poniedziałek, 29 października 2018

42: Czasem, aby pomóc trzeba poświęcić siebie.



Szłam powolnym krokiem w stronę pozostałych zawodników. Może do mnie jeszcze nie dochodziło, że wygrałam. Nie miałam pojęcia po prostu chciałam odpocząć. Oczywiście jak to ja musiałam zejść z areny bez najmniejszej oznaki, iż ucieszyłam się z wygranej, co wywołało u większości widzów mieszane uczucia. Nie dziwiłam się im tak niedawno Naruto ukazywał swoją radość nawet Temari. Lecz nie ja.
Wchodziłam powoli po schodkach ignorując lekarzy.
— Pójdziesz z nami. — Powiedział jeden z lekarzy zagradzając mi drogę.
— Nie widzę takiej potrzeby.— Powiedziałam zamykając oczy.
 A ja wręcz przeciwnie Ami musimy cię zbadać — Powiedział spokojnie spoglądając w moim kierunku.
— Zgłoszę się po egzaminie. —  Powiedziałam omijając go i bez słowa weszłam. Spojrzałam się na pozostałych. Naruto oczywiście podbiegł do mnie i miał pretensje o to, że się nawet nie ucieszyłam tym, że wygrałam. Zamknęłam jedynie oczy. W końcu już taka byłam. Poważna w takich sytuacjach. Podeszłam do barierki czekając na ostatnią już walkę. Sasuke kontra Gaara. Byłam ciekawa wyniku tego. Czy wygra najlepszy uczeń z tego roku czy natomiast wygra piasek?
Co do owej walki miałam mieszane uczucia. Ale nie wypowiadałam niczego na głos. Musiałam sobie po układać wszystkie wiadomości jakie miałam. Oczywiście po rozmowie z Naruto wyjaśniło się już dość wiele. Ale wciąż za mało.  Wiedziałam już kim jest jenjuriki. I z jakiego powodu Naruto był tak silny. Natomiast wiele pytań było bez odpowiedzi. Dlaczego właśnie on został tak bardzo napiętnowany? Dlaczego czwarty Hokage poświęcił właśnie jego szczęście?  Zamknęłam oczy rozmyślając dalej. Lecz nic nie przychodziło mi do głowy.
— A może nie przyjdzie.  — Powiedziała Temari wpatrując się w arenę. Zmrużyłam oczy.
— Nie on na pewno się pojawi— Powiedział Gaara zniecierpliwiony już czekaniem.
 — Ami….
Gdzie on do diabła się podziewa?
— Ami?
Może jednak stchurzyl i nie zamierza walczyć?
— Ami…
A może to jest owa rana, o której mówiła Sakura?
— Ami do cholery jasnej możesz nie błądzić myślami. — Usłyszałam jak ktoś wydarł mi się centralnie do ucha. Spojrzałam się na bardzo znaną mi osobę.
— A pan nie ma lepszych zajęć jak wydzieranie się mi do ucha.— Powiedziałam zerkając na członka ANBU, który od czasu do czasu przyglądał mi się jak trenowałam czy czasem wypytywał o szczegóły mojego niegdyś uprowadzenia z wioski. W prawdzie już strach, przed ANBU mi minął. Zrozumiałam od tego czasu wiele i w prawdzie nie musiałam się ich już obawiać.  
— Chciałem ci jedynie pogratulować wygranej — Powiedział spokojnym tonem. Mimo to wiedziałam, że coś się działo bez powodu by tu nie przyszedł. Pogratulować… Nie… Na pewno w to nie uwierzę znam już trochę ANBU, więc wiem co najczęściej robią. A on na pewno by się nie fatygował po to. Zmarszczyłam brwi.
— Nie przejmuj się Ami—  Powiedział kładąc mi na ramieniu rękę. Zmrużyłam oczy. Przeczuwał, że coś podejrzewam. Ze wszystkich ANBU z jakim miałam, kiedy kolwiek do czynienia on był najbardziej wyczulany ta tym punkcie że coś się odkryje czy po prostu stara się ukryć.
