czwartek, 27 czerwca 2019

1: „Niesamowite przeżycie wrócić w miejsca gdzie nie było się od lat.”: 1

— Ah!—Westchnęłam z uśmiechem na twarzy podnosząc wzrok by utkwić spojrzenie w migających na niebie gwiazd. Przymknęłam oczy wypuszczając powietrze z płuc.
— Tego mi było trzeba. — Powiedziałam ciesząc się przyjemną chwilą wytchnienia. Gorąca woda w źródłach okazała się oazą dla moich wymęczonych mięśni. Teraz rozumiałam, dlaczego pozostałe dziewczyny zawsze po misjach chodzą do gorących źródeł.
— Ciekawe co u nich słychać? — Wyszeptałam przekręcając delikatnie głowę w zamyśleniu. Po chwili jednak oparłam głowę o dłoń zrezygnowana.  Nie otwierałam oczu chcąc jeszcze przez krótką chwilę dać ciału odpocząć.
Gdy je ponownie otworzyłam wstałam i zaczęłam wychodzić z niej biorąc starannie złożony ręcznik i owinęłam się nim kierując swoje kroki do szatni. Zatrzymał się przez chwilę spoglądając w niebo po raz ostatni.
— Zastanawiam się… nie nieważne— Wyszeptałam kierując swoje kroki do szafki by wyciągnąć z niej swoje ubrania.  Powoli zaczęłam się szykować. Czułam się jakbym zaraziła się lenistwem Shikamaru. Wypuściłam głośno powietrze. Mój strój uległ zmianie. Nie nosiłam już długich ciemnych spodni i takiego samego koloru bluzy. Teraz miałam ciemnoniebieską bluzkę bez rękawów. Wokół pasa miałam obwiązany czarny pas. Czarną spódniczkę a na nogach ciemne pończochy.  Czarne sandały. Na przedramionach miałam szare ochraniacze jak na piszczelach. Dłonie zakrywały czarne rękawiczki. Oczywiście planowałam trochę zmienić strój po powrocie do domu.
Z uśmiechem wyszłam kierując się do pokoju by odpocząć. Otworzyłam drzwi i usiadłam na jednym z dwóch łóżek i położyłam się rozwalając się na nim wygodnie.
— Widać, że skończyłaś się pluskać w wodzie.— Usłyszałam dość znajomy głos. Moją odpowiedzią na jego stwierdzenie był „ Pfy”
— Tak się zwracasz do swojego mistrzem.— Powiedział patrząc się na niego.
— Skoro tu jestem to oznacza, że skończyłam.— Powiedziałam nie spoglądając na niego. Stęskniłam się za dawnym miłym i sympatycznym Shizu. Po dwóch latach spędzonych z nim na treningu mogłam ze spokojne stwierdzić, że całkowicie się pomyliłam. Był to istny potwór. Jego charakter gwałtownie ulegał zmianie podczas treningów. 
—Już powoli trzeba wracać do wioski.— Powiedział patrząc w moim kierunku. Usiadłam spoglądając na swoje kolana zamyślona. Zacisnęłam dłonie w pięści.
— Ami.—Usłyszałam stanowczy ton swojego mistrza. Nie znosiłam, gdy tak robił. Podniosłam wzrok spoglądając w jego oczy.
— Pamiętaj o naszej rozmowie— Powiedział patrząc na mnie poważnie.
— Pamiętam.— Powiedziałam trudno było mi o niej zapomnieć. Do teraz czuje emocje, jakie mną targały podczas owej rozmowy.
— Nikomu nie mów— Powiedział.
— To też się tyczy pana.. — Powiedziałam patrząc się w jego oczy.  Widząc jego spojrzenie odwróciłam głowę wstając z łóżka podchodząc do okna. Spoglądając w dal.
— Tęsknisz?— Zapytał stojąc tuż za mną.
— Tam jest mój dom Sensei. Przyjaciele… zakamarek świata, do którego mogę wrócić. Jestem ciekawa jak się zmienił. Gdy go opuszczałam był w gruzach po walce z Orochimaru. — Powiedziałam widząc jak Sensei nabrał powietrza. — Coś się stało? — Zapytałam patrząc na niego. — Odpowiedz.
— Stałaś się jeszcze bardziej uparta. To sprawy ANBU, ale gdy wrócimy zapewne być się o tym dowiedziała. — Powiedział patrząc na mnie. Zmrużyłam oczy. Co takiego mogło się wydarzyć? — Uchiha Sasuke opuścił wioskę i udał się do Orochimaru.
— Że co proszę? — Wyszeptałam patrząc na niego nie wiedząc jak zareagować na tę wiadomość. Kogo, jak kogo ale nigdy nie posądzałabym Sasuke o coś takiego.
— Przez pragnienie zemsty oszalał. Uznał, że tylko trening u Orochimaru umożliwi mu stanie się silnym. I zabicie brata. — Powiedział. Usiadłam na łóżku spoglądając na ziemię. Milczałam patrząc na ziemię. — Zdradził nas. Jeszcze nie trafił do księgi…— urwał widząc moje spojrzenie.
— Nie powinniście oceniać go pochopnie. I chodź odrobinę zrozumieć to co czuje.
— AMI!— Uniósł głos jak to miał w zwyczaju, gdy mu się coś nie podobało. — Jesteśmy Ninja nie powinniśmy dać ponosić się emocją.
— Jesteśmy też ludźmi! Człowiek nigdy nie zabije swoich uczuć do końca. Nie zależnie jak by się starał. Zawsze znajdzie się osoba, do której darzy jakimkolwiek uczuciem. Nawet nienawiścią. — Powiedziałam wściekła i położyłam się spoglądając na łóżko. — Przepraszam. Nie spodziewałam się tego. Ale nie dziwię się mu, że chce stać się silny. — Powiedziałam patrząc na przekręcając głowę w bok. — Każdy z nas ma coś co chce chronić. Prawda. Jeśli mamy nie mieć uczuć to, dlaczego mamy bronić miejsca gdzie nie ma nic drogiego? Dlaczego mamy żyć w miejscu gdzie nie ma dla nas miejsca? Nie rozumiem. — Powiedziałam spoglądając na niego. Widząc jak zasłonił delikatnie oczy ręką.
— Za wiele myślisz Ami. Każdy z nas wie ze nie możemy zabić uczuć, ale możemy je przyjemniej ograniczyć… wyciszyć. Nasze uczucia mogą być najwspanialszą siłą, ale także największą słabością.  Dobra koniec paplania jęzorem pora spać czeka nasz długa podróż do domu. — Powiedział mężczyzna kładąc się na drugim łóżku i zamykając oczy. Mogłam już przywyknąć do tego. Odwróciłam się plecami do niego i zasnęłam.
~*~*~
Moją podróż z Shizu zaczęłam prawie dwa lata temu. W tedy byłam nieporadną słabą dziewczynką, która na swój sposób starała się odnaleźć w sobie siły i podążać przed siebie. Mimo wielu przeciwności udało mi się znaleźć przyjaciół, mistrza, dom… do którego chce się wracać. Wyrozumiałą drużynę, która za pewnie zechce mnie zabić. Nie powiedziałam im o tym, że wyruszam na misję. Odeszłam bez pożegnania. Nie moja wina, że byli na misji. Nie mogłam czekać.
Mam własne powody, aby stać się silną.
Po całym tym czasie spędzonym z mistrzem Shizu mogłam szczerze przyznać, że zaczęłam chodź odrobinę rozumieć więcej. I z ręką na sercu przysiądź, że nie był wcale tak miły za jakiego uważałam. Na treningach jego charakter ulegał całkowitej zmianie. Mimo tej wiedzy. Nie zmieniłabym swojego zdania.
— Jest jeszcze jedna sprawa, dla której wracamy do wioski. — Powiedział po kilkugodzinnym milczeniu. Uniosłam delikatnie brew do góry.
— Zdradzisz mi w końcu? — Powiedziałam widząc jego spojrzenie. Najwyraźniej nie spodobał mu się mój ton z jakim się do niego zwróciłam. Mogłam powiedzieć, że przed treningiem pozwalał mi na więcej niż teraz. Teraz domagał się większego szacunku. Nie pozwalał na wiele.
— Nie zapędzaj się tak nie zapominaj kim jestem. — Upomniał mnie.
— Moim mistrzem i przyjacielem za razem. — Powiedziałam patrząc na niego. — I denerwuję się powrotem. Nie było mnie tam dwa lata. To zrozumiałe, że będę podekscytowana a zarazem przerażona tym faktem. Nawet ty się cieszysz z powrotu do domu. — Powiedziałam widząc jego uśmiech.
— Moja drużyna miała zbyt wiele wolnego. Musieli się za mną już stęsknić. Och już opracowałem skuteczny plan treningów. – Powiedział z psychopatycznym uśmiechem. Zmrużyłam oczy.
— Jak bardzo musisz ich nienawidzić skoro chcesz ich śmierci? — Zapytałam patrząc na niego.
— Oj, o czym ty gadasz. To są moje pupilki kochane. Nie chcę by coś się im stało, dlatego ich tak cisnę na treningu. Ty najlepiej wiesz prawda. — Zmrużyłam oczy widząc jego uśmiech.
— Czasem żałuje, że ich nie posłuchałam.
— Gdybyś to zrobiła nie byłabyś sobą. — Zaśmiał się na głos idąc przed siebie leśną ścieżką. Zatrzymałam się spoglądając na pewny domek z jeziorem. Pamiętam to miejsce! Otworzyłam szerzej oczy.
— Jesteśmy niedaleko ruin Arikagure. — Oznajmiłam widząc zdziwione spojrzenie. Gdy podszedł do mnie Shizu spoglądając. — Coś taki zdziwiony? Osoby, które mnie porwały były dziećmi z tej wioski. — Powiedziałam odwracając się do niego plecami. — Starzejemy się jesteś ostatnio strasznie powolny Sensei
— Stałaś się ostatnio bardziej wyszczekana niż zwykle. — Powiedział kierując się dalej. — Mam nadzieję, że nie przyniesiesz mi wstydu na egzaminie. — Powiedział. Zatrzymałam się pozwalając mu siebie wyminąć.
— Egzaminie? Jakim?
— Nie wspominałem o tym, że jak wrócimy czcigodna Tsunade będzie chciała sprawdzić twoje umiejętności? Jak nie to już wiesz — Powiedział a mną zatrząsało ze złości.
— Mógłbyś mnie informować o tym znacznie wcześniej a nie pod sam koniec.
— To nie jeden egzamin, jaki ciebie czeka. Nie chcę mieć uczennicy wiecznego genina. — Spojrzał się na mnie. Widząc zdziwienie. — No co? Sądzisz, że wracamy przed czasem bez powodu. Za miesiąc ma zacząć się egzamin na genina. Musiałem wspominać ci o tym podczas naszych treningów.
— Nic a nic nie wspominałeś o Egzaminie na Chunina. Jak i o wielu jak widzę ważnych rzeczach. Twoja drużyna też musi nad tobą poważnie popracować. —Powiedziałam spoglądając na znajome mury. — Już jesteśmy. —Wyszeptałam bardziej do siebie. Zaczęłam powoli kierując się do bramy z uśmiechem na twarzy. Gdy przez nią przeszłam moim oczom ukazał się miejsce, które ostatnio nawiedzało mnie w snach. Tak odległe a zarazem takie bliskie. Dom. Przy bramie siedziała dwójka mężczyzn. Cicho się zaśmiałam.
— Jak zwykle daliście się w pakować w najgorsze bagno? — Powiedziałam widząc jak podnieśli głowy spoglądając ze zdziwieniem. — Nie wiele się zmieniło odkąd wyruszyłam stąd. Żegnaliście mnie. A teraz witacie. Panie Kotetsu…Panie Izuno. — Powiedziałam skłaniając się delikatnie.
— A…Ami?— Wyszeptali zdziwieni z szeroko otwartymi oczami. — Shizu-san— Skłonili się widząc za moimi plecami owego mężczyznę. Uderzyłam go w ramie.
— Zmień ten wyraz twarzy, bo mi przyjaciół wystraszysz. — Powiedziałam widząc jak ubrał maskę. — Drugi Kakashi. Co wy macie z tym zasłanianiem twarzy hm…
— Ochrona mienia?
— Każdy was zna. Bardziej byście nie rzucali się w oczy bez tych nakryć twarzy. —Powiedziałam idąc koło niego.
— Cóż za niewyparzony język ostatnio mój chochlik ma. — Powiedział łapiąc mnie za ucho. I podniósł tak jak to kiedyś robiło się niegrzecznym dzieciom. — Czekaj no. Ja ci dam na treningu. Aż wyjdzie ci to wszystko bokami. — Powiedział kierując się do biura Hokage. Puścił poje ucho dopiero w gabinecie. Tsunade nic a nic się nie zmieniła. No może to, że była bardziej nerwowa niż to pamiętałam. Właśnie przed chwilą koło mojej głowy przeleciało krzesło rozwalając się w drobny mak. Spojrzałam na nie jak na kobietę.
— Dzień dobry Czcigodna. — Powiedział i klękną przed nią. Uczyniłam to samo nie podniosłam spojrzenia.
— Witaj z powrotem Shizu— Odezwała się kobieta zmieniając ton głosu. — Dawno ciebie nie było Ami.
Spojrzałam się na nią delikatnie przekręcając głowę w bok czując uderzenie w tył głowy.
— Mam cię jeszcze uczyć dobrych manier? — Wycedził przez zęby. Spojrzałam się na niego z uśmiechem.
— Doskonale wiem jak mam się zachowywać. — Wycedziłam przez zęby. — Co ja takiego zrobiłam w poprzednim życiu, że mnie tak ukarano. – Powiedziałam wywracając oczy.
— Shizu nic nie szkodzi. Jest jedną z nielicznych, która się kłania ze swojego rocznika. — Zaśmiała się. — Teraz trzeba będzie zaplanować egzamin. Jak wiesz, aby móc chodzić na misję będziesz miała egzamin sprawdzający twoje umiejętności?
— Coś tam mi wiadomo— Powiedziałam spoglądając na Shizu z chęcią zabicia.
— Przyjdź jutro o zachodzie słońca. — Powiedziała Tsunade z uśmiechem na twarzy. — Możesz nas zostawić. Chciałabym porozmawiać z twoim mistrzem. — Powiedziała kiwnęłam delikatnie głową.
— Wracaj prosto do domu. Dziś koniec z treningiem. Jak jutro rano. — Powiedział Shizu nim zamknęłam drzwi w milczeniu. Udałam się tak jak powiedział prosto do domu.
Weszłam nie postrzeżenie do domu i cicho zakaszlałam dostając kłębami kurzu w twarz. Ale postanowiłam dopiero jutro posprzątać to. Teraz jednym marzeniem, jakie miałam to w końcu wyspać się na moim ciepłym mięciutkim łóżeczku.  Aby mieć siły na jutrzejszy egzamin.

