Co
to??
Pomyślałam
czując ból w okolicy prawego boku. Nie miałam sił otworzyć oczu, a co dopiero
poruszyć ręką. Leżałam bezwładnie jak się nie myliłam na skrawku miękkiej
trawy.
Co
się mi przytrafiło?
Zadałam
kolejne nieme pytanie w swojej głowie. Starając się powrócić do wydarzeń z
ostatnich minut? Nawet nie wiedziałam jak długo leżałam.
Walczyłam?
Mój
oddech był miarowy i spokojny. Wypuściłam delikatnie powietrze czując jak coś
ciężkiego przygniotło moją i tak już obolałą klatkę.
Tak
na pewno walczyłam.
Pomyślałam
starając się wysilić szare komórki do współpracy.
Sachi…
Mój ostatni przeciwnik. Walczyłam z nim by dowiedzieć się o jego celu. W
prawdzie teraz wolałabym nie wiedzieć. Teraz miałam jeszcze większy mętlik w
głowie. Dlaczego ja? Zwykły Genin? Ale dlaczego żyłam? Kolejne pytanie bez
odpowiedzi. Łud szczęścia?
-
Ami!
Po mojej
twarzy ciekło coś mokrego.
Co
to?
Zmarszczyłam
brwi starając się ocenić ową ciecz.
-
Ami!
Łzy?
Na
pewno nie należały do mnie, więc do kogo. Powoli starałam się otworzyć oczy,
gdy to zrobiłam zobaczyłam jedynie zamglone postacie.
Ach
tak już po mnie.
Przypomniałam
sobie ze zlekceważyłam rozkaz przełożonego. Nie wiedziałam co ostatnio się ze
mną działo. Ignorowałam, nerwowa, lekkomyślna.
-
Midori? – Wyszeptałam przekręcając głowę w kierunku zielonowłosej.
-
Ami?- Wyszeptała dziewczyna. Łzy
należały do niej.
-
Jak się czujesz?- Zapytała po chwili. Widać było, że poczuła ulgę.
-
Dobrze.- Powiedziałam spokojny tonem siadając i delikatnie dotknęłam swojego
boku, w który oberwałam kataną. Dziwne nie bolało.
-
Powinnaś jeszcze leżeć.- Powiedziała zła Midori próbując wymusić na mnie bym
się położyła. Spojrzałam na nią mrużąc oczy.
-
Midori powiedziałam przecież, że czuje się dobrze.- Powiedziałam spokojnym
tonem spoglądając w jej kierunku.
-
Gdzie sensei i Akai?- Zapytałam rozglądając się. Jeszcze przed chwilą mogłam
sądzić, że tu byli. Rozpłynęli się?
-
Udali się na zwiady.- Odpowiedziała podając mi rybę.
-
Na zwiady?
-
Tak. Czy nikt się nie skrada.- Powiedziała po chwili.
-
Rozumiem.- Powiedziałam jedząc rybę.
Wolałam
nie odzywać się przez pewien czas. I tak wiedziałam, że nieźle mi się oberwie
za tak lekkomyślnie zachowanie. Co mnie podkusiłoby tak się zachować?
Zrobiłam
to na złość?
Chciałam
po prostu udowodnić swoją wartość?
Nie
miałam pojęcia. Ale czułam się głupio. Przysporzyłam im jedynie więcej
problemów.
-
Jak widać już się obudziłaś.- Usłyszałam za sobą głos Shiowase-sensei. Spojrzałam
na niego powoli jedząc delikatnie kiwnęłam głową.
-
jak się czujesz?- Usłyszałam za sobą spokojny głos nauczyciela. Za spokojny.
Mogłam uznać, iż to spokój jest jakby przed burzą. Zamknęłam oczy zastanawiając
się czy chcę być świadkiem tej burzy.
-
Dobrze?- Powiedziałam nie spoglądając na nich.
-
Coś nie pewna ta twoja odpowiedz.- Powiedział po chwili Shiowase spoglądając w
moim kierunku. Wyczuł niepewność w moim głosie. Aż tak bardzo było widać.
-
Po prostu jestem ciekawa jak długo spałam.- Powiedziałam co mi na język
przyszło. Spojrzałam się w ich kierunku.
