Sensei
rozmawiał jeszcze przez chwilę z Akai’em, nie wiedziałam o czym. W prawdzie
mało mnie to obchodziło. W końcu moje zadanie nie polegało na podsłuchiwaniu. I
oczywiście nauczyłam się czegoś w gorących źródłach. Podsłuchiwanie źle się
kończy, w moim znaczeniu oczywiście. Może i dowiedziałam się wielu rzeczy, lecz
musiałam też wiele wycierpieć.
Polana
na której niby miał się pojawić mój cel była pusta, cicha oraz nudna. Leżałam
na gałęzi spoglądając na nią i wyczekując jakiś oznak życia. To było nużącym zadaniem. Lecz miałam czas do namysłu. Może nie zbyt mi się podobało. Po
powrocie wywieszę białą flagę. Nie chcę się już kłócić z Nejim. Oczywiście za
przyjaźnić też za bardzo nie miałam ochoty. Wolałam być neutralna. Spojrzałam
się na niebo.
Hinata
zamierzała się zmienić stać się silniejszą. Ja natomiast chcę po prostu
porozmawiać z pozostałymi. Nie ważne ile miałabym wycierpieć po prostu
chciałabym powiedzieć im to co leży mi na sercu. To, że nie jestem kopią
Suwaru. Tylko Ami. Może im się to nie podobać, lecz jestem w ich drużynie bez
mojej zgody. Oczywiście to jest prawdą. Nie ja ich wybrałam tylko Hokage. I, że
jeśli nie chcą się przyjaźnić to nic takiego. Nie będę wściekła, lecz w misjach
chcę brać udział nie tylko kryjąc ich, ale chcę walczyć z nimi w ramię w ramię.
Nic po za tym.
-
Ami zejdź coś zjeść.- Usłyszałam głos Midori, która spoglądajła na mnie z dółu.
Spojrzałam na nią i pokręciłam przecząco głową. Nie miałam ochoty na jedzenie.
Wolałam pozostać w swoim miejscu gdzie mogłam odpocząć. I nikomu nie zawadzać.
-
Jak kogoś zobaczysz daj znać.- Powiedział Showase-sensei spoglądając na mnie.
-
Wiem o tym.- Powiedziałam spoglądając na niego. Na mojej twarzy zagościł
delikatny uśmiech. Odrobinkę się uspokoiłam.
-
E to…- Zaczęłam spoglądając na niebo.
-
Coś nie tak Ami?- Usłyszałam za sobą głos senseia. Pokręciłam przecząco głową.
-
Nie to nic takiego. Jedynie chciałam przeprosić.- Powiedziałam z zamkniętymi
oczami.
-
Wczoraj nie zbyt dobrze się zachowałam i nie powinnam była wyładowywać na was
swojej frustracji.- Powiedziałam spoglądając na niebo.
-
Nic się nie stało. Każdy bowiem ma gorsze dni. Nie przejmuj się tym i
uśmiechnij się.- Dodał podchodząc do reszty. Spoglądałam się na łąkę zamyślona.
Pół
godziny.
Łąkę,
którą obserwowałam bez przerwy od półgodzin była średniej wielkości. Gdzie nie
gdzie można było dostrzec jakieś kwiatki były próżno kolorowe. Co jakiś czas
można było dostrzec sarnę czy inne leśne stworzonko, które akurat postanowiło
przejść na droga stronę.
Obserwowanie to naprawdę najgorsza robota. Zaczynam być pełna podziwu dla Kotetsu i Izuno za
ich pilnowanie. Przecież można zanudzić się przy tym na śmierć.
Godzina Później.
Mój
wzrok skierował się na moich towarzyszy. Zaczęłam obserwować Midori.
Midori
była dziewczyną o zielonych włosach. Jak dobrze sobie przypominam gdy ją
poznałam miała je znacznie dłuższe. No cóż widać jak bardzo spędzam czas z
własną drużyną.
Pokręciłam
przecząco głowo spoglądając dalej na znajomą.
Jej
włosy z tyłu były kródkie natomiast z przodu się wydłużały do ramion. Miała
także grzywkę. Jej oczy o dziwo były tego samego koloru. Jasna karnacja i
widoczne kości policzkowe.
Przekręciłam
głowę w bok spoglądając na Akai’a.
Akai…
Jest czerwownowłosym chłopakiem. Jego oczy były tego samego koloru co włosy co
było dość dziwnym zjawiskiem. Lub to ja już miałam omamy wzrokowe. Przetarłam
oczy spoglądając dalej. Na dłoniach i przed ramieniach miał bandarze. Dziwne?
Nie pamiętam by je miał. Może zranił się podczas trenowania? Hm?
