Od
Egzaminu na Chunina minęło już dobry tydzień. A wioska powoli podnosiła się z
zadanych ran. Każdy mieszkaniec postanowił pomóc w odbudowie zniszczonych
budynków. Mimo to, iż za wszystko winny był jeden z Saninów imieniem
Orochimaru. Ziarko nienawiści zostało już zasiane. Piasek stracił Kazekage po
czym zostali wykorzystani. Konoha straciła wielu dobrych shinobi oraz… Hokage. Mimo
to czy warto było zniszczyć te lata sojuszu? Wątpię.
Wpatrywałam
się z okna swojego domu. Mnie lekarze trzymali dwa dni. Co było dość dużym
zaskoczeniem dla nich gdy moje rany szybko się zagoiły. I nie mieli już po
prostu powodów by mnie tam trzymać. Na mojej twarzy pojawił się delikatny
uśmiech. Po czym spojrzałam się na ubranie żałobne i ubrałam go wychodząc z
domu i kierując się do pałacu Hokage by oddać ostatni hołd. Staruszkowi. Mimo
że chciałam płakać z moich łez nie ciekły żadne łzy. To chyba już było
przyzwyczajenie. Podświadomie stosowałam się do 25 zasady. I z resztą
wiedziałam, że Staruszek nie chciałby widzieć łez tylko uśmiechy. Zawsze taki
był. Weszła do środka udając się na dach. Zebrali się wszyscy shinobi.
Spojrzałam się na przyjaciół i podeszłam do nich. Mimo iż spoglądałam się na
osobę mówiącą żadne słowa do mnie nie dochodziły. Po prostu zaczęłam podchodzić
trzymając w ręku ki wiata by położyć na trumnie. Poczym odwróciłam się zerkając
na zapłakanego chłopca. Konohamaru- wnuk III Hokaga. Przekręciłam głowę w bok
spoglądając na swoją drużynę i udałam się tam spoglądając w milczeniu na niebo,
które znacznie zaczęło się rozchmurzać.
-
Hokage się cieszy, że wioska dalej istnieje.- Wyszeptałam kierując się z nimi.
-
Może i masz rację.- Powiedziała Midori idąc o kulach.
-
Jestem ciekaw, kto będzie kolejnym
Hokage.- Powiedział Akai spoglądając na mnie.
-
Przerwali egzaminy?- Wyszeptała Midori spoglądając na mnie.
-
Tak.- Powiedziałam z zamkniętymi oczami spoglądając na ziemię po chwili.
Oddychałam spokojnie
-
Jestem ciekaw czy udało ci się zdać.- Powiedział Akai spoglądając na mnie.
-
Dobrze walczyłaś.- Powiedział sensei. Pokręciłam przecząco głową.
-
Co się stało?- Zdziwiła się Midori spoglądając na mnie ze zdziwieniem.
-
Może i walczyłam dobrze, lecz nie jestem jeszcze gotowa by zostać chuninem.-
Powiedziałam spoglądając na nich.
-
Walczyłam ryzykując własne zdrowie liczyło się dla mnie jedynie by dostać się
go Finału. – Powiedziałam spoglądając na nich.
-
A jako chinin miałabym na swoich barkach życie swoich towarzyszy. Nie dojrzałam
jeszcze na tyle.- Powiedziałam z uśmiechem na twarzy spoglądając na ziemię i
uśmiechając się do nich.
-
By położyć na szali życie kompanów.- Powiedziałam przykładając dłonie do serca
i zamykając oczy oddychając spokojnie.
-
Chunin powinien umieć zadecydować. I być
odpowiedzialnym. Natomiast jakim byłaby chuninem, który ryzykuje na darmo życie?-
Zapytałam spoglądając na nich.
-
Rozumiem.- Powiedział Sensei uśmiechając się na widok mojego uśmiechu.
-
Ami!- Usłyszałam znajomy głos. Spojrzałam się na Hinatę, która machała w moim
kierunku.
-
Coś cię stało?- Zapytałam się spokojnym tonem.
-
Możemy porozmawiać?- Zapytała się nieśmiało. Przekrzywiłam głowę i spojrzałam
się na nią. Zaczęłam iść za nią. Wchodząc na pole treningowe.
-
O co chodzi?- Spojrzałam się na jej plecy.
-
Jesteś bardzo silna. – Powiedziała spoglądając na mnie.
-
Mądra i odważna.- Dodała Hinata. Zmarszczyłam brwi.
-
Brzmisz jak byś właśnie oddawała hołd umierającemu.- Powiedziałam spoglądając
na nią a ona się zaśmiała.
-
Może odrobinkę.- Powiedziała uśmiechając się.
-
To nie zabawne.- Powiedziałam poważnie spoglądając na nią.
-
Tak wiem, ale wiesz.- Zaczęła spoglądając na ziemię.
-
Moja walka z Neji’m mimo ze się starałam nie byłam w stanie nic zrobić. –
Powiedziała smutnym tonem.
-
Bardzo chciałabym się zmienić.- Powiedziała zaciskając dłonie w pięści.
-
Wiem o tym Hinata.- Powiedziałam spokojnym tonem.
-
Pomogłabyś mi?- Zapytała się spoglądając się na mnie. Otworzyłam szerzej buzie
okazując palcem na siebie.
-
Tak ty Ami. – Powiedziała.
-
Czy nie powinien uczyć cię ktoś z twojego klanu?- Zapytałam zerkając na nią nie
pewnie.
-
Tak, ale…- rwała a jej oczy stały się smutnie i pełne bólu mimo ze na twarzy
gościł śliczny uśmiech. Widziałam, że cierpi.
-
Moje treningi są dość trudne. I nie nauczę cię jak stosować byakugana sama
będziesz musiała do tego dojść.- Powiedziałam z zamkniętymi oczami.
-
Wiem o tym.- Powiedziała spokojnie.
-
Jestem gotowa na wszystko.- Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-
Dobrze, więc przygotuj się. Jutro za piętnaście czwarta tutaj. Weź śpiwór. –
Powiedziałam spoglądając na nią.
-
Tak.- Powiedziała uśmiechając się do mnie.
-
Od jutra zaczniemy trzytygodniowy trening. W tym czasie nawet na chwile nie
wejdziemy do wioski. Rozumiesz. – Powiedziałam spoglądając na nią.
-
Tak Ami.- Powiedziała i wyciągnęła rękę, którą uściskałam delikatnie.
-
Postaram się byś stała się silniejsza.- Powiedziałam uśmiechając się do
przyjaciółki.
-
Do zobaczenia Ami.- Powiedziała biegnąc w kierunku klanu a ja udałam się by
przygotować się na trening. Pierwszy raz miałam trenować z kimś. Musiałam
wymyśleć jeszcze jakiś plan zajęć. Usiadłam rozpisując dokładnie, co kiedy
będzie robione po czym zamknęłam oczy zasypiając.