~*~*~*~*~

Cześć oczywiście spóźniłam się odrobinkę z pierwszym rozdziałem. Przepraszam za to w głowie mam wciąż opowiadanie na podstawie anime Black Clover. Jak na tym etapie jestem na spisywaniu pomysłów. Mam nadzieję że jak w końcu uda mi się sprawić że powstanie. Pojawią się chętni którzy będą chcieli poznać. J

sobota, 1 czerwca 2019

Nareszcie!



1.Czerwca. Cudowna data na przeniesienie… W końcu po prawie ponad roku całej księgi I z Onetblog. Nie wiem czy ktoś kojarzy, Ale kilka lat wcześniej można było dodawać tam swoje blogi i tak samo było i z tym. Tylko, że o zamknięciu strony dowiedziałam się dwa dni przed faktem. Starałam się przerzucić bezpośrednio z platformy Onetblog. Oczywiście bez skutecznie więc wszystkie komentarze jakie miałam pod rozdziałam po prostu przepadły.
Tak samo nie udało mi się zdążyć z poinformowaniem na wcześniejszej stronie iż przenoszę tu bloga i czytelnicy jakich miałam tam nie mają zielonego pojęcia że ten blog jest tu. Przepraszam za to bardzo mocno.
1.czerwca nie jest dla mnie ważną datą bo udało mi się w końcu przenieść bloga ale jest datą wyjątkową. Ponieważ właśnie tego dnia. 1.czerwca. 2012 roku  pierwszy rozdział Historii Ami został dodany na stronie Onetblog. Do teraz pamiętam to bardzo doskonale. Nie sądziłam jednak iż uda mi się tak dużo ich napisać.  Często zdarzało się chwile zwątpienia. Pewnie każdy tak ma.
I w końcu udało mi się przenieść całą pierwszą księgę . W końcu mogę dodawać rozdziały z Księgi II.  Z góry przepraszam za pojawiające się błędy ortograficzne jak i stylistycznie. Naprawdę starałam się je poprawiać zważając że pierwsze rozdziały zaczęłam pisać 2012 roku. Nie udało mi się ich wszystkich poprawić. A przy niektórych po prostu siedziałam i płakałam. Pamiętam dokładnie jak męczyłam się wylewałam poty, aby powstały cudowne rozdziały, a przez to że Onetblog zamknął swoją stronę musiałam nacieszyć się tym co znalazłam w odmętach mojego komputera.
            Oczywiście mam nadzieję że uda mi się znaleźć i tu wiernych a zarazem cierpliwych czytelników którzy będą znosili moje kaprysy J
            Wiele pracy jeszcze przede mną. Mimo iż udało mi się w końcu nadrobić zaległości w przenoszeniu tego bloga. Uaktualniłam spis treści z księgi I. Muszę jeszcze popracować nad zakładką Bohaterowie. Tak oczywiście zamierzam ją w końcu uruchomić.
            W przyszłą niedzielę zapraszam wszystkich chętnych na pierwszy rozdział II księgi.
~Arisa- Ami~