-
Niecały dzień – Odpowiedział Akai spoglądając w moim kierunku.
-
Rozumiem.-Odpowiedziałam spoglądając na ziemię. Nie cały dzień tak? Zjadłam do
końca rybę. Spoglądając w ziemię będą przez chwilę zamyśloną. Po czym jednak
uśmiechnęłam się i spojrzałam się w kierunki Midori.
-
Dziękuje Midori za posiłek.- Powiedziałam spokojnym głosem.
-
Widać, że już ci nieznośny charakterek minął.- Powiedział Akai. Spojrzałam się
na niego. Po czym jednak wypuściłam powietrze. Nie było powodu już by się
złościć czy się dąsać. Dałam się za bardzo ponieść emocją. To głupie jak bardzo
potrafiłam się wściekać na Nejiego. To było nie dojrzałe zachowanie. Nie mogę
pozwolić by więcej mnie wyprowadzał z równowagi.
-
może…- powiedziałam biorąc łyka wody.
Miałam oczy zamknięte przez chwilę oddychając spokojnie.
-A
co z Sachim?- Przypomniałam sobie spoglądając na nich. No tak jak mogłam o nim
zapomnieć. A przede wszystkim o tym co powiedział mi na sam koniec.
-
Nie żyje.- Odpowiedział cicho Shiowase z zamkniętymi oczami. Przeniosłam wzrok
z Akai’a na sensei’a. Jak to nie żyje? Coś mnie ominęło. Kto go zabił? Dlaczego
ja żyję?
-
Rozumiem.- Powiedziałam czując ulgę na sercu. Spojrzałam się na kubek z wodą
zamyślona.
-
Ami…- Usłyszałam głos sensei’a który spoglądał w moim kierunku. Jego twarz nie
okazywała żadnych emocji.
No
świetnie.
Powiedziałam
w swojej głowie spoglądając na sensei’a.
-Tak?-
Wyszeptałam starając się zabrzmieć spokojnie.
-
Dlaczego walczyłaś sama? Wiesz jak to mogło się zakończyć?- Zapytał. W jego
głosie można było wyczuć, że jest zły. Ba! On nie był zły. Był wściekły. Mimo
że starał się zachować pokerową twarz.
-
Zdaje sobie sprawę z tego sensei.- Powiedziałam z zamkniętymi oczami.
– Mogłam narazić misję na niepowodzenie.-
Powiedziałam nie otwierając oczu. Oddychałam spokojniej.
-
Dlaczego zachowałaś się tak lekkomyślnie?- Zadał kolejne pytanie. Oczekując na
odpowiedz z założonymi na piersi rękoma.
-
Przepraszam. Też zadaje sobie te pytanie od pewnego czasu. – Powiedziałam nie
umiałam tego wyjaśnić nie wiedziałam czy to kłótnia z Nejim mną tak wstrząsnęła
czy te wspomnienia.
-
Ale żeby udać się samej na poszukiwania.- Powiedział Akai spoglądając w moim
kierunku. Opierał się o drzewo.
-Słucham?-
Zdziwiłam się podrywając na równe nogi. Mój wzrok utkwił w chłopaku.
-
Co ci strzeliło do głowy Akai?- Dodałam po chwili podchodząc bliżej niego.
-
To, że udałaś się samotnie.- Powiedział wściekły Akai i delikatnie stuknął
ramię.
-
Czy tak wygląda twoja współpraca w grupie?- Dodał po chwili patrząc się w moim
kierunku.
-
Nie udałam się samotnie to po pierwsze. Po drugie sam przyszedł. – Powiedziałam
poddenerwowana spoglądając na nich.
-
Sam przyszedł?- Zdziwił się sensei.
-
Oczywiście sensei! Siedziałam na drzewie, gdy usłyszałam hałas wysłałam klony
na obserwacje. Nie było powodu bym was budziła. Nie sprawdzając sytuacji, gdy
moje klony znikły, a ja otworzyłam oczy kucał przede mną.- Powiedziałam na
jednym wdechu. Spoglądałam na nich jakby właśnie zwariowali.
-
Nie okłamiesz nas?- Zapytał się Akai. Spojrzałam się w jego kierunku.
