Nigdy
nie sądziłam, że stęsknię się za kawałkiem ziemi. Po tych latach moje łóżko
stało się strasznie nie wygodne. Przy każdym ruchu skrzypiało. Między żebrami
wbijały się wyrobione w materacu sprężyny boleśnie dając o sobie znać. Aż w
końcu przegrałam wojnę z łóżkiem i położyłam się na ziemi pod oknem.
— Mogę
wiedzieć po jaką cholerę spisz na ziemi?— Usłyszałam głos Shizu. Otworzyłam
oczy spoglądając na niego przymrużając je.
—
Zostałam pokonana przez łóżko. Nie wiedziałam, że jest tak nie wygodne. —
Powiedziałam patrząc na niego jak delikatnie nacisnął je by usłyszeć jak
skrzypi.
— Jak
nie wiadomo co na nim robiąc.
— Oj
to łóżko ma co najmniej czterdzieści lat. Dostałam je od starszej pani w
podzięce za pomoc. — Powiedziałam spoglądając na niego — I co to mają znaczyć
te brudne myśli co Sensei? Bawisz się w Jiraye? Też chcesz oberwać? —
Powiedziałam siedząc na ziemi.
—
Uwierz mi, że nie. — Zaśmiał się siedząc na nim. — Z tego co pamiętałam byłaś
osobą oszczędną i dużo misji robiliście z drużyną. Nie mogłaś kupić nowego.
—
Wszystkie moje oszczędności szły na naprawy zniszczeń dokonanych podczas moich
kłótni z Nejim. — Powiedziałam spoglądając na jego szerokie oczy. — No co?
—
Jestem zdziwiony, że nie zginęłaś.
— Żyje
przez swój ośli upór. Każdy tak mi powtarzał. Ciekawe jak się zmienił. —
Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
—
Tylko teraz masz nie walczyć z nim. Wioska nie zniesie waszych walk. Bynajmniej
nie twój aktualny budżet. — Powiedział z uśmiechem na twarzy.
— Ha
ha. Dla twojej wiadomości. Ostatnie nasze spotkanie zawarliśmy pakt pokojowy.
Więc nie będzie więcej czegoś takiego. —Powiedziałam z czerwonymi polikami na
twarzy i wstałam otrzepując z siebie kurz.
— Co
cię sprowadza. — Dodałam po chwili biorąc się za sprzątanie. — O tak wczesnej
porze
—
Stęskniłem się za moją uczennicą. No i załatwiłem z Tsunade robotę dla ciebie
na czas, gdy nie odblokują cię jako Czynnego Shinobiego. — Powiedział patrząc
na mnie spod maski. Mimo to widziałam jego łobuzerski uśmiech.
— Nie
wiem czemu ale będę żałować tego. — Powiedziałam patrząc na niego.
— Oj
to nic takiego. Chodź bo się spóźnisz. — Powiedział i pociągnął mnie za sobą
spojrzałam się jedynie na otwarte okno.
— Ani
chwili spokoju. — Powiedziałam patrząc na niego gdy prowadził mnie do biura
Hokage. Niebo dopiero zaczęło jaśnieć,
gdy Shizu wyciągnął mnie na dwór. — Która to godzina? Jak mnie pamięć nie myli
miałam dziś odpoczywać.
— Nie
będziesz walczyć czy trenować — Oznajmił mi zatrzymując się przed drzwiami
gdzie znajdowała się kobieta o imieniu Shizune. Denerwująca kobieta. Traktuje
mnie jak małe dziecko potrzebujące opieki.
— Nie sądziłam,
że ktoś się zgodzi z Shinobich na coś takiego. Czeka tu wiele pracy a za małe
wynagrodzenie. Na pewno mniejsze niż za wykonywanie misji. — Odpowiedziała
kobieta. Zmrużyłam oczy spoglądając na Shizu. Mendo! W coś ty mnie znów
wpakował! Piorunowałam go spojrzeniem.
— Już
za trzeciego pałała się umiłowaniem do takich rzeczy. No i cóż aktualnie jest
jeszcze zawieszona i musi za coś żyć prawda. — Powiedział patrząc na mnie i
poklepał po ramieniu.
