— Ah!—Westchnęłam
z uśmiechem na twarzy podnosząc wzrok by utkwić spojrzenie w migających na
niebie gwiazd. Przymknęłam oczy wypuszczając powietrze z płuc.
— Tego
mi było trzeba. — Powiedziałam ciesząc się przyjemną chwilą wytchnienia. Gorąca
woda w źródłach okazała się oazą dla moich wymęczonych mięśni. Teraz rozumiałam,
dlaczego pozostałe dziewczyny zawsze po misjach chodzą do gorących źródeł.
—
Ciekawe co u nich słychać? — Wyszeptałam przekręcając delikatnie głowę w
zamyśleniu. Po chwili jednak oparłam głowę o dłoń zrezygnowana. Nie otwierałam oczu chcąc jeszcze przez
krótką chwilę dać ciału odpocząć.
Gdy je
ponownie otworzyłam wstałam i zaczęłam wychodzić z niej biorąc starannie
złożony ręcznik i owinęłam się nim kierując swoje kroki do szatni. Zatrzymał się
przez chwilę spoglądając w niebo po raz ostatni.
—
Zastanawiam się… nie nieważne— Wyszeptałam kierując swoje kroki do szafki by
wyciągnąć z niej swoje ubrania. Powoli zaczęłam
się szykować. Czułam się jakbym zaraziła się lenistwem Shikamaru. Wypuściłam
głośno powietrze. Mój strój uległ zmianie. Nie nosiłam już długich ciemnych
spodni i takiego samego koloru bluzy. Teraz miałam ciemnoniebieską bluzkę bez
rękawów. Wokół pasa miałam obwiązany czarny pas. Czarną spódniczkę a na nogach
ciemne pończochy. Czarne sandały. Na
przedramionach miałam szare ochraniacze jak na piszczelach. Dłonie zakrywały
czarne rękawiczki. Oczywiście planowałam trochę zmienić strój po powrocie do domu.
Z uśmiechem wyszłam kierując się do
pokoju by odpocząć. Otworzyłam drzwi i usiadłam na jednym z dwóch łóżek i
położyłam się rozwalając się na nim wygodnie.
— Widać,
że skończyłaś się pluskać w wodzie.— Usłyszałam dość znajomy głos. Moją
odpowiedzią na jego stwierdzenie był „ Pfy”
— Tak
się zwracasz do swojego mistrzem.— Powiedział patrząc się na niego.
—
Skoro tu jestem to oznacza, że skończyłam.— Powiedziałam nie spoglądając na
niego. Stęskniłam się za dawnym miłym i sympatycznym Shizu. Po dwóch latach
spędzonych z nim na treningu mogłam ze spokojne stwierdzić, że całkowicie się
pomyliłam. Był to istny potwór. Jego charakter gwałtownie ulegał zmianie
podczas treningów.
—Już
powoli trzeba wracać do wioski.— Powiedział patrząc w moim kierunku. Usiadłam
spoglądając na swoje kolana zamyślona. Zacisnęłam dłonie w pięści.
— Ami.—Usłyszałam
stanowczy ton swojego mistrza. Nie znosiłam, gdy tak robił. Podniosłam wzrok
spoglądając w jego oczy.
—
Pamiętaj o naszej rozmowie— Powiedział patrząc na mnie poważnie.
—
Pamiętam.— Powiedziałam trudno było mi o niej zapomnieć. Do teraz czuje emocje,
jakie mną targały podczas owej rozmowy.
—
Nikomu nie mów— Powiedział.
— To
też się tyczy pana.. — Powiedziałam patrząc się w jego oczy. Widząc jego spojrzenie odwróciłam głowę
wstając z łóżka podchodząc do okna. Spoglądając w dal.
— Tęsknisz?—
Zapytał stojąc tuż za mną.
— Tam
jest mój dom Sensei. Przyjaciele… zakamarek świata, do którego mogę wrócić.