-
Akai co ci dziś szczeliło do tej pustej łepetyny! Czy ty kiedykolwiek widziałeś
bym udała się bez sprawdzenia terenu?- Byłam zła nie mogąc ich zrozumieć.
-
To, dlaczego nas nie obudziłaś?- Warknął po chwili zastanowienia. Podszedł
bliżej spoglądając na mnie z góry. Nienawidziłam tego spojrzenia. Było takie
same jak u Nejiego. Patrzał się na mnie z wyższością.
-
Nie mogłam.- Powiedziałam po chwili opuszczając wzrok w ziemię. Przygryzłam
wargę wracając wspomnieniami do walki. To takie upokarzające, że mimo treningów
nie byłam wstanie się chodź odrobiny poprawić. Co ja robiłam przez ten cały
czas? Co powinnam była zrobić?
-
Ami…- Powiedział Akai stojąc plecami do mnie.
-
O co chodzi Akai?- Zapytałam się starając się brzmieć spokojnie. Mimo że
wewnątrz mnie byłam wściekła, załamana a zarazem przerażona.
-
Obiecaj, że już nigdy nie będziesz tak lekkomyślna jak tym razem.- Powiedział
spoglądając na mnie.
-
Znasz mnie.- Powiedziałam spoglądając w jego oczach.
-
Ami do cholery!- Uniósł wściekły głos spoglądając na mnie.
-
Akai!- Krzyknęłam gotowa do kłócenia się z nim. Nie byłam słabą osobą. A jeśli
uważa, że jestem osobą lekkomyślną mogę się zgodzić czasem mi się zdarza zrobić
coś czego nie przemyślę, lecz nie ma prawa od razu mnie oceniać za to.
-
nie denerwuj mnie. Bo ci szczelę tak byś mnie popamiętała- Powiedział
przybliżając się do mnie bliżej.
-
musisz się pogodzić z tym.- Powiedziałam wstając z ziemi mimo sprzeciwów
Midori.
-
I to był pierwszy raz, gdy byłam lekkomyślna nie tak jak ty czy Midori, więc
nie macie prawa mnie poprawiać jak nie jesteście lepsi ode mnie.- Powiedziałam
mierząc chłopaka morderczym spojrzeniem.
-
My to całkowicie co innego!- Warknął łapiąc mnie za ramiona. Był wściekły.
-
Słucham??- Powiedziałam i zaśmiałam się ironicznie.
-
Niby czemu to.- Powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-
Znów zaczniesz się na nas fochać.- Powiedział Akai.
-
Uspokójcie się oboje.- Powiedziała Midori stając między nami.
-
Midori nie mieszaj się- Powiedziałam odpychając ją delikatnie.
-
Czego ty ode mnie chcesz do cholery Akai. – Powiedziałam podchodząc do niego z
zaciśniętymi dłońmi.
-
Nie myślisz o niczym jak o wygranej. Tylko byś chciała się bić. Idealna Kopia
Suwaru.- Powiedział odwracając się.
Zamarłam
słysząc trzy ostatnie słowa zwiesiłam głowę przegryzając drżącą wargę. A jednak
nic się nie zmieniło. Byłam dla nich jedynie problemem. Kulą, która
uniemożliwiała im wzniesienie się w powietrze. Wiedziałam jednak co musiałam
zrobić.
Usiadłam
pod drzewem z zamkniętymi oczami.
Starałam się uspokoić targające mną emocje. Jak tego nie zrobię
wybuchnę. Tłumiłam te uczucia od tak dawna. Nie mogłam pozwolić, aby się
ujawniły w tym momencie. Obiecałam sobie, że nigdy im nie powiem.
-
O co chodzi sensei?- Zapytałam się spokojnym tonem. Czując obecność. Shiowase,
który po chwile usiadł tuż obok mnie.
-
Opowiedz mi co się stało.- Powiedział spokojnym tonem. Nie patrzał się na mnie
tylko w niebo. O czymś myślał. Tylko o czym.
-
Hmmm.- Wyszeptałam spoglądając w niebo zamyślona. Wiedziałam, że musiałam mu
powiedzieć. Lecz nie mogłam powiedzieć, że byłam jego celem. Nie mogłam ich
bardziej zamartwiać. I tak mają wiele na głowie.
