czwartek, 19 września 2019

03. Mury Tajemnic – spotkanie po latach cz. 2 03




Porządkowanie owego pomieszczenia okazało się znacznie trudniejsze jak i bardziej niebezpieczne niż mi się z początku wydawało. Kto by pomyślał że, założone tam pułapki sprzed wielu dekad mogą być sprawne. A tylko starałam się otworzyć starą zardzewiałą już skrzynię gdy w moją twarz wybuchły bomby pieprzowe sprawiając że zaczęłam kichać i kaszleć za razem wpadając na jeden z regałów tworząc efekt domina. I tak o to powstał jeszcze większy bałagan niż miałam wcześniej. Przetarłam łzawiące oczy przymrużając je. Musiałam wyjść by dojść do siebie opierając się o barierkę. Hałas jaki zrobiłam ściągną Shizune, która zbiegła aby sprawdzić co było jego powodem.
— Ami?— Zdziwiła się na mój widok. Początkowo mrużyłam spuchnięte łzawiące oczy. Do czasu gdy mi ich nie wyleczyła. — Co się stało?
— Natrafiłam na bombę pieprzową. Kto by pomyślał, że może być jeszcze skuteczna. Zważając na to kiedy ją tam umieszczono. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że podczas sprzątania mogę narazić się na utratę życia? — Powiedziałam śmiejąc się z miny kobiety. — Niech pani nie robi takiej zatroskanej miny.
— Jak by to była wybuchowa notka? — Powiedziała stojąc naprzeciwko mnie spoglądając poważnie.
— No  cóż zmarłabym nie tak jak to sobie wyobrażam. Pora pożegnać Mayumi Ami, która sprzątając przepłaciła swoje życie. — Zaśmiałam się łapiąc się za brzuch nie mogąc już wytrzymać. Wytarłam cieknące po policzkach łzy. Chodź Shizune wcale nie było do śmiechu.
— Ami!
— Niech pani w końcu zacznie myśleć. Kto normalny by podłożył wybuchową notkę pod gabinetem Hokage. — Powiedziałam widząc jak zamarła po czym zniknęła mi z oczu.
~* ~*~
            Opierałam się o barierki wściekle wpatrując się na krzątających się po magazynie członków ANBU. Przez wmieszanie się Shizune musiałam zaprzestać porządków. Skrzyżowałam ręce na piersiach delikatnie uderzając palcem po ramieniu zamykając oczy. Ile można. Zacisnęłam mocniej szczękę marszcząc czoło. Czując jednak jak ktoś przyłożył do niego dwa palce otworzyłam oczy spoglądając na mistrza Shizu.
— Jeszcze ci tak zostanie. — Powiedział spokojnym tonem widząc jednak, że to nie poskutkowało wypuścił ciężko powietrze.
— Po co się mieszała? — Warknęłam wściekła. — Teraz co? Z powodu bomby pieprzowej zrobiła aferę roku. — Odwróciłam się do niego nie chcąc nawet o tym myśleć. — Wiesz ile bym miała już zrobionego?
— Ami…
— I co to ma niby znaczyć, że będzie mi mówić co dla mnie dobre?— Nie byłam poddenerwowana, ale zła. Kopnęłam leżący kamień kierując się do jednego z ANBU aby wyciągnąć ile jeszcze może trwać przeszukiwanie. Gdy usłyszałam, że mogłam zacząć dopiero jutro przeklęłam pod nosem.
— AMI!— delikatnie odwróciłam wzrok spoglądając na stojącego za moimi plecami mistrza Shizu. Mimo, że miał na twarzy swoją maskę doskonale wiedziałam jaki miał wyraz twarzy. Przeciągu ostatnich dwóch lat zdążyłam poznać ten ton. Ruszyłam w kierunku centrum wioski w milczeniu. Ignorując ciągnącego się za mną nie proszonego gościa.
— Nie zagalopowałaś się za bardzo? Wybuchła ci w twarz bomba pieprzowa! Wiesz co by to było gdyby to była jednak wybuchowa notka? Pomyślałaś o tym? — Powiedział przez zaciśnięte zęby łapiąc mnie za ramie bym się zatrzymała. Spojrzałam się na niego przez ramię.
— Już odpowiedziałam Shizune co by to było. Wąchała bym kwiatki od spodu. Zjadły by mnie robaki. — Powiedziałam czując pieczenie na policzku. Przekręciłam delikatnie głowę spoglądając na niego. Delikatnie przejechałam dłonią po rozciętej wardze. Spoglądając na czerwoną maź.
— Kurwa Ami! — Warknął przykuwając tym samym uwagę zwykłych mieszkańców zebranych na ulicy. — Wiesz co właśnie powiedziałaś?