Ostatnią
osobą na którą się spojrzałam był Shiowase.
Sensei
miał brązowe włosy. Żadko kiedy się uśmiechał bądź to ja żadko go widziałam
uśmiechniętego. Miał zielone oczy. Włosy natomiast miał koloru brązowego i
jakby to ująć miał je w nieładzie. Przy sobie zawsze miał katanę. Zmrózyłam
oczy. Nie pamiętałam by kiedykolwiek jej używał.
Dwie
godziny później.
Położyłam
się na gałęzi zrywając listka i bawiąc się nim w dłoniach.
Kim jest nasz wróg?
Pomyślałam
spoglądając na łąkę zamyślona oddychając dość spokojnie.
Co zrobić jak im
się nie uda go pojmać?
Moja
głowa była pełna pytani bez odpowiedzi. Zamknełam oczy. Nie chciałam myśleć o
tym, że mogli by przegrać to było niemożliwością. W końcu nie są tacy słabi.
Szelest.
Zamarłam
nasłuchując. Spoglądałam się w miejsce gdzie zatrzesły się krzaki. Nie mogłam
przeoczyć niczego. Nawet najmniejszego znaku. Mogłoby się to zle skończyć nie
tylko dla mnie, lecz i dla moich towarzyszy.
Zwierzę?
Czy powinnam była
budzić sensei’a? A jak to tylko jakieś zwierzę? Powinnam sprawdzić. Tylko jak?
Wiem!
Zrobiłam
pieczęć. I stworzyłam cztery klony. Tak dla bezpieczeństwa. I Kazałam im udać w
miejsce szelestu i rozdzielić się przeszukując las.
~Klon 1~
Pobiegłam
przed siebie wskakując w krzaki i rozglądając się.
Nikogo
nie było.
Dziwne? Przecież
było słychać, że ktoś się zakrada. Moja wyobraźnia?
Skierowałam
swoje kroki prosto przed siebie zerkając na pozostałe klony, które oddaliły się
ode mnie idąc ostrożnie z kunaiami w dłoniach. Ostatni raz spojrzałam się na
mój origninał i ruszyłam dalej. Wiedziałam, że oryginał bardzo na nas polegał.
Pragnęłam jej nie
zawieść.
Wyjęłam kunaia i przedzierałam się dalej. Cicho stawiając kroki.
Ślady.
Kucnęłam delikatnie dotykając śladów stóp. Były dość płytkie. Osoba musiała biec.
Zmarsczyłam brwi rozglądając się w około.
Musiałam
zachować ostrożność. To mógł być podstęp. Trzeba uważać. Kucnęłam przy jakimś krzaku i spoglądałam się na troje ludzi.
Nie
widziałam ich. Mieli ubrane kaptury, które zasłaniały im twarze. Przygryzłam
wargę poirytowana. Nie znosiłam czegoś takiego. Im bliżej byłam prawdy to
zawsze znajdowało się coś co…
~Ami~
Uniosłam
głowę, którą opierałam o kolana.
-
Znikł.- Wyszeptałam spoglądając w las gdzie znikły moje klony. Jeden z nich
przed chwilą co zniknął.
Wiem
jedynie, że jest tam ich trzech i nic więcej. Jak zaatakują nas w trójkę źle się to skończy.
Zamknęłam oczy kontrolując klony dalej.
~Klon 3~
Byłam
najbliżej mojej poprzedniczki. Jej nie pokój i zdziwienie uderzyło we mnie
niczym grom z jasnego nieba. Nie spodziewała się ze zniknie. Ale jak? Przecież
nikt jej nie zaatakował? Co się stało? Muszę to sprawdzić.
Przedzierałam
się przez las. Oczywiście nie zatrzymałam się w tym samym miejscu co moja
poprzedniczka, lecz odrobinkę dalej. Pochyliłam się by spojrzeć na owych ludzi
i…
~Ami~.
-Cholera
jasna!- Wydarłam się podrywając. Po czym
złapałam się za czubek głowy, którym solidnie uderzyłam w gałąź.
-
Co się dzieje?- Usłyszałam zmartwionego Akai'a, który przecierał oczy
spoglądając na mnie.
-
Już czas na walkę?
-
Nie.
-
To dlaczego krzyczałaś.
-
Uderzyłam się w głowę.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy. I spojrzałam na
las. Nie mogłam jak na razie im powiedzieć. Musiałam to sprawdzić.
~Klon 2~
Spojrzałam
się za siebie. Dziwne. Moje poprzedniczki znikły dość szybko. Co się mogło tam
dziać? Co powinnam była zrobić?
Nie
miałam pojęcia dlaczego tak się działo. Przez co czułam się coraz bardziej
poirytowana. Wskoczyłam na drzewo kładac się na gałęzi i pochyliłam tak by
widzieć całą trójkę. Stali bez ruchu.