— W zależności,
co mnie będzie czekać. Nie piszę się na żadnego królika doświadczalnego,
Tancerki, czy też na przynętę. — Powiedziałam widząc zdziwienie Shizune.
— Oj
tam. To była drobna pomoc podczas moich misji. Też mi coś.— Powiedział śmiejąc
się do mnie. Zacisnęłam pięści.
— Też
mi coś? Ja ci zaraz dam. Też mi coś. Dzięki mnie udało ci się wykonać misję a
nawet nie usłyszałam zwykłego dziękuje. Prawie tam zginęłam. A ty jeszcze
narzekałeś na moje zdolności walki w ręcz. Ja nie Lee!— Złapałam go za ucho
spoglądając na niego.
—
Zdobyłaś dzięki mnie doświadczenie. Więc nie narzekaj. — Powiedział patrząc na
mnie z góry.
—
Dobra koniec. Jeszcze skoczycie sobie do gardeł. — Powiedziała Shizune
zmrużyłam oczy widząc jej zdziwienie.
—
Uważa pani, że jestem samobójcą. Bardzo cenię swoje życie. Nie chce się jeszcze
z nim rozstawać. — Powiedziałam słysząc śmiech Shizu. A mnie na samą wzmiankę o
tym przeszły dreszcze. — Dobrze, więc na czym będzie polegało moje zadanie.
Skoro mam nie być związane z misjami Shinobi.
— Na
tym. — Powiedziała otwierając drzwi do dość dużego pomieszczenia zawalonego
gratami, regałami kartonami, pergaminami księgami i nie wiadomo czym jeszcze. —
Trzeba tu uprzątnąć
—
Kiedy ktoś tu zaglądałby posprzątać?
— Czy
ja wiem chyba za czasów drugiego? Góra czwartego. — Powiedziała spoglądając na
mnie. Zaśmiałam się ironicznie.
— Co
ja mam niby zrobić? — Zapytałam.
— Jak
to co? Posprzątać posegregować. Więc zostawiamy cię tu samą a my udamy się
łatwić dalej. Jeszcze wiele pracy nas czeka.— Powiedział klepiąc mnie po ramieniu,
gdy udał się z Shizune weszłam do środka.
— Od
czego niby miałabym zacząć Hm…—Wyszeptałam spoglądając na piętrzące się regały.
I zaczęłam pakować porozwalanie rzeczy do kartonów chcąc zobaczyć przynajmniej
podłogę.
~*~*~
Przetarłam
twarz kładąc ostatni karton na podłodze spoglądając na ogarniętą w miarę
podłogę. Wiedziałam, że nie dam rady posprzątać wszystkiego w jeden dzień, więc
za pomącą czerwonej wstążki oddzieliłam sfery, jakie postanowiłam w danym
czasie posprzątać. Przyciągnęłam drabinę, aby sięgnąć górnych części regałów i
pościągać z nich wszystko. Więc można było słychać jak wdrapywałam się po
drabinie, a później z niej zbiegałam przez dość długi okres czasu. Później rozrobiłam wodę z płynem wzięłam
ściereczki i kilka innych przyrządów i zdrapałam się chodząc po dość wielkich i
ciężkich regałach. Zaczęłam czyścić je na kolanach przeskakując z jednego na drugi
zwinnie.
Po
wykonaniu dość solidnej pracy kudłam na podłodze przeglądając papiery. Były tam
zwoje z technikami, Stare plany strategiczne coś doskonałego dla Shikamaru.
Bynajmniej jakby nie był tak leniwy.
Moją
uwagę przykuło wystające spod regału róg jakiegoś papieru. Wyciągnęłam je
spoglądając na młodą kobietę o pięknych błękitnych oczach. Widać było w nich
coś tajemniczego. Przyciągały uwagę. Jasne włosy podchodzące w delikatny
różowy. Lecz nie taki, jaki miała Sakura. Delikatną budowę ciała. Delikatnie
przetarłam zakurzoną fotografię.