— Nie martwię się. — Powiedziałam spokojnym tonem. Zamknęłam oczy by uspokoić swój oddech mimo to i tak czułam na sobie spojrzenia pozostałych. Gdy chciałam powiedzieć coś dostrzegłam, że nikogo koło niej nie było.
— Skąd znasz ANBU? — Zdziwił się Shikamaru.
— Skąd?? — Zdziwiłam się zerkając na niebo.
— Tak skąd?
— Po prostu był Anbu, który był odpowiedziały za moje bezpieczeństwo po moim porwaniu.- Powiedziałam spokojnie.
— Ale słyszałem, że po tamtym zdarzeniu nie nawiedziłaś ANBU.
— Shikamaru to nie tak, że ich nienawidziłam leczy po prostu im nie ufałam. — Powiedziałam spokojnie.
— To na jedno wychodzi. — Powiedział Kankuro, lecz mało mnie co obchodziło.
— Nie. Nie na jedno wychodzi. — Powiedziałam spoglądając się na rodzinę piasku po czym zamknęłam oczy zastanawiać się.  Zamknęłam oczy. Podeszłam do ściany i oparłam głowę zamykając. Przysnęło mi się na trochę.
                                                                       ~&~
Poderwałam się po tym jak usłyszałam donośny huk. Dosłownie nie miałam pojęcia co się stało. Nikogo z zdających nie było. Natomiast wokół był wielki Harmider. Nasi walczyli z ludźmi z dźwięku i o dziwo z piaskiem.
Piasek?
Zdziwiłam się wpatrując się w ochraniacze na ich czołach. Nie było pomyłki to byli Shinobi piasku.
Dlaczego?
Kolejne pytanie pojawiło się w mojej skołowanej głowie. Co prawda to prawda nie miałam zielonego pojęcia, co mogło się dziać.
Zdradzili nas?
Gdy w końcu zrozumiałam co się stało. Wybiegłam z areny musiałam coś zrobić. Konoha… Konoha jest w niebezpieczeństwie. Wybiegłam z areny zerkając na zagorzałe walki. Wyjęłam kunia i zaczęłam walczyć z przeciwnikami.
Jeden.
Podbiegłam do jakiegoś mężczyzny i zaatakowałam go z nienadzka. Po chwili upadł. Nie miałam pojęcia czy jeszcze żyje czy nie. Nie miałam czasu na to. Musiałam działać.
Drugi.
Namierzyłam kolejnego przeciwnika. Odbiłam się od ziemi i zaatakowałam kolejnego. Lecz tym razem nie udał się atak z zaskoczenia. Zwiększyłam przepływ chakry by móc zwiększyć swoją prędkość. Po czym wbiłam kunaja w bok owego przeciwnika. O dziwo jak na razie natrafiałam na jakiś słabych.
Trzeci.
Nim upadł na ziemię zaczełam biec do kolejnego celu. Okazała się nim czarnowłosa dziewczyna z wioski dźwięku. Zamknęłam na chwile oczy.
— Hoshishi!— Zawołałam i uderzyłam w plecy dziewczyny. Która upadła na ziemię. Odbiłam się od dachu unikając tym samym kunai. Upadłam na ziemię i zaczęłam biec a za mną ruszyło troje z piasku. Prychnęłam cicho zakręcając w mała uliczkę. Oczywiście za mną podążyli „Myśliwi”
Czwarty.
Złapałam za rękę brązowowłosego o takich samych oczach po czym odbiłam się od ziemi i wykręciłam ja do tyłu. Koło mojej głowy przeleciał kunia wbijając się w ścianę. Wyjęłam kunia i rzuciłam w przeciwnika.
— Kunia: Kage bunshin no Jutsu— Powiedziałam tworząc tym samym tysiące kunai, które wbiły się w owego Shinobiego. Po ich stylu walki mogłam wnioskować, że byli niedoświadczonymi Shinobi.
Pięć.
