hokage po to  by ją uratować.- Powiedziała Hinata. Skrzywiłem się doskonale to pamiętałem. Musiałem się z tym użerać. Samo wspomnienia sprawiały, że zaczynałem się denerwować.
- Oczywiście sprowadzili ją z powrotem, lecz była w takim  stanie, że lekarz nie pozwolił jej wrócić do szkoły przez dłuższy czas. Więc zagrażało jej nie zaliczenie akademii z tego co pamiętam do jej sali trafiła dziewczyna ranna z misji i ofiarowała jej swoją pomoc do czasu gdy otrzyma  zgody na powrót do treningów. Najpierw  uczyła ją teoretyki oraz pieczęci.- Powiedziała Hinata zamyślona.
- Okazało się, że tą osobą była właśnie Suwaru. Z biegiem czasu bardzo się zaprzyjaźniły. Cieszyłam się z tego. Spędzaliśmy wiele czasu razem. Często też oddzielaliśmy Nejiego i Ami by się nie pozabijali.- Dodała Hinata zerkając na w moim kierunku. Zmrużyłem oczy spoglądając na pozostałych. 
- Nie musieliście.- Powiedziałem oburzony w jej kierunku.
- Pewnego dnia mieliśmy drobną sprzeczkę co sprawiło że nie rozmawialiśmy ze sobą przez dłuższy czas. Ami po prostu zaczęła się od nas oddalać. Nie rozumiała w tedy co chcieliśmy jej przekazać. W czasie egzaminów na genina starałam się z nią  porozmawiać, lecz nie dało to żadnego rezultatu. Oczywiście ucieszyłam się na wieść o tym że zdała akademię. Mimo, iż na samym początku myślałam, że jej się to jednak nie udało. – Powiedziała Hinata przypominając sobie to co się działo.
- W jakim znaczeniu?- Zapytała zaciekawiona Temari. W prawdzie każdy siedział ciekawy tym co usłyszy.
- Wyszła bez żadnych emocji. I ruszyła prosto do domu. Następnego dnia Suwaru jak dobrze pamiętam nie wytrzymała i poszła do niej by z nią porozmawiać. Ale o dziwo Ami przeprosiła. I zaczęłyśmy ponownie ze sobą rozmawiać, trenować czy spędzać czas. – Dodała Hinata poważniejąc po chwili.
- Suwaru przyszła powiedzieć nam, że udaje się  na misję.  I jak wróci udamy się do gorących źródeł. Obiecała też  coś Ami, ale  nie wiem co. – Powiedziała opuszczając wzrok na swoje dłonie.
- Nie dotrzymała obietnicy… Zginęła na  misji.- Dodała zamykając oczy. Zacisnęła dłonie w pięści.
- Pamiętamy ten okres.  Ami była nie do poznania. –Powiedział po za stanowieniu się Kiba.
- Nawet raz uderzyła Hinatę. Byłe w tedy na nią wściekły. Uśmiechała się jak gdyby nigdy nic.- Powiedział zdenerwowany Kiba. Hinata spojrzała się w jego kierunku z wyrzutem.
- To nie prawda Kiba.- Powiedziała Hinata.
- Dobra nie kłóćmy się o to. Gdy byliśmy  przydzielani do grup. Po Ami przyszli właśnie Midori oraz Akai. Przez to, że nie mieli trzeciego członka Hokage dał im nowego. Okazało się w tedy,  że to była nim właśnie  Ami.  Lecz  odkąd pamiętam chodziła z nimi jedynie na misje. Nie trenowałam z nimi. Nie spędzała z nimi czasu.- Powiedziała Sakura odgarniając włosy.
- To było bardzo dziwne.- Dodała  Ino kiwając głową. 
- Neji o czym myślisz?- Usłyszałem pytanie  Tenten. Podniosłem swój wzrok by spojrzeć się na dziewczynę i wypuściłem ciężko powietrze. 
- O wydarzeniach w wiosce Arigakure.- Powiedziałem po chwili. Oparłem  się spoglądając w ich kierunku. Wszyscy prócz mojej drużyny nie spojrzało się w moim kierunku ciekawi.
- O tych. – Skrzywiła się Lee.
- Właściwie to co się tam stało?- Zapytał ciekawy Naruto.
- Nie możemy powiedzieć co się działo od samego początku. Gdyż sami tego nie wiemy. Ami nigdy nam o tym nie mówiła.- Powiedział Lee po krótkim zastanowieniu się.
- A ponieważ nie pojawiliśmy się dosłownie w ostatniej chwili gdy napastnicy chcieli zadać Ami ostatni cios.  Nie wiem co ich tak zdenerwowało. – Odezwała się  Tenten. Spojrzałem na nich po czym zamknąłem oczy. Powoli jadłem zamyślony.  Zaczęło mnie coś  niepokoić. Nie umiem wyjaśnić tego. Niepokój jaki czułem w sercu. Coś musiało się złego stać?  Spojrzałem się na zamyśloną Hinatę mogła ukrywać po przed innym, lecz nie była w stanie przede mną. Martwiła się o nią miała to wymalowane na twarzy.
~Akai~
Siedziałem wraz z koleżanką z drużyny imiennie Midori. Denerwujący chochlik,  który nie dawał mi żyć. Czekaliśmy w barze  na przybycie Ami.
Bez powodzenia.
Nie podobało mi się to. Nie było w jej stylu. Nie należała bowiem  do osób, które spóźniają się na umówione spotkanie. Była osobą, która pojawiała się o czasie. Bardzo rzadko zdarzało aby się spóźniała.
Może nas wystawiła i poszła na imprezę?