— Tak. Odpowiedziałam na twoje pytanie. Dlaczego traktujecie mnie wciąż jak dziecko? — Powiedziałam patrząc się na jego oczy.
— Może dla tego, że zachowujesz się jak rozwydrzony bachor. Owe pomieszczenie znajduje się tuż pod biurkiem Hokage. Jak by były tam notki wybuchowe Tsunade-sama mogła by zginąć. — Powiedział patrząc się na mnie i po szturchnął bym spojrzała na niego.
— Raptem się obudziliście. Nikt tam nie zaglądał od czasów świetności czwartego nim zmarł. A wy robicie zamieszanie gdy mi w twarz wybuchła zwykła bomba pieprzową. Mówiąc mi co mam robić. Ciebie jeszcze zrozumiem, lecz jej nie rozumiem. — Powiedziałam. No tak oto sedno sprawy. Mieszanie się Shizune w moje życie. Przekroczenie granic. Nie znam jej ani ona mnie, a zachowuje się jak by była nie wiem kim.
— Eh… Ami to dla bezpieczeństwa. — Powiedział przykładając dwa palce do maski wypuszczając powietrze.
— Wiem. Tylko…— Urwałam spoglądając na dach biura Hokage ciężko oddychając.
— Tylko?
— Nawet sobie nie zdajesz ile jest tam ciekawych rzeczy. Nawet wczoraj udało mi się znaleźć zdjęcie Senju Saeko. Była naprawdę piękną kobietą. Nie wiedziałam że Tsunade miała kuzynkę. — Mówiłam z entuzjazmem spoglądając na mistrza.
— Sama. Gdzie mój głupi uczniu szacunek do Hokage.— Powiedział delikatnie ciągnąc mnie za ucho. Jak zwykle. — I tak miała kuzynkę Saeko-sensei była jedyną osobą jaka odziedziczyła z klanu Senju kekei genkai Pierwszego. — Powiedział kierując swój wzrok na twarz Pierwszego Hokage. W jego głosie mogłam usłyszeć szacunek.
— Element Drewna? — Spojrzałam na niego przełykając ciężko ślinę.
— Tak. Oczywiście znalazło się kilku takich którzy eksperymentowało z DNA Pierwszego lecz było to zbyt niebezpieczne. — Powiedział patrząc w moim kierunku dostrzegłam jak drgnął delikatnie. — Ami… Nie mówiłaś o tym?
— Komu? — Powiedziałam zakładając ręce na piersiach mierząc mistrza z nie dowierzaniem. — Nie wspominałam o tym nikomu możesz być spokojny. — Powiedziałam widząc jak odetchnął z ulgą. Odwróciłam się idąc powoli w kierunku kwiaciarni Yamanaka. — No cóż trzeba trochę pozmieniać plany na dzisiejszy dzień.
— Nie zamierzasz trenować.— Powiedział mierząc mnie spojrzeniem. Westchnęłam ciężko.
— Za kogo ty mnie masz. Ranisz moje uczucia. Nie jestem już tą małą dziewczynką która wiecznie była na treningu. Oczywiście że poszła bym trenować gdyby nie ten cholerny szlaban!— Warknęłam słysząc jego śmiech. — świetnie śmiej się dalej. — Nabrałam powietrza w poliki. Wypuszczając je powoli. — Z powodu przymusowego postoju w mojej pracy zamierzam udać się na grób Suwaru. — Powiedziałam spokojnym tonem. — Idę do kwiaciarni aby kupić kwiatka.
— Nie odwiedzasz znajomych?— Zdziwił się tym bardziej jak zobaczył jak podskoczyłam patrząc na ziemię. — Coś się stało?
— Nic takiego. Spotkanie z Midori nie należało do najprzyjemniejszych. Nie chcę myśleć jak zareaguje na mnie Akai. — mówiąc to nie patrzałam na niego. — Mam nadzieję że spotkam go jako ostatniego. Może będę jakoś mentalnie do tego gotowa. Widziałam się już z Sakurą. Wspominała że większość jest na misjach więc nie ma bata bym mogła się z nimi spotkać. — Dodałam zatrzymując się przed drzwiami do kwiaciarni. Gdy odwróciłam się w kierunku Shizu, go już tam nie było. Otworzyłam drzwi słysząc charakterystyczny dźwięk dzwoneczków wchodząc do środka pochyliłam się nad żonkilami spoglądając na nie z delikatnym uśmiechem. Dwa lata odkąd mnie tam nie było. To kupa czasu. Wiele się nagromadziło.