Shinobi, którego trzymałam skorzystał z mojej nie uwagi i z całej siły kopnął mnie w podbrzusze. Wyplułam dużą ilość krwi wbijając się w ścianę budynku stojącego za mną. Odbiłam się od ściany i upadłam na kolana. Po chwili oberwałam podmuchem wiatru. Zgromadziłam chakrę i z całej siły uderzyłam w chłopaka sprawiając, że uderzył z impetem s budynek. Od razu zaatakowałam go kunaiejm. Wstałam z ziemi zerkając na chłopaka. Nie miał więcej niż dwanaście lat. Wyglądał jak śpi. Zamknęłam oczy kierując się dalej.
Sześć.
Siedem.
Osiem.
Dziewięć.
Dziesięć.
Spojrzałam się na otaczających mnie Shinobi. Była to mieszanka kilku z dźwięku i kilku z piasku. Wszyscy śmieli się na mój widok uważając mnie za słabą i bezbronną dziewczynę.
— Kogo my tu widzimy.— Powiedział z uśmiechem na twarzy.
— Genin.
— Z łatwością się z nią rozprawimy. — Powiedzieli naraz. Zrobiłam pośpiesznie pieczęć.
— Tsumetai Kiri— Powiedziałam spokojnie zamykając oczy. A wokół mnie i przeciwników pojawiła się gęsta mgła. Po chwili jednak można była usłyszeć krzyki. Gdy mgła opadła stałam z kuniem w dłoniach.
– Pomocy!— Moim uszom doszedł donośny krzyk. Zaczełam się rozglądać zastanawiając się skąd mógł pochodzić.
—Pomocy!— Ponowny krzyk dochodzący z uliczki obok. Pobiegłam tam zerkając na małą dziewczynkę stojącą przy ścianie a do niej podchodził Shinobi piasku. W dłoni miał kunia z wybuchową notką. Nie było czasu do zastanawiania się. W prawdzie nawet nie miałabym, pomiędzy czym wybrać.
Czy uratować dziecko dając się zabić? Czy natomiast zostawić dziecko samemu i pójść walczyć?
Złapałam przeciwnika za rękę i okręciłam się rzucając nim o ścianę, która po chwili wybuchła. Miałam jedynie resztki chakry. Z trudem zgromadziłam ją w stopach i podbiegłam do dziewczynki po czym odepchnęłam ją.
~Dziewczynka~
Huk.
Mała dziewczynka podniosła główkę rozglądając się wokoło.
Kłęby kuzu.
Zmrurzyła oczka starając się dostrzec co się stało. Pod dłonią poczuła dziwną lepką maź. Podniosła rączkę zerkając na krew.
Zamarła.
Wpatrywała się z przerażeniem na krew. A do oczu napłynęły jej łzy.
— N….Nic ci nie jest?— Usłyszała czyjś głos. Zaczęła się rozglądać.
— Nie…—Powiedziała spokojnie.
— To dobrze.— Ponownie się odezwał owy głos. Dziewczynka spojrzała się przed siebie zerkając na stos gruzów i zasłoniła usta.
— Gomene.—Wyszeptała zapłakana dziewczynka. Patrząc na czarnowłosą dziewczynę mocno poturbowaną w plecach miała wbity Futon Shuriken. A prawą nogę miała przygniecioną prze głaz.
—Nie przepraszaj to nic takiego.— Powiedziała dziewczyna i uwolniła nogę po czym wyjęła z pleców Shurikena.  — Musisz udać się do schronu.— Powiedziała dziewczyna spoglądając na dziewczynkę z uśmiechem natwarzy
— A pani? — Zapytała nie pewnie wstając z ziemi.
— Mną się nie przejmuj Idź!— Powiedziała czarnowłosa dziewczyna. Sprawiając tym samym, że mała zaczęła biec przed siebie.
~Ami~
Wpatrywałam się w biegnącą dziewczynkę w kierunku schronu. Moje ciało nie było w stanie się poruszyć. Upadlam na twarz na ziemię.
— Sima ta! — Wycedziłam przez zaciśnięte zęby. A moje oczy zaczęły powoli się zamykać aż otoczyła mnie ciemność.

1 komentarz:

  1. Odważna ta Twoja Ami! :)
    W takiej sytuacji nawet nie szuka dorosłych do pomocy, tylko idzie i walczy! No i uratowała cywila ;)

    OdpowiedzUsuń