60: Dziedzic Saeko.- Koniec księgi I



W środku jaskini o nieznanym położeniu geograficznym zaczęły pojawiać się hologramy postaci. Było jednak na tyle ciemno by dostrzec jakiekolwiek szczegóły prócz dwóch. Dwie pary niespotykanych oczu wpatrujące się w ową grupkę. Jedne całe fioletowe o falistym kształcie. Znane jedynie z legend. Natomiast drugie. Czerwone z charakterystycznymi czarnymi łezkami.
Po dłuższej chwili milczenia odezwał się jeden z gromadzonych. Właściciel fioletowych oczu. Spoglądał na każdego po kolei.
            - W końcu się pojawiliście. – Odpowiedział człowiek z Rinnenganem- legendarnymi oczami. Człowiek z Sharinganem w milczeniu stał obserwując otoczenie. Wciąż zaintrygowany tym wezwaniem.
            - Trochę nam to zajęło Liderku.- Odezwał się mężczyzna na którego plecach jego broń niebezpiecznie zadrżała. Wyróżniał się wzrostem i kształtem zębów, które przypominały rekinie.
            - Nie udało się nam złapać Naruto. Jest chroniony przez jednego z Saninów. Wielmożnego Jiraye. – Odezwał się właściciel Sharingana. Nie kto inny jak Itachi Uchiha. Człowiek, który wymordował swój klan, rodzinę, ukochaną. Zdradził swoją wioskę.
            - To było do przewidzenia. Nie przejmuj się tym mamy jeszcze na to czas. A jak walka Kisame?- Odezwał się Lider przenosząc wzrok na towarzysz Itachiego.
            - Hmm. – Wydał z siebie owy dźwięk spoglądając w sklepienie jaskini. Najwyraźniej zastanawiał się od czego by tu zacząć.
            - Dość mocno mnie zaskoczyła. Jak na swój wiek jest dość odważna. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiego uporu. Dość szybko dostosowuje się do walki. Porusza się w przemyślany sposób. Potrafi ocenić siłę przeciwnika nie lekceważąc go nie zależnie kim by był. Za kilka lat oczywiście jak by była pod okiem dobrego mistrza stałaby się ciekawym okazem. – Powiedział Kisame siadając na głazie i delikatnie podpierając głowę o dłoń.
- Miałem niezłą zabawę. Nawet zdołała mnie zadrasnąć. Jest dość interesującym dzieciakiem. Co by tu jeszcze dodać. Aktualny jej poziom dałby jej 6 na 10. Posiada bogatą wiedzę. – Dodał po namyśle spoglądając na Lidera. Pogrążył się na chwilę we wspomnieniach.
            - A więc nie pozostaje nic innego jak mieć ją na oku. Może być dla nas przeszkodą do zlikwidowania bądź cennym sojusznikiem. Czas pokarze.- Powiedział Lider zakładając ręce na piersiach. Zamknął na chwilę oczy rozmyślając o czymś. Nabrał powietrza w płuca zatrzymując je by po chwili westchnąć.
            - Teraz wracając do sedna naszego dzisiejszego spotkania.- Odezwał się otwierając oczy.
            - Właśnie miałem się pytać co się stało, że nas wezwałeś nie taka była umowa. – Powiedział chłopak z dziwnym okularem na jedno oko.
            - Saeko Senju.- Odezwał się Lider. W jaskini wybuchło dziwne poruszenie jak i szepty.
            - Saeko?- Kunoichi z drużyny Uzumaki?- Odezwał się mężczyzna z zachrypniętym głosem. Właściciel na pewno nie należał do sympatycznych osób. W jego głosie było coś co sprawiło, że na skórze pojawiała się gęsia skórka.             
            - Z tego co się dowiedziałem. Wynika, że ukrywała się w Namida-gakure. I tam podobno zmarła.- Powiedział zamyślony Lider nie spuszczając z nikogo wzroku.
            - Więc chcesz nam powiedzieć to, że te kilka lat poszukiwania Senju poszło na marne?- Odezwał się chłopak o dość młodym głosie. Nie mógł mieć więcej niż osiemnaście lat.
            - Spokojnie Deidara. Podobno zmarła wydając na świat dziecko. Oczywiście, jeśli to prawda. – Powiedział Lider unosząc rękę, aby uciszyć zgromadzonych.
            - Dzieciak odziedziczył po przodkach zaskakujące zdolności. Możliwe, że wciąż jest nieświadomy swoich zdolności i siły jaką dysponuje. – Dodał Lider. Pozostali z uwagą słuchali tego co mówił.
            - Jeśli tak to musimy jak najszybciej odnaleźć dziedzica Saeko. – Dodał. Itachi słuchał bez zainteresowania do czasu. Słysząc nazwę wioski zamarł napinając wszystkie mięśnie jak i otwierając szerzej oczy z niedowierzaniem. Przełknął ciężej ślinę czując nie przyjemną kluchę w gardle.
            Czy to możliwe…
Chłopak starał się odtrącić owe myśli ze swojej głowy. Delikatnie zasłonił oczy oddychając ciężej. Oparł się o ścianę jaskini nie zwracając na nikogo już uwagi. Musiał się upewnić.
Jeśli ma rację.
Pokręcił przecząco głową. Takie zachowanie nie umknęło uwadze Liderowi, który zaczął bacznie mu się przyglądać.
            - Itachi stało się coś?- Zapytał Lider oczekując odpowiedzi.
            - To nic takiego.- Odpowiedział nie otwierając oczu
            - Mówiłem byś je oszczędzał. Twoje oczy są zbyt cenne.- Powiedział Kisame spoglądając na swojego partnera.
            - Wiem. Następnym razem będę bardziej ostrożniejszy. – Odezwał się Itachi przekręcając delikatnie głowę masując obolały kark.
            - Itachi chciałbym z tobą porozmawiać osobiście. Przyjdź z Kisame do wioski deszczu.- Odezwał się Lider każąc pozostałym odejść.
            - Czyli Saeko Senju ma dzieciaka. Zaskakujące.- Powiedział po chwili Kisame otwierając oczy.
            - Tak. To zaskakujące. I niespodziewane. Była zaskakująco silna. 0 Odezwał się Itachi wstając z głazu po czym ruszył w głąb lasu. Jednak jego myśli krążyły gdzieś daleko.
             Do czasów gdy dopiero zaczynał być Ninja. Pierwszej misji.
Odwrócił się zerkając na milczącego Kisame. Pokręcił głową by przyśpieszył.
            - Nie każmy mu czekać. Dobrze wiesz jaki on jest gdy się zdenerwuje.- Odezwał się idąc w kierunku wioski Deszczu.