—
Nazywała się Saeko.— Podskoczyłam słysząc za sobą czyjś głos spojrzałam się na
stojącą tuż za mną Tsunade, gdy wyciągnęła rękę po zdjęcie podałam jej je. —
Była moją kuzynką. Nasi ojcowie to byli rodzeni bracia. Była wspaniałym Ninja.
Bardzo podobnym do naszego dziadka.
— Co
się z nią stało?— Zapytałam zaciekawiona. Spoglądając na smutne spojrzenie
kobiety.
— Zginęła
podczas III Wielkiej Wojny Shinobi. — Powiedziała przygnębionym tonem.
Delikatnie podając zdjęcie.
— Nie
proszę je zachować szkoda było by je wyrzucać. A dla pani to może być cenny
skarb. — Powiedziałam spoglądając na nią, gdy przechadzała się by zobaczyć
efekty pracy.
— Wzięłaś
całkowicie na poważnie to zadanie. Jak widać. — Powiedziała kobieta widząc jak
się uśmiechnęłam.
—Jest
wiele śmieci jak i wiele ciekawych. Jak bynajmniej ręcznie robione księgi ze
spisem ziół. I dokładnym opisem ich zastosowań. — Powiedziałam podnosząc
rozwalającą się już księgę. — Chodź potrzebowałaby troszeczkę poprawek. —
Zaśmiałam się
—Shizu
wspominał, że uczyłaś się medycznego Ninjutsu. — Powiedziała Tsunade na co
ciężko westchnęłam.
— Nim
udałam się na trening zajmowałam się utrzymaniem drużyny w jednym kawałku.
Byłam jedyną osobą, która się tym przyjmowałam. Zawsze miałam coś do pierwszej
pomocy. Chodź nie mogę powiedzieć, że byłam medykiem. Shizu-sensei uznał to za
jeden z moich atutów i narzucił mi naukę medycznego Ninjutsu uznając, że mam
dar do leczenia chodź bardziej wolę walczyć. Nie dało się go przekonać wiem
przeszłam na ugodę…
—
Pozwoliłaś mu wprowadzić to w trening.
— Tak.
Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie to potrzebne. —Powiedziałam patrząc na kobietę
z uśmiechem na twarzy.
— Była
piękną kobietą. — Powiedziałam patrząc na zdjęcie i uśmiechnęłam się. — I
zapewne silną. Pani rodzina nie należała do słabych. — Powiedziałam słysząc jej
śmiech.
— Była
silniejsza ode mnie. Może kiedyś opowiem ci o niej więcej. — Powiedziała
kobieta z uśmiechem na twarzy.
—
Dziękuje Hokage-sama. — Skłoniłam się. Podniosłam się dopiero, gdy opuściła
pomieszczenie. Natomiast mnie pozostało tylko jedno. Kontynuacja porządków w
hangarze. Postawiłam kilka pustych kartonów i zaczęłam przeglądać zwoje. Do
każdego kartonu wrzucałam, co innego. Techniki związane z wodą szły pierwszego
kartonu. Starałam się sprawdzić jak najwięcej. Dość wiele ciekawych rzeczy
zawierał karton z Medycznym Ninjutsu.
~*~*~
Po
kilkugodzinnym porządkowaniu wstałam zbierając z ziemi kilka zapełnionych
kartonów. Umieściłam tam wszystko co miało związek z medycznym Ninjutsu.
Wszystko co udało mi się na razie znaleźć. Postanowiłam zanieść to Hokage. W
końcu szkoda by się zmarnowało. Skoro może wiele pomóc. Bynajmniej niech
Tsunade zdecyduje co z tym zrobić.
Wyszłam
z pomieszczenia w którym spędzałam większość część dnia. Nie żałowałam tego.
Dzięki tych chwilom znajdowałam ciekawe rzeczy. Miałam wgląd w stare akta jak i
techniki. Po treningu z Shizu wiele zrozumiałam. Wiedziałam więcej o samej
sobie jak i o własnych zdolnościach. Zatrzymałam się pod drzwiami prowadzącymi
do gabinetu Hokage i zastukałam wchodząc do środka zamykając je. Dopiero teraz dostrzegłam,
że nie była sama. Może weszłam w nie porę? Tsunade jak zwykle siedziała za
biurkiem w paskudnym nastoju. Shizune jak zwykle znalazła coś do narzekania.