Pomyślałem przez chwile. Po czym pokręciłem przecząco głową.  Nie wierzyłem, że mogłem tak pomyśleć.
Akai ty skończony kretynie. Jak mogłeś tak pomyśleć. Dobrze wiesz jak jej na tym zależało by się z nami spotkać.
Pomyślałem. Po pewnym czasie. Może minęło już z około trzydziestu minut od umówionej godziny. A tu nic. Jak Ami nie było. Tak jej dalej nie ma. Zacząłem  koniuszkami palców uderzałem o blat baru czekając dalej. Zerknąłem  na zielonowłosą dziewczynę. Najwyraźniej musiała też się niepokoić. Gdyż  co jakiś czas zerkała w okno by upewnić się czy czasem nie widać tam biegnącej.
- Możesz uznać mnie za wariatkę, ale musiało się coś stać. Ami nie należy do osób, które wystawiają kogoś do wiatru.- Powiedziała poddenerwowana Midori. Miała rację.
- Wiem o tym.- Powiedziałem zerkając w okno .
- Wiesz…- Zaczęła krzywiąc się gdy o czymś pomyślała. Zmarszczyłem brwi.
- O co chodzi?- Zapytałem w końcu  widząc jak posiniała na twarzy. Przełknąłem głośno ślinę.
- Wiesz… Może to przez rany jakie zostały zadanie na naszej ostatniej misji. Nie zabraliśmy jej do szpitala.- Powiedziała spoglądając na mnie. Nabrałem gwałtownie powietrza.
- Nawet mnie tak nie strasz. – Powiedziałem.
- Może jej poszukajmy. Tak będzie najlepiej.- Powiedziała wstając z miejsca po czym ruszyła na podwórko czekając tam na mnie.
Gdzie jesteś Ami?
Pomyślałem w głowę rozglądając się po wiosce. Szukając znajomej sylwetki. Przeszukałem każdy zakamarek gdzie mogła by się udać. Bez rezultatu. Udałem się do dzielnicy staruszków gdzie często pomagała. Bez powodzenia.  Poszedłem też  do baru w którym często jadła dango.
- Dzień dobry.- Powiedziałem podchodząc do kelnerki.
- Witaj Akai jak tam misja?- Zapytała dziewczyna o blond włosach.
- Dobrze. Przepraszam nie było tu dziś Ami?- Zapytałem miałem nadzieje, że uzyskam odpowiedz TAK.
- Przykro mi, lecz nie było jej.- Powiedziała smutno dziewczyna. Wyszedłem z baru rozglądając się w około. Dostrzegłem jedynie zbilżająca się w moim kierunku przygnębioną Midori. Zrozumiałem że i jej nie udało się odnaleźć Ami.
- A jednak tobie też się nie udało jej znaleźć.
- Jak widać.- Powiedziałem przygnębiony idąc ulicami Konohy obok Midori. Nigdzie nie mogłem jej dostrzec. W moim sercu zaczęła rodzić się panika.
Strach.
Ogarnął moim całym ciałem. Przegryzłem wargę czując metaliczny posmak w ustach. Dłonie zacisnęłam w pięści idąc nerwowo i zaglądając do każdej napotkanej przeze mnie  uliczki.
Co jeśli
Pokręciłem głową, aby pozbyć się tych myśli. Mimo, że walczyłem z tym nie byłem w stanie powstrzymać paniki rodzącej się w sercu. Niepokój jaki zacząłem odczuwać tylko podwajał odczucie strachu. A przed oczami ukazały mi się momenty jakich nie chciałem pamiętać.
Chciałem zapomnieć.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Delikatnie  złapałem się za koszulkę zaciskając dłoń w pięść.
- Akai wszystko będzie dobrze.- Powiedziała z uśmiechem Midori. Spojrzałem na nią. Zacisnąłem mocniej szczękę.
Midori ma rację. Będzie dobrze.
Pomyślałem w głowie uśmiechając się do niej. Mimo, że o tym  wiedziałem.  To dlaczego czułem ten cholerny niepokój.
Czego się boisz!
Warknąłem w swojej głowie gdy nie mogłem stłumić tego uczucia. Gdy szukanie nie dawało żadnych rezultatów zacząłem biec tuż koło Midori, która też zaczęła tracić panowanie nad sobą.
- AMI!- Krzyknąłem zamykając oczy i zatrzymując się na moment, aby zaczerpnąć powietrza.
- Nie musisz się tak drzeć.- Usłyszałem za sobą dziewczęcy głos. Odwróciłem się z nadzieją, że w końcu ją znaleźliśmy. Midori chyba pomyślała o tym samym co ja. Gdy pojawił się na jej twarzy zawód zrozumiałem, że pomyliliśmy się. Spojrzałem w kierunku różowowłosej dziewczyny.
Sakura Haruno. Dziewczyna z klasy Ami. Dość mało o niej wiedziałem. Jedynie o tyle, że ugania się za Sasuke z resztą jak większość dziewczyn w wiosce. Rywalizuje z Ino swoją przyjaciółką o jego miłość. Głupota. Często widziałem jak ma jakieś pretensję do Ami. Koło niej stała jej dawna przyjaciółka. Ino Yamanaka tak samo jak jej poprzedniczka była znajomą z klasy Ami. Ma blond włosy . Chodzi w  fioletowej tunice. Toczy z Sakurą zażarty bój o Sasuke.
Westchnąłem ciężko.
- Nie widzieliście gdzieś Ami?- Zapytałem  spokojnym jak na siebie głosem.
- Nie widziałyśmy jej.- Powiedziała Sakura spoglądając na zbliżające się towarzystwo.
- Co się stało?- Zapytał Neji spoglądając na mnie. Przygryzłem wargę. Coraz bardziej nie podobało mi się to. 