59: Już czas: 59



Nie zależnie ile się starałam. Było tak samo. Nie mogłam ruszyć z miejsca. Przez chwile czułam się tak jakby niewyjaśniona siła ciągnęła mnie na samo dno. Nie mogąc się przed rym obronić. Nie mogąc się uratować. Gorycz, jaką właśnie odczuwałam była tak nieznośna, że chciałam wykrzyczeć wszystkim to co czułam. Chciałam w końcu się uwolnić.
Dlaczego tak jest, że im bardziej na czymś nam zależy tym bardziej boli, gdy to się nam nie uda. Pierwszy raz bowiem od dłuższego czasu chciałam mieć nauczyciela. Chciałam zapełnić pustkę. Pozbyć się strachu, jaki odczuwałam od śmierci Suwaru. Była nie tylko moją przyjaciółką, lecz i nauczycielem. Po jej stracie nie chciałam by ktoś mnie uczył. Strata strasznie boli. Tym bardziej gdy zależało ci na tym.  Do tych czas uważałam że sama jestem wstanie stać się silną. Jaka byłam głupia. Chciało mi się płakać a zarazem śmiać. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na swoje łóżko przykrywając twarz poduszką chcąc krzyczeć. Aby odreagować.
            - Może powinnam była wybrać sobie innego Sensei’a?- Pomyślałam sama do siebie spoglądając w okno na którym pojawiały się smugi deszczu. Ciężko westchnęłam. Kogo chciałam okłamać. Samą siebie? Chciałam by to właśnie on mnie uczył. Nie widziałam lepszego nauczyciela jak sam kapitan ANBU.
            - Ami!- Uderzyłam się delikatnie w policzki aby oprzytomnieć. I wstałam prostując się, a swoje kroki skierowałam do łazienki aby się ciut odświeżyć.
            - Wystarczy użalania się nad sobą! Dasz radę. Pora działać. Chodź byś miała sama znaleźć sposób na trening.- Powiedziałam ponownie nagłos wchodząc tym razem do gorącej wody i zanurzyłam się tak aby woda zakryła też moje włosy.
            Mój umysł borykał się z nie lada problemami. Oczywiście dla niektórych mogły się wydawać błache. Dla mnie takie nie były. Delikatnie złapałam się za głowę czując zmęczenie.
            - Nie myśl tyle..- Wyszeptałam sama do siebie ciężko oddychając. Zaczęłam delikatnie obmywać własne ciało oddychając spokojnie. Zamknęłam na chwile oczy.
Gdy je otworzyłam czułam przyjemną ulgę. Uśmiechnełam się wychodząc i przebierając się. Związałam włosy w kitkę po czym skierowałam się do pokoju i położyłam się podziwiając sufit sypialni. Ciekawszego zajęcia nie mogłam aktualnie znaleźć.
- Proszę niech pan uczyni ze mnie swoją uczennicą.- Powiedziałam pewnym głosem nie podnosząc głowy. Shizu stał jedynie w milczeniu zastanawiając się nad tym bądź zdziwiło go moja propozycja. Zacisnęłam dłonie na trawie nie podnosząc wzroku.
- Jestem członkiem ANBU.- Powiedział po chwili milczenia.
- Wiem o tym. Przychodząc tu miałam na uwadze to, że może pan się nie zgodzić. Lecz jeśli bym nie spróbowała to bym nie była ja. – Powiedziałam spokojnym głosem podnosząc wzrok i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Decyzja nie należy do mnie Ami.- Powiedział w milczeniu.
- Rozumiem. Przepraszam, że przeszkodziłam w treningu.
Ze wspomnień owej rozmowy wyrwało mnie donośne stukanie do drzwi. Nic nie dały ignorowanie ich. Wstałam kierując się do nich po czym otworzyłam je spoglądając na osobę jakiej się najmniej spodziewałam. Oczywiście nasze stosunki uległy poprawieniu. Dla mnie wciąż trudno było przywyknąć do tego.
            - Wpuścisz mnie czy mam tak kwitnąć w progu.- Powiedział Neji. Ostatnio dość częsty mój rozmówca. Nie widziałam w tym żadnego problemu. Oczywiście jak nie ucierpi mój dom.
            - Tym razem nie zamierzasz wywarzać mi drzwi?- Zapytałam widząc minę chłopaka otworzyłam i gestem ręki pokazałam że ma wejść do środka. Chłopak uczynił to dość szybko. Spojrzał po mnie spojrzeniem jakiego nie znosiłam u niego. Jakby chciał mnie przejrzeć na wylot.
            - tam to wydarzenie to stare dzieje.- Powiedział nabierając powietrza w policzki. Dość dziwne uczucie więc mimo wolniej parsknęłam śmiechem dość szybko sprowadzona zostałam jednak do porządku czując silne uderzenie w tył głowy. Pomasowałam się po obolałym miejscu.
            - A to za co?
            - Za naśmiewanie się ze mnie. I bycie tak irytującą osobą.- Powiedział. Przecież nic takiego nie zrobiłam co mogłoby go irytować. Spojrzałam się na ziemię w milczeniu.
            - Napijesz się czegoś?- Zapytałam po chwili namysłu. Oczywiście aktualny nastrój kazał mi go wykopać za drzwi. Starałam się jednak tego nie pokazać po sobie. Długo czekałam na ten czas gdzie mogłabym spokojnie z nim porozmawiać i nie wylądować w szpitalu.
            - Tak.- Powiedział. Weszłam do kuchni nastawiając wodę i przygotowałam do kubków herbatę.
            - Jak tam rozmowa z owym człowiekiem?- Zapytał.
            - Ni jak.- Powiedziałam patrząc na niego podpierając się o blat. Moje spojrzenie utkwiło w oczach Nejiego. Milczeliśmy przez dłuższy czas spoglądając po sobie po czym oboje odwróciliśmy spojrzenia.
            - Powiedział że decyzja nie należy do niego.- Powiedziałam po dłuższym milczeniu. Może nie spoglądałam na niego wiedziałam że to on to robi. Zamknęłam oczy. Uderzając pięścią w blat.
            - To takie irytujące.- Warknęłam w prawdzie sama do siebie ignorując go całkowicie. Zacisnęłam dłonie w pięści. Przygryzające wargę. Gdy woda zaczęła w charakterystyczny sposób bulgotać zalałam herbatę i poszłam do pokoju siadając naprzeciwko chłopaka podając mu kubek. Trzymałam w dłoniach herbatę wypuściłam powietrze zwieszając zrezygnowana głowę.
            - Straciłam już chyba nadzieje Neji. – Wyszeptałam spoglądając na ziemię. Nie chciałam podnieść wzroku wiedząc że dojrzy w moich oczach jedynie łzy.
            - Nie zależnie co bym nie robiła nic się nie zmienia. Wytrwale trenuje. Wymyśliłam nawet własną technikę. Wstaję każdego dnia aby zacząć trening. Ale zawsze jest tak samo. Gdy przychodzi mi walczyć z przeciwnikiem dlaczego zawsze przegrywam. To jest frustrujące. – Powiedziałam. Przygryzłam bardziej wargę.
            - Nic nie mów.- Pokazałam palcem by go uciszyć. Neji jedynie spojrzał ze zdziwieniem na moją dłoń.
            - Ostatnie sytuacje uzmysłowiły mi, że nie jestem w stanie nic zmienić. Nie potrafię. Taka jest prawda Neji. Może i mam wspaniałych przyjaciół. Którzy widzą we mnie silną osobę nie jestem nią. – Powiedziałam odkładając kubek. Moich uszu doszedł niebezpiecznie zgrzytanie. Wiedziałam już co oznaczało. Denerwował się. Rzadko bowiem byłam aż tak wylewna. I to w dodatku przy Nejim.
            - Dlatego tak bardzo zależało mi na znalezieniu nauczyciela. Skoro sama nie jestem wstanie się poprawić. Potrzebuje osoby która mi w tym pomoże. Uznałam że Shizu jest odpowiednią osobą. Ale nawet w tej kwestii nie mogę nic zrobić. – Spojrzałam się na chłopaka delikatnie się uśmiechając. Oddychałam patrząc na niego z delikatnym uśmiechem. Widząc jak wypuszcza z ulgą powietrze zaśmiałam się tylko.
            - Sądziłeś, że się poddam? – Zapytałam pijąc herbatę z uśmiechem na twarzy.
            - Wiesz już raz się poddałaś.- Odpowiedział na moje pytanie. Oczywiście zdawałam sobie z tego sprawę. Głupio postąpiłam. Każdy popełnia jakieś błędy. Tak samo jak ja.
            - Wiem. Głupio zrobiłam.- Odezwałam się słysząc kolejne pukanie do drzwi. Zdziwiłam się. Zresztą nie tylko ja. Podeszłam do drzwi otwierając je. Osoba za która za nimi stała wywołała u mnie nie małe zaskoczenie.
            Dziś to zaskakujący dzień.
            Pomyślałam sama do siebie patrząc na Shizu, który aktualnie spoglądał w niebo. Oczywiście twarz zakrywała mu maska. Mogłam go rozpoznać. Otworzyłam drzwi szerzej aby wszedł do środka.
            - Muszę przyznać że nie spodziewałam się pana tu zastać.- Powiedziałam spoglądając na zdziwionego Nejiego.
            - Przypuszczam. – Powiedział Shizu patrząc na mojego towarzysza.
            - Jak zapewne wiesz to jest Neji.- Przedstawiłam go pokazując delikatnie ręką.
            - Proszę się rozgościć.- Poszłam do kuchni aby pomyć brudne naczynia. Zastanawiałam się jednak nad przyczyną przybycia owego mężczyzny.
            - Dziwię się że jeszcze się nie pozabijaliście.- Powiedział po chwili milczenia.
            - To stare dzieje. Aktualnie staramy się dogadywać bez użycia pięści. – Powiedziałam cicho się śmiejąc. Odwróciłam się do nich.
            - Dobrze to może dziwnie zabrzmieć ale co pana tu sprowadza?- Zapytałam zniecierpliwiona. Chciałam znać powód. Jakiś bynajmniej był.
            - Ah. No tak zapomniałbym. – Powiedział spokojnym tonem podpierając ręką.
            - Jutro o świcie wyruszamy.- Powiedział ignorując moją zdziwioną minę. – Na dwa góra trzy lata będziemy trenować poza wioską. Ale bądź przygotowana że to nie będą zwykłe mrzonki. Nie będę sympatycznym człowieczkiem który będzie cię chwalił za wszystko. Wyruszamy i ty wypełniasz każde moje polecenie. Jeśli rozkażę ci walczyć, robisz to. Jeśli każe ci uciekać, wykonujesz polecenie. Zrozumiano? Jak tak to widzimy się o piątej. Nie spóźnij się.- Powiedział zmieniając się w kłęby dymu.
            - Klon?- Wyszeptałam zdziwiona patrząc na Nejiego z otwartą szeroko miną. Nie wiedząc co właśnie się wydarzyło usiadłam na krześle.
            - Wiesz chyba jednak udało ci się spełnić marzenie. Zyskałaś nauczyciela.- Powiedział Neji delikatnie czochrając moje włosy z szerokim uśmiechem.
            - Moje Gratulacje Ami.- Powiedział podchodząc do drzwi.
            - D…Dziękuje Neji.- Wyszeptałam delikatnie zarumieniona. Nowa wersja Nejiego była nawet całkiem fajna.
            - Ami… - Zaczął otwierając drzwi aby opuścić moje mieszkanie.
            - Pierwszą walkę po powrocie rezerwuje ja. I nie waż mi się walczyć z kimś innym po powrocie. – Zaśmiał się.
            - Nie obiecuje. –Zawołałam za nim gdy całkowicie znikł. Podskoczyłam radośnie.
~*~
Następnego dnia tuż przed świtam tak jak to uzgadnialiśmy sprawdzałam dokładnie czy jestem wystarczająco przygotowana na ową podróż. Nie zdążyłam się z większością pożegnać. Wszystkie grupy z mojej klasy mieli aktualnie misje. Z resztą jak Midori oraz Akai. Na co byłam wściekła. Też chciałam iść.
            Ubrałam plecak i pogasiłam wszędzie światła zamykając drzwi na klucz po czym udałam się w kierunku bramy wyjściowej. Na mojej twarzy gościł uśmiech. Nie potrafiłam się teraz nie cieszyć. Mimo iż wiedziałam że to nie będzie takie łatwe przeżycie. Mimo tego była bardzo szczęśliwa. Zatrzymałam się widząc jak Shizu rozmawia z Gayem. Do mnie podbiegła Tenten delikatnie rzucając się na szyje.
            - Powodzenia.- Powiedziała radosnym głosem. Pokiwałam jedynie głową obejmując przyjaciółkę na pożegnanie.
            - Lee. Nie daj się. Idź za swoimi marzeniami. Mam nadzieję że jak wrócę będziesz silniejszy niż ostatnio. – Powiedziałam chłopak uśmiechnął się szeroko opierając się o kule.
            - No pewnie Ami.- Zawołał radośnie.
            - Ami idziemy!- Zawołał Shizu idąc już ścieżką. Podbiegłam do niego machając im jeszcze na pożegnanie i zniknęłam za zakrętem. 
            - Pamiętaj. Czasem może być tak że będę musiał zniknąć na pewien czas by wykonać misję. – Powiedział stanowczo. Kiwnęłam twierdząco głową.
            - Proszę się o to nie martwić. Rozumiem. Znajdę coś do roboty. Mam parę rzeczy których muszę się dowiedzieć.- Powiedziałam czując spojrzenie na sobie po czym poczochrał moje włosy.
            - Jesteś gotowa na długi trening?
            - Oczywiście!- Zawołałam idąc koło niego w spokoju. W nieznanym mi kierunku. Mimo to wiedziałam, że będzie tylko lepiej. Musiałam się poprawić. Jeśli chcę ochronić bliskie mi osoby, mój dom. Musiałam się zmienić. To odpowiedni czas aby dorosnąć.