W dłonie jednak wzięłam białą lilię spoglądając na nią delikatnie się prostując. Słysząc krzątaninę delikatnie spojrzałam przez ramię na dziewczynę w moim wieku. Jej blond włosy znów sięgały jej tali a grzywka zakrywała pół twarzy. Na sobie miała jak zwykle fioletowy strój lecz tym razem bluzka odsłaniał brzuch dziewczyniny zrezygnowała z bandaży zasłaniających go jak i ochraniacza. Tym razem nosiła siatkowany pancerz na udach łokciach i kolanach.  Od razu ją rozpoznałam. Gdy na mojej twarzy zagościł uśmiech.
— Widać, że też się trochę zmieniłaś Ino. — Powiedziałam widząc jak dziewczyna podniosła się spoglądając na mnie niezrozumiale. Wypuściłam powietrze niezrozumiała reakcji znajomych.
— Ami?— Powiedziała zdziwiona dziewczyna podbiegając do mnie i rzuciła się mi na szyje. — Wróciłaś.
— Jak widać. Chciałabym kupić tego kwiatka. — Powiedziałam pokazując jej lilię w swojej dłoni.
— Kiedy wróciłaś? — Zapytała pakując kwiatka i podała go mi. Westchnęłam przez ostatnie dni to pytanie było moją zmorą. Może powinnam była wszystkich zgarnąć by móc im to wyjaśnić bez powtarzania się.
— Chyba będzie już jakieś dwa dni temu? Spotkałam się  między pracą z Sakurą, Midori oraz Hinatą. Teraz z tobą. — Powiedziałam kładąc rękę na biodrze.
— Nie poznałam cię. Bardzo się zmieniłaś. Jesteś jakoś bardziej radosna.— Powiedziała patrząc się na mnie.
— Co to ma znaczyć?— Zapytałam marszcząc czoło spoglądając na dziewczynę która wybuchła śmiechem.
— Ino!— Usłyszałam głos mężczyzny dobiegający z magazynu— Pora na trening.
— Będę już szła może się później spotkamy. — Powiedziałam podchodząc do drzwi otwierając je spokojnie kierując się w kierunku cmentarza uśmiechając się na widok kiwającej dziewczyny.
Dotarcie do celu zajęło mi mniej czasu niż się spodziewałam. Nagrobek Suwaru był zadbany, a obok stała biała róża. Kucnęłam delikatnie wsuwając lilię odgarniając z nagrobka paprochy dotykając delikatnie litery tworzące jej imię. Tęskniłam za nią. Mimo pływu czasu nie umiałam pozbyć się bólu po jej stracie. Traktowałam ją jak siostrę. Mogłam porozmawiać o wszystkim co ciążyło mi na sercu. Teraz mówiąc szczerze nie miałam nikogo takiego. Nie mogłam nikomu powiedzieć wszystkiego. Nie umiałam drugi raz się tak bardzo otworzyć jak przy niej. W milczeniu zaczęłam jej opowiadać to co miało miejsce podczas mojej podróży, treningach, potajemnych misjach.
- Ami.— Usłyszałam za sobą męski głos. Wyprostowałam się otwierając szerzej oczy odwracając się powoli nie kojarząc tego głosu. Za moim plecami stał młody czerwono włosy chłopak spoglądając się zszokowany w moje oczy. Dopiero teraz poczułam jak po policzkach ciekły mi łzy. Jego obraz stawał się coraz bardziej rozmazany. Na lewym policzku znajdował się dziwny czerwony znak. Jego ręce zasłaniały bandaże. Znacznie bardziej umięśniony niż ostatnio go widziałam.
Odwróciłam wzrok zdając sobie sprawę z tego kim on był.
— Akai. Nie poznałam cię.— Powiedziałam wstając z kolan wycierając przy tym policzki. Czułam na sobie jego przeszywające spojrzenie.
— Midori miała rację wróciłaś w końcu ze swojego upragnionego treningu— Powiedział. Jego ton był tak oschły że poczułam ból w sercu. Złapałam się za serce czując targające mną złość.
— A nie widać?— Powiedziałam opuszczając delikatnie rękę patrząc na Akaia nie zamierzając odwrócić wzroku jak to miałam wzwyczaj dwa lata temu.
— Widać. Szkoda, że tak wcześnie. Mogłaś tam siedzieć znacznie dłużej w końcu drużyna wcale cię nie obchodziła — Powiedział zakładając ręce na piersiach.  Przekręcił głowę w bok spoglądając na mnie wściekłym spojrzeniem.
— Nie mam już sił. Ani do ciebie ani do Midori. — Powiedziałam patrząc na niego zrezygnowana. — Wystarczy tego. — Odwróciłam się z dłońmi zaciśniętymi w pięści. —  Nie będę was zmuszała do przyjaźni ze mną. Nie zamierzam też was przepraszać więcej. — Powiedziałam kierując się do wyjścia z cmentarza nie zatrzymując się nawet gdy mnie wołał.