- Szukamy Ami myśleliśmy, że przyszła spotkać się z wami.- Powiedziała Midori zerkając na nich.
- Nie. Nie było jej z nami. – Powiedziała Tenten zerkając po pozostałych.
- To gdzie się do cholery podziała.- Warknąłem kopiąc kamyk. Teraz byłem już wściekły. Jak to możliwe. Złapałem się za głowę podpierając  o mur. Przed moimi oczami ukazał się moment jakiego mimo starań nie potrafiłem wyrzucić z głowy.

Bezwładne ciało leżące w kałuży krwi. Nie ruszała się. Moje serce się zatrzymało.  Wypuściłem powietrze spoglądając na leżącą nieopodal niej prawą rękę. Jej błękitna niegdyś czapka z ochraniaczem oznaczającym ukończenie Akademii leżała tuż pod moimi nogami. Schyliłem się powoli biorąc ją w dłonie spoglądając na krew i przygryzłem wargi. Szedłem powoli w kierunku leżącej dziewczyny. Z czasem mój krok przyśpieszył, aż w końcu zacząłem biec padając na kolana tuż obok blondynki. Delikatnie odwracając dziewczynę na plecy. Spojrzałem  na otwarte oczy dziewczyny, którą tak bardzo kochałem. Blask w jej oczach zaczął powoli znikać.
- A…Akai czy to ty?- Wyszeptała unosząc delikatnie lewą rękę, aby dotknąć mojego policzka.
- Nic nie mów Suwaru.- Wyszeptałem starając się powstrzymać łzy. Ale nie byłem w stanie tego zrobić.
-SENSEI!- Wydarłem się. Zerkając za swoje plecy widząc biegnącą zielonowłosą dziewczynę oraz brązowowłosego mężczyznę.
- C…Cieszę się, że nic wam się nie stało.- Wyszeptała kaszląc krwią.
- Nie uda mi się dotrzymać danej obietnicy.- Wyszeptała uśmiechając się delikatnie.
- A…Akai mógłbyś coś dla mnie zrobić…- Dodała spoglądając w moim kierunku.
- Suwaru nic nie mów.- Powiedziałem błagalnym głosem na jej twarz zaczęły kapać moje łzy.
- Zaraz zabierzemy cię do domu więc zachowaj siły.- Przygryzłem wargi, które zaczęły mi drżeć.
- To nie możliwe.- Wyszeptała spoglądając w moje oczy. – Moje ciało….- Wyszeptała spokojnie.
- Dlaczego zachowałaś się tak lekkomyślnie!- Zawołała Midori kucając obok mnie. Po policzkach Midori ciekły łzy. Wiedziałem jak się czuła. Doskonale to rozumiałem .
- Przepraszam… Nie chciałam was martwić.- Powiedziała uśmiechając się do niej.
- P…Proszę was…. Opiekujcie  się  wioską za mnie.- Wyszeptała, a z jej kącika oczu ciekły łzy.
– N…Naprawdę chciałabym spędzić z wami jeszcze dużo czasu.- Dodała kaszląc.- Chciałabym jeszcze raz zobaczyć N…-Urwała uśmiechając się do nas.
- Moja wola ognia nie zgaśnie.- Wyszeptała z uśmiechem.
- Suwaru…- Wyszeptałem obejmując ją mocniej.
- A…Arigato.- Wyszeptała, a jej ręka opadła bezwładnie na ziemię. Głowa przekręciła się w bok.
- SUWARU! IIE!!!!

- Byliście u niej w domu?- Zapytała Tenten. Spojrzałem w jej kierunku wyrwany z wspomnień.
- Nie było jej tam.- powiedziała Midori spoglądając  na Kankuro.
- Oj na mnie nie patrz. Nie widziałem jej od kilku dni.- Powiedział Kankuro unosząc ręce w górę.
- Jak można zgubić się na prostej drodze.- Warknęła Midori. Spojrzałem na nią gdy w końcu udało mi się pozbyć tych cholerny wspomnienie.
- Może po prostu udała się skrótami.- Powiedziała Hinata stojąc koło swojej drużyny.
- Skrótami?- Zapytaliśmy się jednocześnie.
— Jakie skróty do cholery. Odkąd pamiętam nigdy nie było możliwości dotarcia do jej domu inną drogą niż ta.
Powiedziałem w swojej głowie przyglądając się Hinacie.
- Skróty to nazwa trasy, którą zawsze chodzi. Często to jest jej trasa treningowa.- Powiedziała Hinata. Podbiegłem do niej łapiąc ją za ramiona. Uczucie niepokoju wróciło ponowienie.
- Oj Akai!- Warknął Kiba widząc jak Hinata zacisnęła z bólu oczy.
- Gdzie te skróty się znajdują?- Wycedziłem czekając na odpowiedz dziewczyny.
- Tam.- Powiedziała pokazując zarośniętą drogę przez chwilę można by powiedzieć, że w ogóle jej tam nie było. Puściłem ją i pobiegłem tam wskakując w zarośla.
~Midori~
Spoglądałam na opartego o mór chłopaka. Mogłam przeczuwać co mógł sobie w tym momencie przypomnieć. Przygryzłam wargę zamykając oczy.
Niepokój w moim sercu stawał się silniejszy. Strach ogarnął moim całym ciałem.
Gdzie ty jesteś Ami?
Pomyślałam w głowie przegryzając wargi. Spoglądając na jej przyjaciół. Rozmawiali ze sobą przez chwilę. Neji obserwował mnie od pewnego czasu.
- Midori powiesz nam co się stało?- Zapytał Neji, a inni spojrzeli na nas.
