sobota, 1 czerwca 2019

49 : Sachi.- Mroczny zabójca.49



Sensei rozmawiał jeszcze przez chwilę z Akai’em, nie wiedziałam o czym. W prawdzie mało mnie to obchodziło. W końcu moje zadanie nie polegało na podsłuchiwaniu. I oczywiście nauczyłam się czegoś w gorących źródłach. Podsłuchiwanie źle się kończy, w moim znaczeniu oczywiście. Może i dowiedziałam się wielu rzeczy, lecz musiałam też wiele wycierpieć.
Polana na której niby miał się pojawić mój cel była pusta, cicha oraz nudna. Leżałam na gałęzi spoglądając na nią i wyczekując jakiś oznak życia. To było nużącym zadaniem. Lecz miałam czas do namysłu. Może nie zbyt mi się podobało. Po powrocie wywieszę białą flagę. Nie chcę się już kłócić z Nejim. Oczywiście za przyjaźnić też za bardzo nie miałam ochoty. Wolałam być neutralna. Spojrzałam się na niebo.
Hinata zamierzała się zmienić stać się silniejszą. Ja natomiast chcę po prostu porozmawiać z pozostałymi. Nie ważne ile miałabym wycierpieć po prostu chciałabym powiedzieć im to co leży mi na sercu. To, że nie jestem kopią Suwaru. Tylko Ami. Może im się to nie podobać, lecz jestem w ich drużynie bez mojej zgody. Oczywiście to jest prawdą. Nie ja ich wybrałam tylko Hokage. I, że jeśli nie chcą się przyjaźnić to nic takiego. Nie będę wściekła, lecz w misjach chcę brać udział nie tylko kryjąc ich, ale chcę walczyć z nimi w ramię w ramię. Nic po za tym.
- Ami zejdź coś zjeść.- Usłyszałam głos Midori, która spoglądajła na mnie z dółu. Spojrzałam na nią i pokręciłam przecząco głową. Nie miałam ochoty na jedzenie. Wolałam pozostać w swoim miejscu gdzie mogłam odpocząć. I nikomu nie zawadzać.
- Jak kogoś zobaczysz daj znać.- Powiedział Showase-sensei spoglądając na mnie.
- Wiem o tym.- Powiedziałam spoglądając na niego. Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Odrobinkę się uspokoiłam.
- E to…- Zaczęłam spoglądając na niebo.
- Coś nie tak Ami?- Usłyszałam za sobą głos senseia. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie to nic takiego. Jedynie chciałam przeprosić.- Powiedziałam z zamkniętymi oczami.
- Wczoraj nie zbyt dobrze się zachowałam i nie powinnam była wyładowywać na was swojej frustracji.- Powiedziałam spoglądając na niebo.
- Nic się nie stało. Każdy bowiem ma gorsze dni. Nie przejmuj się tym i uśmiechnij się.- Dodał podchodząc do reszty. Spoglądałam się na łąkę zamyślona.
Pół godziny.
Łąkę, którą obserwowałam bez przerwy od półgodzin była średniej wielkości. Gdzie nie gdzie można było dostrzec jakieś kwiatki były próżno kolorowe. Co jakiś czas można było dostrzec sarnę czy inne leśne stworzonko, które akurat postanowiło przejść na droga stronę.
Obserwowanie to naprawdę najgorsza robota. Zaczynam być pełna podziwu dla Kotetsu i Izuno za ich pilnowanie. Przecież można zanudzić się przy tym na śmierć.
Godzina Później.
Mój wzrok skierował się na moich towarzyszy. Zaczęłam obserwować Midori.
Midori była dziewczyną o zielonych włosach. Jak dobrze sobie przypominam gdy ją poznałam miała je znacznie dłuższe. No cóż widać jak bardzo spędzam czas z własną drużyną.
Pokręciłam przecząco głowo spoglądając dalej na znajomą.
Jej włosy z tyłu były kródkie natomiast z przodu się wydłużały do ramion. Miała także grzywkę. Jej oczy o dziwo były tego samego koloru. Jasna karnacja i widoczne kości policzkowe.
Przekręciłam głowę w bok spoglądając na Akai’a.
Akai… Jest czerwownowłosym chłopakiem. Jego oczy były tego samego koloru co włosy co było dość dziwnym zjawiskiem. Lub to ja już miałam omamy wzrokowe. Przetarłam oczy spoglądając dalej. Na dłoniach i przed ramieniach miał bandarze. Dziwne? Nie pamiętam by je miał. Może zranił się podczas trenowania? Hm?