-Opowiedz
mi wszystko.- Powiedział spokojnym głosem. Spoglądając na mnie. Wypuściłam
delikatnie powietrze.
-
Zaczynając od tego co spowodowało twój dziwny nastrój na początku misji.-
Powiedział spoglądając się na mnie.
-
Co spowodowało? – Wyszeptałam zamykając oczy. Zwiesiłam głowę i poprawiłam
włosy.
-Tak.
-
Dobrze w dość dużym skrócie. Hyuuga Neji. W dłuższej wypowiedzi to, że się z
nim pokłóciłam raczej to była wymiana zdań. A byłam wściekła przez to ze wredny
drań znów miał racje.- Powiedziała spoglądając się w niebo. Tak. To był jeden z
głównych powodów.
-
I przywołało to nie zbyt miłe wspomnienia. – Dodałam po chwili zamykając oczy.
Czułam się teraz strasznie głupio.
-To
nie powinno sprawiać, że…- Urwał Shiowase, gdy uniosłam rękę by go uciszyć.
-
Wiem o tym, ale wy też nie szanujecie moich uczuć. Dla was jestem tylko zbędnym
elementem całości. –Powiedziałam odwracając wzrok.
-Ami…-
Zaczął Senei, lecz i tym razem nie miał możliwości dokończenia swojej
wypowiedzi.
-
A wracając do Sachi’ego. Jak już mówiłam siedziałam na drzewie gdy spaliście.
Usłyszałam hałas w krzakach…- Powiedziałam i zamyśliłam się.
-
Ami…
-
Stworzyłam cztery klony.- Powiedziałam.- Kazałam im zobaczyć okolicę, lecz
każdy zaczął znikać a ja niemiałam pojęcia czemu. To było irytujące. I pierwszy
raz miałam z czymś takim do czynienia. Wiec czułam niepokój. Gdy ostatni znikł
otworzyłam oczy. A on znajdował się przede mną – Powiedziałam zerkając na
niego.
-Zdawał
się pana znać. Gdy chciałam was obudzić zdałam sobie sprawę ze są pieczęci i
nie dałabym rady nawet jakbym bardzo tego chciała. Nie usłyszelibyście mojego
wołania. A ja nie byłabym wstanie się do was zbliżyć.- Powiedziałam nie
otwierając oczu. Starałam uspokoić swój głos.
-
Podczas walki oddaliłam się od obozu.- Dodałam. Oczywiście trochę zataiłam. Nie
powiedziałam bowiem tego, iż się z nim założyłam. Lepiej by o tym nie
wiedzieli..
-
Cos ukrywasz.- Powiedział po chwili. Skrzywiłam się nie spoglądając na niego.
No tak można było się tego spodziewać. Sensie jest Joninem. Nie tak łatwo
będzie go okłamać.
-Nie
niby dlaczego.- Powiedziałam mając jeszcze ziarno nadziei, że może jednak
stanie się cud i da się nabrać.
-Znam
cię Ami.- Powiedział krótko zakładając ręce na piersi oczekując jak powiem całą
prawdę/
-Ech.-
Westchnęłam ciężko i oparłam głowę o swoje kolana nie patrząc na sesiea.
-Żadne
ech jestem przełożonym.- Powiedział poddenerwowany tym „Ech”.
-
Założyłam się z nim.- Powiedziałam unikając spojrzenia sensei’a wiedziałam ze
teraz już kompletnie się na mnie wścieknie. Pierwszy raz coś takiego miało
miejsce.
-Co
zrobiłaś?- Zdziwił się wściekły. No tak miałam rację.
-Założyłam
się z nim.- Powiedziałam nie patrząc się na nich. Nie musiałam. Wiedziałam jak
właśnie wyglądali. W prawdzie nie dziwiłam się im.
-
jak mogłaś coś takiego zrobić Ami!- Krzyknął Akai przypierając mnie do drzewa
patrząc się w moje oczy spoglądałam jedynie na niego.
-
I to nazywasz pracą w zespole!- Ponownie się wydarł na mnie potrząsając mną.