- Po prostu nie przyszła na spotkanie.- Powiedziałam spokojnym głosem.
- Dlatego chcemy ja znaleźć by porozmawiać dlaczego. Ale jak na razie bez rezultatu.- Dodałam zaciskając dłonie na swoich ramionach. 
- To w jej stylu znikać.- Powiedziała spokojnie Ino.
- Nie mów tak!- Warknęłam na nią. Patrzałam się na dziewczynę zabójczym .
Co ta blondynka może o niej wiedzieć. Ami bardzo się starała by nawiązać z nami kontakt. Gdy udało się nam zburzyć w końcu ten mur nie zrobiła by czegoś takiego nie wycofała by się.
Pomyślałam w głowie patrząc na nią morderczym spojrzeniem co sprawiło, że dziewczyna imiennie Ino  się cofnęła.
- Spokojnie Midori. Musi byś jakieś logiczne wytłumaczenie.- Powiedziała Tenten spoglądając na mnie.
- Tak sądzisz?- Zapytałam z nadzieją w głosie.
- Oczywiście. Widziałam ją jak była na cmentarzu.- Dodała po chwili spoglądając na mnie. Zamarłam. Zerknęłam na Tenten.
- Na cmentarzu?- Wyszeptałam łapiąc się delikatnie za głowę.
- Tak odwiedziła grób Suwaru.- Odpowiedziała spokojnie Tenten.
- Byliście u niej w domu?-Dodała po namyśle.
- Nie było jej tam.- Powiedziałam spoglądając na Kankuro.
- Oj na mnie nie patrz. Nie widziałem jej od kilku dni.- Powiedział Kankuro unosząc ręce w górę.
- Jak można zgubić się na prostej drodze.- Warknęłam zła.
- Może po prostu udała się skrótami.- Powiedziała Hinata stojąc koło swojej drużyny.
- Skrótami? - Zapytaliśmy się jednocześnie.
Do domu Ami prowadzą jakieś skróty?
Zdziwiłam się w swojej głowie starając sobie przypomnieć ową trasę. Bez skutecznie.
- Skróty to nazwa trasy, którą zawsze chodzi. Często to jest jej trasa treningowa.- Powiedziała Hinata. Otworzyłam szerzej oczy widząc jak podbiegł do niej Akai łapiąc ją za ramiona. Widząc minę dziewczyny musiał to zrobić za mocno.
- Oj Akai!- Warknął Kiba widząc jak Hinata zacisnęła z bólu oczy.
- Gdzie Te skróty się znajdują?- Wycedził Akai  czekając na odpowiedz dziewczyny.
- Tam.- Powiedziała pokazując zarośniętą drogę przez chwilę można by powiedzieć, że w ogóle jej tam nie było. Spojrzałam się na Akai’a który znikł w zaroślach.
- Dziękuje Hinata i przepraszam za niego.- Powiedziałam spokojnie stojąc przy krzakach i spoglądając w nie.
- To nic takiego. – Powiedziała delikatnie masując swoje ramiona.
- Jeśli się znajdzie dajcie jej okrzan ode mnie.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Dobrze Hinata.- Powiedziałam kłaniając się i widząc jak idą dalej. Stałam w miejscu przez chwilę. Po czym nerwowo zaczęłam chodzić w kółko.
Co tak długo!
Warknęłam w swojej głowie. Nie podobało mi się to. Ile można?
- Pośpiesz się bo i tobie się zaraz oberwie.- Powiedziałam sama do siebie .Wpatrując się w zarośla zamyślona.
Ten niepokój czemu wciąż go czuję?
Zapytałam sama siebie zamykając oczy delikatnie złapałam się za serce, a po policzkach pociekło mi kilka łez.
- Suwaru…- Wyszeptałam przygryzając wargę do krwi.
~Akai~
Wskoczyłem na dość wąską ścieżkę. Zacząłem biec wzdłuż niej. Rozglądając się wokoło z nadzieją, że gdzieś tu będzie. Już szykowałem to jak na nią się wydrę. Za to jak mnie teraz nastraszyła. Za to, że  nie pojawiła się  też jej się oberwie. To całkiem podobne, że przetrenowała się.
- AMI! –Wydarłem się na całe gardło.
Kierowałem swój wzrok w każdą możliwą stronę. Pewnymi momentami było ciężko się przedrzeć przez zarośla. Spojrzałem  na siedzącego na drzewie czarnego kruka. Który po chwili odleciał, a moje serce ścisnęło się jeszcze bardziej.
-Co to?- Wyszeptałem sam do siebie nie gubiąc ptaka z oczu. Po czym spojrzałem w kierunku  ziemi. Zacisnąłem dłonie w pięści.
- Skąd ty do cholery znasz tę drogę?- Warknąłem usiłując się przecisnąć między dwa drzewa. Gdy mi się to udało odetchnąłem z ulgą. Mogłem dostrzec, że często tu bywałam na drzewach były ślady kunai’ów zarazem stare jak i nowe. Delikatnie przejechałem po nich dłonią.
- Musiałaś naprawdę wiele ćwiczyć.- Powiedziałem do siebie czując się coraz gorzej. Dopiero teraz dostrzegłem to jak bardzo starała się nam udowodnić,  że nie była kopią Suwaru.
- Jak bardzo musiałaś przez nas cierpieć Ami?- Zapytałem widząc skruszoną korę. Spojrzałem na  owe drzewo gdzie pozostała jeszcze zaschnięta krew. Przełknąłem głośno ślinę.
- Tak jak mówiła Suwaru.- Powiedziałem delikatnie dotykając pnia drzewa. Ruszyłem dalej.
