Szłam powolnym krokiem
w stronę pozostałych zawodników. Może do mnie jeszcze nie dochodziło, że
wygrałam. Nie miałam pojęcia po prostu chciałam odpocząć. Oczywiście jak to ja
musiałam zejść z areny bez najmniejszej oznaki, iż ucieszyłam się z wygranej,
co wywołało u większości widzów mieszane uczucia. Nie dziwiłam się im tak
niedawno Naruto ukazywał swoją radość nawet Temari. Lecz nie ja.
Wchodziłam powoli po schodkach ignorując lekarzy.
Wchodziłam powoli po schodkach ignorując lekarzy.
— Pójdziesz z nami. — Powiedział
jeden z lekarzy zagradzając mi drogę.
— Nie widzę takiej
potrzeby.— Powiedziałam zamykając oczy.
— A ja wręcz przeciwnie Ami musimy cię zbadać —
Powiedział spokojnie spoglądając w moim kierunku.
— Zgłoszę się po
egzaminie. — Powiedziałam omijając go i
bez słowa weszłam. Spojrzałam się na pozostałych. Naruto oczywiście podbiegł do
mnie i miał pretensje o to, że się nawet nie ucieszyłam tym, że wygrałam. Zamknęłam
jedynie oczy. W końcu już taka byłam. Poważna w takich sytuacjach. Podeszłam do
barierki czekając na ostatnią już walkę. Sasuke kontra Gaara. Byłam ciekawa
wyniku tego. Czy wygra najlepszy uczeń z tego roku czy natomiast wygra piasek?
Co do owej walki miałam
mieszane uczucia. Ale nie wypowiadałam niczego na głos. Musiałam sobie po
układać wszystkie wiadomości jakie miałam. Oczywiście po rozmowie z Naruto
wyjaśniło się już dość wiele. Ale wciąż za mało. Wiedziałam już kim jest jenjuriki. I z
jakiego powodu Naruto był tak silny. Natomiast wiele pytań było bez odpowiedzi.
Dlaczego właśnie on został tak bardzo napiętnowany? Dlaczego czwarty Hokage
poświęcił właśnie jego szczęście? Zamknęłam
oczy rozmyślając dalej. Lecz nic nie przychodziło mi do głowy.
— A może nie
przyjdzie. — Powiedziała Temari
wpatrując się w arenę. Zmrużyłam oczy.
— Nie on na pewno się
pojawi— Powiedział Gaara zniecierpliwiony już czekaniem.
— Ami….
Gdzie
on do diabła się podziewa?
— Ami?
Może
jednak stchurzyl i nie zamierza walczyć?
— Ami…
A
może to jest owa rana, o której mówiła Sakura?
— Ami do cholery jasnej
możesz nie błądzić myślami. — Usłyszałam jak ktoś wydarł mi się centralnie do
ucha. Spojrzałam się na bardzo znaną mi osobę.
— A pan nie ma lepszych
zajęć jak wydzieranie się mi do ucha.— Powiedziałam zerkając na członka ANBU,
który od czasu do czasu przyglądał mi się jak trenowałam czy czasem wypytywał o
szczegóły mojego niegdyś uprowadzenia z wioski. W prawdzie już strach, przed
ANBU mi minął. Zrozumiałam od tego czasu wiele i w prawdzie nie musiałam się
ich już obawiać.
—
Chciałem ci jedynie pogratulować wygranej — Powiedział spokojnym tonem. Mimo to
wiedziałam, że coś się działo bez powodu by tu nie przyszedł. Pogratulować… Nie… Na pewno w to nie uwierzę
znam już trochę ANBU, więc wiem co najczęściej robią. A on na pewno by się nie
fatygował po to. Zmarszczyłam brwi.
—
Nie przejmuj się Ami— Powiedział kładąc
mi na ramieniu rękę. Zmrużyłam oczy. Przeczuwał, że coś podejrzewam. Ze
wszystkich ANBU z jakim miałam, kiedy kolwiek do czynienia on był najbardziej
wyczulany ta tym punkcie że coś się odkryje czy po prostu stara się ukryć.