Jestem ciekawa jak się zmienił. Gdy go opuszczałam był w gruzach po walce z
Orochimaru. — Powiedziałam widząc jak Sensei nabrał powietrza. — Coś się stało?
— Zapytałam patrząc na niego. — Odpowiedz.
— Stałaś
się jeszcze bardziej uparta. To sprawy ANBU, ale gdy wrócimy zapewne być się o
tym dowiedziała. — Powiedział patrząc na mnie. Zmrużyłam oczy. Co takiego mogło
się wydarzyć? — Uchiha Sasuke opuścił wioskę i udał się do Orochimaru.
— Że
co proszę? — Wyszeptałam patrząc na niego nie wiedząc jak zareagować na tę
wiadomość. Kogo, jak kogo ale nigdy nie posądzałabym Sasuke o coś takiego.
—
Przez pragnienie zemsty oszalał. Uznał, że tylko trening u Orochimaru umożliwi
mu stanie się silnym. I zabicie brata. — Powiedział. Usiadłam na łóżku
spoglądając na ziemię. Milczałam patrząc na ziemię. — Zdradził nas. Jeszcze nie
trafił do księgi…— urwał widząc moje spojrzenie.
— Nie
powinniście oceniać go pochopnie. I chodź odrobinę zrozumieć to co czuje.
—
AMI!— Uniósł głos jak to miał w zwyczaju, gdy mu się coś nie podobało. —
Jesteśmy Ninja nie powinniśmy dać ponosić się emocją.
—
Jesteśmy też ludźmi! Człowiek nigdy nie zabije swoich uczuć do końca. Nie
zależnie jak by się starał. Zawsze znajdzie się osoba, do której darzy
jakimkolwiek uczuciem. Nawet nienawiścią. — Powiedziałam wściekła i położyłam
się spoglądając na łóżko. — Przepraszam. Nie spodziewałam się tego. Ale nie
dziwię się mu, że chce stać się silny. — Powiedziałam patrząc na przekręcając
głowę w bok. — Każdy z nas ma coś co chce chronić. Prawda. Jeśli mamy nie mieć
uczuć to, dlaczego mamy bronić miejsca gdzie nie ma nic drogiego? Dlaczego mamy
żyć w miejscu gdzie nie ma dla nas miejsca? Nie rozumiem. — Powiedziałam
spoglądając na niego. Widząc jak zasłonił delikatnie oczy ręką.
— Za
wiele myślisz Ami. Każdy z nas wie ze nie możemy zabić uczuć, ale możemy je przyjemniej
ograniczyć… wyciszyć. Nasze uczucia mogą być najwspanialszą siłą, ale także
największą słabością. Dobra koniec
paplania jęzorem pora spać czeka nasz długa podróż do domu. — Powiedział
mężczyzna kładąc się na drugim łóżku i zamykając oczy. Mogłam już przywyknąć do
tego. Odwróciłam się plecami do niego i zasnęłam.
~*~*~
Moją
podróż z Shizu zaczęłam prawie dwa lata temu. W tedy byłam nieporadną słabą dziewczynką,
która na swój sposób starała się odnaleźć w sobie siły i podążać przed siebie. Mimo
wielu przeciwności udało mi się znaleźć przyjaciół, mistrza, dom… do którego
chce się wracać. Wyrozumiałą drużynę, która za pewnie zechce mnie zabić. Nie
powiedziałam im o tym, że wyruszam na misję. Odeszłam bez pożegnania. Nie moja wina,
że byli na misji. Nie mogłam czekać.
Mam własne powody, aby stać się silną.
Po
całym tym czasie spędzonym z mistrzem Shizu mogłam szczerze przyznać, że
zaczęłam chodź odrobinę rozumieć więcej. I z ręką na sercu przysiądź, że nie
był wcale tak miły za jakiego uważałam. Na treningach jego charakter ulegał
całkowitej zmianie. Mimo tej wiedzy. Nie zmieniłabym swojego zdania.
— Jest
jeszcze jedna sprawa, dla której wracamy do wioski. — Powiedział po
kilkugodzinnym milczeniu. Uniosłam delikatnie brew do góry.