Tym razem było to powolna praca pani Hokage, która jej zdaniem powinna się
bardziej przyłożyć do pracy. Hokage też człowiek. Nie maszyna.
— Przepraszam, że przeszkadzam —
Odezwałam się po chwili przykuwając uwagę kobiety. — Mogę wrócić później. —
Dodałam po chwili spoglądając na kartony — Na dziś postanowiłam zakończyć
porządki. Znalazłam kilka ciekawych rzeczy związanych z medycznym Ninjutsu więc
pomyślałam, że przyniosę pani. — Powiedziałam nie podnosząc głowy.
— O to zapewne moje stare notatki—
Powiedziała z uśmiechem Tsunade. Podniosłam wzrok utkwiwszy spojrzenie w
różowowłosej dziewczynie. Jej włosy sięgały jej do ramion. Na sobie miała
różową zapinaną bluzę bez rękawów, getry i coś w rodzaju spodenek w kolorze
jasnego różu. Buty nosiła na lekkim podwyższonym obcasie do tego miała czarne
Nagolenniki. Dziewczyna odwróciła się do mnie spoglądając na mnie swoimi
zielonymi oczami, które po chwili otworzyły się szerzej.
— Ami? Czy to naprawdę ty?— Zapytała
się podchodząc bliżej z uśmiechem na twarzy. Widać że, Sakura po egzaminie na
Chunina nie zapuściła już włosów.
— A kogo się spodziewałaś Sakuro. —
Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
— Kiedy wróciłaś?— Zapytała nie
spuszczając ze mnie wzroku, a nawet ośmieliła się mnie obejść i zmierzyć
spojrzeniem.
— Dziś w nocy.— Odpowiedziałam jej z
uśmiechem na twarzy. Cieszyło mnie że, w końcu mogłam spotkać któregoś ze
znajomych chodź nie tych, których planowałam spotkać na początku. Tsunade
pokazałam mi bym położyła kartony pod oknem. Wykonałam jej polecenie wychodząc
z biura i zaczęłam kierować się w kierunku wioski. Byłam ciekawa jak bardzo
zmienili się pozostali. Chciałabym się z nimi jak najszybciej spotkać.
Zatrzymałam się czując na swoim ramieniu czyjąś rękę. Uniosłam wzrok na Sakurę.
— Miło że, już wróciłaś. Widziałaś
się już z innymi? — Spoglądała na mnie swoimi zielonymi oczami uśmiechając się
ciepło. Była inna niż ta Sakura jaka zapadła mi w pamięci.
—Jeszcze nie. Jesteś pierwszą, którą
udało mi się spotkać.
— Z tego co mi wiadomo to nie licząc
Midori która jest w szpitalu jest jeszcze Hinata reszta aktualnie mają misje. —
Powiedziała Sakura idąc w kierunku szpitala.
— Midori jest w szpitalu? Co się
stało?— Podbiegłam do niem patrząc się na dziewczynę. Mogłam usłyszeć w swoim
tanie troskę oraz odrobinę leku.
— Została ranna na wcześniejszej
misji. — Powiedziała spoglądając na mnie. Zwiesiłam delikatnie głowę idąc koło
niej w milczeniu.
— Teraz ty opowiadaj. Jak ci idą
misje?— Zapytałam widząc spojrzenie dziewczyny. Zmarszczyłam delikatnie nos
spoglądając na nią.
— Misje? Aktualnie na nie
uczestniczę. — Odpowiedziała z delikatnym uśmiechem. A jednak jest ktoś, kto
nie uczestniczy na razie na misję jak ja? Dziwne uczucie. Myślałam, że Naruto
będzie chciał jak najwięcej chodzić. — Moja Sensei mi na to nie pozwala
— Znalazłaś mistrza? To znakomicie!—
Zawołałam z uśmiechem na twarzy. Policzki dziewczyny poczerwieniały delikatnie.