Udałam się pośpiesznie w kierunku swojego domu. Ignorując całkowicie wołającego za mną chłopaka. Wpadając do domu trzasnęłam drzwiami tak mocno że odrobinę tynku osypało się na ziemię. Po czym rzuciłam się na łóżko naciągając na głowę poduszkę tak aby nie słyszeć stukania w drzwi. Od Dawna nie czułam się tak paskudnie jak tego ranka. Przez pomieszczenie przeleciała poduszka uderzająca o ścianę z niemym hukiem. Rzuciłam się na łóżko ignorując protesty sąsiadów.  Nie miałam ochoty już na nic.
~8~8~*
Obudził mnie dopiero znajomy pisk. Otworzyłam jedno oko spoglądając na dość znajomą posturę swojego nauczyciela który właśnie kucał na parapecie pokazując bym otworzyła okno. Westchnieniami ciężej otwierając je.
— Od czego są drzwi Sensei. — Powiedziałam z Sarkazmem podchodząc do lodówki aby sięgnąć zimny sok.
— Wiesz. Nie musiałbym tak włazić gdybyś łaskawie otwierała drzwi gdy ktoś do nich puka. — Odpowiedział spoglądając na mnie tym swoim przeszywającym spojrzeniem. Jakby wszystko wiedział. Nienawidziłam tego.
— Nie otwierałam bo nie miałam ochoty na gości. Czy to nie oczywiste? — Powiedziałam odkręcając butelkę soku. Upijając kilka łyków.
— Hangar? Też się nie chciało?— Zapytał.
— Też mi coś. Zaspałam. Każdemu się to zdarza. — Powiedziała biorąc w dłoń tosta i podgryzając go. Moje zachowanie jednak nie umknęło uwadze mojego nauczyciela. Podszedł bliżej przyglądając mi się uważnie.
— Opowiadaj.
— Nie ma o czym opowiadać. — Starałam się unikać tego tematu. Po co psuć i tak już zepsuty nastrój.
— Naprawdę sądzisz że mnie oszukasz. Przecież widzę, że coś jest nie tak. Te zachowanie…— Urwał obchodząc dookoła. — zniszczona poduszka…—Podniósł rozerwaną poduszkę spoglądając na pierze znajdujące się na ziemi. — Nie wiem co ci takiego zrobiła, że tak się nad nią pastwiłaś. — Dodał sprawiając, że uniosłam brew spoglądając na mistrza z irytacją wymalowaną na twarzy.— Irytujesz się? Spotkanie z drużyną?— Skrzywiłam się na owe pytanie kładąc pustą szklankę na blacie. Kręcąc delikatnie nią. Musiał dostrzec w moich oczach smutek jak i zawód. Gdyż usłyszałam jak westchnął ściągając swoją maskę ANBU. — Trawiłem w sedno sprawy.
  Wybacz mi sensei…— Wyszeptałam spoglądając na szklankę delikatnie wodząc po niej palcem wskazującym nie chcąc patrzeć się na twarz mistrza, którego tak bardzo szanowałam, a teraz zamierzałam go zawieść. — Nie przystąpię do Egzaminu na Chunina. Mogliśmy zostać dłużej na treningu. — Powiedziałam nie spuszczając wzroku ze szklanki.
— Poddajesz się bez walki?— Zapytał tym swoim nieznośnym tonem. Który mówił mi, że właśnie sprawiłam, że stracił do mnie szacunek. Chodź często przychodziło mi do głowy, że nie miałam u niego żadnego szacunku czy uznania.
— Nie widzę po prostu potrzeby do tego, Aby udać się na ten Egzamin. — Powiedziałam spoglądając w oczy Mistrza widząc jak je zmrużył. Starałam się pokazać, że wcale nie dotknęły mnie ich reakcje na mój widok.
— Ami… Znam cię i wiem, że coś jest nie tak. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć i zdradzić wszystko co siedzi w twoim serduszku jak w tej pełnej przepalonych zwojów główce – Mówiąc to położył dłoń na moich włosach i potrząsnął ją roztrzepując moje włosy, które i tak były już w nieładzie. Spojrzałam się na niego po czym oparłam się o ścianę.
— Wolę trenować. — Powiedziałam zakładając ręce na piersiach na co mój mistrz zareagował zmarszczeniem nosa.
— Nie ma mowy. Do sprawdzianu Zero treningów. Wyraziłem się jasno. Z resztą w aktualnym stanie wątpię byś była w stanie podejść do sprawdzianu Hokage. — mówiąc to zmierzył mnie spojrzeniem na co tylko prycham spoglądając w bok kuchni.
— Wiesz sensei…. Od dłuższego czasu myślałam o znalezieniu nauczyciela takiego jak ty. Dopiero walka z Kisame utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma innego sposobu, aby stać się silnym. — Powiedziałam smutnym tonem.