—
Zdradzisz mi w końcu? — Powiedziałam widząc jego spojrzenie. Najwyraźniej nie
spodobał mu się mój ton z jakim się do niego zwróciłam. Mogłam powiedzieć, że
przed treningiem pozwalał mi na więcej niż teraz. Teraz domagał się większego
szacunku. Nie pozwalał na wiele.
— Nie
zapędzaj się tak nie zapominaj kim jestem. — Upomniał mnie.
— Moim
mistrzem i przyjacielem za razem. — Powiedziałam patrząc na niego. — I
denerwuję się powrotem. Nie było mnie tam dwa lata. To zrozumiałe, że będę
podekscytowana a zarazem przerażona tym faktem. Nawet ty się cieszysz z powrotu
do domu. — Powiedziałam widząc jego uśmiech.
— Moja
drużyna miała zbyt wiele wolnego. Musieli się za mną już stęsknić. Och już
opracowałem skuteczny plan treningów. – Powiedział z psychopatycznym uśmiechem.
Zmrużyłam oczy.
— Jak
bardzo musisz ich nienawidzić skoro chcesz ich śmierci? — Zapytałam patrząc na
niego.
— Oj,
o czym ty gadasz. To są moje pupilki kochane. Nie chcę by coś się im stało,
dlatego ich tak cisnę na treningu. Ty najlepiej wiesz prawda. — Zmrużyłam oczy
widząc jego uśmiech.
—
Czasem żałuje, że ich nie posłuchałam.
—
Gdybyś to zrobiła nie byłabyś sobą. — Zaśmiał się na głos idąc przed siebie
leśną ścieżką. Zatrzymałam się spoglądając na pewny domek z jeziorem. Pamiętam
to miejsce! Otworzyłam szerzej oczy.
—
Jesteśmy niedaleko ruin Arikagure. — Oznajmiłam widząc zdziwione spojrzenie.
Gdy podszedł do mnie Shizu spoglądając. — Coś taki zdziwiony? Osoby, które mnie
porwały były dziećmi z tej wioski. — Powiedziałam odwracając się do niego
plecami. — Starzejemy się jesteś ostatnio strasznie powolny Sensei
—
Stałaś się ostatnio bardziej wyszczekana niż zwykle. — Powiedział kierując się
dalej. — Mam nadzieję, że nie przyniesiesz mi wstydu na egzaminie. —
Powiedział. Zatrzymałam się pozwalając mu siebie wyminąć.
—
Egzaminie? Jakim?
— Nie
wspominałem o tym, że jak wrócimy czcigodna Tsunade będzie chciała sprawdzić
twoje umiejętności? Jak nie to już wiesz — Powiedział a mną zatrząsało ze
złości.
—
Mógłbyś mnie informować o tym znacznie wcześniej a nie pod sam koniec.
— To
nie jeden egzamin, jaki ciebie czeka. Nie chcę mieć uczennicy wiecznego genina.
— Spojrzał się na mnie. Widząc zdziwienie. — No co? Sądzisz, że wracamy przed
czasem bez powodu. Za miesiąc ma zacząć się egzamin na genina. Musiałem
wspominać ci o tym podczas naszych treningów.
— Nic
a nic nie wspominałeś o Egzaminie na Chunina. Jak i o wielu jak widzę ważnych
rzeczach. Twoja drużyna też musi nad tobą poważnie popracować. —Powiedziałam
spoglądając na znajome mury. — Już jesteśmy. —Wyszeptałam bardziej do siebie. Zaczęłam
powoli kierując się do bramy z uśmiechem na twarzy. Gdy przez nią przeszłam
moim oczom ukazał się miejsce, które ostatnio nawiedzało mnie w snach. Tak
odległe a zarazem takie bliskie. Dom. Przy bramie siedziała dwójka mężczyzn.
Cicho się zaśmiałam.