— Ah tak udałaś się na trening
znacznie wcześniej. Wiele cię ominęło.— Wyszeptała zamyślona spoglądając na
chwilę w ziemię pogrążając się w myślach. — Tsunade-sama jest moją mistrzynią.
— Dodała przykładając rękę do klatki z szerokim uśmiechem.
— Czyli postanowiłaś zostać
medycznym Ninja? He…— Uśmiechnełam się spoglądając na chwilę w niebo. — A
Naruto? Też jest na misji?
— Udał się na trening z Jiraya-sama—
Powiedziała spoglądając na mnie. Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia, po czym
cicho się zaśmiałam. Czyli też się szkoli. Cała trójka szkolą się u Saninów.
— A twój trening?
— Czasem miałam wrażenie, że to nie
dla mnie. Shizu- sensei był strasznie surowy, mało wyrozumiały. Dał mi ostro
popalić na naszych treningach. Czasem myślałam, że umrę. Ale nie żałuję. Cieszę
się ze mnie szkolił. Czuję się odrobinę silniejsza. — Powiedziałam Zatrzymując
się przy drzwiach od szpitala. Chciałam się spotkać z każdym ze swoich
znajomych. Nie mogłam się doczekać. Obawiałam się tylko reakcji dwóch osób.
Midori i Akai’a. Nie wiedziałam jak zareagują. Nie powiedziałam im o tym, że
planuję wyruszyć na trening. I nie wiem ile będzie on trwał. Ale wiedziałam
jedno. Będą na mnie niezłe wściekli.
Zastukałam do drzwi otwierając je
nie pewnie wychylając głowę w głąb Sali. Na jednym z dwóch łóżek leżała śpiąca
dziewczyna. Jej klatka powoli unosiła się w powietrzu. Spojrzałam się na nią z
uśmiechem. Włosy wydawały się być ciemniejsze od wcześniejszego chodź wciąż
były one zielone. Tył był krótszy od przodu. Na ramionach i kladce widać było bandaże.
Usiadłam na krześle wyczekując, aż się obudzi.
— Kupę lat Midori. — Odezwałam się
widząc jak dziewczyna marszczyła delikatnie czoło jak i nos unosząc delikatnie
ręce do twarzy przecierając energicznie oczy.
— He…— Odkrzyknęła nie rozpoznając
mnie od razu. Jej spojrzenie lustrowało mnie w milczeniu, aż do momentu, gdy
jej dłonie zamarły w powietrzu, a oczy otworzy się szerzej. — Ami?— Wyszeptała,
po czym poderwała się na łóżko. Przez co jej bandaż zmienił trochę zabarwienie.
— To naprawdę ty? Kiedy wróciłaś? Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? Dlaczego odeszłaś
bez pożegnania?!— Ostatnie pytanie wykrzyczała, a w jej oczach mogłam dostrzec
ból. Opuściłam wzrok milcząc przez dłuższy czas.
— Wróciłam dziś w nocy. —
Powiedziałam podnosząc wzrok, aby spojrzeć na dziewczynę — Byliście w tedy na
misji. Nie wiedziałam jak długo wam to zajmie, a musiałam wyruszać od razu.
— I tak jestem na ciebie zła—
Powiedziała oburzona Midori spoglądając na mnie.
— To zrozumiałe. Spodziewałam się
takiej reakcji po tobie… no i Akai.— Powiedziałam marszcząc nos. Bałam się reakcji
kolegi z drużyny.
—
Dlaczego tak późno przyszłaś?
— Mój mistrz załatwił mi pracę, więc
ja wykonywałam. Będzie mi zaprzątać sen z powiek dość długo. Dopiero od Sakury
dowiedziałam się, że jesteś w szpitalu. — Powiedziałam spoglądając na nią. —
Nie złość się już na mnie.
— Nic nie obiecuje. — Powiedziała
zielonowłosa spoglądając na mnie. — Ja to ja pomyśl sobie co zrobi tobie Akai
za ukrycie tego faktu.— Powiedziała dziewczyna patrząc się w moje oczy z
smutkiem.