Dziwne. Coś mi tu śmierdzało.
Zmruzyłam
oczy.
~Ami~
Zacisnełam
dłonie w pięści zgrzytając zębami. Nie podobało mi się to. Nigdy wcześniej nie
miałam czegoś takiego. Co się tam działo? Ta cholerna nie wiedze była nie do
wtrzymania. Dlaczego trójka moich klonów znikła bez żadnego słowa? Od tak.
Zamknełam
oczy.
-
Uwarzaj na siebie.- Wyszeptałam spoglądając na las.
~Klon 4~
-
Uwarzaj na siebie- Usłyszałam w swojej głowie głos orginału. Martwiła się o
mnie. Uśmiechnełam się delikatnie.
-
Nie musisz się o mnie martwić.- Powiedziałam sama do siebie. Sama czułam
niepokój. Moje poprzedniczki od tak znikły. Nie spodziewałam się tego. Nawet
nie wiem kto je pokonał.
Trójka
owych ludzi nawet się nie poruszyła. Co było dość dziwne.
Odbiłam
się od ziemi i wyskoczyłam z ukrycia wbijając kunai w plecy jednego z nich.
Spojrzałam się po chwili na kałuże wody pod swoimi nogami.
-
Mizu bunshin no Ju…
~Ami~
Wodne
klony? Zacisnełam dłonie w pięści. Dałam się tak oszukać jaka ja byłam głupia.
Otworzyłam oczy.
Kilka
centymetrów od mojej twarzy znajdowała się twarz jakiegoś chłopaka. Miał
fioletowe włosy siegały mu może do półowy szyi. Były w nieładzie. Oczy miał
koloru czerwonego. Spoglądałam na niego
wmurowana.
Jedną
ręką podpierał się o pień drzewa pochylając się nade mną.
Na
nosie miał okulary. Był dość wysoki. Dobrze zbudowany. Miał na sobie ciemną
koszulkę i spodnie wokół pasa miał przewiązaną chustę. Spodnie też ciemnogo
koloru.
Na
twarzy chłopaka zagościł uśmiech.
-
Mayumi Ami.- Usłyszałam jego głosy. Był zachrypnięty. Zdziwiłam się. Skąd on
mógł znać moje imię? Nie przedstawiałam się.
Po
chwili poczułam jak złapał mnie za nadgarstek i pociognął na tyle mocno, iż
zleciałam z drzewa upadając na łąkę.
-
Może lepiej nie budzmy twoich przyjaciół.- Powiedział z uśmiechem na twarzy.
Nie podobało mi się to.
-
Skad mnie znasz?- Wycedziłam przez zaciśnięte zemby spoglądając na niego.
Uśmiech nie znikał z jego twarzy.
-
Któż to wie?- Powiedział okrążając mnie i mierząc od stóp po sam czubek głowy.
-
Mayumi Ami. Lat 13 może 14. Rodzice: Martwi.- Powiedział znajdując się za moimi
plecami delikatnie łapiąc w pasie. Spoglądał na mnie znad okularów. Dość dużo o
mnie wiedział. Aż za dużo. Po chwili zwinnym ruchem uderzył mnie w przeponę zasłaniając usta bym nie krzyknęła.
-
Nie krzyczymy. Jeszcze nie teraz.- Powiedział spoglądając w moje oczy.
-
Drużyna 11. W skład wchodzą: Kiremeku Midori, Shirioku Akai. Umm ciekawe.
Sesnei: Shiowase. – Powiedział spoglądając na ziemię gdzie spali pozostali.
-
Shiowase? Hm…- Na jego twarzy zagościł uśmiech. Po czym ponownie spojrzał na
mnie.
-
Jesteś dość utalentowana.- Wyszeptał spoglądając na mnie z powrotem
przejeżdżając po moim policzku.
-
Skąd to wiesz?- Ponowiłam swoje pytanie za jego plecami pojawił się mój klon
uderzając go w plecy.
Spojrzałam
się na wodę po czym skierowałam spojrzenie za siebie zerkając jak zeskakuje z
drzewa obserwując mnie.
-
Ah! Gdzie są moje maniery.- Powiedział i skłonił się z uśmiechem na twarzy.
-
Jestem Sachi.- Przedstawił się spoglądając się mnie z uwagą.
Spojrzałam
wmurowana w chłopaka stojącego przede mną. Nie spodziewałam się tego. Mój..
Nasz cel sam do nas przyszedł. Czy to możliwe? Łud szczęścia?
Jejku, ciekawe skąd on to wszystko wie? Lecę czytać dalej! :)
OdpowiedzUsuń