- AMI! JESTEŚ TU?- Wołałem, lecz nie otrzymywałem żadnej odpowiedzi. Zacisnęłam mocniej  dłonie w pięści. Dostrzegłem w końcu przedzierające się między zarośla światło.
- Jakaś przestrzeń?- Zdziwiłem się. Po czym  zacząłem biec w tamtym kierunku wyłaniając się z cienia. Zatrzymałem się tak jakbym uderzył w niewidzialną ścianę. Mój wzrok zatrzymał się na połamany drzewie. Po czym skierował się na liczne kratery w ziemi i inne zniszczenia. Szedłem powoli było słychać jak zgrzytam zębami. Zatrzymałem się. Spojrzałem na ziemi gdy kopnąłem coś metalowego. Moje oczy otworzyły się szerzej.
- To jakieś żarty…- Wyszeptałem powoli kucając by  podnosząc z niej to co właśnie kopnąłem.
- To nie może być prawda.- Moje dłonie zaczęły drzeć. Trzymałem w nich  niebieski ochraniacz oznaczający ukończenie akademii Ninja był zakrwawiony. Mój oddech przyspieszył. Poderwałem się rozglądając wokół.
Ten niepokój…
Pomyślałem idąc przed siebie jeszcze kawałek. Na ziemi była widoczna krew. Zatrzymałem wypuszczając powietrze.
- Nie…- Wyszeptałem i zacząłem biec upadając na kolana. Podniosłem rękę spoglądając na czerwoną ciecz. Mój wzrok utkwił w leżącej w kałuży krwi czarnowłosej dziewczyny. Nie ruszała się. Pośpiesznie przybliżyłem się do niej na kolanach. Delikatnie odwróciłem ją na plecy spoglądając na jej twarz całą umazaną we krwi. Jej twarz wykrzywiał grymas bólu. Ciężko łapała oddech. Miała zaciśnięte oczy. Do moich oczu napłynęły łzy. Spojrzałem się dalej. Dopiero teraz dostrzegłem na jej kladce potworną ranę wciąż jeszcze krwawiła.
- A.. Ami…- wyszeptałem łamiącym się głosem.
Dlaczego?
Nie mogłem tego zrozumieć. Nie umiałem odpowiedzieć na tak proste z pozoru pytanie.
Co się stało?
Kolejne pytanie bez odpowiedzi.
Kto to mógł zrobił?
Chciałem to wiedzieć. Ścisnąłem mocnej dziewczynę na którą kapały moje łzy.
- A.. Akai czy to ty?. –Wyszeptała unosząc delikatnie lewą  rękę by móc dotknąć mojego policzka.
- Nic nie mów.- Wyszeptałem trzęsąc się cały. Nie mogłem się uspokoić. Po mojej twarzy ciekły łzy po chwili spojrzałem się na jej zamglone spojrzenie. Zdawała się mnie nie widzieć.
- C…Cieszę się że…- Urwała zaczynając kaszleć krwią. Przeraziłem się.
- Nie kończ!- Przerwałem jej. Położyłem ją delikatnie na plecy. Na jej twarz kapało coraz więcej moich łez.
- Musisz zachować siły.- Powiedziałem uśmiechając się do niej.
- Akai…- wyszeptała spoglądając na mnie. Jej błękitne oczy zdawały się tracić blask. Objąłem ją.
- Nie pozwolę by to się powtórzyło.- Powiedziałem biorąc ją na ręce.
Nie pozwolę na to… To nie może się powtórzyć. Nie zniosę tego. Shiowase sensei… Midori… To…
Po moich policzkach ciekły łzy. Spoglądałem co chwilę na jej twarz. Jej oddech był płytki i ciężki. Zamarłem gdy zakaszlała krwią. Moje serce ponownie się zatrzymało. Znałem to uczucie. Już mi kiedyś towarzyszyło. W momencie śmierci Suwaru.
- Akai…- Wyszeptała dziewczyna delikatnie dotknęła mojego policzka.
- Przepraszam, że przysporzyłam wam zmartwień.- Wyszeptała ponownie kaszlą.
- Wystarczy już. Proszę zachowaj siły. Zaraz będziemy w wiosce. Wytrzymaj jeszcze trochę. – Powiedziałem spoglądając na dziewczynę.
Jeszcze tylko trochę w wyjdę z tej przeklętej ścieżki
Myślałem widząc już światło. Nigdy w życiu się tak nie bałem. Jak w tym momencie.  Pragnąłem biec szybciej.
- N.. Nic… Nic im nie powiedziałam.- Wyszeptała spoglądając na mnie. Zamarłem zerkając w jej błękitne oczy. 
- O czym mówisz? – Wyszeptałem trzymając ją w ramionach. Zakaszlała. Jej ręka zawisła w powietrzu. Po jej ręce zaczęła ściekać krew skapując na ziemię.  Jej oczy były zamknięte.
- Nie tylko nie to.- Powiedziałem wyskakując z krzaków prawie taranując Midori.
- Co tak długo?- Warknęła na mnie. Jeszcze nie dostrzegła, lecz po mojej twarzy musiała się domyśleć. Jej wzrok utkwił w dziewczynie w moich rękach.
- Co do cholery co  się stało!- Krzyknęła podbiegając do nas. Ale nie miałem czasu… Sił jej tłumaczyć. Wiedziałem, że jak się odezwę załamię się.
- Midori…-Wyszeptałem spoglądając na nią zapłakany.
- B…Biegnij po Sensei’a błagam.- Wyszeptałem i jedyne co zrobiłem to pognałem w kierunku szpitalu.
~Shiawase-sensei ~
Siedziałem tuż przy oknie spoglądając na znajomych. Opowiadali o swoich ostatnich przeżyciach z drużynami.