— Nic
nie zataiłam. Powiedziałam już przecież. Nie mogłam czekać, aż wrócicie z
misji. Poprosiłam Shizu- sischo o trening. Gdy powiedział, że o świcie ruszamy
nie mogłam przecież powiedzieć, że muszę poczekać by się z wami pożegnać. Z większością
znajomych nie zdążyłam się pożegnać nie tylko z wami. Midori! Ale teraz to mi
ciśnienie podniosłaś. — Powiedziała podchodząc do drzwi. — Doskonale wiem, że
będzie na mnie wściekły. Zawsze był. Nie żałuje, że udałam się na trening. Nie
zmieniłabym zdania nawet po tym jak dowiedziałam się jaki ma charakter mój
mistrz. A teraz wybacz, że przeszkadzałam tobie w tym co aktualnie robisz.
Następnym razem grubo się zastanowię czy w ogóle jest jakaś potrzeba by
odwiedzać drużynę. — Może powiedziałam trochę za wiele. Wiedziałam, że oni mają
prawo się złościć. Wyssałam z Sali opierając się o ściany szpitala czekając na Sakurę.
Nie spodziewałam się, że zostanę miło przyjęta przez Sakurę natomiast przez
własną drużynę nie. Eh. Czego ja się spodziewałam. Zawsze tak było.
—
Ami?— Usłyszałam głos różowowłosej dziewczyny, która właśnie skończyła. — Sądziłam,
że jesteś u Midori.
—
Byłam, ale już mnie tam nie ma. Idziemy coś zjeść?— Zapytałam patrząc na nią,
gdy ta pokiwała głową i skierowaliśmy się do jednego z barów.
— Od
jak dawna uczysz się na medyka? — Zapytałam rozglądając się po wiosce. — Widać,
że już została naprawiona po zniszczeniu przez Orochimaru. — Powiedziałam
widząc jak wzdrygnęła się na jego imię. Wypuściłam powietrze. — Doszły mnie
słuchy o Sasuke.
— Ami wiem,
że jest zamknięty w sobie i algoncki, ale…
—
Sakura nie mówię, że jest zdrajcą. — Wyprzedziłam ją nim zdążyła dokończyć
zdanie. — Fakt nie ukrywał, że zwaliło mnie z nóg jak się o tym dowiedziałam.
Nie przepuszczałam, że zrobi coś tak głupiego i nie odpowiedzialnego. Jak na
niego. Ale z drugiej strony możemy się jedynie domyślać to co czuł. Bynajmniej
ja tak sądzę. — Powiedziałam siadając przy stole i zamawiając sałatkę owocową.
— Mój sischo ma tendencje do mówienia z opóźnieniem.
—
Dlaczego tak mówisz. Wydajesz się być z tego bardzo szczęśliwa. — Zdziwiła się
dziewczyna. Wzięłam miseczkę od kelnerki i zaczęłam powoli jeść.
— Uwierz
mi ze jestem. Wiele mnie nauczył. I jestem mu za to wdzięczna. Dał mi niezłe
popalić. — Zaśmiałam się spoglądając na dziewczynę. — Po twojej minie sądzę, że
twoja mistrzyni też nie należała do wyrozumiałych osób.
—
Nawet nie wiesz jak bardzo. Gdy się wścieknie jest straszna. Już się boje, co
to będzie jak Naruto wróci do wioski. Eh… Ciekawe co porabia? Zapewne wróci
silniejszy. — Mówiła spokojnie Sakura podpierając się o stół spoglądając na
mnie.
—
Każdy kiedyś musi dorosnąć Sakura. Nawet taki Naruto. Z tego co słyszałam
większość jest na misjach. Czeka mnie jeszcze spotkanie z Akai'em. Po rozmowie
z Midori nie widzę świetlanej przyszłości. A udało mi się w końcu poprawić
nasze stosunki drużynowe. A teraz. Eh. Szkoda gadać. — Powiedziałam kończąc
posiłek. Zamknęłam oczy. — Sakura?
— Tak?
— Spojrzała na mnie dziewczyna spoglądając w moje oczy.