58: Proszę uczyń ze mnie swojego ucznia. 58:


Siedziałam nad wodą relaksując się dźwiękiem jaki wydawała. Od czasu gdy zostałam wypuszczona ze szpitala minęło już kilka dni. Przyjemny powiew wiatru relaksował moje ciało. Przymknęłam oczy pozwalając na te chwilę relaksu.
- O Ami nie spodziewałem się, że ktoś tu będzie.- Usłyszałam dość znajomy głos. Podniosłam wzrok zerkając na dość przygnębionego Lee. Przepuszczałam co mogło być przyczyną tego.
- Relaksuje się – Powiedziałam i pokazałam by usiadł. Widząc jak chłopak się wacha nabrałam powietrza w policzki starając się skupić myśli.
- Nie gryzę.- Powiedziała po chwili.
- Przecież wiem.-Powiedział i usiadł spoglądając na wodę zamyślony. Przez dłuższą chwilę milczał. Spoglądałam jedynie co jakiś czas. Nie mówiąc nic.
Jakich miałabym użyć słów by go zmotywować. Nie znałam się na tym. Kiepska była ze mnie przyjaciółka.
- Ami? O czym myślisz?- Zapytał chłopak przerywając niezręczną ciszę. Spojrzałam się z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- O niczym tak ważnym.- Powiedziałam po chwili zastanowienia.
- Wiem jakie to frustrujące przegrywać. Ostatnio też się nad tym zastanawiałem. Dużo po walce z Gaarą. Oczywiście nie chowam do niego żadnej urazy.- Powiedział patrząc w niego trzymając kulę.
- Po co tyle trenować skoro nie jestem geniuszem. – Wyszeptał w milczeniu.
- Nie zamierzam się poddać Lee. To dość dziwnie wytłumaczyć. Z jednej strony ogarnia mnie wściekłość gdy pomyślę, że przegrałam. Natomiast z drugiej strony chciałabym ponowienie stoczyć z nim walkę. – Powiedziałam z uśmiechem na twarzy po przez zamknięte oczy.
- Jest wiele spraw, które muszę rozwiązać. Nie mogę tak łatwo się poddać. Nauczyłam się wielu rzeczy obserwując was. – Dodałam patrząc w niebo.
- Rozumiem… Ty masz jednak jakiś dar, a ja…- Powiedział przerywając by spojrzeć się na moją twarzy.
- Mam dar do pakowania się w tarapaty. – Powiedziałam z uśmiechem na twarzy. W końcu wiele razy to słyszałam. I zaczynam się powoli zgadzać z tym stwierdzeniem. Spojrzałam się w jego oczy oddychając spokojnie.
- Oj takie gadanie nie pasuje do ciebie Lee. Wiesz masz wspaniałego sensei’a który wskoczyłby za tobą w ogień. Wspaniałe marzenia, które warte są spełnienia. – Powiedziałam patrząc na niego po czym spojrzałam się w niebo.
- prosto mówić, lecz ta decyzja nie jest taka prosta. Mam do wyboru życie bądź śmierć.- Powiedział patrząc w niebo.
- Nie nazwałabym tego życiem. Tylko Egzystencją. Nigdy nie byłam w tej sytuacji, lecz gdybym miała ci powiedzieć co wybieram. Odpowiedziałabym, że wybieram operacje.- Powiedziałam pewnym głosem widząc minę Lee.
- Jak możesz tak łatwo odpowiedzieć na nie.- Powiedział zamykając oczy.
- Po prostu wiem, że jeśli bym nie podjęła tej decyzji umierałabym w cierpieniach. – Powiedziałam zamykając oczy nabierając powietrze.
- Umierałabyś?
- Umierałabym. To prawda. Zrezygnowałabym bez walki o swoje marzenia do tego bym nie mogła przebywać w towarzystwie przyjaciół. Widok tego jak byście wyruszali na misję sprawiałby, że moje serce krwawiłoby. Wasze historie z misji… Jak w tedy mogłabym wytrzymać myśli, że jeśli bym się podjęła operacji to może mogłabym z wami chodzić. –Powiedziałam spoglądając w niebo.
-, Jeśli bym wybrała operacje, lecz by się nie powiodła i umarłabym. To nic. Walczyłabym do końca. Starając się coś zmienić. – Dodałam spoglądając na zdziwionego chłopaka.
- Wiesz…twój sposób widzenia świata jest ciekawy.- Zaśmiał się spoglądając na niego.
- Wciąż walczysz. Niezależnie jaki to by nie był przeciwnik. Całkiem tak jak ja.- Powiedział patrząc na niego.
- Czy ja wiem. Ty jesteś geniuszem ciężkiej pracy Lee. Dlatego wiem, że ci się uda. Tsunade nie jest byle jakim medykiem. Na pewno by cię postawiła na nogi. – Powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Słyszałem, że z Nejim jesteście w stosunkach pokojowych. – Zaśmiał się zmieniając temat.
- Najwyższy czas. Nie rezygnuje jednak z walk z nim. Lecz teraz będą bardziej na tle treningowym. – Dodałam spoglądając na niego oddychając spokojniej biorąc kamień i rzuciłam nim w wodę. Zamyślona.
- coś jednak zaprząta ci myśli.
- No może odrobinę. Wiesz ty masz Gay’a, Naruto szkoli się u jednego z Saninów Jirayi. Neji trenuje z ojcem Hinaty. Natomiast ja… Nigdy nie miałam takiej osoby… Raczej Suwaru była taka. Zawsze szkoliłam się sama.- Powiedziałam przygnębiona i delikatnie podkuliłam kolana opierając głowę o kolana.
- Chodzi o nauczyciela?- Zaśmiał się Lee łapiąc się za brzuch.
- Co w tym zabawnego.- Zapytałam nabierając powietrza.
- Prawie nie zginęłaś a martwisz się o to, że nie masz Sensei’a?- Zdziwił się Lee spoglądając na mnie. Założyłam ręce na klatce.
- A nie mogłabyś poprosić tego z ANBU. Słyszałem, że jest jednym z najlepszych. – Powiedział Lee patrząc się w moim kierunku.
- Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jak niby miałabym go znaleźć? Nie znam nawet jego imienia. Fakt kiedyś mi je podawał, lecz nie mogę sobie go przypomnieć. –Powiedziałam w kierunku chłopaka delikatnie machając ręką. Zamknęłam oczy.
- Mam się włamać do archiwum ni poszukać jakiś informacji o nim. Nie wiedząc nawet gdzie szukać? – Zapytałam patrząc na zdziwionego chłopaka. Przekręciłam głowę w bok.  To był jakiś pomysł, lecz nie widziałam powodów by podziałam. Jak by mnie nakryli była bym jedynie mokrą plamą na papierach. Nie chcę sprawdzać zdolności ANBU na własnej skórze. Tylko samobójcy by na to poszli. A ja się do nich na pewno nie zaliczałam. Lee spoglądał na nie i uśmiechnął się.
- Pójdę już nie będę przerywał ci rozmyślań.- Powiedział jedynie i zaczął odchodzić o kulach.
Jak on miał na imię przypomnij sobie Ami.
Pomyślałam przypominając sobie fragment pewnego wydarzenia.
- Coś cię znów trapi.- Powiedział ANBU spoglądając się na mnie.
- Nie lubię tego.- Powiedziałam spoglądając na niego. Mimo że miał maskę już potrafiłam go rozpoznać.
- Jak mam się do pana zwracać. Pan mnie zna a ja nie.- Powiedziałam spoglądając na niego gdy siedział na parapecie mojego pokoju.
- Hm.. Nie mogę zdradzić mojego imienia, lecz możesz mówić do mnie Shizu.- Powiedział spokojnym głosem spoglądając na mnie.
- Miło mi cię poznać Shizu.- Powiedziałam spokojnym głosem.
- Teraz powiedz co cię trapi.- Powiedział siedząc i spoglądając na mnie spod maski.
- To co zwykle. I oczywiście pokłóciłam się z Nejim.- Powiedziałam.