Nic nie mówiłam nie zamierzałam im mówić, że celem byłam ja.
-
Tak czy siak walczyłabym z nim. Czy bym się z nim założyła czy też nie. A tak
myślałam, że dowiem się kto jest jego celem. Lecz jak widać nie udało mi się
wygrać.- Powiedziałam spoglądając na dziurę w swojej tunice i odepchnęłam rękę
Akai’a.
-
Misja zakończyła się sukcesem prawda.- Powiedziałam spoglądając się w oczy chłopaka.
Nie opuszczałam wzroku.
-
Tak… ale tu nie o to chodzi.- Powiedział Akai.
-
Akai wystarczy rozumiem wszystko.-Powiedziałam idąc powolnym krokiem i zaczęłam
się pakować. Chciałam wracać do domu.
-
Ami za takie zachowanie powinna czekać cię sroga kara.- Powiedział sensei
wstając i ruszył w kierunku wioski. Wstałam i ruszyłam za nimi.
~&~
W
Drogę powrotną ruszyliśmy nim wstało słońce. Każdy milczał przez całą
drogę. Co bardzo było przydatne? Miałam,
bowiem wiele czasu do namysłu. Mimo że serce krzyczało, potwornie krwawiło.
Podjęłam decyzję. Tłumiąc w nim
cichutkie krzyki „Nie rób tego.” . Nie mogłam. Musiałam to zrobić, aby mogli
spełnić swoje marzenia.
Mój
wzrok utkwił w plecach Midori. Po czym przeniosłam je na plecy jej towarzysza.
Każde milczało. Z resztą to już nie ważne.
Droga
do domu niemiłosiernie mi się dłużyła i prawda była taka, że pierwszy raz w
życiu nie chciałam do niego wracać. Pierwszy raz nie chciałam, aby moja noga
przekroczyła bramę Konohy.
Midori,
Akai, Nawet Shiowase-sensei byli na mnie wściekli. Nie odzywali się by nie
wybuchnąć, mimo iż starali się to ukryć. Wiedziałam to. Nie dziwiło mnie to. Sama na ich miejscu
byłabym wściekła. A jakbym im powiedziała, że to ja byłam jego celem. Tylko
pogorszyłabym sprawę. Na tej misji zrozumiałam jedno.
Zamknęłam
oczy, aby uspokoić oddech. Wiedziałam, że już za chwile przekroczę próg wioski.
Powoli zeskoczyła z drzewa pojawiając się obok pozostałych.
-
O już wróciłaś Ami!- Usłyszałam radosny głos Kotetsu siedzącego jak zwykle na
patrolu. Byłam pod wielkim wrażenie jak oni mogli to znosić za każdym razem.
-
Ami?- Zdziwił się Izuna spoglądając w moim kierunku.
-
Dzień dobry Kotetsu-san, Izuna-san.- Powiedziałam delikatnie skłaniając się na
przywitanie. Nie podnosiłam przez chwilę wzroku.
-
Jak ci się udała misja?- Zapytał Kotetsu uśmiechając się jak zwykle. Spojrzałam
na niego i uśmiechnęła się szeroko.
-
Tak jak zwykle.- Wyszeptałam spoglądając na znikających członków drużyny.
-
Dałam ciała.- Powiedziałam nie patrząc na nich. Przygryzłam wargę powstrzymując
się od łez.
-
Nie przejmuj się masz jeszcze wiele czasu by się nauczyć i zdobyć
doświadczenie.- Powiedział z uśmiechem na twarzy.
-
Hai.- Powiedziałam powoli kierując swoje kroki w kierunku gabinetu Hokage.
Sądząc po ludziach jeszcze następca nie został wybrany. Więc przyjdzie mi
rozmawiać z Iruką. Może to i lepiej. Teraz zastanawiałam się jak obrać słowa. W
głowie wypowiadałam je z łatwością, lecz gdy tylko otwierałam usta rozlegała
się cisza. Nie byłam w stanie co kolwiek powiedzieć. Zamknęłam oczy nabierając
powietrza i je wypuściłam.
Zatrzymałam
się przed kulistym budynkiem i wypuściłam powietrze kierując się schodami w
górę przypominając sobie urywki walki z Sachim.