— Też
jesteś zła o to, że poszłam bez pożegnania? — Zapytałam zerkając na blat stołu.
— No
coś ty.— Zaśmiała się dziewczyna— Fakt byłam zdziwiona tym, iż udałaś się na
trening tak szybko, ale Neji wyjaśnił to Hinacie, że nie miałaś, kiedy.
Dowiedziałaś się, że masz wyruszać kilka godzin wcześniej jak byś odmówiła nie
byłoby w tedy odwrotu. Ja na twoim miejscu bym postąpiła tak samo. Wiem jak to
jest być w cieniu drużyny. — Powiedziała Sakura z uśmiechem i zapłaciła za
zamówienia. — Tym razem to ja stawiam. Muszę iść. Jutro mam poranną zmianę. —
Powiedziała wstałam za nią żegnając się z nią przy kwiaciarni Yamanaka i udałam
się w kierunku swojego domu.
Na
dworze panował już półmrok, gdy zatrzymałam się przed wejściem do klanu Hyuuga
spoglądając na białe ściany, które malowałam. Oczywiście nadepnąłem na odcisk
Nejiemu. Tak te dawne czasy, gdy stale się ze sobą biliśmy. Ciekawe jak bardzo się zmienił? Rozejrzałam się w milczeniu nie chcą
przeszkadzać. Podobno Hinata została w wiosce? Może to sprawdzić?
— Na
kogoś czekasz?— Usłyszałam męski głos za sobą. Spojrzałam się przez ramię. Już
gdzieś kojarzyłam tego mężczyznę. Jego jasne oczy jak i opaska na czole. Był z gałęzi
klanu. Hm? Jak mu tam było?
Pomyślałam delikatnie przykładając rękę do brody. Ko!
No tak ochroniarz Hinaty.
—
Zastanawiam się. — Powiedziałam spoglądając na budynki. — Czy Hinata jest
zajęta w tej chwili.
—
Ami?— Zdziwił się mężczyzna, który właśnie sobie też przypomniał o tym jak
miałam na imię. Kiwnęłam delikatnie głową spoglądając na budynki. — Panienka
Hinata wiele o pani opowiadała.
—
Pani? Proszę nie mów tak o mnie jestem po prostu Ami. – Zaśmiałam się
spoglądając na niego.
—
Proszę za mną zaprowadzę cię do niej. Zapewne się ucieszy na pani powrót. —
Powiedział. Zamknęłam oczy. Znowu pani.
Wypuściłam ciężko powietrze idąc za nim do głównego domu. Gdy Ko wyciągnął rękę
bym się zatrzymała tak postąpiłam. Uchylił drzwi spoglądając na mężczyznę w długich
włosach. Koło niego siedział jakiś staruszek. Jak i… Hanabi. Ale urosła. Nie dostrzegłam jednak
Hinaty. Wiedziałam, że nie miała zbyt dobrych kontaktów z ojcem. Chodź po jej
opowieściach nie przepadałam ze tym człowiekiem. Zamknęłam oczy.
— Przepraszam,
że przeszkadzam panie. Ale przyprowadziłem gościa do panienki Hinaty. —
Powiedział Ko.
— O tej
porze? — Zdziwił się mężczyzna unosząc jedną brew do góry. Widząc jak Ko się odsunąłbym
mogła wejść do środka. Zrobiłam tak zatrzymując się w przejściu.
—
Dzień dobry i przepraszam, że o tak późnej porze. — Powiedziałam zerkając na szeroko otwarte oczy
dziewczyny o ciemnoniebieskich włosach sięgających jej pasa, były ścięte na
prosto. Miała też grzywkę za krótką jednak, aby zakryły jej brwi. Jej oczy były
takie same jak w tedy gdy poraz ostatni ją widziałam. Jasne o odcieniu lawendy.
Jej strój uległ zmianie. Miała na sobie bluzę w kolorach lawendy i śmietany, z
czarnym kratkowanym kołnierzem. Na szyi
wciąż nosiła swój ochraniacz, który zmienił barwę z niebieskiego na czarny.