Uśmiechnęłam się szerzej. Skoro udało mi się przypomnieć to jak miałam się do niego zwracać. To pora na to bym w końcu wzięła się za siebie. Pora odnaleźć Shizu-san i poprosić o naukę. Zniosę każdy trening, jakiemu mnie podda jedynie chciałam stać się silniejsza by móc ochraniać bliskie memu sercu osoby, wioskę oraz żebym umiała się obronić. Nie zapomniałam o tym, że ktoś wynajął Ninja do zabicia mnie. Nie zamierzałam czekać bez czynnie. Dowiem się kto to zrobił i co najważniejsze dlaczego.
Wstałam i zaczęłam kierować się do wioski zastanawiając się jak go teraz znaleźć.
- Oczywiście ksywkę znam. Imienia i nazwiska nie. Oczywiście nie uważam, że od razu go znajdę. Nawet jeśli to nie koniecznie może się zgodzić na trening. Jest w ANBU a oni mają ważniejsze zadania. I co mogłabym ofiarować? Nie jestem uzdolniona czy genialna…- Powiedziałam sama do siebie idąc przez wioskę.
- Wiesz Ami, że mówienie do samej siebie źle wróży. – Usłyszałam za sobą głos, który doskonale znałam.
- Neji…- Wyszeptałam spoglądając na niego lodowatym spojrzeniem.
- Oj co to za oczy. Przyszedłem pokojowo. Myślałem, że już sobie to wyjaśniliśmy.- Powiedział chłopak spokojnym tonem.
- Trudno jest przywyknąć do tego, że nie skaczemy sobie do gardeł jak to Tenten uznała.- Powiedziałam delikatnie drapiąc się po tyle głowy i zamknęłam oczy.
- O czym tak rozmyślałaś?- Zapytał się idąc koło mnie. Spojrzałam się na ziemię po czym na niego i uśmiechnęłam się.
- O tym czy nie znaleźć sobie mistrza… Fakt mam już kogoś na myśli. No… Ale dość trudno do niego będzie dojść. – Wyszeptałam spoglądając na niego i uśmiechnęłam się.
- Mogę wiedzieć kim on miałby być?- Kolejne pytanie.
- Członek ANBU.- Powiedziałam a Neji spojrzał się na mnie jak na niezrównoważoną psychicznie. Zmrużyłam oczy jadowicie po czyn wzięłam ręce za sobą. Dość mnie korciłoby mu profilaktycznie przywalić. Starałam się jednak powstrzymać.
- Chodzi mi o tego co zawsze z nim rozmawiam. Mam się do niego zwracać jako Shizu.- Powiedziała spokojnym głosem. Zamknęłam oczy na chwilę by ogarnąć myśli.
- Wiesz trudno będzie go znaleźć, ale jeśli we dwóje się za to zabierzemy będzie znacznie łatwiej.- Powiedział spoglądając na mnie a widząc otwartą buzię na jego  czole pojawił się żyłka.
- Co to za reakcja? Staram się być miły!- Warknął jak to Neji jakiego znałam. Zaśmiałam się idąc.
- żadna.- Powiedziałam kierując się spokojnie.
- Więc co planujesz po tym jak go znajdziemy?- Zapytał spokojnie. Spojrzałam się na niego.
- A co mam planować? Po prostu zapytam się go czy mógłby mnie szkolić. – Powiedziałam patrząc na niego. Mam sobie utrudniać i tak już trudną sprawę. O nie. Nie zamierzałam.
- Jedynie do czego mi byś był potrzebny to to byś go znalazł bądź ich ja zajmę się resztą.- Powiedziałam pewnym głosem. Zamknęłam oczy.
- Dlaczego ci zależy na tym by cię szkolił?- Zapytał ciekawy. Spojrzałam się na niego opierając się o ścianę sklepu. Zamyślona.
- Naruto szkoli się u Jirayi. Ty u ojca Hinaty. Ino szkoli jej własny ojciec. Shikamaru pobiera nauki od Asumy. Midori jak i Akai pobierają nauki od swoich nauczycieli. Natomiast ja… Ja nie mam ojca czy matki, która mogłaby mnie czegoś nauczyć. Jedyną osobą, którą znam i która mogłaby sprawić bym stała się chodź by odrobinę silniejsza to on. Jeśli się nie zgodzi? No cóż. Będę musiała przełknąć to i jak zwykle zamknąć się w bibliotece i szkolić się tak jak umiem. – Powiedziałam smutnym głosem.
- Oraz mam własne sprawy dlaczego chcę się wzmocnić. – Powiedziałam przypominając sobie sytuację z Sachim. Złapała się delikatnie za ramię. Nie wiedząc czy powiedzieć o tym Nejiemu. O tym, że ktoś chce się mnie pozbyć. Postanowiłam jednak nie mieszać go do tego.
- Dobrze znajdę ANBU, lecz ty resztę robisz sama.- Powiedział i aktywował Byakugana. Przeszukując tym samym wioskę. Nie przeszkadzałam mu. Wyczekiwałam jedynie gdy powiedział gdzie się znajdują.
~&~
Szłam we wskazanym przez Nejiego kierunku pewna, że tam właśnie spotkam Shizu-sana. Neji nigdy się nie mylił jeśli chodziło o poszukiwania. Mogłam być pewna tego, że właśnie w tym miejscu go znajdę. Wyciągnęłam rękę spoglądając na krople deszczu spadające po mym ciele. Uśmiechnęła się jedynie blada. Gdy dotarłam na owe miejsce spojrzałam się na trening ANBU z iskierkami w oczach. Naprawdę byli elita.
- Co tu robisz?- Usłyszałam za sobą męski głos. Nie znałam go więc nagle się odwróciłam. Spoglądając na maskę przypominając ptaka z niebieskimi detalami.
- Jedynie upoważnionym tutaj może być.- Dodał srogo. Delikatnie opuściłam wzrok po czym spojrzałam się na owego mężczyznę.
- Szukam.- Powiedziałam po chwili ciszy.
- Członka ANBU.- Powiedziałam przekręcając głowę w bok. Zastanawiając się co dalej powiedzieć.
- Nie znam jego pra…
- Ami-chan co tu robisz?- Zapytał przerywając mi Shizu-san. Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam się na jego widok.
- Kapitanie.- Powiedział nieznajomy.
- To nic takiego.- Powiedział delikatnie unosząc rękę do góry.
- Mogę wiedzieć jak mnie znalazłaś? I co cię sprowadza- Zapytał miał dziwny głos. Spojrzałam się na niego rozpoznając w nim złość i nie pokój.
- Chciałam z panem porozmawiać. Raczej o coś się zapytać. – Powiedziałam spoglądając na niego. Przekręciłam delikatnie głowę w bok spoglądając na jego towarzyszy. No dobrze jego drużynę. Przyglądali się mi uważnie.
- I sam pan mi powiedział, że jeśli chcę z panem porozmawiać to nie muszę pakować się w żadne tarapaty. –Powiedziałam nabierając powietrza w policzki czując się osaczona. Przez co przybrałam pozycje obronną. Shizu- san musiał wyczuć to po wyciągnął rękę zatrzymując pozostałych.
- Ogłaszam pięciominutową przerwę.- Powiedział na co pozostali znikli. Spojrzałam się na niego po czym na ziemię.
- Więc zamieniam się w słuch. –Powiedział patrząc na mnie.
- Chciałam się zapytać…- Powiedziałam drżącym głosem po czym upadłam na kolana patrząc na trawę.
- Proszę niech pan uczyni ze mnie swoją uczennicą.- Powiedziałam pewnym głosem nie podnosząc głowy. Shizu stał jedynie w milczeniu zastanawiając się nad tym bądź zdziwiło go moja propozycja. Zacisnęłam dłonie na trawie nie podnosząc wzroku.
- Jestem członkiem ANBU.- Powiedział po chwili milczenia.
- Wiem o tym. Przychodząc tu miałam na uwadze to, że może pan się nie zgodzić. Lecz jeśli bym nie spróbowała to bym nie była ja. – Powiedziałam spokojnym głosem podnosząc wzrok i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Decyzja nie należy do mnie Ami.- Powiedział w milczeniu.
- Rozumiem. Przepraszam, że przeszkodziłam w treningu.
Wyszeptałam. Po czym zaczęłam kierować się w kierunku domu. A jednak nie udało mi się zdobyć nowego nauczyciela. Los uwielbia sprawiać mi zawody. Weszłam do środka zamykając je po czym przygotowałam się do spania. Mimo tego nie potrafiłam zasnąć