Ostatnią osobą na którą się spojrzałam był Shiowase.
Sensei miał brązowe włosy. Żadko kiedy się uśmiechał bądź to ja żadko go widziałam uśmiechniętego. Miał zielone oczy. Włosy natomiast miał koloru brązowego i jakby to ująć miał je w nieładzie. Przy sobie zawsze miał katanę. Zmrózyłam oczy. Nie pamiętałam by kiedykolwiek jej używał.
Dwie godziny później.
Położyłam się na gałęzi zrywając listka i bawiąc się nim w dłoniach.
Kim jest nasz wróg?
Pomyślałam spoglądając na łąkę zamyślona oddychając dość spokojnie.
Co zrobić jak im się nie uda go pojmać?
Moja głowa była pełna pytani bez odpowiedzi. Zamknełam oczy. Nie chciałam myśleć o tym, że mogli by przegrać to było niemożliwością. W końcu nie są tacy słabi.
Szelest.
Zamarłam nasłuchując. Spoglądałam się w miejsce gdzie zatrzesły się krzaki. Nie mogłam przeoczyć niczego. Nawet najmniejszego znaku. Mogłoby się to zle skończyć nie tylko dla mnie, lecz i dla moich towarzyszy.
Zwierzę?
Czy powinnam była budzić sensei’a? A jak to tylko jakieś zwierzę? Powinnam sprawdzić. Tylko jak? Wiem!
Zrobiłam pieczęć. I stworzyłam cztery klony. Tak dla bezpieczeństwa. I Kazałam im udać w miejsce szelestu i rozdzielić się przeszukując las.
~Klon 1~
Pobiegłam przed siebie wskakując w krzaki i rozglądając się.
Nikogo nie było.
Dziwne? Przecież było słychać, że ktoś się zakrada. Moja wyobraźnia?
Skierowałam swoje kroki prosto przed siebie zerkając na pozostałe klony, które oddaliły się ode mnie idąc ostrożnie z kunaiami w dłoniach. Ostatni raz spojrzałam się na mój origninał i ruszyłam dalej. Wiedziałam, że oryginał bardzo na nas polegał.
Pragnęłam jej nie zawieść.
Wyjęłam kunaia i przedzierałam się dalej. Cicho stawiając kroki.
Ślady.
Kucnęłam delikatnie dotykając śladów stóp. Były dość płytkie. Osoba musiała biec. Zmarsczyłam brwi rozglądając się w około.
Musiałam zachować ostrożność. To mógł być podstęp. Trzeba uważać. Kucnęłam przy jakimś krzaku i spoglądałam się na troje ludzi.
Nie widziałam ich. Mieli ubrane kaptury, które zasłaniały im twarze. Przygryzłam wargę poirytowana. Nie znosiłam czegoś takiego. Im bliżej byłam prawdy to zawsze znajdowało się coś co…
~Ami~
Uniosłam głowę, którą opierałam o kolana.
- Znikł.- Wyszeptałam spoglądając w las gdzie znikły moje klony. Jeden z nich przed chwilą co zniknął.
Wiem jedynie, że jest tam ich trzech i nic więcej. Jak zaatakują nas w trójkę źle się to skończy.
Zamknęłam oczy kontrolując klony dalej.
~Klon 3~
Byłam najbliżej mojej poprzedniczki. Jej nie pokój i zdziwienie uderzyło we mnie niczym grom z jasnego nieba. Nie spodziewała się ze zniknie. Ale jak? Przecież nikt jej nie zaatakował? Co się stało? Muszę to sprawdzić.
Przedzierałam się przez las. Oczywiście nie zatrzymałam się w tym samym miejscu co moja poprzedniczka, lecz odrobinkę dalej. Pochyliłam się by spojrzeć na owych ludzi i…
~Ami~.
-Cholera jasna!- Wydarłam się podrywając. Po czym  złapałam się za czubek głowy, którym solidnie uderzyłam w  gałąź.
- Co się dzieje?- Usłyszałam zmartwionego Akai'a, który przecierał oczy spoglądając na mnie.
- Już czas na walkę?
- Nie.
- To dlaczego krzyczałaś.
- Uderzyłam się w głowę.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy. I spojrzałam na las. Nie mogłam jak na razie im powiedzieć. Musiałam to sprawdzić.
~Klon 2~
Spojrzałam się za siebie. Dziwne. Moje poprzedniczki znikły dość szybko. Co się mogło tam dziać? Co powinnam była zrobić?