—
Nie martwię się. — Powiedziałam spokojnym tonem. Zamknęłam oczy by uspokoić
swój oddech mimo to i tak czułam na sobie spojrzenia pozostałych. Gdy chciałam
powiedzieć coś dostrzegłam, że nikogo koło niej nie było.
—
Skąd znasz ANBU? — Zdziwił się Shikamaru.
—
Skąd?? — Zdziwiłam się zerkając na niebo.
—
Tak skąd?
—
Po prostu był Anbu, który był odpowiedziały za moje bezpieczeństwo po moim
porwaniu.- Powiedziałam spokojnie.
—
Ale słyszałem, że po tamtym zdarzeniu nie nawiedziłaś ANBU.
—
Shikamaru to nie tak, że ich nienawidziłam leczy po prostu im nie ufałam. — Powiedziałam
spokojnie.
—
To na jedno wychodzi. — Powiedział Kankuro, lecz mało mnie co obchodziło.
—
Nie. Nie na jedno wychodzi. — Powiedziałam spoglądając się na rodzinę piasku po
czym zamknęłam oczy zastanawiać się. Zamknęłam
oczy. Podeszłam do ściany i oparłam głowę zamykając. Przysnęło mi się na
trochę.
~&~
Poderwałam
się po tym jak usłyszałam donośny huk. Dosłownie nie miałam pojęcia co się
stało. Nikogo z zdających nie było. Natomiast wokół był wielki Harmider. Nasi
walczyli z ludźmi z dźwięku i o dziwo z piaskiem.
Piasek?
Zdziwiłam
się wpatrując się w ochraniacze na ich czołach. Nie było pomyłki to byli
Shinobi piasku.
Dlaczego?
Kolejne
pytanie pojawiło się w mojej skołowanej głowie. Co prawda to prawda nie miałam zielonego
pojęcia, co mogło się dziać.
Zdradzili nas?
Gdy
w końcu zrozumiałam co się stało. Wybiegłam z areny musiałam coś zrobić.
Konoha… Konoha jest w niebezpieczeństwie. Wybiegłam z areny zerkając na
zagorzałe walki. Wyjęłam kunia i zaczęłam walczyć z przeciwnikami.
Jeden.
Podbiegłam
do jakiegoś mężczyzny i zaatakowałam go z nienadzka. Po chwili upadł. Nie
miałam pojęcia czy jeszcze żyje czy nie. Nie miałam czasu na to. Musiałam
działać.
Drugi.
Namierzyłam
kolejnego przeciwnika. Odbiłam się od ziemi i zaatakowałam kolejnego. Lecz tym
razem nie udał się atak z zaskoczenia. Zwiększyłam przepływ chakry by móc
zwiększyć swoją prędkość. Po czym wbiłam kunaja w bok owego przeciwnika. O
dziwo jak na razie natrafiałam na jakiś słabych.
Trzeci.
Nim
upadł na ziemię zaczełam biec do kolejnego celu. Okazała się nim czarnowłosa
dziewczyna z wioski dźwięku. Zamknęłam na chwile oczy.
—
Hoshishi!— Zawołałam i uderzyłam w plecy dziewczyny. Która upadła na ziemię.
Odbiłam się od dachu unikając tym samym kunai. Upadłam na ziemię i zaczęłam
biec a za mną ruszyło troje z piasku. Prychnęłam cicho zakręcając w mała
uliczkę. Oczywiście za mną podążyli „Myśliwi”
Czwarty.
Złapałam
za rękę brązowowłosego o takich samych oczach po czym odbiłam się od ziemi i
wykręciłam ja do tyłu. Koło mojej głowy przeleciał kunia wbijając się w ścianę.
Wyjęłam kunia i rzuciłam w przeciwnika.
—
Kunia: Kage bunshin no Jutsu— Powiedziałam tworząc tym samym tysiące kunai,
które wbiły się w owego Shinobiego. Po ich stylu walki mogłam wnioskować, że byli
niedoświadczonymi Shinobi.
Pięć.