57: Chciałem tylko powiedzieć…:57:




- Ami!
Ktoś krzyczał, ale nie mogłam rozpoznać tego głosu. Czułam się kamień w wodzie.  Czułam na dłoni ciepły dotyk.
Kto to mógł być?
Zastanawiałam się w milczeniu pogrążona w ciemnościach.
- Oj….
Po raz kolejny czyjś głos. Denerwujący…Dajcie człowiekowi spokój.
Prychnęłam w głowie czując delikatnie ukucie, po czym nasilający się ból.
Skąd ten ból…
Usiłowałam otworzyć oczy, lecz nie byłam w stanie. Nie ważne jakbym się starała oczy miałam wciąż zamknięte.
- Czy na pewno się obudzi?
- Oj mówię, że babcia Tsunade jest wyśmienitym medykiem postawi ją raz dwa na nogi zobaczycie.- Zawołał Naruto machając w kierunku młodej blond kobiety.
- Babcia??- Wyszeptał Kiba spoglądając na Naruto jak na wariata.
- Oj może nie wygląda, ale jest kobietą po pięćdziesiątce. – Powiedział patrząc na przyjaciół i pomachał.
- Babciu Tsunade teraz tutaj szybko. – Powiedział Naruto machając do niej ręką radośnie. Patrząc na jej to co robiła.
Kobieta podeszła i delikatnie odgarnęła włosy z twarzy dziewczyny uśmiechając się delikatnie. Więc to o niej zdążyła przeczytać ciekawe informacje. Mayumi Ami….
Delikatnie przyłożyła dłoni do czoła dziewczyny a ręka zaświeciła na zielono. Po chwili kobieta zabrała rękę i uśmiechnęła się sią.
Delikatnie zmarszczyłam oczy otwierając oczy. Czułam się trochę osłupiona. Nim wszystko dotarło do mnie. Spojrzałam się na stojącą koło mnie kobietę. Pierwszy raz widziałam ją. Mimo to wiedziałam kim była. Czytałam o niej. Senju Tsunade wnuczka pierwszego Hokage. Wspaniały medyczny ninja i jeden z trójki legendarnych Saninów.
- Dziękuje…- Wyszeptałam i uśmiechnęłam się do niej nie wiedząc za bardzo za co dziękowałam. Ale wiedziałam, że musiałam to zrobić.
- Jak się czujesz?- Zapytał blondyn z uśmiechem na twarzy.
- Wyśmienicie.- Powiedziałam spokojnym głosem, po czym spojrzałam się na swoją drużynę jak i Hinaty, którzy przyszli w odwiedziny.
- O obudziłaś się.- Zawołała radośnie Midori podbiegając do mnie.  Spojrzałam się na nią spokojnym uśmiechem na twarzy.
- A nie widać?- Powiedziałam z przekąsem. W końcu jak bym się nie obudziła nie siedziałabym. Czy to nie logiczne? Eh…
- Jak się czujesz?
- Dobrze.
- Naprawdę.
- Przecież wiem co mówię Akai.- Wycedziłam przez zaciśnięte zęby zastanawiając się nad wieloma sprawami. Delikatnie położyłam dłoń na bandażach masując je. Uśmiechnęłam się delikatnie spoglądając na swoje dłonie.
Ach tak…
Przypomniałam sobie owe zdarzenia, przez które wylądowałam tu w szpitalu.
Kisame…
Powtórzyłam w myślał zaciskając dłonie w pięści. Jak jeszcze wielu takich potworów chodzi po świecie. Wiedziałam dokładnie jaki był ich cel. Widząc Naruto uśmiechnęłam się spoglądając na nich.
Jest bezpieczny… Dobrze
Pomyślałam wstając z łóżka i przeciągnęłam się. Zastanawiając się jak długo byłam nieprzytomna. Chciałam zacząć jak najszybciej trening. W końcu musiałam stać się silna. A misja Sachi’m uświadomiła mi, że ktoś najwyraźniej chciał się mnie pozbyć. Tylko nie znałam przyczyn tego postępowania. Teraz przegrana z Kisame…
Frustrujące….
Prychnęłam w myślał ignorując sprzeciwy własnej drużyny jak i drużyny Hinaty na temat by nie wstawać. Oddychałam Spokojnie wiedząc, że załamywanie nic nie da. Musiałam stać się silniejsza. Nabrałam powietrza spoglądając na świeże bandaże.
Dziwne…
Delikatnie dotknęłam deką naciskając na nie, ale nie widząc krwi delikatnie wzruszyłam ramionami.
- Oj doktorze zyskujesz wprawę w leczeniu ran.- Powiedziałam do Lekarza, który jak zwykle odkąd pamiętam się mną zajmował.
- Nic dziwnego przy takim pacjencie nie dojść do wprawy, ale powinnaś jeszcze odpoczywać rana może się otworzyć.-Powiedział patrząc na mnie.
- Rana… Nic mnie nie boli wyleczyliście mnie całą.- Powiedziałam patrząc na zdziwionego lekarza, który nie wiedział jak najwyraźniej zareagować
Po do głębnym zbadaniu zostałam wypisana. Doszły mnie wieści o wielu rzeczach. O tym, że Sasuke został pokonany. Nie dziwiłam się w końcu walczył ze swoim bratem. Jeszcze kiedyś nie powiedziałabym, że mógłby przegrać. Ale… Mając odczynienia z Itachim moje perspektywy oceny uległy znacznemu rozszerzeniu się.
Sama w końcu miałam do czynienia poznać jego jedną technikę i nie chciałabym na razie na moim aktualnym poziomie mierzyć się z nim. W prawdzie to samo tyczyło się z Kisame, ale no cóż. Znowu wyciągnęłam najkrótszy patyczek. Siedziałam właśnie z Ino Hinatą, Sakurą oraz Tenten w barze robiąc sobie drobnego grilla. Uśmiechałam się jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Musiałam znaleźć sobie mistrza…E to jak mu tam było…Eh… Jak to jest, że nie pamiętam imienia tego człowieka. Rozmawiam z nim większość czasu a tu proszę luka.
Przypomnę sobie później.
- Ami… Znów marzysz o niebieskich migdałach?- Zapytała Tenten. Spojrzałam się na nią wyrwana z rozmyślań.
- Przepraszam.- Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- O czym tak rozmyślałaś?- Zapytała Ino spoglądając w moje oczy.
- Ogólnie o wielu sprawach głównie o tym, że muszę stać się jeszcze silniejsza.- Powiedziałam zaciskając dłoń w pięść spoglądając na nie. Nie poddam się tak łatwo. Musiałam zajeść sposób by się wzmocnić.
- Oj najpierw powinnaś odpocząć. – Powiedziała Hinata spoglądając na mnie.
- Będę Hinata nie ma się czym przejmować. – Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Dużo się wydarzyło jak byłam nieprzytomna?- Zapytałam zastanawiając się czy chcę znać na to odpowiedz.
- Oczywiście Akai był bliski zejściu na drugi świat. Co ci szczeliło do głowy trenując w takim miejscu? – Krzyknęła Midori podpierając się o stół. Spoglądając na nie przybliżając twarz dość blisko mnie.
- Hmmm…
- Oj przepraszam zawsze tam trenowałam skąd miałam wiedzieć, że to się tak skończy. –Powiedziałam delikatnie drapiąc się po tylnej części głowy.
- Oj dajcie spokój żyje to chyba najważniejsze. – Powiedziałam śmiejąc się do niego. Spoglądają na pozostałych. Spojrzałam się w okno widząc znajomą maskę.
- Aaa…- Krzyknęłam podrywając się na równe nogi widząc znajomą brązową czuprynę.
- Oj Ami w coś ty się znowu wpakowała Hm. – Powiedział patrząc na zdziwione towarzyszki dziewczyny i uniósł delikatnie dłoń a koło niego pojawiło się dwójka innych ANBU.
- Czego chce od ciebie ANBU?- Powiedział w bojowym nastawieniu Akai. Wyciągnęłam ręce by go uspokoić.
- Nie denerwuj się Akai on jest moim dawnym znajomym. Poznaliśmy się jeszcze za czasów Akademii… Nee…- Uśmiechnęłam się w kierunku owego mężczyzny. Który uniósł delikatnie dłoń.
- Wybaczcie, ale pozwolicie zabrać nam na moment Ami? – Zapytał spoglądając na niego z uśmiechem na twarzy. Oddychała spokojnie spoglądając na niego z uśmiechem na twarzy. Wstałam i wyszłam podchodząc do niego.
- Wiesz jeśli chcesz porozmawiać nie musisz pakować się w kłopoty.- Zaśmiał się widząc moją twarz. Umilkł po cym delikatnie objął mnie ramieniem znikając jak jego towarzysze. Pojawiłam się w dość dobrze znanym mi miejscu.
- Gabinet Hokage?- Zdziwiłam się unosząc brew do góry. Spoglądając na Tsunade i białowłosego mężczyznę o imieniu Jiraya.
- Wiec to ty jesteś Ami?- Powiedziała kobieta siedząc za biurkiem.
- Tak…- Powiedziałam spoglądając przez ramię na członka ANBU.
- Mogę wiedzieć, o co chodzi?- Zapytałam po chwili.
- Mamy kilka pytań odnośnie tego co się wydarzyło, gdy zostałaś zaatakowana.- Powiedział Jiraya spoglądając na mnie.
- Co mogło się wydarzyć?- Zamknęłam oczy zastanawiając się.
- Od dziecka chodziłam tą ścieżką… Trenowałam tam- Powiedziałam spokojnym tonem.
- Tak samo było i w tedy. Pamiętam, że miałam spotkać się ze swoją drużyną. Tak się cieszyłam z tego. W końcu udało mi się po misji z Sachi’m do nich dotrzeć. W prawdzie nie tak jak chciałam no, ale cóż. Efekty to przyniosło. Udałam się tam by zabić trochę wolnego czasu. Gdy usłyszałam hałas spojrzałam się na krzaki i wyczekiwałam.- Nie musieli zadawać pytań wiedziałam o co będą pytać.
- Po kilku minutach wyszło dwóch mężczyzn. Byli ubrani w płaszcze. Nie wiedziałam kto to do czasu gdy nie zdjęli kapeluszy. – Powiedziałam widząc reakcje Jirayi-san wiedziałam że już się domyślił kto to był.
- Jeden z nich okazał się Uchiha Itachi a drugi to Kisame z krwawej mgły.- Powiedziałam teraz to nawet ANBU zadrżeli. Spojrzałam się na niego zdziwiona takiej reakcji.
- Hm… Kisame i Itachi…- Wyszeptała Tsunade spoglądając na swoją towarzyszkę.
- I ty walczyłaś z nimi? Nie mogłaś udać się po pomoc.- Powiedziała kobieta w czarnych włosach. Zmrużyłam oczy spoglądając na nią.
- Sądzi pani że wypuściliby mnie od tak. Po tym jak odkryłam kim są? – Zapytałam zakładając ręce na piersiach spoglądając na nią.
- Itachi usiadł i zaczął obserwować. Natomiast Kisame zaczął atakować swoją samechadą. Trudno było go pokonać. Użył wielu wspaniałych technik związanych z wodą. Gdy myślałam że już będzie koniec Itachi przerwał mu i powiedział że może się dowiedzieć o ich celu. Potem złapał mnie w Genjiutsu. Było ono inne od normalnego.- Powiedziałam i mimowolnie zadrżałam.
- Co było jego celem?- Zapytał się owy członek ANBU.
- Uzumaki Naruto.- Powiedziałam pewnym tonem spoglądając na niego.
- Nie powiedziałam im nic. Więc udali się do wioski.- Powiedziałam patrząc na nich.
- Rozumiemy. Ami mam do ciebie prośbę.-Powiedział Jiraya spoglądając na mnie i delikatnie uśmiechnął się.
- Możesz nie mówić o tym nikomu. Nawet własnej drużynie? – Wyszeptał co sprawiło że szerzej otworzyłam oczy.
- Dlaczego Naruto musi wiedzieć.- Powiedziałam zdenerwowana tym faktem.
- Wie że na niego Akatsuki poluje.- Powiedział Jiraya uśmiechając się do mnie.
- Akatsuki?
- Tak. Tak zwie się bowiem ich organizacja. – Powiedział podchodząc do mnie i delikatnie kładąc dłoń na głowę uśmiechając się szeroko. Wypuściłam powietrze.
- Dobrze. Skoro sam Naruto o tym wiem nie widzę problemu by o tym nie wspominać lecz niczego nie obiecuje. – Powiedziałam uśmiechając się.
- Nie są tacy głupi w końcu sami do tego dojdą.- Powiedziałam patrząc na nich po kolei.
Wyszłam powolnym krokiem z gabinetu Hokage kierując się w kierunku domu. Chciałam w spokoju odpocząć i poukładać sobie trochę w głowie. Zatrzymałam się jeszcze trochę by zerknąć na trening Hinaty, Kiby i Shino.
- W końcu się odważyłaś poprosić o pomoc w treningu.- Powiedziałam na głos przez co się zatrzymali.
- Widać że przesłuchanie się skończyło?- Zapytała się Hinata z uśmiechem.
- Aa zapomniałam. Neji-nissan ciebie szukał.- Powiedziała Hinata co sprawiło że moje oczy się zwęziły. Powolnym krokiem zaczęłam iść zastanawiając się czego mógł ode mnie chcieć. Zatrzymałam się czując się obserwowana.
- Przestań się skradać.- Powiedziałam zamykając oczy. Oddychałam szybciej słysząc po chwili stukot laski o kamienne podłoże. Coraz bardziej głośniejsze aż w końcu się zatrzymało.
- W końcu mogłem poznać cię Mayumi Ami.- Odezwał się męski głos za moim plecami. Powoli zaczęłam się odwracać by spojrzeć się na człowieka który mi się przyglądał z uwagą. Koło niego stało dwójka ludzi w ciemnych płaszczach a na twarzach mieli maski ANBU.
- Korzenie ANBU.- Wyszeptałam widząc jak się wzdrygnęli. Wyprostowałam się patrząc na niego poważnym spojrzeniem.
- Nie spodziewałem się że uda ci się przeżyć spotkanie z Itachim.- Powiedział mężczyzna obserwując moje reakcje.
- Jeśli pan sądzi że mnie zwerbuje jest pan w błędzie.- Powiedziałam poważnym głosem zakładając ręce na klatce. Mężczyzna najwyraźniej chciał coś dodać lecz widząc jak Neji podszedł bliżej mnie zamilkł i zniknął w milczeniu. Spojrzałam się na chłopak w milczeniu. 
- Ami….- Zaczął milcząc.
- O co chodzi Neji?- Zapytałam z ciekawością w głosie. Widziałam jak jego postura się zmieniła. Nie był gotowy do ataku. Co mnie zmieszało.
- Po walce z Naruto wiele zrozumiałem. I wciąż staram się… - Zaczął niespokojnie zmrużyłam oczy mając podejrzenia do niego. Nie przywykłam do miłego Nejiego.
- Chciałem tylko cię przeprosić i zapytać czy moglibyśmy powalczyć dalej jak do tych czas lecz w ramach treningu.- Powiedział chłopak spoglądając w moje oczy. Zamurowało mnie. Otworzyłam jedynie szerzej buzie.
- Nie widzę problemu Neji. W końcu ktoś otworzył ci oczy.- Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Ale nie zamierzam być gorsza od ciebie.- Powiedziałam śmiejąc się zaczęłam iść w stronę domu uśmiechając się delikatnie. Byłam szczęśliwa. W końcu nie musiałam go traktować jak wroga. W pewnym sensie z tego powodu poczułam ulgę na sercu