— Jak
zwykle daliście się w pakować w najgorsze bagno? — Powiedziałam widząc jak
podnieśli głowy spoglądając ze zdziwieniem. — Nie wiele się zmieniło odkąd
wyruszyłam stąd. Żegnaliście mnie. A teraz witacie. Panie Kotetsu…Panie Izuno.
— Powiedziałam skłaniając się delikatnie.
—
A…Ami?— Wyszeptali zdziwieni z szeroko otwartymi oczami. — Shizu-san— Skłonili
się widząc za moimi plecami owego mężczyznę. Uderzyłam go w ramie.
— Zmień
ten wyraz twarzy, bo mi przyjaciół wystraszysz. — Powiedziałam widząc jak ubrał
maskę. — Drugi Kakashi. Co wy macie z tym zasłanianiem twarzy hm…
—
Ochrona mienia?
—
Każdy was zna. Bardziej byście nie rzucali się w oczy bez tych nakryć twarzy.
—Powiedziałam idąc koło niego.
— Cóż
za niewyparzony język ostatnio mój chochlik ma. — Powiedział łapiąc mnie za
ucho. I podniósł tak jak to kiedyś robiło się niegrzecznym dzieciom. — Czekaj
no. Ja ci dam na treningu. Aż wyjdzie ci to wszystko bokami. — Powiedział
kierując się do biura Hokage. Puścił poje ucho dopiero w gabinecie. Tsunade nic
a nic się nie zmieniła. No może to, że była bardziej nerwowa niż to pamiętałam.
Właśnie przed chwilą koło mojej głowy przeleciało krzesło rozwalając się w
drobny mak. Spojrzałam na nie jak na kobietę.
—
Dzień dobry Czcigodna. — Powiedział i klękną przed nią. Uczyniłam to samo nie podniosłam
spojrzenia.
— Witaj
z powrotem Shizu— Odezwała się kobieta zmieniając ton głosu. — Dawno ciebie nie
było Ami.
Spojrzałam
się na nią delikatnie przekręcając głowę w bok czując uderzenie w tył głowy.
— Mam
cię jeszcze uczyć dobrych manier? — Wycedził przez zęby. Spojrzałam się na
niego z uśmiechem.
—
Doskonale wiem jak mam się zachowywać. — Wycedziłam przez zęby. — Co ja takiego
zrobiłam w poprzednim życiu, że mnie tak ukarano. – Powiedziałam wywracając
oczy.
—
Shizu nic nie szkodzi. Jest jedną z nielicznych, która się kłania ze swojego
rocznika. — Zaśmiała się. — Teraz trzeba będzie zaplanować egzamin. Jak wiesz,
aby móc chodzić na misję będziesz miała egzamin sprawdzający twoje umiejętności?
— Coś tam
mi wiadomo— Powiedziałam spoglądając na Shizu z chęcią zabicia.
— Przyjdź
jutro o zachodzie słońca. — Powiedziała Tsunade z uśmiechem na twarzy. — Możesz
nas zostawić. Chciałabym porozmawiać z twoim mistrzem. — Powiedziała kiwnęłam
delikatnie głową.
—
Wracaj prosto do domu. Dziś koniec z treningiem. Jak jutro rano. — Powiedział
Shizu nim zamknęłam drzwi w milczeniu. Udałam się tak jak powiedział prosto do
domu.
Weszłam
nie postrzeżenie do domu i cicho zakaszlałam dostając kłębami kurzu w twarz.
Ale postanowiłam dopiero jutro posprzątać to. Teraz jednym marzeniem, jakie
miałam to w końcu wyspać się na moim ciepłym mięciutkim łóżeczku. Aby mieć siły na jutrzejszy egzamin.
~*~*~*~*~
Cześć oczywiście spóźniłam się
odrobinkę z pierwszym rozdziałem. Przepraszam za to w głowie mam wciąż
opowiadanie na podstawie anime Black Clover. Jak na tym etapie jestem na
spisywaniu pomysłów. Mam nadzieję że jak w końcu uda mi się sprawić że
powstanie. Pojawią się chętni którzy będą chcieli poznać. J