Shinobi,
którego trzymałam skorzystał z mojej nie uwagi i z całej siły kopnął mnie w
podbrzusze. Wyplułam dużą ilość krwi wbijając się w ścianę budynku stojącego za
mną. Odbiłam się od ściany i upadłam na kolana. Po chwili oberwałam podmuchem
wiatru. Zgromadziłam chakrę i z całej siły uderzyłam w chłopaka sprawiając, że
uderzył z impetem s budynek. Od razu zaatakowałam go kunaiejm. Wstałam z ziemi
zerkając na chłopaka. Nie miał więcej niż dwanaście lat. Wyglądał jak śpi. Zamknęłam
oczy kierując się dalej.
Sześć.
Siedem.
Osiem.
Dziewięć.
Dziesięć.
Spojrzałam
się na otaczających mnie Shinobi. Była to mieszanka kilku z dźwięku i kilku z
piasku. Wszyscy śmieli się na mój widok uważając mnie za słabą i bezbronną dziewczynę.
—
Kogo my tu widzimy.— Powiedział z uśmiechem na twarzy.
—
Genin.
—
Z łatwością się z nią rozprawimy. — Powiedzieli naraz. Zrobiłam pośpiesznie
pieczęć.
—
Tsumetai Kiri— Powiedziałam spokojnie zamykając oczy. A wokół mnie i
przeciwników pojawiła się gęsta mgła. Po chwili jednak można była usłyszeć
krzyki. Gdy mgła opadła stałam z kuniem w dłoniach.
–
Pomocy!— Moim uszom doszedł donośny krzyk. Zaczełam się rozglądać zastanawiając
się skąd mógł pochodzić.
—Pomocy!—
Ponowny krzyk dochodzący z uliczki obok. Pobiegłam tam zerkając na małą
dziewczynkę stojącą przy ścianie a do niej podchodził Shinobi piasku. W dłoni
miał kunia z wybuchową notką. Nie było czasu do zastanawiania się. W prawdzie
nawet nie miałabym, pomiędzy czym wybrać.
Czy
uratować dziecko dając się zabić? Czy natomiast zostawić dziecko samemu i pójść
walczyć?
Złapałam
przeciwnika za rękę i okręciłam się rzucając nim o ścianę, która po chwili
wybuchła. Miałam jedynie resztki chakry. Z trudem zgromadziłam ją w stopach i
podbiegłam do dziewczynki po czym odepchnęłam ją.
~Dziewczynka~
Huk.
Mała
dziewczynka podniosła główkę rozglądając się wokoło.
Kłęby kuzu.
Zmrurzyła
oczka starając się dostrzec co się stało. Pod dłonią poczuła dziwną lepką maź.
Podniosła rączkę zerkając na krew.
Zamarła.
Wpatrywała
się z przerażeniem na krew. A do oczu napłynęły jej łzy.
—
N….Nic ci nie jest?— Usłyszała czyjś głos. Zaczęła się rozglądać.
—
Nie…—Powiedziała spokojnie.
—
To dobrze.— Ponownie się odezwał owy głos. Dziewczynka spojrzała się przed siebie
zerkając na stos gruzów i zasłoniła usta.
—
Gomene.—Wyszeptała zapłakana dziewczynka. Patrząc na czarnowłosą dziewczynę
mocno poturbowaną w plecach miała wbity Futon Shuriken. A prawą nogę miała
przygniecioną prze głaz.
—Nie
przepraszaj to nic takiego.— Powiedziała dziewczyna i uwolniła nogę po czym wyjęła
z pleców Shurikena. — Musisz udać się do
schronu.— Powiedziała dziewczyna spoglądając na dziewczynkę z uśmiechem
natwarzy
—
A pani? — Zapytała nie pewnie wstając z ziemi.
—
Mną się nie przejmuj Idź!— Powiedziała czarnowłosa dziewczyna. Sprawiając tym
samym, że mała zaczęła biec przed siebie.
~Ami~
Wpatrywałam
się w biegnącą dziewczynkę w kierunku schronu. Moje ciało nie było w stanie się
poruszyć. Upadlam na twarz na ziemię.
—
Sima ta! — Wycedziłam przez zaciśnięte zęby. A moje oczy zaczęły powoli się
zamykać aż otoczyła mnie ciemność.