— To oczywiste.— Powiedział chłodnym tonem. Spojrzałam się na niego trzymając szklankę na której zacisnęłam dłonie.
— Nie wiesz nawet jak bardzo się ucieszyłam gdy się zgodziłeś. Nawet jeśli miałam na przygotowanie zaledwie kilka godzin. Nie miałam czasu na pożegnanie. Jedynie Neji jak i jego drużyna zdążyła się ze mną pożegnać, a to tylko dlatego, że wyruszali właśnie na misję. — Powiedziałam spoglądając w oczy sensei’a.
— Czy to ma związek z twoim aktualnym nastrojem?— Zapytał spoglądając na moją reakcję. Widząc jak się odwróciłam do niego plecami dodał—  Rozumiem, że tak.
— Gdy wróciłam Sakura, Hinata czy też Ino z którą nigdy nie miałam dobrego kontaktu były szczęśliwe z mojego powodu. Nie miały mi za złe, że znikłam bez słowa. Rozumiały mnie. Moje uczucia…— Przygryzłam wargę zamykając oczy. Naprawdę starałam się ochłonąć. Widok zawiedzionej moim widokiem twarzy Midori jak i słowa wypowiedziane ustami Akai’a sprawił, że szklanka którą trzymałam w dłoni roztrzaskała się na ścianę obok głowy Shizu, który zerknął tylko na nią. — Dlaczego Midori ani Akai nie rozumieją tego. Dlaczego nie starają się tego zrobić. Nawet jak ich przeprosiłam to żałują mojego powrotu tak wcześnie z treningu. — Powiedziałam spoglądając na niego czując jak delikatnie starł z mojego policzka cieknące łzy.
— Daj im czas. Przejdzie im—Powiedział kładąc rękę na moim ramieniu, aby dodać odrobinę otuchy. Chodź to nie dało żadnego rezultatu.
— Szkoda, że nie mam już na to sił. Wciąż ich gonić. — Powiedziałam czując jak Shizu złapał mnie za nadgarstek i wytaszczył mnie z mojego domu siłą.  — SENSEI!!!!
Nie usłyszałam nic. Po prostu kierował się do pałacu Hokage z nieznanych mi przyczyn. Prawda spóźniłam się do sprzątania Hangaru, lecz to nie powód tak brutalnego i niesprawiedliwego potraktowania. W końcu Shikamaru notorycznie specjalizuje się w spóźnianiu.  Odezwał się dopiero tuż przed drzwiami do biura Hokage.
— Nie musiałby cię wlec gdybyś normalnie otwierała drzwi tak jak należy gdy ktoś do nich puka. — Powiedział poirytowany nakładając ponownie maskę. Zmarszczyłam brwi.—Po pierwsze miałaś gości których nie przywitałaś w należyty sposób. — Powiedział kładąc rękę na klamce. — Po drugie. Zignorowałaś robotę którą tobie załatwiłem.— Nabrałam powietrze w policzki spoglądając na nauczyciela poddenerwowana tym wszystkim. — Po trzecie całkowicie zapomniałaś o spotkaniu z Hokage.— Dodał otwierając drzwi przez co wszyscy zebrani w biurze Hokage umilkli spoglądając w stronę naszej dwójki.
— Zapomniałam— Przyznałam delikatnie przykładając palec do brody— Miałam rozmawiać o Egzaminie, który pozwoliłby mi znów uczestniczyć na misję. I już mówiłam nie miałam nastrojów na wizyty. Normalnie zrelaksowałabym się podczas treningu.
— Nie wolno.— Powiedział kłaniając się przed Tsunade. Skłoniłam się przed Hokage widząc jak kiwnęła do mnie głową.
— Sam widzisz. A w związku z Hangarem. Nie mam zielonego pojęcia czy skończyliście już sprawdzać. — Powiedziałam prostując się i uśmiechając się do Sakury stojącej przy Tsunade. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Dopiero po chwili spojrzałam się na resztę. Irytująca Shizune mierząca mnie tym swoim zatroskanym spojrzeniem.
Zatrzymałam spojrzenie na trójce ludzi. Dziewczyna o charakterystycznych czterech kitkach. Długa czarna tunika sięgająca niemal do samych kostek, Przywiązany wokół pasa dziewczyny czerwony pas. I oczywiście na plecach jej wachlarz. Na mojej twarzy zagościł ciepły uśmiech na widok znajomej mi dziewczyny.
— Temari!— Zawołałam podchodząc bliżej dziewczyny— Jak zwykle zjawiskowa— Zaśmiałam się na widok miny dziewczyny, która po chwili musiała zrozumieć kim byłam.
— Ami!— Zawołała odwracając się całkowicie do mnie.— Jak ty się zmieniłaś. Nabrałaś trochę ciałka tam gdzie potrzeba.— Powiedziała śmiejąc się z mojej miny. Spojrzałam się na chłopaka z krótkimi brązowymi włosami. Przekręciłam delikatnie głowę w bok spoglądając na fioletowe paski na jego twarzy. Ciemny strój… trzy zwoje na plecach. Przekręciłam głowę przyglądając się chłopakowi, który założył ręce na piersiach delikatnie stukając palcami o ramię. Zamrugałam kilkakrotnie oczami zamierając na chwilę.
- K…Kankuro?- Wyszeptałam zszokowana.- Gdzie ta śmieszna czapka? Kiedy przestałeś ją nosić. I Co się stało się z twoją marionetką? – Wyszeptałam spoglądając na zwoje.
- A kogo się spodziewałaś?- Zdziwił się unosząc jedną brew. – Oczywiście, że to ja. Zmieniłaś się. Nie poznałem cię gdy weszłaś. Chodź jedna cech została bez zmian.- Powiedział spoglądając na mnie. Był wyższy ode mnie wiec delikatnie spojrzałam się w górę.- Zastać cię w domu to rzadkość. W jakich krzakach  tym razem się włóczyłaś?- Powiedział Kankuro widząc jak spojrzałam się w okno.
- W żadnych. Byłam w domu.- Powiedziałam wyprostowana, ale nie patrzałam się na nikogo.
- Dlaczego nie otworzyłaś?- Odezwał się ktoś inny spoglądając na mnie. Spojrzałam się na właściciela głosu otwierając szerzej oko gdy dostrzegłam znak miłości na czole właściciela. Czerwony kombinezon i nieodłączna piaskowa gurda na plecach chłopaka. Jak i ciemne obramówki wokół oczu chłopaka, które spoglądały na mnie ze zdziwieniem.
- Czcigodny Kazekage najmocniej przepraszam. – Powiedziałam skłaniając się widząc jak chłopak spojrzał na mnie morderczym spojrzeniem.
- Wiesz co. Z moim rodzeństwem przywitałaś wie w normalny sposób a ze mną… tak Formalnie.- Powiedział Gaara na co Temari i Kankuro zareagowali śmiechem. Uniosłam ręce w geście pojednawczym.
- Nie chciałam cię zdenerwować Gaaro.- Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.- Tylko że…- Urwałam zamykając oczy gdy poczułam uderzenie w tył głowy.
- Naprawdę muszę zając się twoimi manierami mój głupi uczniu.- Powiedział Shiziu spoglądając na mnie.
- Kiedyś odpłacę ci z nawiązką Sensei.- Powiedziałam gdy w całej Sali rozbrzmiały śmiechy poczerwieniałam na policzkach. – Mogłabym dziś kontynuować swoje zadanie Hokage-sama.- Zapytałam spoglądając się w okno.
- Jeśli tylko ANBU zakończą sprawdzanie.- Powiedziała śmiejąc się gdy zwiesiłam zrezygnowana głowę podchodząc do drzwi.
- TSUNADE!- Głos Shizune sprawił że zatrzymałam się z ręką na klamce. – Najpierw powinna udać się i dać się zbadać.
- Shizune rozmawialiśmy już na ten temat.- Powiedział Shizu.- I uwierz mi że dziś nie jest dobry moment na….- Urwał widząc jak napięcie się odwróciłam kierując się w kierunku Shizune chcąc wygarnąć Shizune to by łaskawie trzymała swój nos w swoich sprawach. Dopiero ręka Shizu na mojej głowie strawiła że się zatrzymałam.
- Wyjdź!- Usłyszałam głos nauczyciela spoglądając na jego oczy zgrzytając zębami. – Idź się przewietrz. – Powiedział odwracając i kierując do drzwi na co otworzyłam je i trzasnęłam nimi
~Sakura~
Podskoczyłam słysząc jak Ami trzasnęła drzwiami spoglądając na Tsunade która miała zamknięte oczy. Przełknęłam ślinę modląc się o to by tak lekkomyślne zachowanie Ami nie odbiło się na mnie.
Cholera zwariowałaś doszczętnie!
Tsunade jednak wypuściła powietrze kierując spojrzenie na naszych gości którzy też spoglądali się zdziwieni na drzwi za którymi znikła Ami.
- Proszę jej wybaczyć Kazekage-sama wiem że zamierzaliście się z nią spotkać lecz aktualnie nie jest w dobrym nastroju.- Powiedział Shizu-san kłaniając się przed Gaarą jak i przed Tsunade-sama. Spoglądałam na jego maskę zastanawiając się co mogło wyprowadzić z równowagi wiecznie spokojną Ami.  -–Spotkanie z drużyną nie poszło zgodnie z planem.
- Widziała się z Akai’em- Wyszeptałam krzywiąc się. Dokładnie pamiętałam jak Ami nie dogadywała się z drużyną. Chodź ona zawsze starała się do nich zbliżyć oni traktowali ją w oziębły sposób. Kiedy ja wraz z Naruto, Sasuke i Kakashi’m udawaliśmy się na wspólne treningi. Ona była sama. Wiele czasu zajęło mi to by dostrzec że mimo tego że była tu… była Sama… Treningi…Misje…czas wolny… Teraz gdy wróciła była inna lecz wciąż w jej oczach widać samotność. Nie chciałam by Ami tak się czuła. Nie po tak długiej rozłące z domem. Kiedy wróciła po dwóch latach… chciałam by poczuła się że ktoś na nią czekał. A oni… Zacisnęłam dłonie w pięści.
Połamię im wszystkie kości
- Sakura?- usłyszałam głos Tsunade która spoglądała właśnie na moje zaciśnięte dłonie.
- Tak Hokage- sama.- Powiedziałam patrząc na nauczycielkę relaksując się. Wiedziałam że chciała mnie uspokoić mina Shizune to potwierdzała.
- Nic nie szkodzi. Mamy jeszcze trochę czasu aby się z nią spotkać. Dziś przyszedłem porozmawiać o Egzaminie.- Powiedział Gaara przykuwając moją uwagę. Chodź reakcja Shizu zbiła mnie z tropu.
- Shizu….- Zaczęła Tsunade unosząc brew.
- Nie chce przystąpić do egzaminu na Chunina. – Powiedział opierając się o ścianę. – Poinformowała mnie o tym dziś. Jeśli chodzi o pani sprawdzian zgłosi się o czasie. –Powiedział Shizu sprawiając że nie tylko ja się zdziwiłam.
- Co! Nie chce zostać chuninem? Dlaczego? Przecież tak ciężko trenowała.- Wyrwało mi się delikatnie zasłoniłam usta rękoma. Ami zawsze była silna. Zazdrościłam jej tego że nie poddawała się mimo że nie miała szans. Walczyła do samego końca. Nawet nie przestała w starciu z Kisame. Zdobyła nawet kawałek materiału dzięki któremu Kakashi mógł znaleźć jedną z ich kryjówek. Chodź walka Ami z Akatsuki została utajniona miałam możliwość wglądu w opis. Dzięki temu że byłam uczennicą Tsunade.
- Doskonale wiem jak ciężko trenowała Sakura- Odezwał się Shizu spoglądając na mnie- Sam się postarałem o to by zagwarantować jej to. Lecz tu chodzi o coś innego.
- O co Shizu?- Zapytała Shizune spoglądając na niego.
- Relacje Ami z drużyną od zawsze były dość kruche. – Powiedział spoglądając na rodzeństwo piasku. – Już lepsze miała z nimi niż z drużyną. Teraz jak wróciła uległy pogorszeniu.- Powiedział patrząc na Tsunade.- Ona ma już po prostu dosyć. Ciągłego gonienia ich. Starania się. Po prostu zrezygnowała z walki o drużynę.
- Nie powinna.
- Shizune! Zamknij się w końcu. Nic o niej nie wiesz, a oceniasz!- Warknął uderzając dłonią w ścianę. – Ami wie najlepiej że nie zdałaby tego egzaminu!
- Dlaczego? Przecież tak długo trenowała?- Zapytałam się spoglądając na Shizu widząc jak odwrócił się w moim kierunku.
- Straciła wiarę w drużynę. Jak może zdać ten egzamin nie ufając członkom drużyny. Jak walczyć dla kogoś kto nie akceptuje ciebie…- Powiedział patrząc w okno powędrowałam wzrokiem na Ami rozmawiającą z ANBU. Radośnie podskoczyła na wieść o czymś po czym zniknęła mi z oczu.
- Po drugie Shizune radzę ci jej nie lekceważyć. Moja uczennic nie jest jakaś słaba by miała zostać ranna z powodu takiego incydentu….
- Incydentu?- Zdziwił się Kankuro.
- Bagatelizujesz jak zawsze jak by to nie była bomba pieprzowa tylko notka wybuchowa. Co w tedy!- Uniosła się Shizune podchodząc do Shizu bliżej. Przełknęłam głośniej ślinę.
- Ona wie najlepiej czy potrzebuje pomocy czy też jej nie potrzebuje. To nie jest dziecko które potrzebuje opieki!- Zazgrzytał zębami spod maski. Spojrzałam się na zdziwione rodzeństwo piasku widząc jak drzwi ponownie się otworzyły i weszła Ami. Podchodząc do swojego nauczyciela. Znów ten uśmiech ukrywając jej uczucia. – Jest silniejsza niż….ajć….-usrał czując uderzenie w tył głowy.
~Ami~
Jak zwykle nic mi nie powiedział. I jak tu z nim gadać. Wiedział od wczoraj to że mogłam kontynuować pracę a on co. Nic nawet słowem nie powiedział. Kiedyś on mnie wykończy. Wchodziłam po schodach kierując się z powrotem do gabinetu Hokage.
Zmarnował dla mnie czas
Zatrzymałam się słysząc uniesione głosy Shizune jak i mojego mistrza. Był zdenerwowany, ale czym?
- Shizune! Zamknij się w końcu. Nic o niej nie wiesz, a oceniasz!- Warknął uderzając dłonią w ścianę. – Ami wie najlepiej że nie zdałaby tego egzaminu!- Powiedział uniesionym głosem Shizu-sensei sprawiając ze zamarłam z ręką na klamce przysłuchując się uważnie Naprawdę sądzi że wiem o tym?
- Dlaczego? Przecież tak długo trenowała?- Zapytała się Sakura. Spoglądałam na klamkę starając się zmusić drżącą rękę do tego aby zacisnęła się na niej i otworzyła je
- Straciła wiarę w drużynę. – Zamarłam otwierając szerzej oczy. Doszedł do tego wniosku po jednym zdaniu? Nie możliwe. Jak.  - Jak może zdać ten egzamin nie ufając członka drużyny. Jak walczyć dla kogoś kto nie akceptuje ciebie…- Warknął Shizu. Słowa mojego mistrza sprawiły że na moją dłon kapały łzy. - Po drugie Shizune radzę ci jej nie lekceważyć. Moja uczennic nie jest jakaś słaba by miała zostać ranna z powodu takiego incydentu….- Uśmiechnęłam się czując przyjemne ciepło. Mimo że powiedziałam że nie przystąpię do egzaminu. To wciąż wierzył w to że jestem silna. Nigdy nie zwątpił w to.
- Incydentu?- Zdziwił się Kankuro.
- Bagatelizujesz jak zawsze jak by to nie była bomba pieprzową tylko notka wybuchowa. Co w tedy!- Uniosła się Shizune. Zmrużyłam oczy. Dziś po raz drugi stanęła na cienki lud. Tym bardziej że po skoku Akai’a stał się on jeszcze bardziej niestabilny.
- Ona wie najlepiej czy potrzebuje pomocy czy też jej nie potrzebuje. To nie jest dziecko które potrzebuje opieki!- Zazgrzytał zębami spod maski. Otworzyłam drzwi wchodząc do środka nie postrzeżona… prawie dostrzegłam spojrzenie Gaary jak i Sakury na sobie. Podeszłam w milczeniu do swojego nauczyciela. – Jest silniejsza niż….- Nie dałam mu dokończyć. Nie chciałam słyszeć jak z mojego powodu denerwuje Hokage bardziej niż była. Cieszyłam się jednak że trzyma moją stronę nie zależnie od sytuacji. Położyłam rękę na ramieniu Senseia.
- Shizu…. Ty mendo jedna. Kiedy w końcu nauczysz się by informować mnie o sprawach dotyczących mojej osoby? Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym że w końcu skończyliście!- Powiedziałam widząc spojrzenie Shizu i charakterystyczne wzruszenie ramionami. Westchnęłam.
- Ami?- Usłyszałam głos Tsunade na co się uśmiechnęłam się.
- Przepraszam Hokage-sama za swoje zachowanie. Nie powinnam była tak zareagować. Wróciłam aby się dowiedzieć Kiedy mam mieć sprawdzian. – Powiedziałam z uśmiechem w głosie.
- Nic nie szkodzi. Widzimy się pod koniec tygodnia o zachodzie słońca. Przepraszam że dopiero w tedy lecz mam parę spraw do omówienia z Gaarą. – Powiedziała Tsunade pokazując na chłopaka który w milczeniu mi się przyglądał
- Rozumiem nie mam pani za złe tego. Sprawy wioski są ważniejsze. – Powiedziała z uśmiechem. – I zdążę do tego czasu uporządkować do końca Hangar. -  Uśmiechałam się szeroko patrząc na kobietę kłaniając się.- Wracając do incydentu z bombą piepszową.- Powiedziałam podchodząc do Shizune wiedząc jak Shizu napiął mięśnie i chciał wskoczyć w razie czego między nami. Podałam jednak papierek w kierunku kobiety patrząc się w jej oczy. – Nie jestem głupia za jąką najwyraźniej mnie uważasz. Tu są moje wyniki. Mam nadzieję że zadowolą panią i przestanie pani w końcu mnie śledzić za pomocą tej wieprzowiny.- Powiedziałam trzymając przerażoną świnie w ręku.
- Tonton!- Uniosła głos tuląc ją do siebie.
- Jak widać doszliśmy do porozumienia a teraz wracam do siebie.- Powiedziała wychodząc z uśmiechem na twarzy.