- Moretsu…- Usłyszałem głos kobiety. Odwróciłem głowę w jej kierunku.
- Tak?- Zapytałem się zerkając na Kurenai, która mi się przyglądał z uwagą.
- Jak wam poszła misja?- Zapytał Gai.
- Słyszałem, że Ami sprawiła wam trochę problemów na ostatniej misji.- Powiedział Kakashi. Spojrzałem na nich i westchnąłem ciężko.
- Naprawdę?- Zdziwiła się Kurenai spoglądając na Kakashi’ego.
Co się tak dziwią? Każdy bowiem może mieć jeden zły dzień.
Pomyślałem zamykając na chwilę oczy.
- Problemy. – Wyszeptałem spoglądając na blat stołu.
- Jestem zdziwiony przecież Ami nie sprawiała problemów.- Powiedział Gai spoglądając przez okno.
- Nie sprawiała.- Zdziwił się Asuma spoglądając na Gay’a
- Odkąd zaczęła chodzić do akademii zawsze coś było.- Powiedział Asuma spoglądając na nas. Zacisnąłem dłoni w pięści.
-  Asuma masz racje zawsze coś było, lecz nie każde dziecko wytrzymało by tyle ile ona. I w prawdzie mówiąc to była pierwsza misja na której sprawiła problemy. W prawdzie to poniekąd moja wina. Od dawna widziałem, że coś się dzieje w naszej drużynie nie tak. Ale gdy zacząłem działać było za późno teraz to wyjaśniliśmy sobie raczej oni i powinno być teraz lepiej.- Powiedziałem z nadzieją w głosie.
Tak to prawda wiedziałem o tym od samego początku. Oddalała się od nas. Ale nie zrobiłem z tym niczego co mogłoby pomóc. Gdy chciałem było już za późno a jej zachowanie na ostatniej misji wyszedł efekt mojej nie aktywności.
Pomyślałem jedząc spokojnie mięso z grilla.
- Dlaczego sprawiła problemy skoro, każdy miał o niej dobre zdanie?- Zdziwiła się Kuranai.
- To długa historia. Po prostu nie mogli się dogadać. Na misjach radzili sobie dobrze, ale w czasie wolnym prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiali. – Powiedziałem zerkając na nich.
- Kakashi ty mnie odrobinkę powinieneś rozumieć. Sasuke i Naruto też się nie dogadują.- Powiedziałem zerkając na niego.
- Oni bardziej rywalizują.- Powiedział Kakashi mrużąc oko. Zaśmiałem się jedząc dalej z przyjaciółmi.
- Wiecie już kto został mianowany na nowego Hokage?- Zapytał Gay aby zmienić temat rozmowy.
- Podobno ma nim zostać jeden z Saninów – Powiedziałem zerkając na nich.
- Było by super.- Powiedział Gay
- SHIOWASE- SENSEI!- Rozniósł się przeraźliwy krzyk. Spojrzałem  przez okno dostrzegając zieloną czuprynę Midori. Zdziwiło mnie to.
Jest roztrzęsiona.
Pomyślałem spoglądając na wbiegającą do baru dziewczynę, która spojrzała  na mnie, a po jej policzkach ciekły łzy.
Ok. Co jest grane?
Ponownie pomyślałem spoglądając na nią.
- Co się stało?- Zapytałem widząc jej bladą twarzy. Zacząłem się niepokoić coraz bardziej.
Co mogło się stać, że jest tak roztrzęsiona.
- Szybko!- Powiedziała łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę  wyjścia.
- Ani chwili spokoju.- Powiedział Asuma wstając jak pozostali. Szedłem za zielonowłosą zastanawiając się co było przyczyną jej nagłej zmiany nastroju.
-Do cholery jasnej powiedz mi co się stało. Czemu jesteś tak roztrzęsiona!- Krzyknąłem w końcu delikatnie trzymając roztrzęsionąś dziewczynę za ramiona. Moi towarzysze wyszli z baru tuż za mną spoglądając na nas tak samo zaniepokojeni jak i ja.
- Moretsu co się dzieje?- Zapytał się Kakashi podchodząc do nas.
- Właśnie próbuje się tego dowiedzieć.- Powiedziałem patrząc w oczy Midori.
- Midori..- Zacząłem spoglądając na towarzyszy, którzy teraz nas otoczyli.
- Ami- Rozpłakała się zerkając na ziemię.
- Co?- Zdziwiłem się gdy usłyszałem imię Ami.
Co ona  ma do tego?
Pomyślałem zerkając na pozostałych . Którzy też tego nie rozumieli.
- Ami- wyszeptała ponownie. Widziałem jak nie mogła się uspokoić. Ciężko oddychała łapiąc za klatkę.
- Coś z nią nie tak?- Zapytał Gay podchodząc do nas i uśmiechnął się do Midori delikatnie.
- Nie ma czasu. Chodźmy.- Powiedziała i zaczęła biec w kierunku szpitala. Zatrzymała się spoglądając na mnie.
- Szybko Sensei!- Krzyknęła. Spojrzałem  na znajomych i zaczęliśmy biec.
- Możesz nam powiedzieć o co chodzi?- Zapytał Asuma zerkając na mnie.
- A żeby ja to wiedział.- Powiedziałem poddenerwowany tym faktem, że nie chciała nic powiedzieć. Zacząłem czuć niepokój przyśpieszyłem by ją dogonić. Gdy wyrównałem się z nią spojrzałem na czubek jej głowy.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?- Zapytałem gdy gwałtownie skręciła w prawo. Ruszyłem za nią. Nie odzywała się. Wypuściłem powietrze spoglądając na pozostałych którzy biegli za nami. Spojrzałem przed siebie gdy minęliśmy kwiaciarnie Yamanaka. Dostrzegłem znajomą mi czuprynę Akai’a. On też biegł w stronę szpitala. Zmrużyłem oczy.