Spodnie były koloru granatowego. — Witaj
Hinata. — Powiedziałam nie pewnie nie wiedząc jak zareaguje. Jej oczy otworzyły
się szerzej, gdy doszło do niej to kim byłam. Wstała nie opuszczając ze mnie
wzroku.
— Ami?
— Wyszeptała, a ja delikatnie kiwnęłam głową czując po chwili jak dziewczyna
mnie objęła. Delikatnie poklepałam ją po ramieniu.
—
Wszystko w porządku. Mogę przyjść jutro. nie chcę przeszkadzać. — Powiedziałam widząc
jak dziewczyna skłoniła się przed ojcem jak i siostrą i nieznanym mi staruszkiem,
po czym złapała mnie za rękę i pociągnęła w nieznanym kierunku.
—
Kiedy wróciłaś?— Zapytała, gdy usiadłyśmy na drewnianej podłodze spoglądając w
niego. Wypuściłam powietrze. Coś tak czułam, że to pytanie będę słyszała
jeszcze wiele razy.
—
Dziś. W nocy. Prawie dwadzieścia cztery godziny. — Powiedziałam widząc spojrzenie
dziewczyny.
—
Dlaczego wcześniej nie przyszłaś?
— Gdy
przyszłam było jeszcze za wcześnie, aby się włóczyć po wiosce. Gdy się
obudziłam mój mistrz załatwił mi pracochłonną robotę u Hokage-sama. Później
spotkałam się z Sakurą. Udałam się z nią do szpitala gdzie odwiedziłam Midori,
Ale szkoda o tym gadać. Później udałam się do baru z Sakura. No i po drodze
zaszłam tu. Słyszałam, że ułatwisz ważne klanowe sprawy, więc nie chciałam ci w
nich przeszkadzać. Tak w telegraficznym skrócie. — Zaśmiałam się biorąc kubek z
napojem. — Jeszcze nie widziałam wszystkiego. Większość czasu zajmuje mi porządkowanie
pomieszczenia.
—
Dobrze a co planujesz na jutro?— Zapytała się Hinata z uśmiechem na twarzy.
— Co
planuje? Hmmm. Na pewno będę porządkować. Jeszcze wiele pracy mnie czeka tam. Później
nie mam żadnych większych planów. No chciałabym udać się na cmentarz odwiedzić
grób Suwaru. — Powiedziałam spoglądając na niebo. — Widać, że stałaś się
silniejsza i pewniejsza siebie.
— Od
razu pewniejsza siebie wydaje ci się to. — Zaśmiała się dziewczyna.
~*~*~
Zapomniałam
już jak to było móc z kimś porozmawiać tak spokojnie i luźno jak z Hinatą. Bardzo się za nimi stęskniłam. Opowiadałam
jej o tym jak wyglądał pierwszy dzień treningu. O tym ile zwiedziłam i co udało
mi się zobaczyć. Ona zaś opowiadała mi o tym jak mijał czas jej w wiosce. Miło
mnie zaskoczyła tym, że ćwiczył ją Neji.
—
Naprawdę trenowałaś z nim?— Zdziwiłam się spoglądając na nią nie więżąc własnym
uszom
—
Oczywiście. Nie rozpoznasz go. — Zaśmiała się widząc moją zdziwioną minę. — Stał
się milszy niż był przedtem.
— Czy
on był kiedykolwiek miły? — Powiedziałam
przekręcając głowę w bok starając się sięgnąć pamięcią czasów, gdy był miły. Eh
chyba nie dla mnie. Zgodziłam się z tym.
— Nie mogę sobie tego wyobrazić Neji miły. Hmm… Musiało naprawdę niezłe
mu się oberwać. — Mówiłam to raczej sama do siebie. Zasiałam się.
Od
Hinaty wyszłam po pierwszej w nocy po czym skierowałam się prosto do domu.
Jutro musiałam wstać jak najwcześniej, aby zacząć porządki. Chciałam się dowiedzieć,
co jeszcze skrywają mury owego pomieszczenia. Na mojej twarzy gościł uśmiech,
gdy przygotowana do spania położyłam się na tym ach tak wygodnym łóżku, jakim
było moje. I zasnęłam.