-
Miło mi jest ciebie poznać Ami-chan.- Powiedział spokojnym zachrypniętym
głosem. Przyglądał mi się z uwagą. Jego
twarz nie wyrażała nic. Kompletnie żadnych emocji. Spojrzałam na niego
zastanawiając czy to mógł być przypadkiem. Nauczyłam się tego żeby tak łatwo
nie wierzyć pozorom.
-
Sachi?- Wyszeptałam robiąc kilka kroków w tył. Wolałam zachować bezpieczną
odległość bym mogła w razie czego zdążyć uciec. Pomimo tego wiedziałam, iż nie
miałabym szans w walce.
-
Oo.- Wyszeptał spoglądając na mnie z uśmiechem na twarzy. Wyprostował się
kładąc rękę na swoim biodrze.
-
Widać, że ty też coś o mnie wiesz. Można wiedzieć co?- Powiedział podchodząc
bliżej powolnym krokiem. Przełknęłam ślinę zastanawiając się przez chwilę.
Przymknęłam
na chwile oczy opierając się o ścianę. Prawą dłonią delikatnie dotknęłam ranę
na swoim boku.
-
Tayutsu? Hm.- Powiedział z uśmiechem na twarzy blokując każdy mój atak. Nie
atakował mnie. Tylko obserwował. Był dziwny. Odbiłam się od ziemi i kopałam go
z całej siły w brzuch.
-
Twoje ruchy są bardzo przemyślane.- Powiedział spokojnym tonem atakując mnie.
Broniłam się najlepiej jak potrafiłam nie mrugając oczami. Złapałam jego pięść
a on moją spoglądając na siebie.
-
Twoje ruchy są zwinne.- Dodał po chwili namysłu.
-
Jestem na egzaminie?- Zdziwiłam się słysząc jego śmiech.
-
Nie.- Powiedział spokojnie.
-
Więc dlaczego postanowiłeś ze mną walczyć. Przecież miałeś do wyboru lepszych
wojowników.- Powiedziałam po chwili spoglądając na niego i siłując się.
-
Dobre pytanie. Może, dlatego że poniekąd ich znam.- Powiedział spokojnym
głosem.
-
Dlaczego ja?- Zapytałam.
Wypuściłam
powietrze idąc kilka stopni wyżej zerkając na drzwi. Serce kuło wiedząc co
niedługo nastąpi.
Był
dość szybki. Jego ruchy kataną były przemyślane i dość precyzyjne. Musiałam
wyjąć z pochwy moją katanę co było rzadkością. Mimo że miałam ją zawsze przy
sobie rzadko, kiedy z niej korzystałam.
-
Nie używasz katany jako przedłużenia samej siebie.- Powiedział po chwili.
Spojrzałam się na niego.
-
Jesteś samoukiem. Czemu nie szkolisz się z innymi?- Powiedział zdziwiony.
-
Nie. Do tego poziomu sama byś nie doszła.- Powiedziała mrużąc oczy.
-
Nie wiem o czym mówisz, ale w prawdzie miałam kilku jakby to ująć nauczycieli.-
Powiedziałam spoglądając na niego.
Im
więcej wspomnień przywoływałam do siebie. Coraz bardziej miałam wrażenie, że
nasza walka bardziej przypominała egzamin czy też trening niż walkę dwóch
wrogów.
-
Mówiłem ci już każdy ma swój cel.- Powiedział spoglądając na to jak leżałam na
brzuchu trzymając się za ranny bok.
-
Ja byłem celem twoim i twojej drużyny.- Powiedział pochylając się nade mną po
czym złapał mnie za gardło ściskając je i wstając trzymając nad przepaścią.
Zatrzymałam
się przed drzwiami biorąc kilka wdechów. Dłoń powoli mi drżała. Starałam się ją
zatrzymać zastanawiając się przez krótką chwilę.
-
To prawda.- Powiedziałam trzymając go za rękę wpatrując się w jego oczy.
Słabłam.
Z
każdą sekundą było coraz gorzej. Nie wiedziałam ile mogłam jeszcze przetrwać.
Ściskałam katanę z ledwością musiałam coś zrobić.
-
Nie przyszedłem tu od tak. – Dodał spoglądając się na mnie.