- Co to?- Zdziwiła się Kurenai zatrzymując. Zatrzymałem się wraz z pozostałymi spoglądając na to co dostrzegła Kurenai.
- Krew?- Zdziwiła się dotykając ziemi i patrząc na swoje koniuszki palców ubrudzone szkarłatną mazią.
- Czyja?- Zdziwił się Kakashi rozglądając wokoło, lecz ślady krwi prowadziły w stronę szpitala. Ruszyłem w kierunku biegnącego Akai’a.
- Akai!- Zawołałem za chłopakiem widząc jak upada na ziemię usiłując się z niej podnieść.
Co mogło się stać? Czyja to krew?
Myślałem biegnąc w kierunku członków swojej drużyny. Za mną podążali pozostali jonini.
~Akai~
Biegłem co sił w nogach ignorując ból. To nie było ważne. Musiałem się śpieszyć. Nie mogłem pozwolił by powtórzyło się to ponownie. W połowie drogi nogi odmówiły mi posłuszeństwa i upadłem na ziemię wraz z nieprzytomną Ami. Spojrzałem na jej twarz i zamarłem. W panice dotknąłem jej szyi.
Puls?
Jest na szczęście nie było jeszcze za późno mogłem jeszcze zdążyć musiałem jedynie wstać i zabrać ją do szpitala.
Usiłowałem podnieść się z ziemi, a ból w kostce się nasilał.
Właśnie teraz!
Warknąłem w głowie zły na siebie za to że nie jestem w stanie nic zrobić. Czułem się bezradnie.
- Akai!- usłyszałem wołanie Shiowase-sensei.
Midori znalazła go całe szczęście.
Pomyślałem rozglądając się za nimi  Gdy dostrzegłem Midori i grupkę biegnących joninów w tym naszego sensei’a ucieszyłem się.
- Sensei…- Wyszeptałem spoglądając na niego
- Pomocy.- Dodałem po chwili spoglądając jak dobiega do mnie.
- Akai co się sta…- Urwał Shiowase-sensei spoglądając na moje pobrudzone ubranie we krwi. W jego oczach mogłem dostrzec szok oraz zdziwienie.
~Shiowase-sensei~
Biegłem w stronę kucającego na ziemi chłopaka. Widziałem jak stara się podnieść.
- Sensei- Wyszeptał do mnie Akai.
- Pomocy- Dodał po chwili moje oczy otworzyły się szerzej. Był cały we krwi.
Co do cholery się stało? Czyja to krew? Czy wszystko z nim dobrze?
Myślałem podbiegając do niego i położyłem mu rękę na ramieniu chcąc sprawdzić czy nie jest poważnie ranny.
- Akai co się sta…- Urwałem spoglądając na chłopaka raczej to na to co miał w rękach. Raczej kogo. Zamarłem.
- AMI!!-wydarłem się dotykając policzka nieprzytomnej dziewczyny cała była we krwi. Na klatce miała potworną rana, która krwawiła. Spojrzałem na przerażonego Akai’a.
Rozumiem… teraz wszystko jasne… Te zachowanie Midori.
Pomyślałem biorąc nieprzytomną dziewczynę na ręce i ruszyłem szybko do szpitala. Spojrzałem po chwili  na Midori.
- Midori pomóż Akai’owi.- powiedziałem spoglądając na pojawiającego się koło mnie Gay’a
- Moretsu co się s…- Urwał widząc w moich rękach zakrwawione ciało Ami. Zamarł.
- Ami!- Krzyknął po chwili Gay delikatnie sprawdzając puls.
- Jej puls słabnie Gay.- Powiedziałem do niego moje ręce zaczęły drzeć.
- Zabiorę ją do szpitala znacznie szybciej.- Powiedział Gay zabierając dziewczynę po czym aktywował dwie bramy by jak najmniej tracić czasu i znikł nam z oczu.
- Co się stało Moretsu?- Zapytała się Kurenai.
- Żebym ja to wiedział. Nie ma czasu. Musimy dostać się do szpitala.- powiedziałem patrząc na Akai’a
- Midori przyprowadź Akai’a do szpitala.- powiedziałem do dziewczyny.
- Hai Sensei- powiedziała biorąc przyjaciela pod ramie i pomagała mu iść.
~Neji~
Moje spojrzenie utkwiło właśnie w rodzeństwie piasku jak rozmawiali z pozostałymi przyjaciółmi. Impreza była nawet fajna. Było zabawnie spędzając z nimi czas. Nigdy nie myślałem, że może być tak fajnie. Naruto jak zwykle coś zmalował przez co dał nam powód do śmiechu. Gaara milczał przez cały czas.
- Jestem ciekawa czy znaleźli Ami?- Zapytała w końcu Tenten spoglądając w niebo.
- Zapewne teraz się na nią wydzierają. Za to, że wystawiła ich do wiatru.- Powiedział Naruto.
- Wątpię pewnie razem trenują.- Dodał Lee opierając się o kule.
- Znając Akai’a najpierw się na nią powydzierał.- Powiedziała Tenten śmiejąc się.
Moje spojrzenie utkwiło w Hinacie, która spoglądała na ziemię. Martwiła się wiedziałem to. W prawdzie nie dziwiłem się jej. Ostatnim razem jak znikła. To została porwana.
- Słyszałam Hinata, że się poprawiłaś.- Powiedziała Sakura podchodząc do niej.