Nie miałam pojęcia dlaczego tak się działo. Przez co czułam się coraz bardziej poirytowana. Wskoczyłam na drzewo kładac się na gałęzi i pochyliłam tak by widzieć całą trójkę. Stali  bez ruchu. Dziwne. Coś mi tu śmierdzało.
Zmruzyłam oczy.
~Ami~
Zacisnełam dłonie w pięści zgrzytając zębami. Nie podobało mi się to. Nigdy wcześniej nie miałam czegoś takiego. Co się tam działo? Ta cholerna nie wiedze była nie do wtrzymania. Dlaczego trójka moich klonów znikła bez żadnego słowa? Od tak.
Zamknełam oczy.
- Uwarzaj na siebie.- Wyszeptałam spoglądając na las.
~Klon 4~
- Uwarzaj na siebie- Usłyszałam w swojej głowie głos orginału. Martwiła się o mnie. Uśmiechnełam się delikatnie.
- Nie musisz się o mnie martwić.- Powiedziałam sama do siebie. Sama czułam niepokój. Moje poprzedniczki od tak znikły. Nie spodziewałam się tego. Nawet nie wiem kto je pokonał.
Trójka owych ludzi nawet się nie poruszyła. Co było dość dziwne.
Odbiłam się od ziemi i wyskoczyłam z ukrycia wbijając kunai w plecy jednego z nich. Spojrzałam się po chwili na kałuże wody pod swoimi nogami.
- Mizu bunshin no Ju…
~Ami~
Wodne klony? Zacisnełam dłonie w pięści. Dałam się tak oszukać jaka ja byłam głupia. Otworzyłam oczy.
Kilka centymetrów od mojej twarzy znajdowała się twarz jakiegoś chłopaka. Miał fioletowe włosy siegały mu może do półowy szyi. Były w nieładzie. Oczy miał koloru czerwonego. Spoglądałam  na niego wmurowana.
Jedną ręką podpierał się o pień drzewa pochylając się nade mną.
Na nosie miał okulary. Był dość wysoki. Dobrze zbudowany. Miał na sobie ciemną koszulkę i spodnie wokół pasa miał przewiązaną chustę. Spodnie też ciemnogo koloru.
Na twarzy chłopaka zagościł uśmiech.
- Mayumi Ami.- Usłyszałam jego głosy. Był zachrypnięty. Zdziwiłam się. Skąd on mógł znać moje imię? Nie przedstawiałam się.
Po chwili poczułam jak złapał mnie za nadgarstek i pociognął na tyle mocno, iż zleciałam z drzewa upadając na łąkę.
- Może lepiej nie budzmy twoich przyjaciół.- Powiedział z uśmiechem na twarzy. Nie podobało mi się to.
- Skad mnie znasz?- Wycedziłam przez zaciśnięte zemby spoglądając na niego. Uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Któż to wie?- Powiedział okrążając mnie i mierząc od stóp po sam czubek głowy.
- Mayumi Ami. Lat 13 może 14. Rodzice: Martwi.- Powiedział znajdując się za moimi plecami delikatnie łapiąc w pasie. Spoglądał na mnie znad okularów. Dość dużo o mnie wiedział. Aż za dużo. Po chwili zwinnym ruchem uderzył mnie  w przeponę zasłaniając usta bym nie krzyknęła.
- Nie krzyczymy. Jeszcze nie teraz.- Powiedział spoglądając  w moje oczy.
- Drużyna 11. W skład wchodzą: Kiremeku Midori, Shirioku Akai. Umm ciekawe. Sesnei: Shiowase. – Powiedział spoglądając na ziemię gdzie spali pozostali.
- Shiowase? Hm…- Na jego twarzy zagościł uśmiech. Po czym ponownie spojrzał na mnie.
- Jesteś dość utalentowana.- Wyszeptał spoglądając na mnie z powrotem przejeżdżając po moim policzku.
- Skąd to wiesz?- Ponowiłam swoje pytanie za jego plecami pojawił się mój klon uderzając go w plecy.
Spojrzałam się na wodę po czym skierowałam spojrzenie za siebie zerkając jak zeskakuje z drzewa obserwując mnie.
- Ah! Gdzie są moje maniery.- Powiedział i skłonił się z uśmiechem na twarzy.
- Jestem Sachi.- Przedstawił się spoglądając się mnie z uwagą.
Spojrzałam wmurowana w chłopaka stojącego przede mną. Nie spodziewałam się tego. Mój.. Nasz cel sam do nas przyszedł. Czy to możliwe? Łud szczęścia?

1 komentarz:

  1. Jejku, ciekawe skąd on to wszystko wie? Lecę czytać dalej! :)

    OdpowiedzUsuń