Ścisnął
dłoń mocniej i poprawił katanę przykładając ją do mojego boku.
-
Moim celem.- Powiedział i pchnął katanę tak by przebiła moje ciało. Syknęłam
kaszląc krwią. Mój obraz coraz bardziej się rozmazywał.
-
Byłaś ty.- Powiedział spoglądając na mnie. Zakaszlałam.
-
Miałem zabić ciebie Ami.- Powiedział podnosząc katanę wyżej by zadać ostateczny
cios.
Ostatnie
momenty walki uderzyły ze zdwojoną siłą. Starałam się…raczej miałam nadzieje,
że się przesłyszałam, lecz nie było takiej możliwości.
Puk.
Zastukałam
w drewniane drzwi czekając na odpowiedz.
-
Proszę.- Usłyszałam znajomy głos, który należał do Iruki. Powoli otworzyłam
drzwi i zamknęłam oczy.
Jeszcze
masz szansę się wycofać. Jesteś tego pewna Ami. Po tym może nie być odwrotu.
Pomyślałam
a przed oczami pojawiły mi się wizerunki Akai’a, Midori oraz sensei’a.
Przegryzłam wargę spoglądając na ziemię.
-
Dzień Dobry Iruka-sensei.- Powiedziałam skłaniając się powoli.
-
Witaj Ami. – Przywitał mnie z uśmiechem na twarzy.
-
Wróciłaś już z misji jak widać. Musisz mi opowiedzieć jak ci poszło? –
Powiedział uśmiechając się dalej, lecz po chwili umilkł spoglądając w moim
kierunku. Miałam spuszczoną głowę.
-
Coś się stało?- Zdziwił się po chwili. Zacisnęłam dłonie w pięści.
-
Chciałabym zrezygnować z bycia członkiem drużyny 11.- Powiedziałam spoglądając
na zdziwionych ludzi.
Moje
serce pękało w każdą możliwa stronę. Potwornie krwawiąc. Zacisnęłam zęby.
-
Ale…- Zaczął Iruka spoglądając się smutno. Jego oczy ze zdziwieniem się
rozszerzyły spoglądają w moim kierunku. No tak taką decyzje może podjąć jedynie
Jonin nadzorujący.
-
Zapewne może to zrobić jedynie jonin prowadzący. – Powiedziałam spoglądając na
niego.
-
Nie o to chodzi…- Wyszeptał Iruka Otwierając usta by powiedzieć coś jeszcze,
lecz przerwałam mu.
-
Wiec proszę nie przydzielać mi misji.- Powiedziałam spoglądając na sensei’a. Po
czym opuściłam głowę w dół nie patrząc się na nikogo.
-
Ami…- Zdziwił się Iruka. Przegryzłam wargę.
-
Naraziłam misję jak i członków drużyny na niebezpieczeństwo i niepowodzenie nie
powinnam być dalej członkiem tej drużyny. Nie po tym jak się traci zaufanie…
Nie… Ja nawet nie mogę powiedzieć czy w ogóle je miałam.
Na
drewnianą posadzkę kapały moje łzy. Delikatnie dotknęłam policzków, z których
kapały łzy.
Dlaczego?
Zdziwiłam
się spoglądając na łzy kapiące na moje dłonie. Po czym pośpiesznie się
odwróciłam i wyszłam z pomieszczenia.
-
AMI!!- Usłyszałam jedynie Krzyk zdziwionego Iruki. Wpadłam na coś twardego.
Delikatnie uniosłam rękę by sprawdzić co to było. Po czym podniosłam wzrok
spoglądając na stojącego za drzwiami Nejiego i jego drużynę.
-
Ami…- Zaczęła Tenten wyminęłam ją idąc dalej. Nie miałam ochoty rozmawiać.
Zrobiłam to co uważałam za słuszne. Nie widziałam już powodu by narażać ich na
niepowodzenia.
Zbiegłam
ze schodów nie zatrzymując się nim nie dobiegłam do domu. Gdy tylko zamknęłam
drzwi oparłam się o nie zasłaniając zapłakaną twarz.
Jejku, to chyba najsmutniejszy rozdział jak do tej pory :((
OdpowiedzUsuń