- Odrobinkę . – Powiedziała zawstydzona dziewczyna spoglądając w bok.
- To wspaniale. - zawołał radośnie Naruto spoglądając na czerwoną twarz dziewczyny.
Koło mnie przeleciało coś zielonego. Zmrużyłem oczy. Znałem to coś bardzo dobrze. Ale dlaczego miałby się tak śpieszyć. Spojrzałem na ziemię.
Krew?
Zdziwiłem się nie wierząc własnym oczom starając się poukładać to co zdążyłem dostrzec aktywowałem Byakugana obserwując plecy Gay – sensei. Zamarłem.
Nie…
Pomyślałem spoglądając na Lee, który musiał dostrzec to co ja.
- Co to było?- Zdziwił się Kankuro zerkając w stronę w którą pobiegł Gay.
- Nie co raczej kto- Poprawiła go Tenten podchodząc do mnie.
- Neji?
- Lee?- Zdziwiła się Sakura widząc jak chłopak bierze kule i zaczął kierować się w moją stronę.
- Gay-sensei.- Powiedział nie odrywając oczu z miejsca gdzie zniknął za budynkami. Po chwili Lee zaczął kierować się w kierunku szpitala upadając na ziemię.
- Lee nie powinieneś się tak przemęczać!- Krzyknęła Tenten i podbiegła do niego pomagając mu wstać. Koło nas przebiegła grupka Joninów. Piersi biegli Shiowase-sensei, Kakashi-sensei za nimi biegła Kurenai-sensei oraz Asuma-sensei. Zmarszczyłem brwi widząc ich wyraz twarzy.
- Co jest?- Zdziwiła się Ino spoglądając na nich.
- Gay zapewne wciągnął ich w głupi wyścig. – Powiedział Tenten.
- Mylisz się.- powiedziałem nie spuszczając wzroku z biegnącego Gay’a, który wbiegł do szpitala.
- Jak to?- Zdziwiła się zerkając w moim kierunku spojrzała się na charakterystyczne żyłki świadczące o tym, że aktywowałem Kekei genkai.
- Gai śpieszył się z innego powodu.- Powiedziałem odwracając się by spojrzeć na biegnących Midori oraz Akai’a. Akai miał zwichniętą bądź skręconą kostkę. Mimo to biegł co sił w nogach podpierając się o ramie przyjaciółki.
Płaczą?
Zdziwiłem się w głowie i zamarłem zwiększając zasięg Byakugana by zobaczyć co się dzieje w szpitalu przeszukiwałem pomieszczenia.
- Akai i co znalazłeś Ami?- Zapytała Hinata i zamarła na widok zakrwawionego chłopaka który pośpieszał Midori by ta szła szybciej.
Czerwono włosy chłopak spojrzał się na każdego z nas po czym uniósł drżącą dłoń w stronę szpitala.
- G.. Gay- Wyszeptał cicho i ruszył dalej.
- Zrozumieliście coś?- Zdziwiła się Temari.
- Co mu się stało?- Zapytał Hinata, a zarazem zmartwiła się.
- Taa.- Odpowiedziałem po chwili ciszy otwierając szerzej oczy. Znalazłem.
- Neji o co chodzi?- Zapytała Tenten delikatnie mną potrząsała.
- Neji!
Wpatrywałam się oniemiały przed siebie. W Szpitalu pojawili się pozostali Jonini podchodząc do Gay’a który stał pod salą operacyjną.
- Neji! Powiedz nam co widzisz.- powiedziała Tenten zdenerwowana.
- Gay się nie ścigał tylko śpieszył do szpitala.- Powiedziałem patrząc wciąż na nauczycieli o czymś mówili. Po chwili dotarli do nich Akai i Midori. Spojrzałem na drzwi i przeniknąłem by zobaczyć i to.
- Wnioskując po śladach krwi niósł ranną osobę.- Powiedziałem pokazując na ziemię gdzie znajdowały się krople krwi.
- Co ranną osobę?- Zdziwiła się Sakura a pozostali umilkli.
- Neji kogo Gay zaniósł do szpitala. – Zapytał Naruto.
Moje ręce opadł wzdłuż mojego tułowia. Spoglądałem Byakuganem na leżącą dobrze znaną mi już twarz.
- Co się stało.- Wyszeptałem i zrobiłem kilka kroków w stronę szpitala.
- Neji…- Naruto szarpał mnie delikatnie za ramię.
- Dlaczego?- Zadałem kolejne pytanie i zamarłem widząc jak medyczni Ninja leczą nieprzytomną dziewczynę.
- Neji co się stało?- Zapytał Kankuro.
- Ami…- Wycedziłem nie patrząc na nich i zacisnąłem dłoni w pięści.
- Co z nią?- Zapytała Hinata przeszukując szpital swoim Byakuganem.
- Neji powiedz to w końcu!- Krzyknął Naruto.
- Gay niósł ranną osobę.- Powiedziałem i zamknąłem oczy.
- To już wiemy.
- To była Ami.- Powiedziałem patrząc ponownie Byakuganem widząc kucającą pod ścianą dziewczynę.
- Co takiego? Ale jak.
- Nie mam pojęcia mówię to co widzę. Akai siedzi na parapecie trzymając zakrwawiony ochraniacz. Midori skuliła się pod ścianą. W Jonini chodzą w kółko i rozmawiają o czymś. W Sali jest czterech medycznych Ninja leczą rany Ami.- Powiedziałem i ruszyłem z pozostałymi do szpitala nawet rodzeństwo piasku udało się za nami.
- A co z nią?- Zapytała się zmartwiona Temari.
- Nie wiem nie jestem medykiem.- powiedziałem wbiegając do szpitala.

1 komentarz: