Porządkowanie
owego pomieszczenia okazało się znacznie trudniejsze jak i bardziej
niebezpieczne niż mi się z początku wydawało. Kto by pomyślał że, założone tam
pułapki sprzed wielu dekad mogą być sprawne. A tylko starałam się otworzyć
starą zardzewiałą już skrzynię gdy w moją twarz wybuchły bomby pieprzowe
sprawiając że zaczęłam kichać i kaszleć za razem wpadając na jeden z regałów
tworząc efekt domina. I tak o to powstał jeszcze większy bałagan niż miałam
wcześniej. Przetarłam łzawiące oczy przymrużając je. Musiałam wyjść by dojść do
siebie opierając się o barierkę. Hałas jaki zrobiłam ściągną Shizune, która
zbiegła aby sprawdzić co było jego powodem.
—
Ami?— Zdziwiła się na mój widok. Początkowo mrużyłam spuchnięte łzawiące oczy.
Do czasu gdy mi ich nie wyleczyła. — Co się stało?
—
Natrafiłam na bombę pieprzową. Kto by pomyślał, że może być jeszcze skuteczna.
Zważając na to kiedy ją tam umieszczono. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że
podczas sprzątania mogę narazić się na utratę życia? — Powiedziałam śmiejąc się
z miny kobiety. — Niech pani nie robi takiej zatroskanej miny.
— Jak
by to była wybuchowa notka? — Powiedziała stojąc naprzeciwko mnie spoglądając
poważnie.
—
No cóż zmarłabym nie tak jak to sobie
wyobrażam. Pora pożegnać Mayumi Ami, która sprzątając przepłaciła swoje życie.
— Zaśmiałam się łapiąc się za brzuch nie mogąc już wytrzymać. Wytarłam cieknące
po policzkach łzy. Chodź Shizune wcale nie było do śmiechu.
— Ami!
—
Niech pani w końcu zacznie myśleć. Kto normalny by podłożył wybuchową notkę pod
gabinetem Hokage. — Powiedziałam widząc jak zamarła po czym zniknęła mi z oczu.
~*
~*~
Opierałam się o barierki wściekle
wpatrując się na krzątających się po magazynie członków ANBU. Przez wmieszanie
się Shizune musiałam zaprzestać porządków. Skrzyżowałam ręce na piersiach
delikatnie uderzając palcem po ramieniu zamykając oczy. Ile można. Zacisnęłam mocniej szczękę marszcząc czoło. Czując
jednak jak ktoś przyłożył do niego dwa palce otworzyłam oczy spoglądając na
mistrza Shizu.
—
Jeszcze ci tak zostanie. — Powiedział spokojnym tonem widząc jednak, że to nie
poskutkowało wypuścił ciężko powietrze.
— Po
co się mieszała? — Warknęłam wściekła. — Teraz co? Z powodu bomby pieprzowej
zrobiła aferę roku. — Odwróciłam się do niego nie chcąc nawet o tym myśleć. —
Wiesz ile bym miała już zrobionego?
— Ami…
— I co
to ma niby znaczyć, że będzie mi mówić co dla mnie dobre?— Nie byłam
poddenerwowana, ale zła. Kopnęłam leżący kamień kierując się do jednego z ANBU
aby wyciągnąć ile jeszcze może trwać przeszukiwanie. Gdy usłyszałam, że mogłam
zacząć dopiero jutro przeklęłam pod nosem.
— AMI!—
delikatnie odwróciłam wzrok spoglądając na stojącego za moimi plecami mistrza
Shizu. Mimo, że miał na twarzy swoją maskę doskonale wiedziałam jaki miał wyraz
twarzy. Przeciągu ostatnich dwóch lat zdążyłam poznać ten ton. Ruszyłam w
kierunku centrum wioski w milczeniu. Ignorując ciągnącego się za mną nie
proszonego gościa.
— Nie
zagalopowałaś się za bardzo? Wybuchła ci w twarz bomba pieprzowa! Wiesz co by
to było gdyby to była jednak wybuchowa notka? Pomyślałaś o tym? — Powiedział
przez zaciśnięte zęby łapiąc mnie za ramie bym się zatrzymała. Spojrzałam się
na niego przez ramię.
— Już
odpowiedziałam Shizune co by to było. Wąchała bym kwiatki od spodu. Zjadły by
mnie robaki. — Powiedziałam czując pieczenie na policzku. Przekręciłam
delikatnie głowę spoglądając na niego. Delikatnie przejechałam dłonią po
rozciętej wardze. Spoglądając na czerwoną maź.
—
Kurwa Ami! — Warknął przykuwając tym samym uwagę zwykłych mieszkańców zebranych
na ulicy. — Wiesz co właśnie powiedziałaś?
— Tak.
Odpowiedziałam na twoje pytanie. Dlaczego traktujecie mnie wciąż jak dziecko? —
Powiedziałam patrząc się na jego oczy.
— Może
dla tego, że zachowujesz się jak rozwydrzony bachor. Owe pomieszczenie znajduje
się tuż pod biurkiem Hokage. Jak by były tam notki wybuchowe Tsunade-sama mogła
by zginąć. — Powiedział patrząc się na mnie i po szturchnął bym spojrzała na
niego.
—
Raptem się obudziliście. Nikt tam nie zaglądał od czasów świetności czwartego
nim zmarł. A wy robicie zamieszanie gdy mi w twarz wybuchła zwykła bomba
pieprzową. Mówiąc mi co mam robić. Ciebie jeszcze zrozumiem, lecz jej nie
rozumiem. — Powiedziałam. No tak oto sedno sprawy. Mieszanie się Shizune w moje
życie. Przekroczenie granic. Nie znam jej ani ona mnie, a zachowuje się jak by
była nie wiem kim.
— Eh…
Ami to dla bezpieczeństwa. — Powiedział przykładając dwa palce do maski
wypuszczając powietrze.
—
Wiem. Tylko…— Urwałam spoglądając na dach biura Hokage ciężko oddychając.
—
Tylko?
—
Nawet sobie nie zdajesz ile jest tam ciekawych rzeczy. Nawet wczoraj udało mi
się znaleźć zdjęcie Senju Saeko. Była naprawdę piękną kobietą. Nie wiedziałam
że Tsunade miała kuzynkę. — Mówiłam z entuzjazmem spoglądając na mistrza.
—
Sama. Gdzie mój głupi uczniu szacunek do Hokage.— Powiedział delikatnie ciągnąc
mnie za ucho. Jak zwykle. — I tak miała kuzynkę Saeko-sensei była jedyną osobą
jaka odziedziczyła z klanu Senju kekei genkai Pierwszego. — Powiedział kierując
swój wzrok na twarz Pierwszego Hokage. W jego głosie mogłam usłyszeć szacunek.
—
Element Drewna? — Spojrzałam na niego przełykając ciężko ślinę.
— Tak.
Oczywiście znalazło się kilku takich którzy eksperymentowało z DNA Pierwszego
lecz było to zbyt niebezpieczne. — Powiedział patrząc w moim kierunku
dostrzegłam jak drgnął delikatnie. — Ami… Nie mówiłaś o tym?
—
Komu? — Powiedziałam zakładając ręce na piersiach mierząc mistrza z
nie dowierzaniem. — Nie wspominałam o tym nikomu możesz być spokojny. —
Powiedziałam widząc jak odetchnął z ulgą. Odwróciłam się idąc powoli w kierunku
kwiaciarni Yamanaka. — No cóż trzeba trochę pozmieniać plany na dzisiejszy
dzień.
— Nie
zamierzasz trenować.— Powiedział mierząc mnie spojrzeniem. Westchnęłam ciężko.
— Za
kogo ty mnie masz. Ranisz moje uczucia. Nie jestem już tą małą dziewczynką
która wiecznie była na treningu. Oczywiście że poszła bym trenować gdyby nie
ten cholerny szlaban!— Warknęłam słysząc jego śmiech. — świetnie śmiej się
dalej. — Nabrałam powietrza w poliki. Wypuszczając je powoli. — Z powodu
przymusowego postoju w mojej pracy zamierzam udać się na grób Suwaru. —
Powiedziałam spokojnym tonem. — Idę do kwiaciarni aby kupić kwiatka.
— Nie
odwiedzasz znajomych?— Zdziwił się tym bardziej jak zobaczył jak podskoczyłam
patrząc na ziemię. — Coś się stało?
— Nic
takiego. Spotkanie z Midori nie należało do najprzyjemniejszych. Nie chcę
myśleć jak zareaguje na mnie Akai. — mówiąc to nie patrzałam na niego. — Mam nadzieję
że spotkam go jako ostatniego. Może będę jakoś mentalnie do tego gotowa.
Widziałam się już z Sakurą. Wspominała że większość jest na misjach więc nie ma
bata bym mogła się z nimi spotkać. — Dodałam zatrzymując się przed drzwiami do
kwiaciarni. Gdy odwróciłam się w kierunku Shizu, go już tam nie było.
Otworzyłam drzwi słysząc charakterystyczny dźwięk dzwoneczków wchodząc do
środka pochyliłam się nad żonkilami spoglądając na nie z delikatnym uśmiechem.
Dwa lata odkąd mnie tam nie było. To kupa czasu. Wiele się nagromadziło.
W
dłonie jednak wzięłam białą lilię spoglądając na nią delikatnie się prostując.
Słysząc krzątaninę delikatnie spojrzałam przez ramię na dziewczynę w moim
wieku. Jej blond włosy znów sięgały jej tali a grzywka zakrywała pół twarzy. Na
sobie miała jak zwykle fioletowy strój lecz tym razem bluzka odsłaniał brzuch
dziewczyniny zrezygnowała z bandaży zasłaniających go jak i ochraniacza. Tym
razem nosiła siatkowany pancerz na udach łokciach i kolanach. Od razu ją rozpoznałam. Gdy na mojej twarzy
zagościł uśmiech.
—
Widać, że też się trochę zmieniłaś Ino. — Powiedziałam widząc jak dziewczyna
podniosła się spoglądając na mnie niezrozumiale. Wypuściłam powietrze
niezrozumiała reakcji znajomych.
—
Ami?— Powiedziała zdziwiona dziewczyna podbiegając do mnie i rzuciła się mi na
szyje. — Wróciłaś.
— Jak
widać. Chciałabym kupić tego kwiatka. — Powiedziałam pokazując jej lilię w
swojej dłoni.
—
Kiedy wróciłaś? — Zapytała pakując kwiatka i podała go mi. Westchnęłam przez
ostatnie dni to pytanie było moją zmorą. Może powinnam była wszystkich zgarnąć
by móc im to wyjaśnić bez powtarzania się.
—
Chyba będzie już jakieś dwa dni temu? Spotkałam się między pracą z Sakurą, Midori oraz Hinatą.
Teraz z tobą. — Powiedziałam kładąc rękę na biodrze.
— Nie
poznałam cię. Bardzo się zmieniłaś. Jesteś jakoś bardziej radosna.— Powiedziała
patrząc się na mnie.
— Co
to ma znaczyć?— Zapytałam marszcząc czoło spoglądając na dziewczynę która
wybuchła śmiechem.
—
Ino!— Usłyszałam głos mężczyzny dobiegający z magazynu— Pora na trening.
— Będę
już szła może się później spotkamy. — Powiedziałam podchodząc do drzwi
otwierając je spokojnie kierując się w kierunku cmentarza uśmiechając się na
widok kiwającej dziewczyny.
Dotarcie
do celu zajęło mi mniej czasu niż się spodziewałam. Nagrobek Suwaru był zadbany,
a obok stała biała róża. Kucnęłam delikatnie wsuwając lilię odgarniając z
nagrobka paprochy dotykając delikatnie litery tworzące jej imię. Tęskniłam za
nią. Mimo pływu czasu nie umiałam pozbyć się bólu po jej stracie. Traktowałam
ją jak siostrę. Mogłam porozmawiać o wszystkim co ciążyło mi na sercu. Teraz
mówiąc szczerze nie miałam nikogo takiego. Nie mogłam nikomu powiedzieć
wszystkiego. Nie umiałam drugi raz się tak bardzo otworzyć jak przy niej. W
milczeniu zaczęłam jej opowiadać to co miało miejsce podczas mojej podróży,
treningach, potajemnych misjach.
-
Ami.— Usłyszałam za sobą męski głos. Wyprostowałam się otwierając szerzej oczy
odwracając się powoli nie kojarząc tego głosu. Za moim plecami stał młody
czerwono włosy chłopak spoglądając się zszokowany w moje oczy. Dopiero teraz
poczułam jak po policzkach ciekły mi łzy. Jego obraz stawał się coraz bardziej
rozmazany. Na lewym policzku znajdował się dziwny czerwony znak. Jego ręce
zasłaniały bandaże. Znacznie bardziej umięśniony niż ostatnio go widziałam.
Odwróciłam
wzrok zdając sobie sprawę z tego kim on był.
—
Akai. Nie poznałam cię.— Powiedziałam wstając z kolan wycierając przy tym
policzki. Czułam na sobie jego przeszywające spojrzenie.
—
Midori miała rację wróciłaś w końcu ze swojego upragnionego treningu—
Powiedział. Jego ton był tak oschły że poczułam ból w sercu. Złapałam się za
serce czując targające mną złość.
— A
nie widać?— Powiedziałam opuszczając delikatnie rękę patrząc na Akaia nie
zamierzając odwrócić wzroku jak to miałam wzwyczaj dwa lata temu.
—
Widać. Szkoda, że tak wcześnie. Mogłaś tam siedzieć znacznie dłużej w końcu
drużyna wcale cię nie obchodziła — Powiedział zakładając ręce na
piersiach. Przekręcił głowę w bok
spoglądając na mnie wściekłym spojrzeniem.
— Nie
mam już sił. Ani do ciebie ani do Midori. — Powiedziałam patrząc na niego
zrezygnowana. — Wystarczy tego. — Odwróciłam się z dłońmi zaciśniętymi w
pięści. — Nie będę was zmuszała do
przyjaźni ze mną. Nie zamierzam też was przepraszać więcej. — Powiedziałam
kierując się do wyjścia z cmentarza nie zatrzymując się nawet gdy mnie wołał.
Udałam
się pośpiesznie w kierunku swojego domu. Ignorując całkowicie wołającego za mną
chłopaka. Wpadając do domu trzasnęłam drzwiami tak mocno że odrobinę tynku
osypało się na ziemię. Po czym rzuciłam się na łóżko naciągając na głowę
poduszkę tak aby nie słyszeć stukania w drzwi. Od Dawna nie czułam się tak
paskudnie jak tego ranka. Przez pomieszczenie przeleciała poduszka uderzająca o
ścianę z niemym hukiem. Rzuciłam się na łóżko ignorując protesty sąsiadów. Nie miałam ochoty już na nic.
~8~8~*
Obudził
mnie dopiero znajomy pisk. Otworzyłam jedno oko spoglądając na dość znajomą
posturę swojego nauczyciela który właśnie kucał na parapecie pokazując bym
otworzyła okno. Westchnieniami ciężej otwierając je.
— Od
czego są drzwi Sensei. — Powiedziałam z Sarkazmem podchodząc do lodówki aby
sięgnąć zimny sok.
—
Wiesz. Nie musiałbym tak włazić gdybyś łaskawie otwierała drzwi gdy ktoś do
nich puka. — Odpowiedział spoglądając na mnie tym swoim przeszywającym
spojrzeniem. Jakby wszystko wiedział. Nienawidziłam tego.
— Nie
otwierałam bo nie miałam ochoty na gości. Czy to nie oczywiste? — Powiedziałam
odkręcając butelkę soku. Upijając kilka łyków.
—
Hangar? Też się nie chciało?— Zapytał.
— Też
mi coś. Zaspałam. Każdemu się to zdarza. — Powiedziała biorąc w dłoń tosta i
podgryzając go. Moje zachowanie jednak nie umknęło uwadze mojego nauczyciela.
Podszedł bliżej przyglądając mi się uważnie.
—
Opowiadaj.
— Nie
ma o czym opowiadać. — Starałam się unikać tego tematu. Po co psuć i tak już
zepsuty nastrój.
— Naprawdę
sądzisz że mnie oszukasz. Przecież widzę, że coś jest nie tak. Te zachowanie…—
Urwał obchodząc dookoła. — zniszczona poduszka…—Podniósł rozerwaną poduszkę
spoglądając na pierze znajdujące się na ziemi. — Nie wiem co ci takiego zrobiła,
że tak się nad nią pastwiłaś. — Dodał sprawiając, że uniosłam brew spoglądając
na mistrza z irytacją wymalowaną na twarzy.— Irytujesz się? Spotkanie z
drużyną?— Skrzywiłam się na owe pytanie kładąc pustą szklankę na blacie. Kręcąc
delikatnie nią. Musiał dostrzec w moich oczach smutek jak i zawód. Gdyż
usłyszałam jak westchnął ściągając swoją maskę ANBU. — Trawiłem w sedno sprawy.
— Wybacz mi sensei…— Wyszeptałam spoglądając na
szklankę delikatnie wodząc po niej palcem wskazującym nie chcąc patrzeć się na
twarz mistrza, którego tak bardzo szanowałam, a teraz zamierzałam go zawieść. —
Nie przystąpię do Egzaminu na Chunina. Mogliśmy zostać dłużej na treningu. —
Powiedziałam nie spuszczając wzroku ze szklanki.
—
Poddajesz się bez walki?— Zapytał tym swoim nieznośnym tonem. Który mówił mi,
że właśnie sprawiłam, że stracił do mnie szacunek. Chodź często przychodziło mi
do głowy, że nie miałam u niego żadnego szacunku czy uznania.
— Nie
widzę po prostu potrzeby do tego, Aby udać się na ten Egzamin. — Powiedziałam
spoglądając w oczy Mistrza widząc jak je zmrużył. Starałam się pokazać, że
wcale nie dotknęły mnie ich reakcje na mój widok.
— Ami…
Znam cię i wiem, że coś jest nie tak. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć i
zdradzić wszystko co siedzi w twoim serduszku jak w tej pełnej przepalonych
zwojów główce – Mówiąc to położył dłoń na moich włosach i potrząsnął ją
roztrzepując moje włosy, które i tak były już w nieładzie. Spojrzałam się na
niego po czym oparłam się o ścianę.
— Wolę
trenować. — Powiedziałam zakładając ręce na piersiach na co mój mistrz zareagował
zmarszczeniem nosa.
— Nie
ma mowy. Do sprawdzianu Zero treningów. Wyraziłem się jasno. Z resztą w
aktualnym stanie wątpię byś była w stanie podejść do sprawdzianu Hokage. —
mówiąc to zmierzył mnie spojrzeniem na co tylko prycham spoglądając w bok
kuchni.
—
Wiesz sensei…. Od dłuższego czasu myślałam o znalezieniu nauczyciela takiego
jak ty. Dopiero walka z Kisame utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie ma innego
sposobu, aby stać się silnym. — Powiedziałam smutnym tonem.
— To
oczywiste.— Powiedział chłodnym tonem. Spojrzałam się na niego trzymając
szklankę na której zacisnęłam dłonie.
— Nie
wiesz nawet jak bardzo się ucieszyłam gdy się zgodziłeś. Nawet jeśli miałam na
przygotowanie zaledwie kilka godzin. Nie miałam czasu na pożegnanie. Jedynie
Neji jak i jego drużyna zdążyła się ze mną pożegnać, a to tylko dlatego, że
wyruszali właśnie na misję. — Powiedziałam spoglądając w oczy sensei’a.
— Czy
to ma związek z twoim aktualnym nastrojem?— Zapytał spoglądając na moją
reakcję. Widząc jak się odwróciłam do niego plecami dodał— Rozumiem, że tak.
— Gdy
wróciłam Sakura, Hinata czy też Ino z którą nigdy nie miałam dobrego kontaktu
były szczęśliwe z mojego powodu. Nie miały mi za złe, że znikłam bez słowa.
Rozumiały mnie. Moje uczucia…— Przygryzłam wargę zamykając oczy. Naprawdę
starałam się ochłonąć. Widok zawiedzionej moim widokiem twarzy Midori jak i
słowa wypowiedziane ustami Akai’a sprawił, że szklanka którą trzymałam w dłoni
roztrzaskała się na ścianę obok głowy Shizu, który zerknął tylko na nią. —
Dlaczego Midori ani Akai nie rozumieją tego. Dlaczego nie starają się tego
zrobić. Nawet jak ich przeprosiłam to żałują mojego powrotu tak wcześnie z
treningu. — Powiedziałam spoglądając na niego czując jak delikatnie starł z
mojego policzka cieknące łzy.
— Daj
im czas. Przejdzie im—Powiedział kładąc rękę na moim ramieniu, aby dodać
odrobinę otuchy. Chodź to nie dało żadnego rezultatu.
— Szkoda,
że nie mam już na to sił. Wciąż ich gonić. — Powiedziałam czując jak Shizu
złapał mnie za nadgarstek i wytaszczył mnie z mojego domu siłą. — SENSEI!!!!
Nie
usłyszałam nic. Po prostu kierował się do pałacu Hokage z nieznanych mi
przyczyn. Prawda spóźniłam się do sprzątania Hangaru, lecz to nie powód tak
brutalnego i niesprawiedliwego potraktowania. W końcu Shikamaru notorycznie
specjalizuje się w spóźnianiu. Odezwał
się dopiero tuż przed drzwiami do biura Hokage.
— Nie
musiałby cię wlec gdybyś normalnie otwierała drzwi tak jak należy gdy ktoś do
nich puka. — Powiedział poirytowany nakładając ponownie maskę. Zmarszczyłam
brwi.—Po pierwsze miałaś gości których nie przywitałaś w należyty sposób. —
Powiedział kładąc rękę na klamce. — Po drugie. Zignorowałaś robotę którą tobie
załatwiłem.— Nabrałam powietrze w policzki spoglądając na nauczyciela
poddenerwowana tym wszystkim. — Po trzecie całkowicie zapomniałaś o spotkaniu z
Hokage.— Dodał otwierając drzwi przez co wszyscy zebrani w biurze Hokage umilkli
spoglądając w stronę naszej dwójki.
—
Zapomniałam— Przyznałam delikatnie przykładając palec do brody— Miałam
rozmawiać o Egzaminie, który pozwoliłby mi znów uczestniczyć na misję. I już
mówiłam nie miałam nastrojów na wizyty. Normalnie zrelaksowałabym się podczas
treningu.
— Nie
wolno.— Powiedział kłaniając się przed Tsunade. Skłoniłam się przed Hokage
widząc jak kiwnęła do mnie głową.
— Sam
widzisz. A w związku z Hangarem. Nie mam zielonego pojęcia czy skończyliście
już sprawdzać. — Powiedziałam prostując się i uśmiechając się do Sakury
stojącej przy Tsunade. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Dopiero po chwili
spojrzałam się na resztę. Irytująca Shizune mierząca mnie tym swoim zatroskanym
spojrzeniem.
Zatrzymałam
spojrzenie na trójce ludzi. Dziewczyna o charakterystycznych czterech kitkach.
Długa czarna tunika sięgająca niemal do samych kostek, Przywiązany wokół pasa
dziewczyny czerwony pas. I oczywiście na plecach jej wachlarz. Na mojej twarzy
zagościł ciepły uśmiech na widok znajomej mi dziewczyny.
—
Temari!— Zawołałam podchodząc bliżej dziewczyny— Jak zwykle zjawiskowa—
Zaśmiałam się na widok miny dziewczyny, która po chwili musiała zrozumieć kim
byłam.
— Ami!—
Zawołała odwracając się całkowicie do mnie.— Jak ty się zmieniłaś. Nabrałaś
trochę ciałka tam gdzie potrzeba.— Powiedziała śmiejąc się z mojej miny.
Spojrzałam się na chłopaka z krótkimi brązowymi włosami. Przekręciłam
delikatnie głowę w bok spoglądając na fioletowe paski na jego twarzy. Ciemny
strój… trzy zwoje na plecach. Przekręciłam głowę przyglądając się chłopakowi,
który założył ręce na piersiach delikatnie stukając palcami o ramię. Zamrugałam
kilkakrotnie oczami zamierając na chwilę.
-
K…Kankuro?- Wyszeptałam zszokowana.- Gdzie ta śmieszna czapka? Kiedy przestałeś
ją nosić. I Co się stało się z twoją marionetką? – Wyszeptałam spoglądając na
zwoje.
- A
kogo się spodziewałaś?- Zdziwił się unosząc jedną brew. – Oczywiście, że to ja.
Zmieniłaś się. Nie poznałem cię gdy weszłaś. Chodź jedna cech została bez
zmian.- Powiedział spoglądając na mnie. Był wyższy ode mnie wiec delikatnie
spojrzałam się w górę.- Zastać cię w domu to rzadkość. W jakich krzakach tym razem się włóczyłaś?- Powiedział Kankuro
widząc jak spojrzałam się w okno.
- W
żadnych. Byłam w domu.- Powiedziałam wyprostowana, ale nie patrzałam się na
nikogo.
-
Dlaczego nie otworzyłaś?- Odezwał się ktoś inny spoglądając na mnie. Spojrzałam
się na właściciela głosu otwierając szerzej oko gdy dostrzegłam znak miłości na
czole właściciela. Czerwony kombinezon i nieodłączna piaskowa gurda na plecach
chłopaka. Jak i ciemne obramówki wokół oczu chłopaka, które spoglądały na mnie
ze zdziwieniem.
-
Czcigodny Kazekage najmocniej przepraszam. – Powiedziałam skłaniając się widząc
jak chłopak spojrzał na mnie morderczym spojrzeniem.
-
Wiesz co. Z moim rodzeństwem przywitałaś wie w normalny sposób a ze mną… tak
Formalnie.- Powiedział Gaara na co Temari i Kankuro zareagowali śmiechem.
Uniosłam ręce w geście pojednawczym.
- Nie
chciałam cię zdenerwować Gaaro.- Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.- Tylko
że…- Urwałam zamykając oczy gdy poczułam uderzenie w tył głowy.
-
Naprawdę muszę zając się twoimi manierami mój głupi uczniu.- Powiedział Shiziu
spoglądając na mnie.
-
Kiedyś odpłacę ci z nawiązką Sensei.- Powiedziałam gdy w całej Sali rozbrzmiały
śmiechy poczerwieniałam na policzkach. – Mogłabym dziś kontynuować swoje
zadanie Hokage-sama.- Zapytałam spoglądając się w okno.
-
Jeśli tylko ANBU zakończą sprawdzanie.- Powiedziała śmiejąc się gdy zwiesiłam
zrezygnowana głowę podchodząc do drzwi.
-
TSUNADE!- Głos Shizune sprawił że zatrzymałam się z ręką na klamce. – Najpierw
powinna udać się i dać się zbadać.
-
Shizune rozmawialiśmy już na ten temat.- Powiedział Shizu.- I uwierz mi że dziś
nie jest dobry moment na….- Urwał widząc jak napięcie się odwróciłam kierując
się w kierunku Shizune chcąc wygarnąć Shizune to by łaskawie trzymała swój nos
w swoich sprawach. Dopiero ręka Shizu na mojej głowie strawiła że się
zatrzymałam.
- Wyjdź!-
Usłyszałam głos nauczyciela spoglądając na jego oczy zgrzytając zębami. – Idź
się przewietrz. – Powiedział odwracając i kierując do drzwi na co otworzyłam je
i trzasnęłam nimi
~Sakura~
Podskoczyłam
słysząc jak Ami trzasnęła drzwiami spoglądając na Tsunade która miała zamknięte
oczy. Przełknęłam ślinę modląc się o to by tak lekkomyślne zachowanie Ami nie
odbiło się na mnie.
Cholera
zwariowałaś doszczętnie!
Tsunade
jednak wypuściła powietrze kierując spojrzenie na naszych gości którzy też
spoglądali się zdziwieni na drzwi za którymi znikła Ami.
-
Proszę jej wybaczyć Kazekage-sama wiem że zamierzaliście się z nią spotkać lecz
aktualnie nie jest w dobrym nastroju.- Powiedział Shizu-san kłaniając się przed
Gaarą jak i przed Tsunade-sama. Spoglądałam na jego maskę zastanawiając się co
mogło wyprowadzić z równowagi wiecznie spokojną Ami. -–Spotkanie z drużyną nie poszło zgodnie z
planem.
-
Widziała się z Akai’em- Wyszeptałam krzywiąc się. Dokładnie pamiętałam jak Ami
nie dogadywała się z drużyną. Chodź ona zawsze starała się do nich zbliżyć oni
traktowali ją w oziębły sposób. Kiedy ja wraz z Naruto, Sasuke i Kakashi’m
udawaliśmy się na wspólne treningi. Ona była sama. Wiele czasu zajęło mi to by
dostrzec że mimo tego że była tu… była Sama… Treningi…Misje…czas wolny… Teraz
gdy wróciła była inna lecz wciąż w jej oczach widać samotność. Nie chciałam by
Ami tak się czuła. Nie po tak długiej rozłące z domem. Kiedy wróciła po dwóch
latach… chciałam by poczuła się że ktoś na nią czekał. A oni… Zacisnęłam dłonie
w pięści.
Połamię
im wszystkie kości
-
Sakura?- usłyszałam głos Tsunade która spoglądała właśnie na moje zaciśnięte
dłonie.
- Tak
Hokage- sama.- Powiedziałam patrząc na nauczycielkę relaksując się. Wiedziałam
że chciała mnie uspokoić mina Shizune to potwierdzała.
- Nic
nie szkodzi. Mamy jeszcze trochę czasu aby się z nią spotkać. Dziś przyszedłem
porozmawiać o Egzaminie.- Powiedział Gaara przykuwając moją uwagę. Chodź
reakcja Shizu zbiła mnie z tropu.
-
Shizu….- Zaczęła Tsunade unosząc brew.
- Nie
chce przystąpić do egzaminu na Chunina. – Powiedział opierając się o ścianę. –
Poinformowała mnie o tym dziś. Jeśli chodzi o pani sprawdzian zgłosi się o
czasie. –Powiedział Shizu sprawiając że nie tylko ja się zdziwiłam.
- Co!
Nie chce zostać chuninem? Dlaczego? Przecież tak ciężko trenowała.- Wyrwało mi
się delikatnie zasłoniłam usta rękoma. Ami zawsze była silna. Zazdrościłam jej
tego że nie poddawała się mimo że nie miała szans. Walczyła do samego końca.
Nawet nie przestała w starciu z Kisame. Zdobyła nawet kawałek materiału dzięki
któremu Kakashi mógł znaleźć jedną z ich kryjówek. Chodź walka Ami z Akatsuki
została utajniona miałam możliwość wglądu w opis. Dzięki temu że byłam uczennicą
Tsunade.
-
Doskonale wiem jak ciężko trenowała Sakura- Odezwał się Shizu spoglądając na
mnie- Sam się postarałem o to by zagwarantować jej to. Lecz tu chodzi o coś
innego.
- O co
Shizu?- Zapytała Shizune spoglądając na niego.
-
Relacje Ami z drużyną od zawsze były dość kruche. – Powiedział spoglądając na
rodzeństwo piasku. – Już lepsze miała z nimi niż z drużyną. Teraz jak wróciła
uległy pogorszeniu.- Powiedział patrząc na Tsunade.- Ona ma już po prostu
dosyć. Ciągłego gonienia ich. Starania się. Po prostu zrezygnowała z walki o
drużynę.
- Nie
powinna.
-
Shizune! Zamknij się w końcu. Nic o niej nie wiesz, a oceniasz!- Warknął
uderzając dłonią w ścianę. – Ami wie najlepiej że nie zdałaby tego egzaminu!
-
Dlaczego? Przecież tak długo trenowała?- Zapytałam się spoglądając na Shizu
widząc jak odwrócił się w moim kierunku.
-
Straciła wiarę w drużynę. Jak może zdać ten egzamin nie ufając członkom
drużyny. Jak walczyć dla kogoś kto nie akceptuje ciebie…- Powiedział patrząc w
okno powędrowałam wzrokiem na Ami rozmawiającą z ANBU. Radośnie podskoczyła na
wieść o czymś po czym zniknęła mi z oczu.
- Po
drugie Shizune radzę ci jej nie lekceważyć. Moja uczennic nie jest jakaś słaba
by miała zostać ranna z powodu takiego incydentu….
-
Incydentu?- Zdziwił się Kankuro.
- Bagatelizujesz
jak zawsze jak by to nie była bomba pieprzowa tylko notka wybuchowa. Co w
tedy!- Uniosła się Shizune podchodząc do Shizu bliżej. Przełknęłam głośniej
ślinę.
- Ona
wie najlepiej czy potrzebuje pomocy czy też jej nie potrzebuje. To nie jest
dziecko które potrzebuje opieki!- Zazgrzytał zębami spod maski. Spojrzałam się
na zdziwione rodzeństwo piasku widząc jak drzwi ponownie się otworzyły i weszła
Ami. Podchodząc do swojego nauczyciela. Znów ten uśmiech ukrywając jej uczucia.
– Jest silniejsza niż….ajć….-usrał czując uderzenie w tył głowy.
~Ami~
Jak zwykle
nic mi nie powiedział. I jak tu z nim gadać. Wiedział od wczoraj to że mogłam kontynuować
pracę a on co. Nic nawet słowem nie powiedział. Kiedyś on mnie wykończy.
Wchodziłam po schodach kierując się z powrotem do gabinetu Hokage.
Zmarnował
dla mnie czas
Zatrzymałam
się słysząc uniesione głosy Shizune jak i mojego mistrza. Był zdenerwowany, ale
czym?
-
Shizune! Zamknij się w końcu. Nic o niej nie wiesz, a oceniasz!- Warknął
uderzając dłonią w ścianę. – Ami wie najlepiej że nie zdałaby tego egzaminu!-
Powiedział uniesionym głosem Shizu-sensei sprawiając ze zamarłam z ręką na
klamce przysłuchując się uważnie Naprawdę sądzi że wiem o tym?
-
Dlaczego? Przecież tak długo trenowała?- Zapytała się Sakura. Spoglądałam na
klamkę starając się zmusić drżącą rękę do tego aby zacisnęła się na niej i
otworzyła je
-
Straciła wiarę w drużynę. – Zamarłam otwierając szerzej oczy. Doszedł do tego
wniosku po jednym zdaniu? Nie możliwe. Jak.
- Jak może zdać ten egzamin nie ufając członka drużyny. Jak walczyć dla
kogoś kto nie akceptuje ciebie…- Warknął Shizu. Słowa mojego mistrza sprawiły że
na moją dłon kapały łzy. - Po drugie Shizune radzę ci jej nie lekceważyć. Moja
uczennic nie jest jakaś słaba by miała zostać ranna z powodu takiego
incydentu….- Uśmiechnęłam się czując przyjemne ciepło. Mimo że powiedziałam że
nie przystąpię do egzaminu. To wciąż wierzył w to że jestem silna. Nigdy nie
zwątpił w to.
-
Incydentu?- Zdziwił się Kankuro.
- Bagatelizujesz
jak zawsze jak by to nie była bomba pieprzową tylko notka wybuchowa. Co w
tedy!- Uniosła się Shizune. Zmrużyłam oczy. Dziś po raz drugi stanęła na cienki
lud. Tym bardziej że po skoku Akai’a stał się on jeszcze bardziej niestabilny.
- Ona
wie najlepiej czy potrzebuje pomocy czy też jej nie potrzebuje. To nie jest
dziecko które potrzebuje opieki!- Zazgrzytał zębami spod maski. Otworzyłam
drzwi wchodząc do środka nie postrzeżona… prawie dostrzegłam spojrzenie Gaary
jak i Sakury na sobie. Podeszłam w milczeniu do swojego nauczyciela. – Jest
silniejsza niż….- Nie dałam mu dokończyć. Nie chciałam słyszeć jak z mojego
powodu denerwuje Hokage bardziej niż była. Cieszyłam się jednak że trzyma moją stronę
nie zależnie od sytuacji. Położyłam rękę na ramieniu Senseia.
-
Shizu…. Ty mendo jedna. Kiedy w końcu nauczysz się by informować mnie o
sprawach dotyczących mojej osoby? Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym że w końcu
skończyliście!- Powiedziałam widząc spojrzenie Shizu i charakterystyczne
wzruszenie ramionami. Westchnęłam.
-
Ami?- Usłyszałam głos Tsunade na co się uśmiechnęłam się.
-
Przepraszam Hokage-sama za swoje zachowanie. Nie powinnam była tak zareagować.
Wróciłam aby się dowiedzieć Kiedy mam mieć sprawdzian. – Powiedziałam z
uśmiechem w głosie.
- Nic
nie szkodzi. Widzimy się pod koniec tygodnia o zachodzie słońca. Przepraszam że
dopiero w tedy lecz mam parę spraw do omówienia z Gaarą. – Powiedziała Tsunade
pokazując na chłopaka który w milczeniu mi się przyglądał
-
Rozumiem nie mam pani za złe tego. Sprawy wioski są ważniejsze. – Powiedziała z
uśmiechem. – I zdążę do tego czasu uporządkować do końca Hangar. - Uśmiechałam się szeroko patrząc na kobietę
kłaniając się.- Wracając do incydentu z bombą piepszową.- Powiedziałam
podchodząc do Shizune wiedząc jak Shizu napiął mięśnie i chciał wskoczyć w razie
czego między nami. Podałam jednak papierek w kierunku kobiety patrząc się w jej
oczy. – Nie jestem głupia za jąką najwyraźniej mnie uważasz. Tu są moje wyniki.
Mam nadzieję że zadowolą panią i przestanie pani w końcu mnie śledzić za pomocą
tej wieprzowiny.- Powiedziałam trzymając przerażoną świnie w ręku.
-
Tonton!- Uniosła głos tuląc ją do siebie.
- Jak
widać doszliśmy do porozumienia a teraz wracam do siebie.- Powiedziała
wychodząc z uśmiechem na twarzy.